Z Węgier dobrze widać

„Księżyce Jowisza” bronią się jako dokument, fantastyka, obraz filozoficzny, warsztatowy majstersztyk. Mundruczó, as węgierskiego kina niezależnego, pokazał ten obraz w Cannes 2017. Wygrał nim Festiwal Fantastyczny w Sitges, pomyślany dla stricte gatunkowych dzieł jak „Maska”, ale dający też szansę naszemu Majewskiemu („Lokis”), Szulkinowi („Oczy uroczne”), Kolskiemu („Grający z talerza”).

Mundruczó nie lawiruje między pop i high, gra jednym i drugim. Gdy pokazuje uchodźców forsujących granicę, stłoczonych z kurami w ciężarówce, tonących, biegnących przez błota i zarośla – sięga poziomu rekonstrukcji „Dunkierki” i „Szeregowca Ryana”. Postrzelony uciekinier Ayran
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: