Jacek Liziniewicz

Kandydatka Platformy Obywatelskiej spadła w sondażach do 4 proc. Oczywiście nie należy bezkrytycznie wierzyć w te badania, gdyż rzeczywiście prawdą jest, że duża część jej wyborców po prostu zbojkotuje te wybory. Politycznie jednak ten ruch to duży błąd. Kilka miesięcy po wyborach zostaje bowiem tylko wynik. 

Kto dzisiaj pamięta, że w 2001 roku ściągnięty z sufitu temat Janusza Pineiro obniżył wynik partii braci Kaczyńskich z 18 do 9,5 proc. w wyborach? Albo bliżej. Kto pamięta, że w 2014 roku społeczeństwo tak panicznie bało się wojny z Ruskimi, że instynktownie znów zagłosowało na rządzącą partię Donalda Tuska w eurowyborach? Finalnie, mimo naszych emocji dzisiaj, za dwa lata będzie się liczył tylko wynik wyborczy. Wszystko wskazuje na to, że dzisiaj nie uda się już Platformie Obywatelskiej nagle zmobilizować swoich sympatyków. Nie nadrobią strat. Ostatnia deska ratunku to cała wstecz i na siłę delegitymizowanie wyborów. Podobny manewr wykonał w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku pierwszy oficer Titanica William Murdoch, gdy odebrał wiadomość o górze lodowej – silniki cała wstecz i skręt w lewo. Silniki Platformy Obywatelskiej pracują pełną parą. TVN24 od rana do wieczora bije w pomysł wyborów korespondencyjnych, rozsiewana jest narracja o kopertach śmierci i zabójczych listonoszach. – Wszyscy poumieramy – straszą ci, którzy przecież sami normalnie odbierają korespondencję, robią zakupy przez internet i chodzą do sklepów. Wybory, jak góra lodowa, jednak się zbliżają. Za chwilę widoczny będzie zwrot w lewo. Nie jestem pewien, czy manewr się uda. Jeżeli wybory w maju się odbędą, to PO pójdzie na dno, ale rozbitków szybko pozbiera PSL i Lewica. Jeżeli PiS-owi się nie uda, albo rozpadnie się system wyborczy, to PO nadal będzie się liczyć w grze o prym w Polsce. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: