Grzegorz Wierzchołowski

Leszek Misiak
Gratulacje w imieniu lotników W związku z wręczeniem Wośce złotego medalu „Za zasługi dla obronności kraju” otrzymał on wiele listów z gratulacjami od najbardziej znaczących osób w polskiej armii. Prezes Bumaru Ireneusz Żmudziński stwierdził w piśmie do Wośki: „Przyznane odznaczenie jest uhonorowaniem Pana pracy i inicjatyw, które przyczyniają się do rozwoju i umacniania obronności kraju”. Dowódca Marynarki Wojennej admirał Tomasz Mathea także złożył prezesowi gratulacje, jednocześnie „z przykrością” informując, że nie będzie mógł być obecny „na spotkaniu towarzyskim, honorującym to ważne wydarzenie”. Treść listu Mathei wskazuje, że spotkanie towarzyskie, na które zaprosił go Wośko, odbyło się 1 grudnia 2011 r. Z wyrazami uznania dla dokonań Marka Wośki pośpieszył również dowódca...
Grzegorz Wierzchołowski
Gratulacje w imieniu lotników W związku z wręczeniem Wośce złotego medalu „Za zasługi dla obronności kraju” otrzymał on wiele listów z gratulacjami od najbardziej znaczących osób w polskiej armii. Prezes Bumaru Ireneusz Żmudziński stwierdził w piśmie do Wośki: „Przyznane odznaczenie jest uhonorowaniem Pana pracy i inicjatyw, które przyczyniają się do rozwoju i umacniania obronności kraju”. Dowódca Marynarki Wojennej admirał Tomasz Mathea także złożył prezesowi gratulacje, jednocześnie „z przykrością” informując, że nie będzie mógł być obecny „na spotkaniu towarzyskim, honorującym to ważne wydarzenie”. Treść listu Mathei wskazuje, że spotkanie towarzyskie, na które zaprosił go Wośko, odbyło się 1 grudnia 2011 r. Z wyrazami uznania dla dokonań Marka Wośki pośpieszył również dowódca...
Leszek Misiak
Po co Rosji broń funkcjonariuszy BOR? Także zbadanie broni, jaką mieli przy sobie funkcjonariusze BOR będący na pokładzie samolotu (funkcjonariuszom, którzy mieli zabezpieczać teren w Smoleńsku i Katyniu przed lądowaniem, Rosjanie zabronili, by zabrali ze sobą broń), mogłoby dać odpowiedź, czy z broni tej strzelano po katastrofie. Jak wiadomo, na filmie znanym z internetu pod nazwą „Samolot płonie” słychać wystrzały. Według analizy dostarczonej z Niemiec zespołowi parlamentarnemu ds. katastrofy smoleńskiej – to odgłosy pochodzące z broni palnej. „Analiza sprawia wrażenie bardzo profesjonalnej – zarówno obraz, jak i dźwięk. Dźwięk jest wyczyszczony i odszumiony, a obraz przejrzysty, najlepszy ze wszystkich, jakie widziałem. Analizę zrobiono bardzo szczegółowo, z dźwiękiem podzielonym na...
Grzegorz Wierzchołowski
Po co Rosji broń funkcjonariuszy BOR? Także zbadanie broni, jaką mieli przy sobie funkcjonariusze BOR będący na pokładzie samolotu (funkcjonariuszom, którzy mieli zabezpieczać teren w Smoleńsku i Katyniu przed lądowaniem, Rosjanie zabronili, by zabrali ze sobą broń), mogłoby dać odpowiedź, czy z broni tej strzelano po katastrofie. Jak wiadomo, na filmie znanym z internetu pod nazwą „Samolot płonie” słychać wystrzały. Według analizy dostarczonej z Niemiec zespołowi parlamentarnemu ds. katastrofy smoleńskiej – to odgłosy pochodzące z broni palnej. „Analiza sprawia wrażenie bardzo profesjonalnej – zarówno obraz, jak i dźwięk. Dźwięk jest wyczyszczony i odszumiony, a obraz przejrzysty, najlepszy ze wszystkich, jakie widziałem. Analizę zrobiono bardzo szczegółowo, z dźwiękiem podzielonym na...
Leszek Misiak
Gdy w grudniu 2011 r. Agencja Mienia Wojskowego (AMW) wysłała pismo do prokuratury wojskowej z wnioskiem o deklarację śledczych dotyczącą Tu-154, ci stwierdzili, że samolot będzie im jeszcze potrzebny. Małgorzata Golińska z AMW powiedziała wówczas w rozmowie z RMF FM: „Trwają prace biegłych, którzy prowadzą jakieś czynności badawcze związane ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, więc musimy brać również pod uwagę to, że ten samolot będzie jeszcze potrzebny prokuraturze”. Według naszych informacji wojskowi śledczy chcieli w 2012 r. przeprowadzić kilka innych eksperymentów, jednak po rozwiązaniu 36. Pułku Lotnictwa Transportowego przez ministra obrony pozostał… tylko jeden pilot, który mógłby uczestniczyć w takim doświadczeniu. Tymczasem do eksperymentów na samolocie tego...
Grzegorz Wierzchołowski
Gdy w grudniu 2011 r. Agencja Mienia Wojskowego (AMW) wysłała pismo do prokuratury wojskowej z wnioskiem o deklarację śledczych dotyczącą Tu-154, ci stwierdzili, że samolot będzie im jeszcze potrzebny. Małgorzata Golińska z AMW powiedziała wówczas w rozmowie z RMF FM: „Trwają prace biegłych, którzy prowadzą jakieś czynności badawcze związane ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, więc musimy brać również pod uwagę to, że ten samolot będzie jeszcze potrzebny prokuraturze”. Według naszych informacji wojskowi śledczy chcieli w 2012 r. przeprowadzić kilka innych eksperymentów, jednak po rozwiązaniu 36. Pułku Lotnictwa Transportowego przez ministra obrony pozostał… tylko jeden pilot, który mógłby uczestniczyć w takim doświadczeniu. Tymczasem do eksperymentów na samolocie tego...
Leszek Misiak
Przygłupy na pasie Niebezpieczne sytuacje na płycie lotniska Siewiernyj, po których pas startowy powinien zostać czasowo wyłączony z użytku, rozpoczęły się już półtorej godziny przed katastrofą. O godz. 7.12 czasu polskiego – tuż przed lądowaniem Jaka-40 – zagrożenie dla naszego samolotu spowodowali niezidentyfikowani dotychczas żołnierze rosyjscy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony (FSO). „K..., żołnierze! K... twoja mać!” – denerwował się Paweł Pliusnin, kierownik lotów na wieży w Smoleńsku. Chwilę później kontrolerzy przygotowujący się do przyjęcia Jaka-40 krzyczeli: „Dzwoń do Kowaliowa, niech...”, „Żołnierzowi powie się w prawo niech... Zawołaj Kowaliowa, powiedz w prawo ochronę...”, „Sierioża, ja cię, k..., zabiję! Ci żołnierze znowu są na pasie, kurde! Ale ty... na...
Grzegorz Wierzchołowski
Przygłupy na pasie Niebezpieczne sytuacje na płycie lotniska Siewiernyj, po których pas startowy powinien zostać czasowo wyłączony z użytku, rozpoczęły się już półtorej godziny przed katastrofą. O godz. 7.12 czasu polskiego – tuż przed lądowaniem Jaka-40 – zagrożenie dla naszego samolotu spowodowali niezidentyfikowani dotychczas żołnierze rosyjscy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony (FSO). „K..., żołnierze! K... twoja mać!” – denerwował się Paweł Pliusnin, kierownik lotów na wieży w Smoleńsku. Chwilę później kontrolerzy przygotowujący się do przyjęcia Jaka-40 krzyczeli: „Dzwoń do Kowaliowa, niech...”, „Żołnierzowi powie się w prawo niech... Zawołaj Kowaliowa, powiedz w prawo ochronę...”, „Sierioża, ja cię, k..., zabiję! Ci żołnierze znowu są na pasie, kurde! Ale ty... na...
Leszek Misiak
– Gen. Paweł B., któremu prokuratura postawiła zarzuty w związku z tragedią smoleńską, nie weźmie na siebie całej odpowiedzialności, bo oznaczałoby to koniec jego kariery i odejście w niesławie – bo nie ochronił życia prezydenta Polski i Pierwszej Damy oraz życia byłego prezydenta RP na uchodźstwie. Tym bardziej że Janicki i Paweł B. nie są w wielkiej zażyłości, to taka przyjaźń służbowa – uważają informatorzy „GP” z Biura. Gen. Paweł B. – przypomnijmy – został zdymisjonowany i usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków w trakcie m.in. przygotowań do wizyty Lecha Kaczyńskiego, a także poświadczenia nieprawdy. Ludzie „Jastrzębia” Wiceszef BOR gen. Paweł B. to były szef ochrony Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy pełnił on funkcję prezydenta RP. – Szefowie wydziałów i oddziałów w BOR...
Grzegorz Wierzchołowski
– Gen. Paweł B., któremu prokuratura postawiła zarzuty w związku z tragedią smoleńską, nie weźmie na siebie całej odpowiedzialności, bo oznaczałoby to koniec jego kariery i odejście w niesławie – bo nie ochronił życia prezydenta Polski i Pierwszej Damy oraz życia byłego prezydenta RP na uchodźstwie. Tym bardziej że Janicki i Paweł B. nie są w wielkiej zażyłości, to taka przyjaźń służbowa – uważają informatorzy „GP” z Biura. Gen. Paweł B. – przypomnijmy – został zdymisjonowany i usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków w trakcie m.in. przygotowań do wizyty Lecha Kaczyńskiego, a także poświadczenia nieprawdy. Ludzie „Jastrzębia” Wiceszef BOR gen. Paweł B. to były szef ochrony Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy pełnił on funkcję prezydenta RP. – Szefowie wydziałów i oddziałów w BOR...
Grzegorz Wierzchołowski
Według protokołu dyplomatycznego MSZ, 10 kwietnia 2010 r. na lotnisku w Smoleńsku powinna być podstawiona kolumna samochodowa w składzie: samochód pilotujący, samochód protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany, samochód VIP pary prezydenckiej, samochód VIP dla byłego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, samochód ambasadora RP, który miał przewozić ambasadora Jerzego Bahra i szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka, M-bus (12-osobowy) dla członków delegacji oficjalnej, M-bus dla członków Rodzin Katyńskich, autobus dla członków delegacji oficjalnej, parlamentarzystów i osób towarzyszących oraz dwa autobusy dla pozostałych członków polskiej delegacji. – Oprócz przewidzianych w protokole dyplomatycznym pojazdów powinny być też dwa lub trzy samochody ochronne, które...
Leszek Misiak
Według protokołu dyplomatycznego MSZ, 10 kwietnia 2010 r. na lotnisku w Smoleńsku powinna być podstawiona kolumna samochodowa w składzie: samochód pilotujący, samochód protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany, samochód VIP pary prezydenckiej, samochód VIP dla byłego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, samochód ambasadora RP, który miał przewozić ambasadora Jerzego Bahra i szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka, M-bus (12-osobowy) dla członków delegacji oficjalnej, M-bus dla członków Rodzin Katyńskich, autobus dla członków delegacji oficjalnej, parlamentarzystów i osób towarzyszących oraz dwa autobusy dla pozostałych członków polskiej delegacji. – Oprócz przewidzianych w protokole dyplomatycznym pojazdów powinny być też dwa lub trzy samochody ochronne, które...
Leszek Misiak
Prokuratorzy nie zajęli się także ministrem Millerem jako współodpowiedzialnym za złe przygotowanie wizyty prezydenta Kaczyńskiego (Millerowi podlegał BOR). Jednocześnie prokuratorzy na podstawie oceny biegłych stwierdzili, że szef BOR dopuścił się wielu uchybień w przygotowaniu wizyty i ochrony głowy państwa 10 kwietnia 2010 r. Logiczne wydawałoby się więc zbadanie, czy minister, którego obowiązkiem było nadzorowanie BOR, dopełnił swoich obowiązków. Dlaczego śledczy nie chcą podjąć tego wątku? Niewątpliwie mieliby ku temu prawne podstawy, ponieważ ustawa o ministrze spraw wewnętrznych, ustawa o BOR oraz instrukcja HEAD, wydana w 2009 r. przez szefa MON, wskazują, że odpowiedzialność za ochronę prezydenta, w tym samolotu, którym podróżuje poza granicami państwa, ponoszą minister spraw...
Grzegorz Wierzchołowski
Prokuratorzy nie zajęli się także ministrem Millerem jako współodpowiedzialnym za złe przygotowanie wizyty prezydenta Kaczyńskiego (Millerowi podlegał BOR). Jednocześnie prokuratorzy na podstawie oceny biegłych stwierdzili, że szef BOR dopuścił się wielu uchybień w przygotowaniu wizyty i ochrony głowy państwa 10 kwietnia 2010 r. Logiczne wydawałoby się więc zbadanie, czy minister, którego obowiązkiem było nadzorowanie BOR, dopełnił swoich obowiązków. Dlaczego śledczy nie chcą podjąć tego wątku? Niewątpliwie mieliby ku temu prawne podstawy, ponieważ ustawa o ministrze spraw wewnętrznych, ustawa o BOR oraz instrukcja HEAD, wydana w 2009 r. przez szefa MON, wskazują, że odpowiedzialność za ochronę prezydenta, w tym samolotu, którym podróżuje poza granicami państwa, ponoszą minister spraw...
Leszek Misiak
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę wyrażającą zgodę na zejście na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego Musia, załogi Tu-154M 101 oraz Iła-76 usłyszały od Rosjan podobne słowa. Z informacji „GP” wynika, że wersję o wydaniu pilotom tupolewa zgody na zejście do 50 m potwierdził też w prokuraturze por. Artur Wosztyl – pilot Jaka-40. Jak twierdzi nasz informator, w aktach śledztwa znajduje się jego zeznanie z 21 kwietnia 2010 r. (karta nr 1165). „Słyszałem, że kontroler lotniska poinformował załogę tupolewa o widzialności 400 m, i jeszcze słyszałem, jak mówił do nich, żeby nie schodzili poniżej 50 m” – zeznał Wosztyl. Słowa kontrolera z wieży w Smoleńsku, które mogły sprowadzić na...
Grzegorz Wierzchołowski
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę wyrażającą zgodę na zejście na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego Musia, załogi Tu-154M 101 oraz Iła-76 usłyszały od Rosjan podobne słowa. Z informacji „GP” wynika, że wersję o wydaniu pilotom tupolewa zgody na zejście do 50 m potwierdził też w prokuraturze por. Artur Wosztyl – pilot Jaka-40. Jak twierdzi nasz informator, w aktach śledztwa znajduje się jego zeznanie z 21 kwietnia 2010 r. (karta nr 1165). „Słyszałem, że kontroler lotniska poinformował załogę tupolewa o widzialności 400 m, i jeszcze słyszałem, jak mówił do nich, żeby nie schodzili poniżej 50 m” – zeznał Wosztyl. Słowa kontrolera z wieży w Smoleńsku, które mogły sprowadzić na...
Leszek Misiak
Za najistotniejsze uchybienia biegli uznali brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi w kwietniu 2010 r., brak niezbędnych specjalistów w grupie rekonesansowej i grupach zabezpieczających (funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika, lekarza sanitarnego), nieprzeprowadzenie rekonesansu lotniska Siewiernyj, brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku oraz brak wyposażenia funkcjonariuszy grup zabezpieczających w broń palną. O wszystkich tych zaniedbaniach już w 2010 r. pisała „Gazeta Polska”. Oczywiście jak w wielu innych przypadkach oskarżono nas wówczas o teorie spiskowe. Parasol ochronny nad Janickim Wokół BOR od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej panuje dziwne milczenie. Niedługo po tragedii zwróciliśmy się do gen. Janickiego z...
Grzegorz Wierzchołowski
Za najistotniejsze uchybienia biegli uznali brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi w kwietniu 2010 r., brak niezbędnych specjalistów w grupie rekonesansowej i grupach zabezpieczających (funkcjonariusza grupy lotniskowej, pirotechnika, lekarza sanitarnego), nieprzeprowadzenie rekonesansu lotniska Siewiernyj, brak obecności funkcjonariusza BOR na lotnisku oraz brak wyposażenia funkcjonariuszy grup zabezpieczających w broń palną. O wszystkich tych zaniedbaniach już w 2010 r. pisała „Gazeta Polska”. Oczywiście jak w wielu innych przypadkach oskarżono nas wówczas o teorie spiskowe. Parasol ochronny nad Janickim Wokół BOR od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej panuje dziwne milczenie. Niedługo po tragedii zwróciliśmy się do gen. Janickiego z...
Leszek Misiak
Szef BOR powiedział publicznie dziesięć dni po tragedii, że nie wiedział, kto leci samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Katynia. To oznacza, że gen. Janicki nie zapoznał się z planem ochrony prezydenta na czas delegacji do Katynia i nie podpisał tego planu, a co za tym idzie – nie nakazał go procedować. Może zrobił to jego zastępca, gen. Paweł Bielawny? Za ochronę prezydenta i premiera zawsze osobistą odpowiedzialność ponosi szef Biura. Jeśli nawet zastępca ds. ochronnych coś przeoczy czy zawali, w przypadku tych dwóch najważniejszych osób w państwie szef BOR ma obowiązek to wychwycić. To jego święty obowiązek i za to ponosi odpowiedzialność. Za to mu płacą, a nie za administrowanie majątkiem Biura i zapewnienie utrzymania funkcjonariuszom. Gdy ja byłem zastępcą ds. ochronnych, szef...
Grzegorz Wierzchołowski
Szef BOR powiedział publicznie dziesięć dni po tragedii, że nie wiedział, kto leci samolotem 10 kwietnia 2010 r. do Katynia. To oznacza, że gen. Janicki nie zapoznał się z planem ochrony prezydenta na czas delegacji do Katynia i nie podpisał tego planu, a co za tym idzie – nie nakazał go procedować. Może zrobił to jego zastępca, gen. Paweł Bielawny? Za ochronę prezydenta i premiera zawsze osobistą odpowiedzialność ponosi szef Biura. Jeśli nawet zastępca ds. ochronnych coś przeoczy czy zawali, w przypadku tych dwóch najważniejszych osób w państwie szef BOR ma obowiązek to wychwycić. To jego święty obowiązek i za to ponosi odpowiedzialność. Za to mu płacą, a nie za administrowanie majątkiem Biura i zapewnienie utrzymania funkcjonariuszom. Gdy ja byłem zastępcą ds. ochronnych, szef...
Leszek Misiak
Rosyjski atak na serwery Wszystko zaczęło się w połowie września 2009 r., tuż po wizycie premiera Władimira Putina w Polsce oraz po starciach w Sejmie, dotyczących brzmienia uchwały w sprawie zbrodni katyńskiej i rocznicy 17 września 1939 r. Jak w październiku 2009 r. informowała „Rzeczpospolita”, miesiąc wcześniej doszło do zorganizowanego ataku cybernetycznego na serwery polskich instytucji państwowych. Atak na polskie ośrodki rządowe został przeprowadzony z terytorium Federacji Rosyjskiej. Zmasowane cyberuderzenie w instytucje państwa polskiego zostało jednak – jak twierdzono – powstrzymane w wyniku interwencji informatyków Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (kontrwywiad do tej pory nie ujawnił, jakie dane chcieli przechwycić lub zniszczyć działający z terytorium Rosji...
Grzegorz Wierzchołowski
Rosyjski atak na serwery Wszystko zaczęło się w połowie września 2009 r., tuż po wizycie premiera Władimira Putina w Polsce oraz po starciach w Sejmie, dotyczących brzmienia uchwały w sprawie zbrodni katyńskiej i rocznicy 17 września 1939 r. Jak w październiku 2009 r. informowała „Rzeczpospolita”, miesiąc wcześniej doszło do zorganizowanego ataku cybernetycznego na serwery polskich instytucji państwowych. Atak na polskie ośrodki rządowe został przeprowadzony z terytorium Federacji Rosyjskiej. Zmasowane cyberuderzenie w instytucje państwa polskiego zostało jednak – jak twierdzono – powstrzymane w wyniku interwencji informatyków Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (kontrwywiad do tej pory nie ujawnił, jakie dane chcieli przechwycić lub zniszczyć działający z terytorium Rosji...
Leszek Misiak
Decyzja taka zapadła, choć w zapisach przygotowanych przez Instytut Ekspertyz Sądowych prof. Jana Sehna w Krakowie brak wypowiedzi, które komisja przypisała dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzejowi Błasikowi. Obala to główne tezy raportu, dotyczące błędnego odczytywania przez pilotów wysokości oraz pośredniej presji wywieranej rzekomo przez gen. Błasika. Zapis stenogramów podważa także tezę o zderzeniu z brzozą, o czym piszemy w tekście obok. Ponadto kilka dni temu upadł ostatni argument przemawiający za obecnością generała Błasika w kokpicie Tu-154, a więc rzekome odnalezienie jego ciała właśnie w resztkach kabiny pilotów. Jak stwierdził bowiem rzecznik prokuratury wojskowej, płk Zbigniew Rzepa, odpowiadając na pytania „Wprost”: „Ciało gen. Andrzeja Błasika zostało znalezione w...
Grzegorz Wierzchołowski
Decyzja taka zapadła, choć w zapisach przygotowanych przez Instytut Ekspertyz Sądowych prof. Jana Sehna w Krakowie brak wypowiedzi, które komisja przypisała dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzejowi Błasikowi. Obala to główne tezy raportu, dotyczące błędnego odczytywania przez pilotów wysokości oraz pośredniej presji wywieranej rzekomo przez gen. Błasika. Zapis stenogramów podważa także tezę o zderzeniu z brzozą, o czym piszemy w tekście obok. Ponadto kilka dni temu upadł ostatni argument przemawiający za obecnością generała Błasika w kokpicie Tu-154, a więc rzekome odnalezienie jego ciała właśnie w resztkach kabiny pilotów. Jak stwierdził bowiem rzecznik prokuratury wojskowej, płk Zbigniew Rzepa, odpowiadając na pytania „Wprost”: „Ciało gen. Andrzeja Błasika zostało znalezione w...
Leszek Misiak
Krakowscy biegli stwierdzili w październiku 2010 r., że kopia ta jest zniekształcona przydźwiękiem sieci energetycznej lub buczeniem spowodowanym użyciem przez Rosjan złego (nieekranowanego) kabla. Ale mimo to udało się im odczytać z tej słabej kopii m.in. komendę kapitana Arkadiusza Protasiuka: „Odchodzimy” i „Tam jest takie obniżenie”. W styczniu 2011 r. prokuratorzy z Warszawy udają się do Moskwy po trzecią kopię zapisów. Ciekawe, że trafiła do Polski dopiero miesiąc po jej nagraniu, poprzez polską ambasadę w Moskwie. W maju 2011 r. do Rosji jedzie prokurator generalny Andrzej Seremet. Rosjanie godzą się, by polscy biegli przyjechali do Moskwy, by wykonać kolejną kopię i zbadali oryginały rejestratorów i taśm. 31 maja 2011 r., ponad rok po katastrofie, eksperci polscy mogą...
Grzegorz Wierzchołowski
Krakowscy biegli stwierdzili w październiku 2010 r., że kopia ta jest zniekształcona przydźwiękiem sieci energetycznej lub buczeniem spowodowanym użyciem przez Rosjan złego (nieekranowanego) kabla. Ale mimo to udało się im odczytać z tej słabej kopii m.in. komendę kapitana Arkadiusza Protasiuka: „Odchodzimy” i „Tam jest takie obniżenie”. W styczniu 2011 r. prokuratorzy z Warszawy udają się do Moskwy po trzecią kopię zapisów. Ciekawe, że trafiła do Polski dopiero miesiąc po jej nagraniu, poprzez polską ambasadę w Moskwie. W maju 2011 r. do Rosji jedzie prokurator generalny Andrzej Seremet. Rosjanie godzą się, by polscy biegli przyjechali do Moskwy, by wykonać kolejną kopię i zbadali oryginały rejestratorów i taśm. 31 maja 2011 r., ponad rok po katastrofie, eksperci polscy mogą...
Grzegorz Wierzchołowski
Bezgłośne zderzenie z brzozą Niewątpliwie odczyt polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna, zaprzeczający obecności gen. Błasika w kabinie, obala teorię naciskową. Głosu generała po prostu nie ma na taśmie. Te pomówienia były, jak już dziś wiemy, wymysłem komisji Jerzego Millera. Na taśmie nie ma też rzekomego uderzenia w brzozę, co, według raportów MAK i komisji Millera, miało zapoczątkować tragedię. Ekspertyza biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych wykazuje, że odgłosy opisane w tamtych raportach jako „dźwięki zderzenia się z drzewami” (w raporcie Rosjan) albo „ciągły sygnał akustyczny” i „odgłos przypominający stuknięcie” (w polskim raporcie) to „odgłosy przemieszczających się przedmiotów”. Zaczynają się one jeszcze przed momentem rzekomego uderzenia w...
Leszek Misiak
Bezgłośne zderzenie z brzozą Niewątpliwie odczyt polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna, zaprzeczający obecności gen. Błasika w kabinie, obala teorię naciskową. Głosu generała po prostu nie ma na taśmie. Te pomówienia były, jak już dziś wiemy, wymysłem komisji Jerzego Millera. Na taśmie nie ma też rzekomego uderzenia w brzozę, co, według raportów MAK i komisji Millera, miało zapoczątkować tragedię. Ekspertyza biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych wykazuje, że odgłosy opisane w tamtych raportach jako „dźwięki zderzenia się z drzewami” (w raporcie Rosjan) albo „ciągły sygnał akustyczny” i „odgłos przypominający stuknięcie” (w polskim raporcie) to „odgłosy przemieszczających się przedmiotów”. Zaczynają się one jeszcze przed momentem rzekomego uderzenia w...
Leszek Misiak
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę o zejściu na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego, Tu-154M 101 oraz Ił-76 dostały od Rosjan taką samą komendę. Remigiusz Muś słyszał te słowa w radiostacji pokładowej. Powiedział nam: – Komenda ta dla nas, iła i tupolewa brzmiała: „Odejście na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 m (po rosyjsku: »uchod na wtaroj krug nie mienie piatdiesiat mietrow«)”. O ile w pojedynczym przypadku można by mieć wątpliwości, czy technik pokładowy jaka wszystko dobrze zrozumiał, o tyle mało prawdopodobne jest, by Muś przesłyszał się aż trzykrotnie. Tym bardziej że chorąży zna dobrze język rosyjski, także w specyficznych kwestiach lotniczych. Czy...
Grzegorz Wierzchołowski
Jak twierdzi Muś, rosyjski kontroler podał Jakowi-40 komendę o zejściu na wysokość 50 m, czyli poniżej przepisowej wysokości 100 m, na której podejmuje się decyzję o lądowaniu. Według chorążego, Tu-154M 101 oraz Ił-76 dostały od Rosjan taką samą komendę. Remigiusz Muś słyszał te słowa w radiostacji pokładowej. Powiedział nam: – Komenda ta dla nas, iła i tupolewa brzmiała: „Odejście na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 m (po rosyjsku: »uchod na wtaroj krug nie mienie piatdiesiat mietrow«)”. O ile w pojedynczym przypadku można by mieć wątpliwości, czy technik pokładowy jaka wszystko dobrze zrozumiał, o tyle mało prawdopodobne jest, by Muś przesłyszał się aż trzykrotnie. Tym bardziej że chorąży zna dobrze język rosyjski, także w specyficznych kwestiach lotniczych. Czy...
Leszek Misiak
Załoga oczyszczona z zarzutów Stwierdzenie przez ekspertów z Krakowa, że na nagraniach rozmów z kokpitu Tu-154 nie zarejestrowano głosu gen. Andrzeja Błasika, nie tylko obala ostatecznie teorię o naciskach na załogę. Przekreśla także dotychczasowe spekulacje na temat winy pilotów, zawarte w raportach MAK i komisji Millera. Przypomnijmy, że podstawowymi zarzutami wobec lotników, sformułowanymi przez polskich i rosyjskich ekspertów, były: zbyt późne przerwanie manewru podejścia do lądowania (a według Rosjan: manewru lądowania), korzystanie z niewłaściwego wysokościomierza w ostatniej fazie lotu oraz zła koordynacja działań członków załogi. Polscy piloci – według raportu Millera – tuż przed katastrofą nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują, a gdy zorientowali się,...
Grzegorz Wierzchołowski
Załoga oczyszczona z zarzutów Stwierdzenie przez ekspertów z Krakowa, że na nagraniach rozmów z kokpitu Tu-154 nie zarejestrowano głosu gen. Andrzeja Błasika, nie tylko obala ostatecznie teorię o naciskach na załogę. Przekreśla także dotychczasowe spekulacje na temat winy pilotów, zawarte w raportach MAK i komisji Millera. Przypomnijmy, że podstawowymi zarzutami wobec lotników, sformułowanymi przez polskich i rosyjskich ekspertów, były: zbyt późne przerwanie manewru podejścia do lądowania (a według Rosjan: manewru lądowania), korzystanie z niewłaściwego wysokościomierza w ostatniej fazie lotu oraz zła koordynacja działań członków załogi. Polscy piloci – według raportu Millera – tuż przed katastrofą nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują, a gdy zorientowali się,...
Leszek Misiak
Po wylocie z Jekaterynburga samolot z prezydentem jeszcze raz lądował w Rosji, tym razem w Irkucku na Syberii. Z naszych informacji wynika, że postój tłumaczono koniecznością wypoczęcia załogi embraera. W tych samych miejscowościach prezydent Komorowski zatrzymał się w drodze powrotnej z Chin – o czym poinformowały tylko lokalne rosyjskie portale internetowe, nazywając lądowania Komorowskiego „technicznymi”. O przystankach w Rosji wspomniało jeszcze bardzo ogólnie i lakonicznie TVP Info, ale tylko w relacji telewizyjnej (na portalu internetowym nie ma na ten temat ani słowa). Embraer pretekstem? Delegacja z prezydentem Komorowskim na czele poruszała się samolotem Embraer 175, czarterowanym od spółki Eurolot. Maszyny te mają prawie trzykrotnie mniejszy zasięg niż samoloty, które...
Grzegorz Wierzchołowski
Po wylocie z Jekaterynburga samolot z prezydentem jeszcze raz lądował w Rosji, tym razem w Irkucku na Syberii. Z naszych informacji wynika, że postój tłumaczono koniecznością wypoczęcia załogi embraera. W tych samych miejscowościach prezydent Komorowski zatrzymał się w drodze powrotnej z Chin – o czym poinformowały tylko lokalne rosyjskie portale internetowe, nazywając lądowania Komorowskiego „technicznymi”. O przystankach w Rosji wspomniało jeszcze bardzo ogólnie i lakonicznie TVP Info, ale tylko w relacji telewizyjnej (na portalu internetowym nie ma na ten temat ani słowa). Embraer pretekstem? Delegacja z prezydentem Komorowskim na czele poruszała się samolotem Embraer 175, czarterowanym od spółki Eurolot. Maszyny te mają prawie trzykrotnie mniejszy zasięg niż samoloty, które...
Leszek Misiak
Z informacji, które podał w czasie poniedziałkowej konferencji z dziennikarzami, wynika, że były to, biorąc pod uwagę ciężar zarzutów, najpoważniejsze śledztwa prokuratora. Czy i w tej tragedii okaże się, że u jej podłoża leżała gra interesów? Przybył stwierdził przed strzeleniem sobie w głowę, że stawiane mu zarzuty dotyczące sprawy inwigilacji dziennikarzy miały zdezawuować inne jego śledztwa. Niedawno Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, którym kierował, wszczął trzy śledztwa w sprawie wyłudzeń, kradzieży i ustawiania przetargów w armii, o wartości kilkuset milionów złotych. Na poniedziałkowej konferencji Przybył podkreślał, że planowane przez Prokuraturę Generalną próby likwidacji prokuratury wojskowej są groźne dla państwa, bo jest ona...
Grzegorz Wierzchołowski
Z informacji, które podał w czasie poniedziałkowej konferencji z dziennikarzami, wynika, że były to, biorąc pod uwagę ciężar zarzutów, najpoważniejsze śledztwa prokuratora. Czy i w tej tragedii okaże się, że u jej podłoża leżała gra interesów? Przybył stwierdził przed strzeleniem sobie w głowę, że stawiane mu zarzuty dotyczące sprawy inwigilacji dziennikarzy miały zdezawuować inne jego śledztwa. Niedawno Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, którym kierował, wszczął trzy śledztwa w sprawie wyłudzeń, kradzieży i ustawiania przetargów w armii, o wartości kilkuset milionów złotych. Na poniedziałkowej konferencji Przybył podkreślał, że planowane przez Prokuraturę Generalną próby likwidacji prokuratury wojskowej są groźne dla państwa, bo jest ona...
Leszek Misiak
To nie pierwsza katastrofa tupolewa, której okoliczności były podobne do smoleńskiej, jednak skutki są nieporównywalne. W 2006 r. kirgiski Tu-154 w czasie rozbiegu na drodze startowej uderzył prawym skrzydłem w lewy silnik samolotu Boeing KC-135. W wyniku uderzenia oderwała się końcówka skrzydła, tak jak w polskim Tu-154. Mimo uszczerbku kirgiski samolot oderwał się od ziemi, wzniósł ponad lotnisko, a następnie załoga wykonała lądowanie awaryjne. Nikt nie zginął, samolot też nie doznał dodatkowych uszkodzeń. Natomiast 10 kwietnia 2010 r. taki sam polski samolot miał po ułamaniu kawałka skrzydła obrócić się aż o 180 stopni i uderzyć w ziemię dachem. Kolejna katastrofa Tu-154 podczas awaryjnego lądowania też miała nieporównywalne skutki do katastrofy smoleńskiej. 7 września 2010 r....
Grzegorz Wierzchołowski
To nie pierwsza katastrofa tupolewa, której okoliczności były podobne do smoleńskiej, jednak skutki są nieporównywalne. W 2006 r. kirgiski Tu-154 w czasie rozbiegu na drodze startowej uderzył prawym skrzydłem w lewy silnik samolotu Boeing KC-135. W wyniku uderzenia oderwała się końcówka skrzydła, tak jak w polskim Tu-154. Mimo uszczerbku kirgiski samolot oderwał się od ziemi, wzniósł ponad lotnisko, a następnie załoga wykonała lądowanie awaryjne. Nikt nie zginął, samolot też nie doznał dodatkowych uszkodzeń. Natomiast 10 kwietnia 2010 r. taki sam polski samolot miał po ułamaniu kawałka skrzydła obrócić się aż o 180 stopni i uderzyć w ziemię dachem. Kolejna katastrofa Tu-154 podczas awaryjnego lądowania też miała nieporównywalne skutki do katastrofy smoleńskiej. 7 września 2010 r....
Leszek Misiak
Klich poucza pilotów Choć podpisane przez Morozowa i Klicha pismo pochodzi z 3 maja 2010 r. (przypomnijmy, że wstępny raport MAK został opublikowany dopiero 20 maja 2010 r.), to zawiera wiele zdecydowanych sformułowań. Uderzają one wyłącznie w pilotów Tu-154. W rekomendacjach można przeczytać m.in., że załoga tupolewa nie tylko nie podjęła na czas decyzji o odejściu na drugi krąg, lecz także celowo kontynuowała zniżanie. Polscy piloci – według dokumentu – nie zareagowali również właściwie na alarm systemu ostrzegawczego TAWS. Padają też zarzuty powtórzone potem w raportach komisji MAK i Jerzego Millera: Tu-154 wyleciał bez aktualnej informacji pogodowej, załoga w ostatniej fazie lotu posługiwała się błędnie wysokościomierzami, piloci nie byli przygotowani do operacji przewożenia VIP-...
Grzegorz Wierzchołowski
Klich poucza pilotów Choć podpisane przez Morozowa i Klicha pismo pochodzi z 3 maja 2010 r. (przypomnijmy, że wstępny raport MAK został opublikowany dopiero 20 maja 2010 r.), to zawiera wiele zdecydowanych sformułowań. Uderzają one wyłącznie w pilotów Tu-154. W rekomendacjach można przeczytać m.in., że załoga tupolewa nie tylko nie podjęła na czas decyzji o odejściu na drugi krąg, lecz także celowo kontynuowała zniżanie. Polscy piloci – według dokumentu – nie zareagowali również właściwie na alarm systemu ostrzegawczego TAWS. Padają też zarzuty powtórzone potem w raportach komisji MAK i Jerzego Millera: Tu-154 wyleciał bez aktualnej informacji pogodowej, załoga w ostatniej fazie lotu posługiwała się błędnie wysokościomierzami, piloci nie byli przygotowani do operacji przewożenia VIP-...
Leszek Misiak
Arek od razu udał się do księdza w pobliskiej parafii, który opiekował się internowanymi w więzieniu w Uhercach. Ksiądz, widząc go zasmuconego, że nie zdąży na rodzinną kolację z braćmi, zaraz uruchomił swoje kontakty. Zawiózł go do miejscowej stacji kolejowej, skąd przejęli Arka kolejarze i „wyczarterowanym” specjalnie w tym celu parowozem zawieźli do Zagórza. Tam już czekał dalekobieżny do stolicy, którego wyjazd inni kolejarze wstrzymali pod jakimś pozorem. Dzięki tej solidarnej pomocy Arek zdążył na wigilijną kolację. Gdy stanął w drzwiach, żona i dzieci popłakali się ze szczęścia. Lepszego prezentu pod choinkę nie mogły się spodziewać. – Gdy dowiedziałem się, że Arek przyjechał, w pierwszej chwili chciałem go, jako najstarszy w rodzinie, ochrzanić. No bo jak to? Nie wie, że...
Grzegorz Wierzchołowski
Arek od razu udał się do księdza w pobliskiej parafii, który opiekował się internowanymi w więzieniu w Uhercach. Ksiądz, widząc go zasmuconego, że nie zdąży na rodzinną kolację z braćmi, zaraz uruchomił swoje kontakty. Zawiózł go do miejscowej stacji kolejowej, skąd przejęli Arka kolejarze i „wyczarterowanym” specjalnie w tym celu parowozem zawieźli do Zagórza. Tam już czekał dalekobieżny do stolicy, którego wyjazd inni kolejarze wstrzymali pod jakimś pozorem. Dzięki tej solidarnej pomocy Arek zdążył na wigilijną kolację. Gdy stanął w drzwiach, żona i dzieci popłakali się ze szczęścia. Lepszego prezentu pod choinkę nie mogły się spodziewać. – Gdy dowiedziałem się, że Arek przyjechał, w pierwszej chwili chciałem go, jako najstarszy w rodzinie, ochrzanić. No bo jak to? Nie wie, że...
Grzegorz Wierzchołowski
Według naszych informacji, Komorowski i Turowski znali się już w latach 90., a ich wspólnym znajomym – jak twierdzą nasi rozmówcy – miał być spokrewniony z Komorowskim dyplomata Stanisław G. Więcej można powiedzieć o znajomości prezydenta z ppłk. Leszkiem T. W listopadzie 2007 r. zgłosił się on do Bronisława Komorowskiego z propozycją pomocy w zdemaskowaniu rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej. Nie do prokuratury, która jest właściwym do tego miejscem, ale do marszałka Sejmu. Po wizycie ppłk. T. Bronisław Komorowski zorganizował tajne spot-kanie z udziałem T., szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i Pawła Grasia. Po nim ABW wszczęła działania operacyjne wobec członków Komisji Weryfikacyjnej pod pretekstem rzekomej korupcji (weryfikacji żołnierzy WSI za pieniądze), czego jednak nie...

Pages