Polski cud. 101 km drogi wodnej

Chłopak w przeciwsłonecznych okularach podchodzi do potężnych, drewnianych bram śluzy. Na wiadukcie przystaje kilku gapiów. Ale on nie myśli o gwiazdorzeniu. Jest robota do zrobienia.

Z bezpiecznej perspektywy leśnego duktu wszystko wygląda zupełnie normalnie. Ot, zwykła śluza. Wystarczy jednak podejść nieco bliżej barierki, aby przekonać się, że nie do końca jest tu tak „normalnie. To nie jest zwykła śluza. Mam pewne opory, aby wychylić się zza barierek. Widok pode mną robi wrażenie. Oberwanie betonowej ściany, pionowo w dół, głęboko na siedem metrów. To połowa wysokości niemałego bloku mieszkalnego. Na dole huk wody pieniącej się u stóp śluzowych bram. I
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: