Porozumienie w centrum

Każda rewolucja kiedyś się kończy i pozostawia grupę zasłużonych niedocenionych, którzy faktycznie walnie przyczynili się do sukcesu, ale w nowej rzeczywistości nie są odpowiednio, ich zdaniem, wykorzystywani. Nie jest to zjawisko nowe. Dowódcom napoleońskim przychodziło bratać się z byłymi rojalistami, a szlachetnym rewolucjonistom ze starą arystokracją, której nie udało się im w odpowiednim czasie dorżnąć. Dylematy te zauważałem u nas już w okresie Okrągłego Stołu – tyle że dziś inaczej widzę ich charakter. Nie chodziło przecież o aspekt estetyczno-etyczny, ale raczej o to, kto kogo wykorzystał i kto kogo wykiwał.

Oczywiście ta analogia może prowokować postawę
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: