Łysina hipisa

Na krakowskich ulicach lat 80. ubiegłego wieku królowali muzycznie dwaj geniusze. Cygański skrzypek Stefan Dymiter i Maciek Maleńczuk. Ślepy, garbaty wirtuoz przykuwał mnie do chodnika. Mogłem go słuchać godzinami. Opowiadał dźwiękami, malował flażoletami, wyczarowywał muzyczną architekturę, która przekraczała wszelkie ograniczenia. Kraków stawał się magiczny dzięki niemu. Każdy, kto dysponował choć ziarnkiem wrażliwości, dawał się uwieść jego muzyce. Poszukajcie, proszę, w sieci nielicznych nagrań, które po nim zostały. Pomnóżcie to przez dziesięć i zrozumiecie, o czym piszę.

Przez osiem lat sam żyłem z muzyki. Zaczynałem na bębnach w krzepickim liceum. Uczył
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: