50 LAT MINĘŁO…

Myślę, że każdy młody miłośnik samochodów ma swojego motoryzacyjnego bohatera. Dla synów siostry mojej żony jest nim ich ojciec, który wykosztował się na podróż do Włoch i pokazał im fabrykę Ferrari. Dla syna mojego znajomego takim herosem mogę być ja, bo raz podjechałem na osiedle samochodem z czterema rurami wydechowymi, wzbudzając zachwyt u małoletniego Mikusia.

Dla mnie takim guru był wujek Fredek. Właściwie to nie był prawdziwy wujek, tylko kolega taty z pracy. Miał Fiata 125p w wersji Akropolis, czyli najszybszą wersję tego samochodu. Gdy zabierał mnie na przejażdżkę, z wiaduktu na Trasie Łazienkowskiej pędziliśmy z prędkością ponad 100 km/h. Wersja
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: