Nr 34 z 21 sierpnia 2019

Polski przewoźnik wciąż dynamicznie się rozwija – z sukcesem wdrożył dotychczas 6 bezpośrednich połączeń ze stolicy Węgier, tworząc w Budapeszcie swoją kolejną po Warszawie bazę i zatrudniając węgierskie załogi pokładowe i pilotów. Na tym firma nie poprzestaje. Na inaugurację czeka bowiem 6 kolejnych bezpośrednich połączeń LOT-u z Budapesztu, w tym jedno dalekiego zasięgu. LOT wciąż wzmacnia swoją pozycję na rynku, z powodzeniem otwierając nowe połączenia i stając się tym samym znaczącym konkurentem nie tylko dla europejskich linii. Przewoźnik szybko wychwytuje przewozowe trendy i efektywnie reaguje na tendencje panujące na rynku. Obecnie istotnym celem spółki  jest rozwój w Budapeszcie hubu przesiadkowego dla pasażerów z Europy Środkowo-Wschodniej. Realizacją wcześniejszych...
Blisko rok temu świat obiegła informacja, że chiński naukowiec zmodyfikował genetycznie dzieci kilku par świeżo upieczonych rodziców, i to bez ich wiedzy. Eksperyment został uznany za skrajnie niemoralny i nieetyczny. Aby zapobiec tego typu sytuacjom w przyszłości, chiński rząd postanowił uregulować tę kwestię prawnie. Na łamach „Gazety Polskiej” kilkakrotnie opisywaliśmy szokujący eksperyment przeprowadzony przez chińskiego naukowca He Jiankuiego, który zdecydował się zmodyfikować genetycznie dzieci bliżej nieokreślonej liczby par świeżo upieczonych rodziców. Z pomocą potężnego narzędzia biotechnologii, czyli CRISPR-Cas9 (metoda inżynierii genetycznej pozwalająca na manipulacje genomem danego organizmu), usunięto im gen CCR5, którego brak w genomie ludzi skutkuje odpornością na...
Marszałek Józef Piłsudski był miłośnikiem motoryzacji. Ten wątek pomija się w tekstach historycznych. Bo wydaje się niepoważny. Wizerunek męża stanu widocznie nie współgra z tak trywialną cechą, jaką jest zainteresowanie motoryzacją. A Piłsudski uwielbiał szybką jazdę. Najbardziej cenił amerykańskie samochody marki Cadillac. Znając miłość Marszałka do tej marki, w 1934 roku zamówiono dla niego w Stanach Zjednoczonych model 355D, który przypłynął do Polski prawdopodobnie na przełomie lutego i marca 1935 roku. Wtedy Piłsudski zobaczył auto i ponoć zapytał: „Trumnę mi tu kupiliście?”. Żart okazał się ponury, bo jak wiadomo, niedługo potem Marszałek zmarł. Po jego śmierci z samochodu korzystała żona, a potem przejął go marszałek Edward Rydz-Śmigły, który na początku II wojny światowej...
Ideolodzy aksamitnego totalitaryzmu krzyczą: nie ma czegoś takiego jak ideologia LGBT, to nie ideologia, lecz ludzie. Zgodnie ze wskazaniami swojej ideologii prawdę nazywają kłamstwem, religię ideologią. Tęczowy nurt rewolucji ma już stuletnią tradycję intelektualną. Magnus Hirschfeld (1868–1935), homoseksualista, głosił, że płeć jest czymś chwiejnym, ulegającym zmianie. Wilhelm Reich (1897–1957) chciał erotyzacją kultury i społeczeństwa zniszczyć relacje z Bogiem, Kościołem, tradycją, państwem, rodzicami, ojcem i nauczycielami oraz zburzyć dotychczasową strukturę i ład społeczny. Margaret Sanger (1879–1966) zaatakowała macierzyństwo, z którego należy kobietę wyzwolić, twierdziła, że kobieta jest wyłączną właścicielką swojego ciała i może nim zarządzać, tak jak jej się podoba. Margaret...
Jak nazywa się smaczny grzyb albo najbardziej sensacyjna „jedynka” na listach PiS, radna z Tarnowa? Jak ma na imię Morawiecki, który będzie kandydował na senatora z Podlasia? Kto był dyktatorem III powstania śląskiego, którego 100. rocznicę wybuchu obchodzimy w tym roku? To niektóre pytania z dzisiejsze krzyżówki. Nagrodą jest książka Bogdana Huda „Ukraińcy i Polacy”. Hasło tematycznej krzyżówki sprzed tygodnia poświęconej wojnie polsko-bolszewickiej to KACAPY, nagrody przyznam za tydzień. Za krzyżówkę sprzed dwóch tygodni, do której hasło TĘCZOWA ZARAZA wymyślił sam arcybiskup Marek Jędraszewski, nagrody główne, czyli „Wierszyki codzienne” Marcina Wolskiego, otrzymują Wiesława Biedroń ze Skawy i Kazimierz Hyrycz z Elbląga. Nagrody niespodzianki trafiają do Julianny Miąsek z Warszawy,...
Mogłoby się wydawać, że przynajmniej w kwestii Bitwy Warszawskiej możemy być zgodni. Ponad podziałami! Prawdopodobnie większość Polaków ma wśród swoich dziadków i pradziadków uczestników tego historycznego starcia. W mojej rodzinie walczyli obaj dziadkowie, ojciec i dwóch stryjów (trzeci wcześniej poległ, dalszych krewniaków nie zliczę). Tych, którzy mieli w swojej genealogii kombatantów strony przeciwnej, jest śladowa ilość. Z tego powodu gdakania profesora Hartmana, powtarzającego retorykę sowiecką i obsadzającego Polaków w roli agresorów, którzy napadli miłujący pokój Związek Sowiecki, puszczam mimo uszu. Trudniej zrobić to ze słowami i czynami liderów totalnej opozycji. Dla nich nie ma świętości, jeśli przy okazji można dołożyć znienawidzonemu rządowi. Tak już mają. Na „golone”...
Wielkie wrażenie robią na mnie zawsze fragmenty pamiętników i wspomnień młodzieży bijącej się w wojnie polsko-bolszewickiej. Niektórzy byli naprawdę bardzo młodzi – jak harcerze i ochotnicy grupowani w odrębnych oddziałach. Zgłaszali się masowo, często specjalnie ukrywając swój wiek. Podobne to było do tamtych wydarzeń dosłownie sprzed kilku lat – gdy młodzież tworzyła szeregi Legionów bijących się o wolną Polskę w latach 1914–1916. Notabene, tamci legioniści tworzyli w roku 1920 zahartowaną w bojach, doświadczoną kadrę wojskową, trzon armii, która była w stanie pokonać bolszewików. Właściwie większość oficerów wojny dwudziestego roku to weterani walk o niepodległość lat 1914–1918 – poczynając od Legionów, przez Korpus wschodni, na Błękitnej Armii kończąc. Zaczynamy już teraz obchody...
Skoro emocje związane z lotami marszałka Kuchcińskiego już opadły, warto bardziej chłodnym okiem spojrzeć na całą sprawę. Opozycja zapewne będzie jeszcze dociekać, ile kosztuje mieszkanie tej czy innej osoby w państwie – bo pokazywanie rzekomych luksusów tej władzy wydaje się jednym z głównych jej pomysłów na kampanię wyborczą. Temat łatwo mogą przetworzyć tabloidy, szczególnie gdy z niemieckiej centrali przyjdzie do pewnej redakcji list zawierający odpowiednie instrukcje. Bez wątpienia uregulowania dotyczące lotów najważniejszych osób w państwie były do tej pory nieprecyzyjne. Ale jak widać, nikomu to nie przeszkadzało – ani redakcjom, ani tym bardziej dzisiejszej opozycji, która rządząc dwie kadencje, nie miała z tą sprawą najmniejszego problemu. Warto jednak, układając na nowo...
Z końcem minionego tygodnia „Gazeta Wyborcza” oraz postępowa część europejskich mediów z triumfem ogłosiły, w ślad za komunikatem berlińskiego zoo, że „nie tylko homoseksualne pingwiny z berlińskiego zoo decydują się na adopcję”. Zanim w ślad za tą szokującą informacją rozpocznie się specjalna operacja pingwiniego komanda pod dowództwem Skippera (nie, nie tego z Berlina, choć tak właśnie nazywa się jeden z bohaterów tekstu „Wyborczej”, tylko tego oryginalnego, z Madagaskaru), z Kowalskim, Szeregowym i Rico w składzie, warto się zastanowić nad tym, jak w szczegółach wygląda ta sprawa i po co w zasadzie postępowy świat tak się nią ekscytuje. Doniesienie o rzekomej „decyzji o adopcji” samo w sobie jest problematyczne. Jak bowiem czytamy w artykule, dwa samce pingwinów przez długi...

Pages