A gdyby Sadowski był księdzem

Felieton [Okoniem]

Wątła reakcja mediów na ujawnienie podejrzenia o pedofilię znanego muzyka Krzysztofa Sadowskiego jak na dłoni pokazuje, że wiosenny przypływ troski o los dzieci wykorzystywanych przez osoby duchowne był niczym innym jak przedmiotowym użyciem ich tragedii. Tym razem do celów politycznych. Ich historie miały się przydać do walki z PiS-em i Kościołem, ale najwyraźniej w ocenie użytkowników okazały się niesatysfakcjonująco skuteczne, wobec tego porzucono je. Sprawa podejrzeń wobec Sadowskiego nie rozpala przesadnie sumień i serc ani na Czerskiej, ani na Wiertniczej. Dramatycznych tytułów próżno było szukać na jedynkach gazet. A przecież proceder – jeśli wierzyć ujawniającemu go – jest wstrząsający. Sławny muzyk miał gwałcić dziewczynki, więzić je w piwnicy własnego domu, nawet wykorzystywać w biurach jazzowego stowarzyszenia. A na dodatek przestępcza aktywność trwała latami, wiedzę o niej – przynajmniej podejrzenia – miało wiele innych osób publicznych. Milczały.
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze