Nr 33 z 12 sierpnia 2020

Opada pył bitewny. Cichną zwycięskie fanfary. Przegrani po raz kolejny liżą rany, zasklepiając się w kokonie nienawiści, odmowy, frustracji. O ile pierwsza podwójna kadencja była głównie opanowywaniem terenu przy wściekłym oporze przeciwnika, o tyle druga jawi się jako czas, w którym teren w zasadzie jest odzyskany – nie grozi już nokautujący cios ze strony Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, a przestrzeń medialna została zrównoważona – to moment na działania pozytywne. Mija czas, kiedy wystarczyło przekonywanie przekonanych i utrzymanie zwolenników w stanie wzmożonej mobilizacji. Teraz ważniejszy jest każdy procent, ba, nawet promil uzyskany w matecznikach ancienne regime’u.  Całościowy sukces zawsze jest sumą indywidualnych działań, ludzi twórczych, zdolnych,...
Jakiś facet, który mówi o sobie „Margot” i każe zwracać się do siebie jak do kobiety, pobił człowieka, brał udział w rozróbach i aktach wandalizmu. Sąd nakazał areszt. Wtedy podniósł się jazgot lewicy, że oto do więzienia wsadza się „za poglądy”. Nie, proszę państwa, nie za poglądy, tylko za pobicia i rozróby. Prawo ma być dla wszystkich, a to, że ktoś próbuje narzucić innym poglądy grup LGBT, nie ma tu nic do rzeczy. Najzabawniej wyglądała rozmowa reportera TVN z jednym z protestujących lewicowców na ulicy. Reporter mówił o zatrzymanym „Margot” per „on” i naraził się na ostrą krytykę. Upierał się, że w świetle prawa i raportów policyjnych zatrzymany jest mężczyzną, ale co tam – według protestującego wszyscy powinniśmy tak zwracać się do danej osoby i tak ją traktować, jak ona sobie...
Scenariusz z nieważnością wyborów, nielegalnymi sędziami i w konsekwencji z niewybranym prezydentem był do przewidzenia już pod koniec kwietnia, a na początku maja stał się zupełnie oczywisty.  Pisałam i mówiłam zresztą wówczas, iż tak właśnie będzie. Plan totalnej opozycji jest bowiem zupełnie jasny, a jego cel nie zmienia się od lat – wywołać w Polsce chaos, a wokół naszego kraju stworzyć atmosferę grozy oraz upadku demokracji i poprzez to starać się odzyskać władzę. Kwestionować, co się da, wzniecać z zewnątrz tyle ataków, ile to tylko możliwe, i liczyć na to, iż przełoży się to na radykalizację nastrojów wśród polskich wyborców. Jednym słowem: totalna totalność. Bo to już ten poziom. I nieważne, że do tej pory efekty były marne. W tym środowisku po prostu nie ma innego pomysłu...
Z pewnością były okazje. Nie jedna i nie dwie. Za każdym razem, za czasów rządów SLD czy Platformy, gdy ktokolwiek z uczestników happeningu czy manifestacji legitymowany był przez policję. Gdy po manifestacjach zwozili nas na komisariat, można było rzucić się z łapami, można było cisnąć parę bluzgów. Jednak niezależnie od tego, jakie były powody manifestacji, nie robiliśmy tego.  Niezależnie od tego, czy manifestowaliśmy w związku z wizytą kagiebisty plującego na polskie ofiary komunistycznego reżimu, czy kiedy domagaliśmy się śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej. Kiedy na Krakowskim Przedmieściu trzeba było trzymać nerwy na wodzy, żeby nie przypalantować nawalonemu jak autobus kretynowi z pobliskiej knajpy, albo kiedy wysłani przez Hannę Gronkiewicz-Waltz strażnicy miejscy...

Pages