Ks. Wiaczesław Gryniewicz SAC

Szczerze mówiąc, nie mam absolutnie chęci do pisania, ale chcę to zrobić, bo wiem, że się martwicie o nas. Dopiero co wróciłem z Kijowa, z Majdanu. Cały wieczór i noc przynosili tam ciała zabitych, co chwila modliliśmy się… Dopiero teraz mija poczucie szoku!... Rozmawiałem z jednym mężczyzną, który opowiadał: „Jednej nocy było około dziesięciu ataków… Chociaż nie… na pewno więcej!... Nie było kwadransa, żeby coś nie wybuchło. Zobaczyłem jednego zabitego i dziesiątki rannych. W pewnym momencie wydawało się, że to już koniec, bo ludzie zaczęli uciekać. Zebrało się jednak może ze dwadzieścia osób i zaczęli bić się z milicją i ci, którzy uciekali, wracali i też zaczynali walczyć i milicja odstępowała”. Nie wiem, jak ci ludzie mogli to wszystko znosić?! Nie rozumiem! Przecież człowiek nie...