Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Jednym z powodów, jeśli nie jedynym, dla którego PiS w 2007 roku popełnił szereg błędów politycznych, skutkujących utratą władzy na 8 lat, był brak krytycznej oceny ze strony własnego środowiska. Prawica niemal od zawsze zmaga się z syndromem oblężonej twierdzy, co oczywiście ma swoje uzasadnienie, bo ułożona przy Okrągłym Stole „nowa normalność” praktycznie nie dawała szans nikomu, kto się z tego porozumienia wyłamał.  Drugi istotny czynnik to szereg spektakularnych zdrad, dość wspomnieć o Lechu „Bolku” Wałęsie, Ludwiku Dornie czy groteskowym Kazimierzu Marcinkiewiczu. W związku z tymi i jeszcze paroma innymi okolicznościami jestem w stanie zrozumieć alergiczne reakcje polityków i elektoratu PiS na wszelkie przejawy krytycyzmu. Jednak histeryczne reakcje na krytykę, która jest...
Dokładnie to trzydzieści jeden lat minęło od „obalenia komunizmu” i oto doczekaliśmy się doniosłego aktu. Sędzia Kamil Zaradkiewicz pełniący obowiązki prezesa Sądu Najwyższego wydał zarządzenie, w którym nakazuje zdjęcie portretów prezesów SN pełniących swoje funkcje w okresie od 1945 do 1989 roku. Przypominają się wszystkie stare dowcipy i sceny z filmów komediowych nakręconych w czasach PRL.  Z grubsza czekaliśmy tyle na tę elementarną przyzwoitość i ład w państwie, ile Józef Balcerek czekał na przydział mieszkania. Powstaje pytanie, czy to jest dobra okazja do marudzenia i szukania dziury w całym? Skoro wreszcie ktoś się odważył posprzątać w holu SN, to raczej wypada się cieszyć. Podpisuję się pod tym postulatem i nie zamierzam narzekać na zarządzenie sędziego Zaradkiewicza,...
Nie, tym razem nie będzie o mnie, ale o kimś mniej ważnym. Nazywa się ten nic nieznaczący troll Donald Tusk i od razu odpowiem na pytanie, po co się nim zajmować, skoro nic nie znaczy? Dla satysfakcji długo i wielu czekało, aby dożyć takiej chwili, w której polityczny troll internetowy Donald Tusk może tyle co troll Matka Kurka albo i jeszcze mniej.  Nim Polacy uspokoili śmiech i drżenie brzuchów po orędziach marszałka Grodzkiego, do akcji wkroczył kabareciarz Tusk i ogłosił, że nie weźmie udziału w wyborach. Żyjemy w wolnym kraju i nawet w tej absurdalnej „nowej normalności” każdy może sobie na takie akty strzeliste pozwolić. Tusk jest jednym z 30 milionów wyborców i ze swoim głosem ma prawo robić, co mu się żywnie podoba. W jego przypadku o tyle jest to pusta i bezsensowna...
Najkrócej odpowiadając: ambasador USA powiedziała nam wszystko w jednym prostym wpisie: TVN jest wiarygodny, bo należy do amerykańskiej rodziny notowanej na nowojorskiej giełdzie, a ktokolwiek twierdzi inaczej, ten kłamie. Przetłumaczyłem język topornej dyplomacji na język ludzki, choć tak naprawdę niewiele zmieniłem. Tak czy siak Mosbacher powiedziała nam wszystko, zaczynając od siebie. Od początku przedstawiała się jako postać groteskowa, wyjęta z amerykańskich kreskówek, niemniej jej słowa zostały potraktowane w Polsce z pełną powagą, tak działa siła USA. W TVP po tej wypowiedzi nie zobaczyliśmy już materiału krytycznego wobec TVN, czym Kurski, w swoim „stylu”, raczył widzów pięć dni z rzędu. Politycy PiS w skromnej części zareagowali, ale głównie zajęli się tłumaczeniem pani...
Jedne z pierwszych posunięć władz niemieckich to otrawcie granic dla robotników sezonowych i zakaz przejmowania niemieckich firm przez obcy kapitał. W pierwszej sprawie reakcja polskiej prawicy była przewidywalna i wyrażała się oburzeniem, w drugiej też była przewidywalna i podparta zachwytem, połączonym ze słusznym atakiem na Balcerowicza. Moje reakcje są nieco inne, w obu przypadkach biję Niemcom brawo, natomiast cała reszta mało mnie interesuje. Naczytałem się tylu błyskotliwych analiz, co i jak powinno wyglądać, że z radością powitałbym proste czyny. Dlaczego zawsze tak się dzieje, że patrzymy z zazdrością na Niemcy, czy to w przypadku ich wyroków Trybunału Konstytucyjnego, czy organizowania gospodarki? Zwyczajnie róbmy to samo, zamiast czekać na łaskawe pozwolenie i kopiowanie...
Wszyscy jesteśmy na skraju wytrzymałości psychicznej, chociaż z różnych powodów. Jednym się wydaje, że możliwe jest powstrzymanie zachodu i wschodu słońca przy pomocy foliowych rękawiczek i biustonosza przerobionego na maseczkę, innym – że ten idiotyzm musi się skończyć. Co do jednego zgadzają się wszyscy – tak chorej sytuacji nie było nigdy, nie licząc czasów wojen. W takim razie kiedy, jeśli nie teraz, Polska może sobie pozwolić na bycie Polską? Jestem najsurowszym recenzentem własnej publicystyki, dlatego przypomnę, że pisałem o spokojnym podejściu do ewentualnego zabezpieczania w sprawie Izby Dyscyplinarnej wydanego przez TSUE. Tak było, ale czasy też były wyjątkowo spokojne, a na takim tle każdy spektakularny ruch natychmiast staje się trzęsieniem ziemi. Andrzej Duda i całe PiS...
W czasach ogólnej histerii, a w moim przekonaniu jest to też czas wielkiego kłamstwa, politycznego teatru i brudnych interesów, w czym Polska niestety musi brać udział, chciałbym wywołać coś normalnego i wesołego. Zdaję sobie sprawę, że Pan Bóg i nawet zwykła złośliwość losu śmieją się z ludzkich planów, a co dopiero prognoz, ale mimo wszystko pozwalam sobie na dobitne stwierdzenie.  Nie mam pojęcia, czy będę w stanie dokończyć felieton, może za chwilę pęknie mi tętniak i będzie po zabawie. Chciałbym wiedzieć, w którym miejscu wycieka olej z silnika mojej wysłużonej skody, bo od tygodni nie potrafię wycieku namierzyć. Natomiast jednego jestem pewien: nie ma żadnej pandemii modnego wirusa, nie ma żadnego zagrożenia dla Polski i świata, jest mnóstwo histerii wywołanej dla przykrycia...
Jako samotny wilk, dla niektórych hiena, czuję się bardziej zmęczony „pandemią” niż reszta, wiadomo – wszyscy na jednego. Z drugiej strony staram się zachować trzeźwość umysłu i przede wszystkim zobaczyć świat „po”.  W atmosferze „pandemicznej” histerii, gdzie nie w ciągu dnia, lecz w godzinę potrafi się wywrócić wiele teorii i planów, prognozowanie czegokolwiek jest czystym szaleństwem. Jest jednak jedna rzecz, której jestem prawie pewien, i to dotyczy terminu wyborów prezydenckich. Wewnętrzna gra polityczna na polskiej scenie nie ma dla terminu większego znaczenia. Oczywiście jeśli PiS się uprze, to przeprowadzi wybory 10 maja, ma do tego wszystkie narzędzia. Bez ogłoszenia stanu wyjątkowego wyborów przesunąć się nie da, a o tym decyduje wyłącznie rząd i nie musi się oglądać na...
Obojętnie przy jakiej hipotezie będziemy się upierać: jest pandemia czy wielki pokaz inżynierii społecznej – jedno nie ulega wątpliwości. Cały ten bałagan trzeba będzie posprzątać i nie ma co liczyć, że odbędzie się to tanim kosztem. O ile zamknięcie szkół i uczelni nie ma wielkiego przełożenia na wskaźniki makro- i mikroekonomiczne, bo to „budżetówka”, o tyle całe branże i nawet gałęzie gospodarki mogą bardzo długo lizać rany. Sprawa jest tak oczywista, że nie ma sensu wymieniać, o kogo chodzi, wszyscy wiedzą, co jest pozamykane, gdzie nie wolno jeździć i wyjeżdżać. Nie piszę tego w intencji krytyki działań rządu, który nie miał wyjścia, mamy globalną paranoję, to moja niezmienna opinia, a w takich warunkach i Polska, i PiS nie mogły sobie pozwolić na inne zachowanie. Trwa kampania i...
Pierwszy symptom ataku, na który zwrócę uwagę, może się wydawać wydumany, nawet śmieszny, ale dla mnie jest śmiertelnie poważny. Otóż nikt o Kidawie-Błońskiej nie mówi „Małgosia” albo „nasza Gośka”. Rzecz niespotykana w „lepszym towarzychu”, oni tam wszyscy są „Jurkami”, „Kubami”, „Radkami”, „Sławkami”, bez względu na to, ile mają lat.  Takie infantylne zmiękczanie imion jest znakiem rozpoznawczym znanych i lubianych. Przypomnę, że Komorowski też był „Bronkiem”, a Michnik, przeżywający drugą falę nieoczekiwanej popularności, nosił dumne zdrobnienie „Adaś”. Z Małgosią tak nie jest i warto się zastanowić, dlaczego została pominięta. Nie nadaje się Kidawa-Błońska na Małgosię, bo jest wyjątkowo sztywna, sztuczna i nudna. Zaszczytu zdrobnienia dostępują zabawni, wyluzowani, no i...
Publicyści i dyżurni goście odwiedzający studia telewizyjne posługują się schematem analitycznym w formie gry słownej: „przekonywanie przekonanych”. To zjawisko powszechnie występujące w polityce, to i ciężko mieć zarzut do komentujących, że tak często sięgają po „przekonywanie przekonanych”, tak to po prostu wygląda.  Dokładnie polega to na tym, że politycy kierują swój przekaz tylko do tego segmentu wyborców, który i tak na nich zagłosuje. Praktycznie wszyscy politycy grzeszą w taki sposób, chociaż są przekonani, że posługują się językiem zrozumiałym dla każdego wyborcy. Chyba najbardziej przekonany o własnej genialności i uniwersalności był Bronisław Komorowski, rozpieszczony sondażami na poziomie 70 proc. Jak szczęśliwie dla Polaków i smutno dla Komorowskiego się to skończyło...
Z pełnym komfortem i czystym sumieniem mogę sobie pozwolić na kpinę z mądrej inaczej opozycji, bo w sprawie palca wypowiedziałem się jednoznacznie. Gest Lichockiej to samograj, który w naturalny sposób się kojarzy, pasuje do wielu symbolicznych obrazków i nie ma większego znaczenia, co kto widział i jak się tłumaczył. Rzecz dało się przerwać tylko w pierwszym kwadransie po rozlaniu mleka. Niestety poszło to w zupełnie innym kierunku.  Najpierw posłanka biegała z palcem po sejmie i tłumaczyła, że nie pokazała tego, co było widać. Potem usłyszeliśmy jeszcze dziwniejsze wyjaśnienia, ale mina Jarosława Kaczyńskiego podczas „przeglądania VAR-u” mówiła wszystko. Wyszło bardzo źle, a jeszcze gorzej, że na początku kampanii Andrzej Duda musi się tłumaczyć i z palca, i z 2 000 000 000 zł...
W Polsce od zawsze tak się dzieje, w przeciwieństwie do kampanii amerykańskich, gdzie brutalność się opłaca, a kandydaci niemal tarzają się na ringu wypełnionym kisielem. Polska polityka nie zna takiego przypadku, aby kandydat lub partia, która zachowuje się agresywnie, odniosła wyborczy sukces. Na podawaniu nogi zamiast ręki przegrał Wałęsa i nic nie pomogły wyjaśnienia, że to była prowokacja. Sromotnie poległ Krzaklewski, który fatalnie rozpoczął kampanię od ataków na Kwaśniewskiego, i znów mało kogo interesowało, że Kwaśniewski rzeczywiście szydził z Jana Pawła II. Cała seria przegranych wyborów przez PiS zawsze miała tę samą przyczynę: albo ostry kurs samego PiS, albo przyklejanie „gęby” agresorów. Niektórzy komentatorzy twierdzili, że w 2011 roku PiS przegrał dlatego, że Jarosław...
Za kilka miesięcy takie zdziwienie wyrażą miliony Polaków, o ile w ogóle ktoś będzie Polaków o to pytał. Mateusz Kijowski – mówi to coś jeszcze szerokiemu wyborcy? No, może ten akurat jeszcze coś tam mówi, ze względu na serię komicznych występów i wieloletnią prezentację „wizerunku” od rana do wieczora.  Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku „Magdy Rudej”, aktywistki KOD, przepadł też Hadacz i wielu innych. Ze wszystkich niegdysiejszych „bohaterów” i „obrońców konstytucji” chyba najbardziej brutalnie został wykorzystany, a potem porzucony „Szary Człowiek”. Przypomnę że chodzi o nieszczęśnika z zaburzeniami psychicznymi, który się podpalił przed Pałacem Kultury i Nauki. „Szary Człowiek” to była dość popularna zbitka słów, jednak za nią kryło się konkretne imię i nazwisko – Piotr...
Serial sądowy nadal trwa i uprzedzam z bólem serca, że jeszcze długo potrwa. Po „uchwale” SN, która była gwałtem na prawie, logice, konstytucji, przyzwoitości i w końcu na niemal 800 sędziach, Trybunał Konstytucyjny uporządkował chaos prawny.  Postanowienie TK próbowało podważyć wielu „ekspertów” i inne ośrodki myśli europejskiej, ale ostatecznie nawet SN przyznał, że postanowienie obowiązuje. Dzięki temu wszystkie głupoty popełnione przez połączone Izby SN zostały zniesione lub zawieszone. Orzeczenia sędziów powołanych przez nową KRS mają moc wiążącą, sami sędziowie mogą swobodnie orzekać, KRS dalej powołuje nowych sędziów, a Izba Dyscyplinarna działa. Jakby nie patrzeć, w tej rundzie wygrywa prawo i TK. Pytanie, na jak długo. Odpowiedź na pewno nie zaskoczy, bo jest nią riposta...
Niestety, tak to wygląda, znana polityczna celebrytka, doktor z kropką, to zjawisko, w dodatku szerokie. W przestrzeni publicznej bardziej są znane wyczyny niejakiej Jachiry, ale to „zjawiskowa” Spurek jest poważniejszym problemem.  W ostatnim czasie była aktywistka Wiosny i, o zgrozo, była urzędniczka instytucji, którą jest Rzecznik Praw Obywatelskich, zasłynęła wyjątkową głupotą. Na portalu Twitter opublikowała „obraz wybitnego artysty”, który przedstawiał krowy w pasiakach, jakie nosili więźniowie Auschwitz. Jakby głupoty było mało, na pasiakach widniały żonkile symbolizujące gwiazdę Dawida i wszystko razem robiło za „metaforę” rzezi krów, przypominającej eksterminację w obozach koncentracyjnych. Przy pełnym natężeniu idiotyzmu człowiekowi trudno powstrzymać negatywne emocje,...
Mija prawie pięć lat, odkąd walczymy z „nadzwyczajną kastą”, a ponieważ jest to wojna całkowicie pionierska, to wszyscy popełnialiśmy błędy i wszyscy odnieśliśmy rany. Nie ukrywam, że moją pierwotną i przez długi czas jedyną strategią była otwarta wojna, ale jak widać, ten ambitny projekt zwyczajnie nie działa, bo siły wroga są wielokrotnie większe. Nie dało się wynieść siłą sędziów Sądu Najwyższego po wprowadzeniu wieku emerytalnego, taki ruch narobiłby jeszcze większego bałaganu. Nie da się wsadzić do więzień zbuntowanych sędziów, którzy w najlepszym razie nadużywają swoich kompetencji, chociaż byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdyby się dało. Obojętnie jak bardzo będą się Polacy zżymać i krzyczeć „ani kroku w tył”, PiS nie ma politycznych narzędzi do walki z całą UE, a...
Istnieje w ogóle coś takiego jak profesjonalna absencja? Najwyraźniej tak, przynajmniej na papierze, ale na szczęście istnieje również w polityce zagranicznej Polski. Nietrudno się domyślić, że tę figurę retoryczną poświęcam absencji prezydenta Andrzeja Dudy na wyreżyserowanym i sponsorowanym przez Kreml widowisku w Yad Vashem.  Z pełną premedytacją używam słowa „widowisko”, ale tylko dlatego, że określania: „cyrk” i „komedia” nieco się zużyły. Prezydent RP w takich spektaklach, organizowanych pod dyktando oszczerców atakujących Polskę, uczestniczyć nie może. I niestety, nie chodzi wyłącznie o oszczerstwa Putina, nie brakuje też oszczerstw wysokich żydowskich urzędników państwowych, jak minister spraw zagranicznych Israel Katz, który znieważał Polaków „antysemityzmem wyssanym z...
Zbliża się coroczny obłęd „filantropijny”, czyli czyszczenie pawlaczy celebrytów ze zbędnych gadżetów i polowanie na tych, którzy nie mają na odzieży przyklejonego „serduszka”. Nad wszystkim czuwa rozwrzeszczany wodzirej kaleczący mowę ojczystą i cała armia fanatyków powtarzająca te same mantry. Ciekawe co zrobisz, jak twoje dziecko trafi do szpitala z inkubatorem WOŚP. Podpisz, że ty i twoja rodzina zrzeka się leczenia na „sprzęcie WOŚP”. Wolę „dać Owsiakowi niż pedofilom w sutannach. W tym roku dam dwa razy więcej, żeby Pis..ców szlag trafił”. No i dwa „argumenty” koronne. Pierwszy: może i Owsiak bierze sobie działkę, ale gdyby nie on, to dzieci by poumierały. Drugi: a ty co zrobiłeś dla dzieci? Potrafisz tylko pluć. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że każda z powyższych „opinii”...
Krótko i na temat chciałoby się powiedzieć, jak mawiały nauczycielki w szkole, gdy sprawdzały, czy uczeń przygotował się do lekcji, czy leje wodę. Ze mną bywało różnie, dzieliłem obowiązki szkolne z miłością mojego dzieciństwa – piłką nożną. Polska na taki komfort nie może sobie pozwolić i musi się skupić na bitwie z „kastą”. Czeka nas jeszcze długa zabawa z ustawami i donosami do Brukseli, ale w finale wygra ten, kto przejmie Sąd Najwyższy. Jestem już za stary na używanie dyplomatycznych zwrotów i inne owijanie w bawełnę, dlatego mówię wprost: wojna o sądy to wojna o wymianę kadr. Wielu się nad tym użala i produkuje frazesy o niezależności, tymczasem nic takiego w świecie nie funkcjonuje. Sądy wszędzie są przedmiotem politycznych bojów i sami sędziowie trzymają sztamę z politykami....
W „nowoczesnym” świecie, żeby nie powiedzieć ponowoczesnym, jak twierdził stalinowski oficer polityczny Zygmunt Baumann, takie rzeczy są na porządku dziennym. Jakie mianowicie? Ano takie, że jeden człowiek wydmuszka lgnie do drugiego człowieka wydmuszki. Bynajmniej nie chcę odmawiać człowieczeństwa komukolwiek, ale mówię o postaciach medialnych. Za takie uważam i Hołownię, i Tokarczuk. Co więcej, żaden szantaż moralny czy intelektualny nie zmusi mnie do nazywania Hołowni politykiem i tym bardziej Tokarczuk pisarką. Z uporem maniaka będę się upierał, że jeszcze 100 lat temu oboje nie zaistnieliby w dziedzinach, które teraz są ich domeną, albo zostaliby wyśmiani. Zresztą świat tak daleko zszedł na psy, że i piszący te słowa uchodzi za publicystę za sprawą magii internetu, to i większych...
O Marianie Banasiu powiedziano wszystko, nawet więcej niż wszystko, dlatego nic więcej do powiedzenia nie mam. Czym innym jest jednak to, co wokół tej sprawy narosło i w efekcie przerosło PiS. Były różne etapy: najpierw „kryształowy człowiek”, potem „duże wątpliwości”, w końcu, co tu dużo mówić, nagonka na Banasia, tak czytelna, że spora część elektoratu PiS wyraziła ostry sprzeciw.  Na każdym etapie, z wyjątkiem ostatniego, PiS mógł politycznie wygrać. Powołanie bez odpowiedniej weryfikacji służb lub ze świadomością, że nie wszystko jest „kryształowe”, dało się naprawić solidnym postępowaniem i odpowiednią reakcją po ustaleniu stanu faktycznego. Taką operację PiS w znacznej części przeprowadził prawidłowo, choć nieciekawie to wyglądało w mediach. Wezwanie do dymisji nie było...
Ktoś zaprotestuje przeciw tak szlachetnej inicjatywie? Wszak chodzi o dzieci, pożytek społeczny i jeszcze to wszystko razem trzeba ująć w kontekście problemów demograficznych. Skoro naród ma rosnąć w siłę, to trzeba zadbać o dzieci. Proste, czyż nie? „Czyż tak”, ale jak to mówią, lewactwo tkwi w szczegółach i argument z przedszkolami, domami opieki dla samotnych matek i przytułków dla bezdomnych odpalono przeciw budowie łuku triumfalnego z okazji 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej. Finezji w tym żadnej, populizm najniższych lotów, niemniej w głowach można ludziom zabełtać. Niezwykle interesujące jest to, że ów „argument” w ogóle nie działa w przypadku „teatru” Krysi Jandy, „tramwajów tolerancji”, tęczy zbudowanej z krepy i drutu czy palmy z plastiku. Dałoby się za to wybudować parę...
Od czasu do czasu wrzucam kamyczek do własnego ogródka, choć prawdę mówiąc, nie czuję się częścią środowiska, jak to się ładnie nazywa. Głównie dlatego się nie czuję, że tak mi wygodniej. Wiadomo – amatorowi, i do tego lekko stukniętemu, wolno więcej. Jednakowoż część odpowiedzialności za całe towarzystwo zawsze spadnie na głowę choćby amatora, i to mnie zachęciło do małego protest songu. Zauważyłem niepokojącą tendencję i nazwę ją wprost – tyle, że z litości pominę nazwiska. Otóż część zawodowych publicystów, w tych wyjątkowo nudnych czasach, zaczęło szukać sensacji w modzie na radykalizm. Gdy czytam, że PiS odpuszcza wojnę ideologiczną, bo nie podejmuje trudnych tematów aborcji, eutanazji i nie wałkuje dzień i noc LGBT, to przypominają mi się czasy, w których Stefan Niesiołowski był...
Nowy marszałek Senatu jest postacią bez zagadek, jeden rzut oka wystarczy, aby dostrzec małą skomplikowaną osobowość, wybitnie zakochaną w sobie. Zaczęło się od kabotyńskich gestów triumfu, uniesionych palców dłoni złożonych w literę „V”, jako żywo gest Mazowieckiego po wyborze na premiera. Potem Tomasz Grodzki zrównał swój wybór niemalże z wyborem na papieża. Na końcu przypisał sobie nowe kompetencje i zapowiedział wizytę w USA, gdzie ma rozprawiać, jakżeby inaczej, o praworządności. Niby nic nowego pod słońcem, wszak to modelowe zachowanie polityków opozycji, ale zwracam uwagę, że to wszystko miało miejsce w ciągu zaledwie 24 godzin. Jeśli się połączy te tandetne spektakle ze sposobem „zarządzania”, co można było zaobserwować w zadłużonym po uszy szpitalu, w którym Tomasz Grodzki był...
Bardzo żałuję, że mój autorski frazeologizm „polityczny troll”, który od zawsze był dedykowany Donaldowi Tuskowi, przyjmuje się z takimi oporami. O sławę i pieniądze zabiegam umiarkowanie, ale w tym wypadku nie o to chodzi. Po prostu jest to kwintesencja esencji, jak mawiał jeden z kabareciarzy. I nic tak dobitnie nie oddaje natury Tuska jak „polityczny troll”. Pewnie nikt już nie policzy, ile powstało publicystycznych bajek o rycerzu i białym koniu, a szkoda, bo to z kolei doskonale pokazuje, jak ludzie łatwo ulegają „trollowaniu”. Gdy człowiek sobie pomyśli, że Tusk, było nie było, dorosły mężczyzna, przez cztery lata bawił się w piaskownicy kosztem Polski, do czego przyzwyczaił, ale i kosztem własnej partii, to trudno szukać innego określenia dla Tuska. On zawsze był...
Znów zabawiałem się w „proroka”, który precyzyjnie opisał, co się stanie i to w dniu, gdy wybuchł „zamach stanu”, i jak zwykle nie wymagało to wielkiej wiedzy czy przenikliwości, lecz odrobinę odwagi. Przedstawmy fakty i skonfrontujmy je z głupotą „opozycji”. Protest wyborczy to normalna procedura demokratyczna, o czym nagle trzeba było przypominać z powodu amoku wyznawców „europejskich wartości”. W sumie złożono około 200 protestów, stan na 30.10.2019 r., ale tylko sześć protestów PiS wywołało taką burzę, że protesty PO-KO przepadły. Dlaczego tak się stało? Prosta przyczyna, fakty obrócono w idiotyczną teorię spiskową, w której PiS miał się dogadać ze „swoją” Izbą Nadzwyczajną i przy pomocy oszustwa wyborczego odbić Senat. Wielu, bardzo wielu dało się ponieść głupiej bajeczce, a...
A dlaczego by nie? Skoro prawie wszystko było faszyzmem i prawie wszyscy, to chyba czas najwyższy na demokrację razem ze zwolennikami demokracji. Nie jest to objaw mojej fascynacji Januszem Korwin-Mikke, to pozostawiam uczniom szkół podstawowych i średnich, ale jest to jedyna rozsądna konkluzja wynikająca z obserwacji zachowań „najgłupszej na świecie opozycji”. Pisanie, że została przekroczona ostatnia granica zdrowego rozsądku, jest co najmniej naiwne, bo w chwili, gdy się to napisze, pęka następna granica. Dlatego histeria, jaka powstała po złożeniu protestów wyborczych przez PiS, przy jednoczesnym złożeniu protestów przez PO-KO i 60 różnych innych podmiotów, przestaje dziwić. Tyle idiotyzmów już widzieliśmy, tyle wyreżyserowanych pseudorewolucji i nieposłuszeństwa obywatelskiego w...
Długo się zastanawiałem, jakich słów użyć, aby wyrazić swoje zdziwienie po wielodniowym marudzeniu na wynik wyborów, i nie znalazłem odpowiednich słów. Sięgnę zatem do bardziej rozbudowanej argumentacji, aby wyjaśnić malkontentom, z jakim cudem nad urną mamy do czynienia. PiS wygrał drugą kadencję w Sejmie, powiększając przewagę procentową do rekordowych 43,6 proc. i liczbę wyborców do ośmiu milionów. Cofnijmy się do 2011 roku, gdy PiS drugi raz przegrał z PO. Czym pocieszyć przegranych? Nie martwcie się Kochani, za cztery lata wygramy wybory prezydenckie i parlamentarne, a za osiem będzie nas popierać ponad osiem milionów Polaków. Każdego, kto zdecydowałby się na taką formę pocieszenia, uznano by za wariata, a co najmniej za człowieka niepoważnego, który nie ma bladego pojęcia o...
Kto pamięta serial dla dzieci i kibiców, „Do przerwy zero jeden”? Młodych nie pytam, chociaż zawsze mogą sobie w internecie pogrzebać, ale starzy na pewno wiedzą, o czym mowa. Głównym bohaterem filmu była piłka nożna i młody napastnik o dziwnym pseudonimie „Paragon”. Co to ma wspólnego z Budką? Nic, ale to absolutnie nic. „Paragon” był sympatycznym, kudłatym blondynem i liderem zespołu. Budka we wszystkim jest odwrotny i wszędzie łysy. „Paragon” był biedny, ale uczciwy, ciężko pracował i walczył z grupą przestępców, co niemal przypłacił życiem. Budka wręcz przeciwnie, wśród oskarżonych kumpli z POKO czuje się jak ryba w wodzie i ma z tego profity. Wreszcie drużyna „Paragona” do przerwy przegrywała 0:1, by na końcu wygrać 3:2, drużyna Budki do przerwy przegrywa 10:0, po przerwie będzie...
Wiem, wiem, w końcu studiowałem przez tydzień rusycystykę i do panienki nie pasuje „maładiec”, no chyba że mówimy o płci społecznej i lewicowej aktywistce, a dokładnie o kimś takim chcę mówić. Szwedzka gwiazda ekologii rzuciła szkołę i objeżdża świat ze swoimi prelekcjami odczytywanymi z kartki, przy których strzela groźnymi minami. Wokół tego zjawiska, niestety tak to trzeba nazwać, wyrosła atmosfera tabu łamanego na cenzurę, głównie autocenzurę. Wiadomo, dziecko, przy tym – jak podają różne źródła – wymagające leczenia, i weź teraz chamie jeden z drugim, prawicowy bydlaku, powiedz chociaż jedno złe słowo do chorej dziewczynki walczącej o czyste powietrze. Prymitywne jak Jachira, ale działa, i to jest śmiertelnie niebezpieczne. Sięganie nawet nie po socjotechniki, lecz brutalny...
Sporo ryzykuję i w dodatku wywołuję wilka z lasu, bo już w chwili publikacji felietonu stan rzeczy może ulec gwałtownej zmianie. Dlatego zabezpieczę się i dodam, że czegoś takiego na niespełna miesiąc przed wyborami jeszcze moje oczy nie widziały. Wielu wieszczyło, że to będzie brudna i ostra kampania, bo walka toczy się o wszystko, tymczasem mamy flaki z olejem i letnią temperaturę. Nawet jeśli się to z biegiem dni będzie zmieniać, a zmieniać się będzie na pewno, to i tak ten etap kampanii jest kompletnie niezrozumiały. PiS rozgrzeszam z nudy, takie były założenia, aby prowadzić kampanię rzeczową i uciekać od emocjonalnej szarpaniny. I dokładnie tak to wygląda. Po „Hattricku Kaczyńskiego” rozmowy się kręcą wokół płacy minimalnej i zerwania z kolonialnym „modelem gospodarczym”. Za to...
Ktokolwiek wątpił lub się łudził, bo i takich było wielu, że najważniejsze dla Jarosława Kaczyńskiego wybory nie będą przebiegały według scenariusza PiS, ten już nie ma w co wątpić i tym bardziej nie powinien się łudzić. W sobotę 7 września Polacy nie tylko usłyszeli, że w ich portfelach pojawią się nowe zastrzyki gotówki, lecz dowiedzieli się, o jaką stawkę toczy się gra. Celem jest ostateczne zniesienie bandyckiej doktryny Balcerowicza, niemającej nic wspólnego z liberalizmem ani nawet neoliberalizmem. Balcerowicz pod dyktando obcego kapitału z premedytacją budował w Polsce zonę taniej siły roboczej i centrum handlowe „Wszystko za 5 zł”. Przez blisko ćwierć wieku kto chciał, mógł do Polski przyjechać, postawić byle jaką montownię, rzucić „polskim Murzynom” garść ryżu do miski i robić...
Bardzo proszę osobę, która odpowiada za redakcję i korektę tekstów w „Gazecie Polskiej”, aby nie poprawiała „mema”. Wiem, że to w oczy kłuje, bo nie dość, że makaronizm, to jeszcze dziwnie odmieniony, ale tak ma być, żeby rym pasował do kota, o kole od roweru nie wspomnę. Starsi i wielu młodych też znają doskonale komediowy tryptyk z Pawlakiem i Kargulem w rolach głównych. W pierwszym odcinku „Nie ma mocnych” miał miejsce słynny proces o kota, na którym „Kaźmierz” karabinem wyrok wykonał. Pół wieku temu proces śmieszył, współcześnie byłby jednym z głośniejszych, a Pawlak miałby spore szanse trafić do więzienia za zabicie zwierzęcia. Kargula czekałby podobny los za znęcanie się i trzymanie kota na sznurku. Dziś trudno uwierzyć, że tamten proces w ogóle nie dotyczył cierpień i zgonu kota...
Wiadomo, w jakich czasach żyjemy – tak zwanej szybkiej informacji. To oznacza, że nawet największe sensacje umierają zaraz po narodzinach. Obie strony sporu politycznego miały swoje maczugi. POKO waliło w PiS „hejterskim” melodramatem „Zniewolona Emi”, PiS rewanżował się „farmą trolli” Brejzy i katastrofą ekologiczną w Warszawie. Ta ostatnia sprawa wyróżnia się wymowną symboliką rządów i propagandy POKO i w tym sensie ma największą siłę, ale kampanii nie zbuduje. Do tej pory żyjemy politycznym bilardem, sztaby podchwytują bieżące wydarzenia i na nich budują przekazy dnia. Inaczej niż buksowaniem nie da się tego nazwać, bo żadna „sensacja” nie dotrwa do 13 października. Jedynie budżet bez deficytu mógłby być tematem kampanii, ale widać, że sam PiS traktuje ten historyczny cud jako...
Nie ma co udawać, jakaś tam afera była, ale kogo to obchodzi? Kastę sędziowską i prawniczą, dziennikarzy, „elitę”. PiS bardzo szybko i jak na PiS wyjątkowo sprawnie zdefiniował magiel w togach jako wewnętrzną rozgrywkę w środowisku sędziowskim. Prócz rozsądnego ruchu PR-owego jest to po prostu prawda, którą najlepiej było widać w odbiorze społecznym. Monstrualnie rozdmuchane plotki obyczajowe rozprowadzane przez sędziów były kompletnie nieczytelne dla Kowalskiej i Nowaka w takim wymiarze, jaki próbowano narzucić. Same nazwiska sędziów związanych ze sprawą zdecydowanej większości wyborców nic nie mówiły. Wprawdzie treść plotek wykopanych z internetowych i telefonicznych komunikatorów to była klasyka magla, nieślubne dzieci, konkubiny, portale randkowe, czyli coś, o czym mówi się w...
Nie będę skromny i przypiszę sobie udział w powstrzymaniu „moralnego” amoku, w jaki wpadły nie tylko opozycja i polskojęzyczne media, lecz także niestety prawica i media prawicowe. W kulminacyjnym momencie moraliści od lewa do prawa byli gotowi uznać samo latanie za zbrodnię, a samolot za rydwan szatana. Długo będę pamiętał absurdalne oburzenie na to, że Kuchciński wracając z konferencji, zaprosił na pokład samolotu posła RP. Trudno byłoby wskazać cywilizowany kraj, gdzie tego rodzaju gest byłby uznany za aferę, i to na miarę dymisji marszałka sejmu. Wracam do tej sprawy czy raczej kontynuuję ją drugi tydzień z rzędu, ponieważ uważam, że to był bardzo niebezpieczny precedens, który bez stanowczej reakcji mógł się przerodzić w polityczną tragedię. Plan był prosty: gdy się uda odstrzelić...
Żebyśmy się tylko jasno zrozumieli, bo nikt tu specjalnie świętością nie grzeszy. Zdarzało się i mnie pisać wiele przykrych rzeczy, które się wpisywały w „narrację Michnika”, jednak mam żelazne alibi. Nigdy, ale to nigdy, nie napisałem jednego słowa dla taniego poklasku czy pod wpływem presji. No i drugie kryterium, do którego publicznie się przyznaję. Bywa, że widzę mały bałagan w obozie władzy, jednak zagryzam wargi do krwi i milczę, aby nie dostarczać paliwa najgorszemu sortowi, szczególnie w trakcie kampanii wyborczej. Przed i po kampaniach zazwyczaj nadrabiam i znów nie zostawiam suchej nitki, gdy coś idzie w złą stronę. Krótko pisząc, w życiu nie skreślę przecinka, jeśli to miałoby w jakikolwiek sposób przyczynić się do wzmocnienia „tęczowej zarazy” i wszystkich pozostałych...
Przesądny jestem. Nie tak, że pluję trzy razy przez lewe ramię na widok czarnego kota przebiegającego drogę, ale mam swoje dziwactwa. Na przykład, gdy czegoś zapomniałem, nie wracam do domu po wyjściu za próg. Parę razy wróciłem i pożałowałem gorzko. Jeszcze ostrożniej podchodzę do ważnych spraw i nie zdarzyło się, abym uznał sprawę za załatwioną przed załatwieniem. Z takim bagażem przesądów nie mogę powiedzieć, że PiS na jesieni dokona masakry piłą tarczową i uzyska rekordowy wynik wyborczy. Wszystko za tym przemawia, każda racjonalna przesłanka, ale polityka nie zawsze bywa racjonalna i często dzieją się cuda. Klimat polityczny nigdy tak dobry dla PiS nie był, opozycja praktycznie nie istnieje i dotyczy to każdej partii. PO w wielkim chaosie, PSL kompromituje się koalicją bez...
O ile sobie dobrze przypominam, to napisałem już kilka, a może kilkanaście felietonów z cyklu: „Za tydzień pies z kulawą nogą o tym nie wspomni”. Ostatni tekst dotyczył koalicji PO lub braku koalicji PO z innymi partiami. No i jak? Miałem rację, z psem, kulawą nogą i wspominaniem? Trudno nie mieć racji, gdy się mówi o oczywistościach, ale z oczywistościami jest pewien problem. Inaczej to działa post factum, inaczej w czasie dużych emocji. Dziś każdy może sobie pozwolić na stwierdzenie, że atak na Kościół i wciskanie pedofilii PiS to jedna z przyczyn porażki KE, ale w trakcie tej histerii wielu zmiękło. Dlatego na bieżąco wygłoszę inną oczywistość w aktualnych warunkach i emocjach. Na Białymstoku i propagandzie rozpętanej wokół naklejki „Strefa wolna od LGBT” PiS wyłącznie zyska. Temat...
Powinienem się powstrzymać parę dni z pisaniem felietonu, bo w tym czasie rozstrzygają się pewne kwestie związane z przyszłością opozycji. Nie zrobię tego, ponieważ nie ma najmniejszego znaczenia, czy PO pójdzie na wybory sama, z SLD, PSL albo w jeszcze innym wariancie. Mniejsze partie są skazane na wymarcie. Jeśli przykleją się do PO, skończą jak Nowoczesna, jeśli pójdą same, skończą jak „narodowcy” i Kukiz’15 w dwóch ostatnich wyborach, w najlepszym razie jakaś partyjka uzyska wynik Wiosny. Na co w takim razie mam czekać? Przelewanie z próżnego w puste i dzielnie politycznej biedy na czworo nie wypełni urn głosami i to zaczyna docierać do wszystkich liderów partii opozycyjnych, które skupiły się wyłącznie na sobie. Jedyny program „odsunąć PiS od władzy” rozsypał się w drzazgi głównie...
Wydawało się, że w okresie urlopowym będziemy się nudzić, ale na brak atrakcji chyba nie da się narzekać. No, może tylko PiS nudzi i kolejny raz organizuje konwencję programową, na której odbyły się dziesiątki paneli i zapewne za chwilę poznamy nowe pomysły dla Polski. Poza tym wyjątkiem same atrakcje i sensacje, na przykład nagle okazało się, że nie wszyscy absolwenci dostaną się do „wymarzonych szkół”. Dajcie ludzie spokój! Przed wojną tego nie było, dopiero jak ciemnogród nastał nad Wisłą, to się marzenia posypały. Próbuję też odgrzebać w pamięci jakąś poważną sensację, lecz z tym mam pewien problem związany z punktem siedzenia. Z pewnością poważny problem ma Bartosz Arłukowicz, jednak dla mnie to są śmieszne perypetie. Tęgie głowy z PO wymyśliły, że Bartek będzie idealną twarzą...
Coś się takiego porobiło, że jak nigdy zgłosiło się więcej matek – czy raczej ciotek – porażki niż ojców sukcesu. Prawdę powiedziawszy, sam się pogubiłem, jak to z Timmermansem było. On miał wychodzić naprzeciw żywotnym interesom niezbyt mądrej opozycji i swoim zwycięstwem upokarzać PiS? Zdaje się, że taka była pierwotna wersja, ale głowy nie dam, bo odkąd upokorzono Timmermansa, który pomimo wielu starań nie dostał stołka szefa KE, to  media i komitety polityczne zalały tysiące nowych koncepcji. I tak, po pierwsze, okazało się, że kandydatura Holendra w ogóle nie miała większego znaczenia, mógł zostać szefem KE albo i nie. Po drugie, PiS, który „nic w UE nie znaczy”, zdradził i wybrał Niemkę. Zwracam uwagę na dwa w jednym: PiS, chociaż nic nie znaczy, to jednak wybrał Niemkę, a...
Mam dwie bardzo dobre prognozy i zacznę od meteorologicznej, chociaż w chwili publikacji felietonu będzie to rzecz nieaktualna. Kończą się upały, czyli naturalnym porządkiem rzeczy od pierwszych dni lipca zaczną się narzekania na chłodne lato i popsute urlopy. Przewidywalne? Jak najbardziej, ale są rzeczy jeszcze bardziej oczywiste, które odnoszą się do drugiej prognozy, tym razem politycznej. POKO, chyba tak to się teraz nazywa, przedstawiło swój sztab wyborczy na jesienną batalię. W skład wchodzą: junak Brejza, towarzyszka Nowacka, towarzyszka Kidawa-Błońska i przedstawiciel ludu Karnowski z Sopotu. Co w tym oczywistego? Finał, rzecz jasna! Nie ma takiej siły, żeby te konie pociągnęły jakikolwiek zaprzęg. Spodziewać się należy tego, co zawsze, programem POKO będzie deliberowanie o...
Wbrew plotce nie mam żadnej obsesji na punkcie Owsiaka, a już na pewno nie domagam się, aby poważny problem społeczny kojarzony z tym nazwiskiem był tematem numer jeden. Sekundy bym się nie zastanawiał nad przyznaniem Owsiakowi dotacji rządowej, gdyby to miało służyć osiągnięciu większości konstytucyjnej przez PiS lub chociaż sprowadzeniu wyniku PO poniżej 15 proc. Nie można poświęcać spraw wyższego rzędu na jałową zemstę czy osobiste wojenki. Dlatego zawsze mnie irytowały standardowe deklaracje chwiejnych emocjonalnie „patriotów”, którzy ogłaszali całemu światu, że już nigdy nie zagłosują, bo… I tu wstawić jakąś pierdołę w rodzaju kwoty wolnej od podatku. Tyle ode mnie, nie obrażam się, nie drę szat i nie zamierzam marudzić, ale… Jako człowiek znający Owsiaka i jego metody od A do Z,...

Pages