Wielki Post od rozproszenia

Wstawałem rano: papieros, kawa. Ten nie najzdrowszy rytuał zawsze przedłużał się w nieskończoność za sprawą mediów społecznościowych. Druga kawa, piąty papieros, 60. minuta. Sprawy mniejszej wagi: śniadanie czy spacer z psem stawały się ważne dopiero wówczas, gdy żołądek z czworonogiem zaczynali się domagać atencji. Trzeba było przecież sprawdzić, kto i komu, co „udostępnił”, jak się mają sprawy od Nowego Jorku do Awidjewki. I koniecznie wdać się w kłótnię oraz przejrzeć oferty aukcyjne.

Powiadomienia na Facebooku i Twitterze przychodzą z taką prędkością, że nim zdołam się odkopać z gąszcza nocnych „lajków”, nim odpowiem na co ważniejsze, to żołądek, pies i
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: