Krwi pobratymcze

Smarzowskiego słabo uhonorowano w Gdyni, choć był moralnym zwycięzcą festiwalu. „Wołyń” urzekł również tych, którzy obrazowi źle życzyli. Film wyważony, dobrze napisany, dużo zawdzięcza pisarzowi Srokowskiemu. Sceny rzezi na „skrwawionych ziemiach” po przejściu sowieckiego i niemieckiego walca przerażają, lecz to nie jest marne kino przemocy. 

Rzecz spełnia się w wymiarze artystycznym, moralnym, popularyzatorskim. Ta pierwsza opowieść o ukraińskich czystkach etnicznych (poza epizodem w „Ogniomistrzu Kaleniu”) pokazuje i jednostki, i kontekst historii. Błędy w polityce narodowościowej II Rzeczypospolitej, straszna wojna, sowiecka agitacja, nadzieje OUN i UPA na
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: