Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Polska pod wieloma względami niewiele się różni od świata, jednym z elementów wspólnych jest polityka, która z dawną dyscypliną nie ma nic wspólnego. Polityka praktycznie nie istnieje, zamieniła się w medialne show.   I pewnie, że kiedyś też manipulowano ludem przy pomocy igrzysk, ale nie na taką skalę i nie takimi środkami. W zastanych warunkach polityk klasy Jarosława Kaczyńskiego to ostatni Mohikanin i moglibyśmy się tym szczęściem napawać, gdyby nie biologia. Z przykrością trzeba stwierdzić, że wiek i choroby zrobiły swoje, obecny Jarosław Kaczyński z tym, jakiego znaliśmy i z jakim szliśmy po zwycięstwa od 2015 roku, ma coraz mniej wspólnego. Jestem przekonany, że jeszcze pięć lat temu Polska nie byłaby zakładnikiem międzynarodowego szaleństwa zwanego „pandemią”, ale...
Zacznę z grubej rury! Czy Donald Trump jest ruskim agentem?! Według teorii prawicowych publicystów, jest wręcz modelowym, co więcej – wypełnia kryteria przypisane do „Covidioty”.  Trump przeszedł przez najbardziej śmiercionośną chorobę bezobjawowo i nic go to nie nauczyło. Jak się wykaraskał, to wyszedł do ludzi bez maseczki i zamiast mówić, że ma płuca z galarety, eksplodował witalnością i poczuł się o 20 lat młodszy. Na pierwszym wiecu rzucał w tłum maseczkami i tańczył jak młodzieniaszek, krzycząc, że nie ma się czego bać, wirus, jak wirus. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało z Piotrem Wielguckim, gdyby odstawił podobny spektakl. „Foliarz” to najłagodniejsze określenie, a towarzystwo Zbigniewa Stonogi byłoby zaszczytem. A to tylko jeden z przykładów na to, jak bardzo ślepa i...
Żyjemy w takich czasach, że jeden test, o ile to jest test i cokolwiek konkretnego wskazuje, potrafił postawić na głowie cały dorobek naukowy ludzkości. Od ponad pół roku ludzie na świecie przestali umierać na konkretne choroby, a te odwieczne procesy zastąpił wynik pozytywny lub negatywny oraz choroby współistniejące. Dlatego też postanowiłem przypomnieć parę historii, które jeszcze do niedawna były oczywistą oczywistością, natomiast teraz są wtórnym analfabetyzmem. W Krakowie zachorował pan Józef, dopadło go ciężkie zapalenie woreczka żółciowego. Pan Józef trafił do szpitala, gdzie został poddany natychmiastowej operacji, na szczęście zakończonej powiedzeniem. Pani Krystyna z Kluczborka dostała wylewu krwi do mózgu, miała jednak dużo szczęścia, obecna w domu córka błyskawicznie...
Nie zmieniam swojej oceny rekonstrukcji rządu i jeszcze gorzej oceniam pomysł, aby Jarosław Kaczyński pełnił funkcję komisarza do spraw pilnowania konkretnych ministerstw, bo de facto do tego się to wszystko sprowadza. Jednak przy całym krytycyzmie dla rządu z coraz większą sympatią patrzę na ministra Przemysława Czarnka.   Szkoda tak dobrego prawnika na ministra i prawdopodobnie nie zrobi kariery w resorcie, który jest pod wiecznym ostrzałem, ale z podziwem patrzę na certyfikat moralno-intelektualny, jaki uzyskał. Stara prawda mówi, że nie ma większej nobilitacji intelektualnej i moralnej niż masowo wylewany ściek z TVN i „GW” pod adresem godnego człowieka. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia od samego początku, jak tylko pojawiły się przecieki, że Czarnek zostanie ministrem....
Z coraz większym niesmakiem i żalem – bo nie estetyka, ale pryncypia są tu najważniejsze – obserwuję bezrefleksyjną postawę „niepokornych” mediów, które są gotowe firmować każdą głupotę w wykonaniu PiS.  Chciałoby się powiedzieć, że jesteśmy po największym kryzysie w Zjednoczonej Prawicy, ale nic takiego się nie wydarzyło, i to jedna z tych rzeczy, których prawicowe media nie widzą lub raczej boją się o tym pisać. Publiczne pranie brudów też nie przyniosło oczyszczenia, brudy zostały polane perfumami wątpliwego porozumienia, natomiast realny konflikt nadal kwitnie i kwitł będzie. Nie ma odważnych, aby napisać, co jest tego przyczyną, dlatego zrobię to sam, chociaż żadnej odwagi w tym nie widzę. Praprzyczyną konfliktu jest fatalny błąd Jarosława Kaczyńskiego i jego polityka kadrowa...
Czy nie pomyliłem nazwiska z imieniem lub odwrotnie? Nie, wszystko w porządku, to celowa figura retoryczna, może mało oryginalna, ale za takie też uznaję zachowanie Zbigniewa Bońka.  Sam się ciśnie na klawiaturę ulubiony cytat prof. Czarnka z klasyki literatury: „Głupi niedźwiedziu! Gdybyś w mateczniku siedział, nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział”. Konfliktu Bońka i Piotra Nisztora z wielką uwagą nie śledzę, jednak wystarczy mi ta wiedza, którą mam, aby szczerze się pośmiać z prezesa PZPN. Dziennikarz zwrócił się do prezesa z rzeczowymi pytaniami, w takim przypadku albo się odpowiada poważnie, albo się milczy. Boniek postanowił popisać się swoim kabotyństwem i w stylu wczesnego Michnika napisał jakiś „śmieszny” komentarz w internecie. Nisztor nie odpuścił, a ponieważ...
Nigdy nie lubiłem i zawsze uważałem za śmieszne pojedynki publicystów, z których zazwyczaj nic nie wynika, jednak tym razem zrobię odświętny wyjątek, ponieważ usłyszałem wielki dzwon.  Wyjmuję „mordę z kubła” i odpowiadam Piotrowi „Leninowi” Lisiewiczowi w imieniu własnym i, śmiem twierdzić, w imieniu milionów Polaków również. Pan redaktor był łaskaw popełnić felieton, w którym wygłasza mądrości etapu. Po pierwsze, władza może kłamać, oczywiście ta „nasza władza”, bo jak żyję nie czytałem tekstu redaktora z pochwałami dla zakłamanej władzy Tuska czy Millera. Po drugie, polityka, to wicie, rozumicie, nie żarty, w imię wyższych celów trzeba robić na chama i nie oglądać się za siebie. Po trzecie, redaktor Lisiewicz „siedział i dlatego on może”, jak przez lata mógł inny redaktor,...
Jest takie powiedzenie, które szuka odpowiedzi na pytanie: czy śmiać się, czy płakać? Wybieram śmiech, żeby się nie popłakać. Nie ma co ukrywać, że w ostatnim czasie PiS i cała koalicja nie mają dobrej passy, za to zaliczają coraz gorsze polityczne i wizerunkowe wpadki.  Pastwić się nie będę, są od tego lepsi specjaliści ode mnie, ale nad jedną kwestią do porządku dziennego nie przejdę. Po prawej stronie sceny politycznej istnieje kult tradycyjnych wartości, czego można pogratulować, jednak tylko wówczas, gdy Bóg, Honor i Ojczyzna są otaczane powagą. Nic takiego w przypadku mydlanej opery z ambasadorem Niemiec się nie stało. PiS zaczął od wysokiego „C”, z bojową pieśnią na ustach: nie ma mowy, aby syn adiutanta Hitlera i były wiceszef BND był w Polsce ambasadorem; takiej...
Jestem na tyle stary i jednocześnie na tyle młody, żeby pamiętać, jak w czasach licealnych siedziało się do później nocy i czekało na transmisję meczów NBA. Widziałem sporo porywających pojedynków z czasów koszykarskich legend: Michael Jordan, Magic Johnson, Scottie Pippen, Ewing i mógłbym tak długo, z pamięci.  Prawie każdy mecz nie pozwalał zasnąć, zdarzały się też mecze magiczne, z których akcje pokazywane są dziś, a co moje pokolenie mogło obserwować na żywo, z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia. I to właśnie ci dwaj dziennikarze wymyślili „Hej, hej, tu NBA”, czołówkę zapowiadającą mecze amerykańskiej ligi koszykarskiej. Tyle pamiętam z przeszłości własnej i sportowej w wydaniu amerykańskim. Czego nie pamiętam? Odwołanego meczu z powodu jakichkolwiek zamieszek politycznych,...
Nikt już się nie interesuje wielkim wybuchem w Libanie, teraz zajmujemy się wolnością i demokracją na Białorusi. Pytanie tytułowe powtórzę jeszcze raz, bo mam wrażenie, że jest ono fundamentalne. Czy wiemy, co robimy?  Nikt rozsądny nie uzna dwóch rzeczy za prawdziwe: faktu, że na Białorusi odbyły się uczciwe wybory, i tego, że Łukaszenka jest błyskotliwym i rozsądnym mężem stanu. Nie ma też wątpliwości, że Putin w pełni kontroluje swojego białoruskiego namiestnika i tym samym cała Białoruś jest podporządkowana woli Moskwy. Alternatywą dla tego układu ma być nijaka Cichanouska, prywatnie żona białoruskiego blogera, który zrobił karierę i pieniądze w Rosji. Jak dotąd nie usłyszałem od polskich władz jakiejkolwiek rzeczowej i rozsądnej analizy, z kim i z czym tak naprawdę mamy do...
Zacznę od prywaty, nigdy dotąd tego nie robiłem, ale czasy i wydarzenia są wyjątkowe, a przyszłość rysuje się jeszcze „ciekawiej”. Popełniłem powieść „Pokój”, opis teraźniejszości, który formą i treścią może przypominać fantastykę, ale wyłącznie wówczas, gdy się fałszywie odczyta prosty kod powieści.  Obraz społeczeństwa bezpłciowego, w pełni akceptującego swoją bezpłciowość i całkowicie podporządkowanego jednemu przekazowi. Żadnej agresji, żadnej presji, sama radość z bycia nikim, w świecie przypominającym wirtualną podróż po tych samych miejscach wśród tych samych manekinów, które nawet nie udają ludzi. Patrząc na wydarzenia sprzed paru tygodni, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że „Pokój” doczekał się filmowego i rzeczywistego scenariusza. Zamieszki wokół Margot, osoby „...
Powszechnie znany jest mój stosunek do teatru światowego, który reżyserują cwaniacy, politycy i bankierzy, czyli ci, co zawsze. Wykreowanie demonicznego wirusa z pospolitej infekcji dróg oddechowych, która stała się „chorobą bezobjawową”, to jest szczytowe osiągnięcie inżynierii społecznej. Kiedyś, gdy ta sztucznie nakręcana paranoja wygaśnie i kurz opadnie, powstaną opracowania na poziomie prac doktorskich, przynajmniej taką żywię nadzieję. Nie mam też wiele dobrego do powiedzenia o działaniach PiS – o ile początki były rozsądne i Polska wzięła udział w teatrzyku na alibi, bo ze względów politycznych nie mogła uczynić inaczej, o tyle późniejsze nakręcanie obłędu przybrało rozmiary tragifarsy. Do dziś oceniam działania rządu, szczególnie ministra Łukasza Szumowskiego, na 2 w 10-...
Ostatnimi czasy narodziło się przekonanie, że czekają nas trzy lata politycznego spokoju, ponieważ w tym czasie nie odbędą się żadne wybory. Powiedzieć, że to naiwne myślenie, to nic nie powiedzieć.  Z pewnością spokoju nie będzie, co już widać, zaledwie po kilku tygodniach od wyborów prezydenckich. Posypały się wydarzenia polityczne, jak zboże z dziurawego worka. PO zamierza „zagospodarować dziesięciomilionowe poparcie”, którego nie ma. Hołownia codziennie zgłasza nowe pomysły i żaden nie jest poważny. Nowak spędza sen z powiek trollowi Tuskowi, a Mateusz Morawiecki coraz częściej melduje się na Nowogrodzkiej, i przy tym na dłużej się zatrzymam. Jarosław Kaczyński zapowiedział przemeblowanie w rządzie. Pytanie, po co się pakować w taką reformę, skoro stara zasada mówi, że...
Nieładnie cieszyć się z cudzego nieszczęścia i ponoć takie zachowanie wraca rykoszetem, ale nie z nieszczęścia, tylko ze wstępnej sprawiedliwości chciałbym się ucieszyć. Być może jest to radość przedwczesna, bo aresztowanie Sławomira Nowaka, póki co jest nieprawomocne, jednak i to robi wrażenie. Jeśli postanowienie sądu pierwszej instancji się utrzyma, to będzie dopiero prawdziwa radość. Z czego właściwie się cieszę?  Jak napisałem, z małych sukcesów prawa i sprawiedliwości, dotąd takie sprawy były całkowitą fikcją. Oczywiście nie o to chodzi, że Nowak i inni prominentni działacze PO są „czyści”, ale o to, że nikt nie miał odwagi stawiać tak znanym politykom prokuratorskich zarzutów. Zawsze i wszędzie niegodne występki, a i przestępstwa popełniane przez polityków, były „sprawą...
Po piętnastu latach pisania w Internecie uodporniłem się na domorosłe analizy i huraoptymistyczne recepty. Nie inaczej zareagowałem na rzekomą kompromitację Andrzeja Dudy i administracji państwowej. Dwaj ruscy „komicy” przeprowadzili klasyczną akcję „mamy cię” i jakoś średnio chce mi się wierzyć, że oni działają bez pomocy radzieckich służb. W Rosji takich żartownisiów, którzy bez większego kłopotu mogą się dodzwonić nie tylko do prezydenta Polski, lecz także Wielkiej Brytanii czy Francji, samopas się nie puszcza. Nie przypadkiem wszystkie akcje „komików” wymierzone są w ośmieszanie Zachodu, NATO, UE itd. Nie mam ochoty na snucie teorii spiskowych, w każdym razie coś podobnego musi się odbywać pod patronatem lub co najmniej z akceptacją radzieckich służb. Pytanie, czy Polska realnie...
Macie dość? Jeżeli chodzi o mnie, to mam serdecznie dość, z poczucia obowiązku słucham i oglądam wystąpienia Rafała Trzaskowskiego od samego początku, gdy tylko został zastępcą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Staram się, ale nie dam rady uniknąć złośliwości i muszę napisać, że wolałem po stokroć przemówienia niedoszłej „prawdziwej prezydent”.  Tam się przynajmniej coś działo, na tyle ciekawego, że sama pani Małgorzata bywała zaskoczona własnymi słowami. Z panem Rafałem jest ten problem, że został nakręcony jak „negatywka”, czyli antonim pozytywki. Skutkiem tej operacji była nieprawdopodobna nuda, piszę: była, bo mam szczerą nadzieję, że w chwili publikacji felietonu będzie już po bólu. Dzień w dzień słyszeliśmy o dżemie, musztardzie, maśle, Kaczyńskim i TVP pod rządami mojego „...
Jakie życie jest dowcipne, złośliwe i w wielu przypadkach przewidywalne, przekonał się ostatnio Władysław Kosiniak-Kamysz, kandydat PSL-Kukiz na prezydenta RP. Start Kosiniak-Kamysz miał brawurowy i dokładnie na starcie przylgnął do niego pseudonim „Tygrysek”. Pierwszy raz o „Tygrysku” Polacy dowiedzieli się dzięki niedoszłej Pierwszej Damie, która już się widziała w Pałacu, ale jej marzenia stały się przekleństwem męża. O tym, że lider PSL przegrał wybory, i to z kretesem, wiemy od niedzieli, jednak to tylko jedna z wielu porażek. W poniedziałek odezwał się koalicjant Paweł Kukiz i oświadczył, że on na PSL też by nie głosował, po czym dodał, że jak tak dalej pójdzie, to koalicja się rozpadnie. Władek, bo tak Kukiz zwracał się do Kosiniaka-Kamysza, stracił cały swój urok. Tak działają...
Felieton ukaże się po pierwszej turze wyborów prezydenckich, gdy dawno wybrzmią wszystkie rytualne i rutynowe oceny wizyty Andrzeja Dudy w USA, i to bardzo dobry czas na rzeczową analizę. Ze wszystkich deklaracji, które padły podczas wspólnej konferencji Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy, mnie najbardziej interesuje elektrownia jądrowa.  O tej inwestycji mówi się w Polsce od czasów PRL, ale wtedy uwarunkowania polityczne nie pozwalały na budowę, co zresztą przedłużyło się na 25 lat „naszej wolności”. Po 1989 roku nikt na poważnie nie odważył się choćby wspomnieć, że taki projekt jest Polsce potrzebny. Wszystko, co działo się wokół polskiej energetyki, było i częściowo dalej jest drutami powiązane. Gdyby się okazało, że wizyta w USA jest początkiem poważnego projektowania niezbędnej w...
Pierwszy! Znałem wszystkie pytania na pamięć, mało tego, znam je od lat, nie od środy 17 czerwca 2020 roku. Prawda, że to znamienne, zwłaszcza dla stanu ducha sztabu Rafała Trzaskowskiego, że zamiast rytualnych okrzyków: „wygraliśmy”, „zaoraliśmy”, „zmiażdżyliśmy”, usłyszeliśmy szereg zarzutów dotyczących formuły debaty i samej TVP.   Co do telewizji publicznej pod rządami Jacka Kurskiego, to chętnie się przyłączam do uwag krytycznych. Nie da się tego oglądać bez poczucia niesmaku i obrazy dla ludzkiej inteligencji, ale tym razem TVP nie skrytykuję. Zarzut, że Andrzej Duda znał pytania z debaty, jest zwyczajnie żałosny, ponieważ te pytanie były tak przewidywalne, jak to tylko możliwe. Zresztą główna pretensja, jaką kierowano do TVP, opierała się dokładnie na tym, że banalne...
W czasach PRL-u prawdziwym świętem był dzień, w którym telewizja puściła western albo bajkę Disneya. I tak przez połowę życie patrzyłem na USA. Szarzyzna i toporność PRL-u przygniatały, na tym tle wszystko co amerykańskie robiło olbrzymie wrażanie, do tego stopnia, że młodzi ludzie kolekcjonowali puszki po Coca-Coli i opakowania po gumie „Donald”.  O bilecie do USA w jedną stronę marzyło wielu Polaków i wielu marzenie zrealizowało. Ameryka to był inny świat, kolorowy, krzykliwy, różnorodny i przede wszystkim mocarny. Gdy do władzy doszedł Ronald Reagan, szybko stało się jasne, że USA niepodzielnie rządzą światem, a imperium sowieckie nie wytrzymuje tempa wyścigu zbrojeń i dogorywa. Co dziś z tego amerykańskiego snu pozostało? Oczywiście nikt puszek i opakowań nie zbiera, ale nie...
Wszystko w ostatnim czasie jest dziwne, to i wybory mamy dziwne do tego stopnia, że w pierwszej próbie w ogóle ich nie mieliśmy. Nienaturalne okoliczności i atmosfera sprawiły, że wiele proporcji się zachwiało. Tak też było z notowaniami kandydatki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i kandydata PiS Andrzeja Dudy. Oboje uzyskiwali wyniki, jakich nikt się nie spodziewał, i słusznie. Podział w polskiej polityce jest dość jasny i jeszcze trzy miesiące temu nikogo by nie zdziwiło 25–27 proc. poparcia dla przedstawiciela największej partii opozycyjnej i 40–43 proc. dla obecnie urzędującego Prezydenta RP. Dziś wielu opowiada niestworzone rzeczy o tym, że Andrzejowi Dudzie gwałtownie pikuje poparcie, a Rafał Trzaskowski ostro wystrzelił w górę. Jedno i drugie to wierutna bzdura, notowania...
Kto śledzi debatę publiczną i aktywność osób publicznych w internecie, ten już wie, o czym będzie mowa. Kto nie wie, temu pośpiesznie wyjaśniam. Jeden z żartownisiów opublikował na portalu Twitter szereg przepisów, które rzekomo złamał prezydent Andrzej Duda, powołując I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską.  Komentarz żartownisia rozpowszechniły największe „autorytety” i konstytucjonaliści, między innymi Marcin Matczak i Wojciech Sadurski. Błyskawicznie się okazało, że wskazane przepisy odnosiły się do prawa lotniczego i oczywiście nie miały związku z nominacją i powołaniem prezes Manowskiej. Wielu obserwatorów ubawiło się setnie tragikomiczną sytuacją, ale prócz zabawy warto się na poważnie przyjrzeć konsekwencjom tej kompromitacji. Problem w tym, że nie bardzo jest na co...
Przez ponad dwa miesiące byłem wrogiem publicznym numer jeden, od lewa do prawa, a prawdę mówiąc, od prawa zdecydowanie bardziej. Tak się dzieje zawsze, gdy w bieżącym klimacie ktoś usiłuje wyprzedzić fakty i opowiedzieć o przyszłości. Konsekwentnie uprzedzałem, że wejść w atmosferę grozy, i to takiej na poziomie Armagedonu, będzie łatwo, ale wyjść znacznie trudnej.  I tak się rzeczywiście dzieje, PiS jako partia władzy błyskawicznie zbiło polityczny kapitał, co jest rzeczą normalną w podobnych warunkach. Rzecz w tym, że wszystko co dobre dla rządzących już się wydarzyło i do wyborów prezydenckich nie da się doholować politycznych zysków. Zmieniają się nastroje umęczonych ludzi i trudno teraz budować pozytywne emocje, skoro jeszcze parę tygodni temu zewsząd straszyły włoskie...
Jednym z powodów, jeśli nie jedynym, dla którego PiS w 2007 roku popełnił szereg błędów politycznych, skutkujących utratą władzy na 8 lat, był brak krytycznej oceny ze strony własnego środowiska. Prawica niemal od zawsze zmaga się z syndromem oblężonej twierdzy, co oczywiście ma swoje uzasadnienie, bo ułożona przy Okrągłym Stole „nowa normalność” praktycznie nie dawała szans nikomu, kto się z tego porozumienia wyłamał.  Drugi istotny czynnik to szereg spektakularnych zdrad, dość wspomnieć o Lechu „Bolku” Wałęsie, Ludwiku Dornie czy groteskowym Kazimierzu Marcinkiewiczu. W związku z tymi i jeszcze paroma innymi okolicznościami jestem w stanie zrozumieć alergiczne reakcje polityków i elektoratu PiS na wszelkie przejawy krytycyzmu. Jednak histeryczne reakcje na krytykę, która jest...
Dokładnie to trzydzieści jeden lat minęło od „obalenia komunizmu” i oto doczekaliśmy się doniosłego aktu. Sędzia Kamil Zaradkiewicz pełniący obowiązki prezesa Sądu Najwyższego wydał zarządzenie, w którym nakazuje zdjęcie portretów prezesów SN pełniących swoje funkcje w okresie od 1945 do 1989 roku. Przypominają się wszystkie stare dowcipy i sceny z filmów komediowych nakręconych w czasach PRL.  Z grubsza czekaliśmy tyle na tę elementarną przyzwoitość i ład w państwie, ile Józef Balcerek czekał na przydział mieszkania. Powstaje pytanie, czy to jest dobra okazja do marudzenia i szukania dziury w całym? Skoro wreszcie ktoś się odważył posprzątać w holu SN, to raczej wypada się cieszyć. Podpisuję się pod tym postulatem i nie zamierzam narzekać na zarządzenie sędziego Zaradkiewicza,...
Nie, tym razem nie będzie o mnie, ale o kimś mniej ważnym. Nazywa się ten nic nieznaczący troll Donald Tusk i od razu odpowiem na pytanie, po co się nim zajmować, skoro nic nie znaczy? Dla satysfakcji długo i wielu czekało, aby dożyć takiej chwili, w której polityczny troll internetowy Donald Tusk może tyle co troll Matka Kurka albo i jeszcze mniej.  Nim Polacy uspokoili śmiech i drżenie brzuchów po orędziach marszałka Grodzkiego, do akcji wkroczył kabareciarz Tusk i ogłosił, że nie weźmie udziału w wyborach. Żyjemy w wolnym kraju i nawet w tej absurdalnej „nowej normalności” każdy może sobie na takie akty strzeliste pozwolić. Tusk jest jednym z 30 milionów wyborców i ze swoim głosem ma prawo robić, co mu się żywnie podoba. W jego przypadku o tyle jest to pusta i bezsensowna...
Najkrócej odpowiadając: ambasador USA powiedziała nam wszystko w jednym prostym wpisie: TVN jest wiarygodny, bo należy do amerykańskiej rodziny notowanej na nowojorskiej giełdzie, a ktokolwiek twierdzi inaczej, ten kłamie. Przetłumaczyłem język topornej dyplomacji na język ludzki, choć tak naprawdę niewiele zmieniłem. Tak czy siak Mosbacher powiedziała nam wszystko, zaczynając od siebie. Od początku przedstawiała się jako postać groteskowa, wyjęta z amerykańskich kreskówek, niemniej jej słowa zostały potraktowane w Polsce z pełną powagą, tak działa siła USA. W TVP po tej wypowiedzi nie zobaczyliśmy już materiału krytycznego wobec TVN, czym Kurski, w swoim „stylu”, raczył widzów pięć dni z rzędu. Politycy PiS w skromnej części zareagowali, ale głównie zajęli się tłumaczeniem pani...
Jedne z pierwszych posunięć władz niemieckich to otrawcie granic dla robotników sezonowych i zakaz przejmowania niemieckich firm przez obcy kapitał. W pierwszej sprawie reakcja polskiej prawicy była przewidywalna i wyrażała się oburzeniem, w drugiej też była przewidywalna i podparta zachwytem, połączonym ze słusznym atakiem na Balcerowicza. Moje reakcje są nieco inne, w obu przypadkach biję Niemcom brawo, natomiast cała reszta mało mnie interesuje. Naczytałem się tylu błyskotliwych analiz, co i jak powinno wyglądać, że z radością powitałbym proste czyny. Dlaczego zawsze tak się dzieje, że patrzymy z zazdrością na Niemcy, czy to w przypadku ich wyroków Trybunału Konstytucyjnego, czy organizowania gospodarki? Zwyczajnie róbmy to samo, zamiast czekać na łaskawe pozwolenie i kopiowanie...
Wszyscy jesteśmy na skraju wytrzymałości psychicznej, chociaż z różnych powodów. Jednym się wydaje, że możliwe jest powstrzymanie zachodu i wschodu słońca przy pomocy foliowych rękawiczek i biustonosza przerobionego na maseczkę, innym – że ten idiotyzm musi się skończyć. Co do jednego zgadzają się wszyscy – tak chorej sytuacji nie było nigdy, nie licząc czasów wojen. W takim razie kiedy, jeśli nie teraz, Polska może sobie pozwolić na bycie Polską? Jestem najsurowszym recenzentem własnej publicystyki, dlatego przypomnę, że pisałem o spokojnym podejściu do ewentualnego zabezpieczania w sprawie Izby Dyscyplinarnej wydanego przez TSUE. Tak było, ale czasy też były wyjątkowo spokojne, a na takim tle każdy spektakularny ruch natychmiast staje się trzęsieniem ziemi. Andrzej Duda i całe PiS...
W czasach ogólnej histerii, a w moim przekonaniu jest to też czas wielkiego kłamstwa, politycznego teatru i brudnych interesów, w czym Polska niestety musi brać udział, chciałbym wywołać coś normalnego i wesołego. Zdaję sobie sprawę, że Pan Bóg i nawet zwykła złośliwość losu śmieją się z ludzkich planów, a co dopiero prognoz, ale mimo wszystko pozwalam sobie na dobitne stwierdzenie.  Nie mam pojęcia, czy będę w stanie dokończyć felieton, może za chwilę pęknie mi tętniak i będzie po zabawie. Chciałbym wiedzieć, w którym miejscu wycieka olej z silnika mojej wysłużonej skody, bo od tygodni nie potrafię wycieku namierzyć. Natomiast jednego jestem pewien: nie ma żadnej pandemii modnego wirusa, nie ma żadnego zagrożenia dla Polski i świata, jest mnóstwo histerii wywołanej dla przykrycia...
Jako samotny wilk, dla niektórych hiena, czuję się bardziej zmęczony „pandemią” niż reszta, wiadomo – wszyscy na jednego. Z drugiej strony staram się zachować trzeźwość umysłu i przede wszystkim zobaczyć świat „po”.  W atmosferze „pandemicznej” histerii, gdzie nie w ciągu dnia, lecz w godzinę potrafi się wywrócić wiele teorii i planów, prognozowanie czegokolwiek jest czystym szaleństwem. Jest jednak jedna rzecz, której jestem prawie pewien, i to dotyczy terminu wyborów prezydenckich. Wewnętrzna gra polityczna na polskiej scenie nie ma dla terminu większego znaczenia. Oczywiście jeśli PiS się uprze, to przeprowadzi wybory 10 maja, ma do tego wszystkie narzędzia. Bez ogłoszenia stanu wyjątkowego wyborów przesunąć się nie da, a o tym decyduje wyłącznie rząd i nie musi się oglądać na...
Obojętnie przy jakiej hipotezie będziemy się upierać: jest pandemia czy wielki pokaz inżynierii społecznej – jedno nie ulega wątpliwości. Cały ten bałagan trzeba będzie posprzątać i nie ma co liczyć, że odbędzie się to tanim kosztem. O ile zamknięcie szkół i uczelni nie ma wielkiego przełożenia na wskaźniki makro- i mikroekonomiczne, bo to „budżetówka”, o tyle całe branże i nawet gałęzie gospodarki mogą bardzo długo lizać rany. Sprawa jest tak oczywista, że nie ma sensu wymieniać, o kogo chodzi, wszyscy wiedzą, co jest pozamykane, gdzie nie wolno jeździć i wyjeżdżać. Nie piszę tego w intencji krytyki działań rządu, który nie miał wyjścia, mamy globalną paranoję, to moja niezmienna opinia, a w takich warunkach i Polska, i PiS nie mogły sobie pozwolić na inne zachowanie. Trwa kampania i...
Pierwszy symptom ataku, na który zwrócę uwagę, może się wydawać wydumany, nawet śmieszny, ale dla mnie jest śmiertelnie poważny. Otóż nikt o Kidawie-Błońskiej nie mówi „Małgosia” albo „nasza Gośka”. Rzecz niespotykana w „lepszym towarzychu”, oni tam wszyscy są „Jurkami”, „Kubami”, „Radkami”, „Sławkami”, bez względu na to, ile mają lat.  Takie infantylne zmiękczanie imion jest znakiem rozpoznawczym znanych i lubianych. Przypomnę, że Komorowski też był „Bronkiem”, a Michnik, przeżywający drugą falę nieoczekiwanej popularności, nosił dumne zdrobnienie „Adaś”. Z Małgosią tak nie jest i warto się zastanowić, dlaczego została pominięta. Nie nadaje się Kidawa-Błońska na Małgosię, bo jest wyjątkowo sztywna, sztuczna i nudna. Zaszczytu zdrobnienia dostępują zabawni, wyluzowani, no i...
Publicyści i dyżurni goście odwiedzający studia telewizyjne posługują się schematem analitycznym w formie gry słownej: „przekonywanie przekonanych”. To zjawisko powszechnie występujące w polityce, to i ciężko mieć zarzut do komentujących, że tak często sięgają po „przekonywanie przekonanych”, tak to po prostu wygląda.  Dokładnie polega to na tym, że politycy kierują swój przekaz tylko do tego segmentu wyborców, który i tak na nich zagłosuje. Praktycznie wszyscy politycy grzeszą w taki sposób, chociaż są przekonani, że posługują się językiem zrozumiałym dla każdego wyborcy. Chyba najbardziej przekonany o własnej genialności i uniwersalności był Bronisław Komorowski, rozpieszczony sondażami na poziomie 70 proc. Jak szczęśliwie dla Polaków i smutno dla Komorowskiego się to skończyło...
Z pełnym komfortem i czystym sumieniem mogę sobie pozwolić na kpinę z mądrej inaczej opozycji, bo w sprawie palca wypowiedziałem się jednoznacznie. Gest Lichockiej to samograj, który w naturalny sposób się kojarzy, pasuje do wielu symbolicznych obrazków i nie ma większego znaczenia, co kto widział i jak się tłumaczył. Rzecz dało się przerwać tylko w pierwszym kwadransie po rozlaniu mleka. Niestety poszło to w zupełnie innym kierunku.  Najpierw posłanka biegała z palcem po sejmie i tłumaczyła, że nie pokazała tego, co było widać. Potem usłyszeliśmy jeszcze dziwniejsze wyjaśnienia, ale mina Jarosława Kaczyńskiego podczas „przeglądania VAR-u” mówiła wszystko. Wyszło bardzo źle, a jeszcze gorzej, że na początku kampanii Andrzej Duda musi się tłumaczyć i z palca, i z 2 000 000 000 zł...
W Polsce od zawsze tak się dzieje, w przeciwieństwie do kampanii amerykańskich, gdzie brutalność się opłaca, a kandydaci niemal tarzają się na ringu wypełnionym kisielem. Polska polityka nie zna takiego przypadku, aby kandydat lub partia, która zachowuje się agresywnie, odniosła wyborczy sukces. Na podawaniu nogi zamiast ręki przegrał Wałęsa i nic nie pomogły wyjaśnienia, że to była prowokacja. Sromotnie poległ Krzaklewski, który fatalnie rozpoczął kampanię od ataków na Kwaśniewskiego, i znów mało kogo interesowało, że Kwaśniewski rzeczywiście szydził z Jana Pawła II. Cała seria przegranych wyborów przez PiS zawsze miała tę samą przyczynę: albo ostry kurs samego PiS, albo przyklejanie „gęby” agresorów. Niektórzy komentatorzy twierdzili, że w 2011 roku PiS przegrał dlatego, że Jarosław...
Za kilka miesięcy takie zdziwienie wyrażą miliony Polaków, o ile w ogóle ktoś będzie Polaków o to pytał. Mateusz Kijowski – mówi to coś jeszcze szerokiemu wyborcy? No, może ten akurat jeszcze coś tam mówi, ze względu na serię komicznych występów i wieloletnią prezentację „wizerunku” od rana do wieczora.  Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku „Magdy Rudej”, aktywistki KOD, przepadł też Hadacz i wielu innych. Ze wszystkich niegdysiejszych „bohaterów” i „obrońców konstytucji” chyba najbardziej brutalnie został wykorzystany, a potem porzucony „Szary Człowiek”. Przypomnę że chodzi o nieszczęśnika z zaburzeniami psychicznymi, który się podpalił przed Pałacem Kultury i Nauki. „Szary Człowiek” to była dość popularna zbitka słów, jednak za nią kryło się konkretne imię i nazwisko – Piotr...
Serial sądowy nadal trwa i uprzedzam z bólem serca, że jeszcze długo potrwa. Po „uchwale” SN, która była gwałtem na prawie, logice, konstytucji, przyzwoitości i w końcu na niemal 800 sędziach, Trybunał Konstytucyjny uporządkował chaos prawny.  Postanowienie TK próbowało podważyć wielu „ekspertów” i inne ośrodki myśli europejskiej, ale ostatecznie nawet SN przyznał, że postanowienie obowiązuje. Dzięki temu wszystkie głupoty popełnione przez połączone Izby SN zostały zniesione lub zawieszone. Orzeczenia sędziów powołanych przez nową KRS mają moc wiążącą, sami sędziowie mogą swobodnie orzekać, KRS dalej powołuje nowych sędziów, a Izba Dyscyplinarna działa. Jakby nie patrzeć, w tej rundzie wygrywa prawo i TK. Pytanie, na jak długo. Odpowiedź na pewno nie zaskoczy, bo jest nią riposta...
Niestety, tak to wygląda, znana polityczna celebrytka, doktor z kropką, to zjawisko, w dodatku szerokie. W przestrzeni publicznej bardziej są znane wyczyny niejakiej Jachiry, ale to „zjawiskowa” Spurek jest poważniejszym problemem.  W ostatnim czasie była aktywistka Wiosny i, o zgrozo, była urzędniczka instytucji, którą jest Rzecznik Praw Obywatelskich, zasłynęła wyjątkową głupotą. Na portalu Twitter opublikowała „obraz wybitnego artysty”, który przedstawiał krowy w pasiakach, jakie nosili więźniowie Auschwitz. Jakby głupoty było mało, na pasiakach widniały żonkile symbolizujące gwiazdę Dawida i wszystko razem robiło za „metaforę” rzezi krów, przypominającej eksterminację w obozach koncentracyjnych. Przy pełnym natężeniu idiotyzmu człowiekowi trudno powstrzymać negatywne emocje,...
Mija prawie pięć lat, odkąd walczymy z „nadzwyczajną kastą”, a ponieważ jest to wojna całkowicie pionierska, to wszyscy popełnialiśmy błędy i wszyscy odnieśliśmy rany. Nie ukrywam, że moją pierwotną i przez długi czas jedyną strategią była otwarta wojna, ale jak widać, ten ambitny projekt zwyczajnie nie działa, bo siły wroga są wielokrotnie większe. Nie dało się wynieść siłą sędziów Sądu Najwyższego po wprowadzeniu wieku emerytalnego, taki ruch narobiłby jeszcze większego bałaganu. Nie da się wsadzić do więzień zbuntowanych sędziów, którzy w najlepszym razie nadużywają swoich kompetencji, chociaż byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdyby się dało. Obojętnie jak bardzo będą się Polacy zżymać i krzyczeć „ani kroku w tył”, PiS nie ma politycznych narzędzi do walki z całą UE, a...
Istnieje w ogóle coś takiego jak profesjonalna absencja? Najwyraźniej tak, przynajmniej na papierze, ale na szczęście istnieje również w polityce zagranicznej Polski. Nietrudno się domyślić, że tę figurę retoryczną poświęcam absencji prezydenta Andrzeja Dudy na wyreżyserowanym i sponsorowanym przez Kreml widowisku w Yad Vashem.  Z pełną premedytacją używam słowa „widowisko”, ale tylko dlatego, że określania: „cyrk” i „komedia” nieco się zużyły. Prezydent RP w takich spektaklach, organizowanych pod dyktando oszczerców atakujących Polskę, uczestniczyć nie może. I niestety, nie chodzi wyłącznie o oszczerstwa Putina, nie brakuje też oszczerstw wysokich żydowskich urzędników państwowych, jak minister spraw zagranicznych Israel Katz, który znieważał Polaków „antysemityzmem wyssanym z...
Zbliża się coroczny obłęd „filantropijny”, czyli czyszczenie pawlaczy celebrytów ze zbędnych gadżetów i polowanie na tych, którzy nie mają na odzieży przyklejonego „serduszka”. Nad wszystkim czuwa rozwrzeszczany wodzirej kaleczący mowę ojczystą i cała armia fanatyków powtarzająca te same mantry. Ciekawe co zrobisz, jak twoje dziecko trafi do szpitala z inkubatorem WOŚP. Podpisz, że ty i twoja rodzina zrzeka się leczenia na „sprzęcie WOŚP”. Wolę „dać Owsiakowi niż pedofilom w sutannach. W tym roku dam dwa razy więcej, żeby Pis..ców szlag trafił”. No i dwa „argumenty” koronne. Pierwszy: może i Owsiak bierze sobie działkę, ale gdyby nie on, to dzieci by poumierały. Drugi: a ty co zrobiłeś dla dzieci? Potrafisz tylko pluć. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że każda z powyższych „opinii”...
Krótko i na temat chciałoby się powiedzieć, jak mawiały nauczycielki w szkole, gdy sprawdzały, czy uczeń przygotował się do lekcji, czy leje wodę. Ze mną bywało różnie, dzieliłem obowiązki szkolne z miłością mojego dzieciństwa – piłką nożną. Polska na taki komfort nie może sobie pozwolić i musi się skupić na bitwie z „kastą”. Czeka nas jeszcze długa zabawa z ustawami i donosami do Brukseli, ale w finale wygra ten, kto przejmie Sąd Najwyższy. Jestem już za stary na używanie dyplomatycznych zwrotów i inne owijanie w bawełnę, dlatego mówię wprost: wojna o sądy to wojna o wymianę kadr. Wielu się nad tym użala i produkuje frazesy o niezależności, tymczasem nic takiego w świecie nie funkcjonuje. Sądy wszędzie są przedmiotem politycznych bojów i sami sędziowie trzymają sztamę z politykami....
W „nowoczesnym” świecie, żeby nie powiedzieć ponowoczesnym, jak twierdził stalinowski oficer polityczny Zygmunt Baumann, takie rzeczy są na porządku dziennym. Jakie mianowicie? Ano takie, że jeden człowiek wydmuszka lgnie do drugiego człowieka wydmuszki. Bynajmniej nie chcę odmawiać człowieczeństwa komukolwiek, ale mówię o postaciach medialnych. Za takie uważam i Hołownię, i Tokarczuk. Co więcej, żaden szantaż moralny czy intelektualny nie zmusi mnie do nazywania Hołowni politykiem i tym bardziej Tokarczuk pisarką. Z uporem maniaka będę się upierał, że jeszcze 100 lat temu oboje nie zaistnieliby w dziedzinach, które teraz są ich domeną, albo zostaliby wyśmiani. Zresztą świat tak daleko zszedł na psy, że i piszący te słowa uchodzi za publicystę za sprawą magii internetu, to i większych...
O Marianie Banasiu powiedziano wszystko, nawet więcej niż wszystko, dlatego nic więcej do powiedzenia nie mam. Czym innym jest jednak to, co wokół tej sprawy narosło i w efekcie przerosło PiS. Były różne etapy: najpierw „kryształowy człowiek”, potem „duże wątpliwości”, w końcu, co tu dużo mówić, nagonka na Banasia, tak czytelna, że spora część elektoratu PiS wyraziła ostry sprzeciw.  Na każdym etapie, z wyjątkiem ostatniego, PiS mógł politycznie wygrać. Powołanie bez odpowiedniej weryfikacji służb lub ze świadomością, że nie wszystko jest „kryształowe”, dało się naprawić solidnym postępowaniem i odpowiednią reakcją po ustaleniu stanu faktycznego. Taką operację PiS w znacznej części przeprowadził prawidłowo, choć nieciekawie to wyglądało w mediach. Wezwanie do dymisji nie było...

Pages