Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Nie będę skromny i przypiszę sobie udział w powstrzymaniu „moralnego” amoku, w jaki wpadły nie tylko opozycja i polskojęzyczne media, lecz także niestety prawica i media prawicowe. W kulminacyjnym momencie moraliści od lewa do prawa byli gotowi uznać samo latanie za zbrodnię, a samolot za rydwan szatana. Długo będę pamiętał absurdalne oburzenie na to, że Kuchciński wracając z konferencji, zaprosił na pokład samolotu posła RP. Trudno byłoby wskazać cywilizowany kraj, gdzie tego rodzaju gest byłby uznany za aferę, i to na miarę dymisji marszałka sejmu. Wracam do tej sprawy czy raczej kontynuuję ją drugi tydzień z rzędu, ponieważ uważam, że to był bardzo niebezpieczny precedens, który bez stanowczej reakcji mógł się przerodzić w polityczną tragedię. Plan był prosty: gdy się uda odstrzelić...
Żebyśmy się tylko jasno zrozumieli, bo nikt tu specjalnie świętością nie grzeszy. Zdarzało się i mnie pisać wiele przykrych rzeczy, które się wpisywały w „narrację Michnika”, jednak mam żelazne alibi. Nigdy, ale to nigdy, nie napisałem jednego słowa dla taniego poklasku czy pod wpływem presji. No i drugie kryterium, do którego publicznie się przyznaję. Bywa, że widzę mały bałagan w obozie władzy, jednak zagryzam wargi do krwi i milczę, aby nie dostarczać paliwa najgorszemu sortowi, szczególnie w trakcie kampanii wyborczej. Przed i po kampaniach zazwyczaj nadrabiam i znów nie zostawiam suchej nitki, gdy coś idzie w złą stronę. Krótko pisząc, w życiu nie skreślę przecinka, jeśli to miałoby w jakikolwiek sposób przyczynić się do wzmocnienia „tęczowej zarazy” i wszystkich pozostałych...
Przesądny jestem. Nie tak, że pluję trzy razy przez lewe ramię na widok czarnego kota przebiegającego drogę, ale mam swoje dziwactwa. Na przykład, gdy czegoś zapomniałem, nie wracam do domu po wyjściu za próg. Parę razy wróciłem i pożałowałem gorzko. Jeszcze ostrożniej podchodzę do ważnych spraw i nie zdarzyło się, abym uznał sprawę za załatwioną przed załatwieniem. Z takim bagażem przesądów nie mogę powiedzieć, że PiS na jesieni dokona masakry piłą tarczową i uzyska rekordowy wynik wyborczy. Wszystko za tym przemawia, każda racjonalna przesłanka, ale polityka nie zawsze bywa racjonalna i często dzieją się cuda. Klimat polityczny nigdy tak dobry dla PiS nie był, opozycja praktycznie nie istnieje i dotyczy to każdej partii. PO w wielkim chaosie, PSL kompromituje się koalicją bez...
O ile sobie dobrze przypominam, to napisałem już kilka, a może kilkanaście felietonów z cyklu: „Za tydzień pies z kulawą nogą o tym nie wspomni”. Ostatni tekst dotyczył koalicji PO lub braku koalicji PO z innymi partiami. No i jak? Miałem rację, z psem, kulawą nogą i wspominaniem? Trudno nie mieć racji, gdy się mówi o oczywistościach, ale z oczywistościami jest pewien problem. Inaczej to działa post factum, inaczej w czasie dużych emocji. Dziś każdy może sobie pozwolić na stwierdzenie, że atak na Kościół i wciskanie pedofilii PiS to jedna z przyczyn porażki KE, ale w trakcie tej histerii wielu zmiękło. Dlatego na bieżąco wygłoszę inną oczywistość w aktualnych warunkach i emocjach. Na Białymstoku i propagandzie rozpętanej wokół naklejki „Strefa wolna od LGBT” PiS wyłącznie zyska. Temat...
Powinienem się powstrzymać parę dni z pisaniem felietonu, bo w tym czasie rozstrzygają się pewne kwestie związane z przyszłością opozycji. Nie zrobię tego, ponieważ nie ma najmniejszego znaczenia, czy PO pójdzie na wybory sama, z SLD, PSL albo w jeszcze innym wariancie. Mniejsze partie są skazane na wymarcie. Jeśli przykleją się do PO, skończą jak Nowoczesna, jeśli pójdą same, skończą jak „narodowcy” i Kukiz’15 w dwóch ostatnich wyborach, w najlepszym razie jakaś partyjka uzyska wynik Wiosny. Na co w takim razie mam czekać? Przelewanie z próżnego w puste i dzielnie politycznej biedy na czworo nie wypełni urn głosami i to zaczyna docierać do wszystkich liderów partii opozycyjnych, które skupiły się wyłącznie na sobie. Jedyny program „odsunąć PiS od władzy” rozsypał się w drzazgi głównie...
Wydawało się, że w okresie urlopowym będziemy się nudzić, ale na brak atrakcji chyba nie da się narzekać. No, może tylko PiS nudzi i kolejny raz organizuje konwencję programową, na której odbyły się dziesiątki paneli i zapewne za chwilę poznamy nowe pomysły dla Polski. Poza tym wyjątkiem same atrakcje i sensacje, na przykład nagle okazało się, że nie wszyscy absolwenci dostaną się do „wymarzonych szkół”. Dajcie ludzie spokój! Przed wojną tego nie było, dopiero jak ciemnogród nastał nad Wisłą, to się marzenia posypały. Próbuję też odgrzebać w pamięci jakąś poważną sensację, lecz z tym mam pewien problem związany z punktem siedzenia. Z pewnością poważny problem ma Bartosz Arłukowicz, jednak dla mnie to są śmieszne perypetie. Tęgie głowy z PO wymyśliły, że Bartek będzie idealną twarzą...
Coś się takiego porobiło, że jak nigdy zgłosiło się więcej matek – czy raczej ciotek – porażki niż ojców sukcesu. Prawdę powiedziawszy, sam się pogubiłem, jak to z Timmermansem było. On miał wychodzić naprzeciw żywotnym interesom niezbyt mądrej opozycji i swoim zwycięstwem upokarzać PiS? Zdaje się, że taka była pierwotna wersja, ale głowy nie dam, bo odkąd upokorzono Timmermansa, który pomimo wielu starań nie dostał stołka szefa KE, to  media i komitety polityczne zalały tysiące nowych koncepcji. I tak, po pierwsze, okazało się, że kandydatura Holendra w ogóle nie miała większego znaczenia, mógł zostać szefem KE albo i nie. Po drugie, PiS, który „nic w UE nie znaczy”, zdradził i wybrał Niemkę. Zwracam uwagę na dwa w jednym: PiS, chociaż nic nie znaczy, to jednak wybrał Niemkę, a...
Mam dwie bardzo dobre prognozy i zacznę od meteorologicznej, chociaż w chwili publikacji felietonu będzie to rzecz nieaktualna. Kończą się upały, czyli naturalnym porządkiem rzeczy od pierwszych dni lipca zaczną się narzekania na chłodne lato i popsute urlopy. Przewidywalne? Jak najbardziej, ale są rzeczy jeszcze bardziej oczywiste, które odnoszą się do drugiej prognozy, tym razem politycznej. POKO, chyba tak to się teraz nazywa, przedstawiło swój sztab wyborczy na jesienną batalię. W skład wchodzą: junak Brejza, towarzyszka Nowacka, towarzyszka Kidawa-Błońska i przedstawiciel ludu Karnowski z Sopotu. Co w tym oczywistego? Finał, rzecz jasna! Nie ma takiej siły, żeby te konie pociągnęły jakikolwiek zaprzęg. Spodziewać się należy tego, co zawsze, programem POKO będzie deliberowanie o...
Wbrew plotce nie mam żadnej obsesji na punkcie Owsiaka, a już na pewno nie domagam się, aby poważny problem społeczny kojarzony z tym nazwiskiem był tematem numer jeden. Sekundy bym się nie zastanawiał nad przyznaniem Owsiakowi dotacji rządowej, gdyby to miało służyć osiągnięciu większości konstytucyjnej przez PiS lub chociaż sprowadzeniu wyniku PO poniżej 15 proc. Nie można poświęcać spraw wyższego rzędu na jałową zemstę czy osobiste wojenki. Dlatego zawsze mnie irytowały standardowe deklaracje chwiejnych emocjonalnie „patriotów”, którzy ogłaszali całemu światu, że już nigdy nie zagłosują, bo… I tu wstawić jakąś pierdołę w rodzaju kwoty wolnej od podatku. Tyle ode mnie, nie obrażam się, nie drę szat i nie zamierzam marudzić, ale… Jako człowiek znający Owsiaka i jego metody od A do Z,...
Upały niemożebne, człowiek traci rozum albo się robi złośliwy. Nie jestem w stanie do końca określić, co się ze mną stało, w każdym razie przyszedł mi do głowy taki oto sadystyczny test. A gdyby tak spytać dziesięciu przypadkowo spotkanych Polaków, w której partii jest obecnie Michał Kamiński, to jaka padłaby odpowiedź? Prawdopodobnie mielibyśmy dużo śmiechu i tyle samo zaskoczenia. Gdzieś Kamiński jest, w jakichś „Europejczykach” czy coś, ale to coś jest podczepione do PSL, które zmierza w tym samym kierunku, co Kamiński. Jak tak dalej pójdzie, to „partia o stuletniej tradycji” zostanie kompletnie anonimowym bytem, miotającym się od tęczowych dewiacji po antystemowy ruch społeczny. Najnowszy pomysł PSL na przeżycie to połączenie sił z Kukiz’15. Jakież wspólne wartości i przekonania...
Dobry nastrój powyborczy ciągle się utrzymuje, wprawdzie w stanach średnich, ale przecież nie da się trwać w euforii bez końca, a gdyby nawet się dało, byłoby to niezdrowe. Cieszę się nie tylko z tego, że wybory poszły genialnie, cieszy mnie też kompletna indolencja nieboszczki Koalicji Europejskiej. I nie jest to radość z cudzego nieszczęścia, ale ze szczęścia, które nie opuszcza Polski. Bardzo oszczędnie używam wielkich słów, dlatego czuję się w obowiązku wyjaśnić, skąd pomysł, aby zwycięstwo PiS i porażkę PO nazywać szczęściem Polski. Na to pytanie odpowiada cyrk zorganizowany przez PO w Gdańsku, w którym dla Polski zabrakło miejsca. O 21 postulatach Solidarności, sparodiowanych po 30 latach od „pierwszych wolnych wyborów”, napisano już sporo, to nie chcę się powtarzać. Muszę...
Powyborcze nastroje można podsumować tylko jednym słowem – szampańskie. I słusznie, jest to czas radości i wolno się wyszaleć. A kto był jedynym człowiekiem związanym z obozem PiS, który zwycięskim szampanem się nie upijał? Tak, to Jarosław Kaczyński z surowym żądaniem poprawy wyniku. Nie trawię moralizatorstwa, co jest cechą immanentną wśród dziennikarzy i polityków, do szału doprowadzają mnie te wszystkie kalki: „pycha kroczy przed upadkiem”, ale… Prezes jak zwykle ma rację i pamiętajmy, że w Polsce rzadko wygrywa agresor, bo sympatia Polaków zawsze jest po stronie ofiary. PiS wygrało wybory z wielu powodów, nie ma tu generalnego czynnika, ale mnóstwo składowych i wśród nich rola ofiary. Przegraną kampanię KE oparła na atakowaniu Kaczyńskiego, potem Morawieckiego, na końcu Kościoła,...
Któż nie zna powiedzonka handlowego: „Niemiec płakał, jak sprzedawał”? Prawie wszyscy znają, ale muszę się pochwalić, że byłem jednym z pierwszych, który słyszał te anegdotyczne słowa na własne uszy. Było to bardzo, bardzo dawno temu, tak dawno, że Internet nie istniał. Mieszkam przy granicy niemieckiej i pochodzę z małego miasteczka Chojnów, prawdziwego zagłębia używanych samochodów z Niemiec. Pierwszy raz o płaczącym Niemcu słyszałem na początku lat 90. ubiegłego wieku. Nie inaczej było z: „Niemiec do kościoła jeździł” itp. Mam takich perełek w pamięci całą armię, dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy po 25 latach te wszystkie mało „śmieszne żarty” służące oszustwu, stały się przebojem Internetu. Skoro już przejechałem niemieckim samochodem spory kawałek historii polsko-niemieckiej...
Znów zabawię się w proroka we własnym kraju, co wbrew przysłowiu wcale nie jest takie trudne, ale zacznę od samochwalstwa związanego z obcym krajem. Kilka tygodni temu doszło do tragicznego w skutkach pożaru, spłonął dach i zawaliła się wieża katedry Notre Dame. Pozwoliłem sobie wówczas na popełnienie felietonu, w którym ostrzegałem, że odbudowa tej perły architektury zakończy się jedną wielką tragifarsą. Niestety proroctwo właśnie się realizuje na naszych oczach, chociaż mało kto już w tę stronę patrzy. Francja ogłosiła międzynarodowy konkurs na odbudowę katedry i rozpoczęła się zmierzająca donikąd procedura. Większość zgłoszonych pomysłów skupia się na zmianie funkcji katedry, z sakralnej na muzeum. Szklane kopuły i tego typu „nowoczesne” wynalazki królują i zyskują tani poklask....
Zacznę prześmiewczo i zgryźliwie, ale trudno, żeby było inaczej, gdy mowa o frekwencji na demonstracjach w „obronie konstytucji i demokracji”. Kiedyś Kurski sadzał przed monitorem dziesięciu stażystów, którzy liczyli demonstrantów ołówkiem, po czym Hanna Gronkiewicz-Waltz podawała bez liczenia 250 tysięcy. Teraz nikt nie liczy i nie podaje liczb, bo 134 emerytów przed siedzibą Sądu Najwyższego nawet TVN nie był w stanie rozmnożyć, chociaż jak zawsze się starał. Tylu ludzi wyprowadzili na ulicę Schetyna i Lech „Bolek” Wałęsa, a trzeba pamiętać, że ten ostatni wyprowadzał pod pistoletem. Żarty żartami, ale poważnie patrząc na to, co działo się 3 i 4 lipca 2018 roku, nie sposób uniknąć przykrej i odrażającej wręcz symboliki. Na wiecach pojawiła się ta sama śmietana PRL i III RP co zawsze...