A może jednak przemówią… Mówią czy nie?

Noc Wigilijna jest niezwykła. Atmosfera świąt Bożego Narodzenia sprawia, że każdy z nas chciałby, aby wydarzyło się coś niezwykłego. Legendy mówią, że jest szansa na nawiązanie rozmowy ze zwierzętami. Czy to naprawdę możliwe?

Mam wspaniałą siostrę. Jest dzisiaj dorosłą osobą, ma ogromną wiedzę, leczy zęby i już prawie nie wierzy w zębowe wróżki. Jednak nie zawsze tak było. Jako starszy brat uwielbiałem – co dzisiaj nie napawa mnie szczególnie dumą – „wkręcać” siostrzyczkę. Jednym z moich ulubionych numerów była tzw. opowieść wigilijna. Przepis był prosty. Pierwszy krok to przypomnieć o legendzie i podaniach o tym, że w noc wigilijną zwierzęta mówią ludzkim głosem. Następnie trzeba przez cały dzień podsycać ciekawość. Chodzić za dzieckiem i pytać np.: ciekawe, co Linka (nasz bohaterski jamnik) dzisiaj w nocy powie? Następnie poczekać do rana i mieć gotową odpowiedź na pytanie: – I co mówiła coś? – Tak. Powiedziała, że stanęłaś jej złośliwie na ogon. – Jak ona mogła tak powiedzieć?! To było przez przypadek i przeprosiłam! – No, nie miej do mnie pretensji. O mnie nic nie mówiła… itd. Ogólnie przednia zabawa. Czy w mówieniu zwierząt „po ludzku” naprawdę nie ma ziarna prawdy?

Bracia mniejsi
Najprawdopodobniej legendy o rozmowach ze zwierzętami sięgają jeszcze czasów, kiedy ludzkość żyła ze swoim inwentarzem pod jednym dachem. Z pewnością swoje zrobił również św. Franciszek z Asyżu, który do religii chrześcijańskiej wniósł wrażliwość na los zwierząt, poza tym pierwszy wprowadził zwyczaj stawiania szopek bożonarodzeniowych, w których obok tradycyjnego żłóbka i sianka umieścił woła i osła. Dopiero parę wieków później zwierzęta ze stajenki wyprowadził papież Benedykt XVI, który stwierdził, że nie towarzyszyły one narodzeniu Pana. Mimo to w naszej kulturze zakorzeniony jest obraz wołów klękających przed malutkim Jezusem. Od przyjęcia narracji o uszanowaniu Jezusa przez wszystkie żyjące istoty już w zasadzie tylko...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: