Marcin Wolski poleca

W czasie naszej rozmowy radiowej w „Trójce” Wacław Holewiński trafnie zauważył, że gdyby nie epopeja wielkiej wojny, a potem heroizm wojny z bolszewikami, gdyby nasza wolność została nam podarowana czy wynegocjowana, tematyka walki lat 1905–1907 dominowałaby w literaturze, filmie, legendzie. Ale… Przytłumiły ją inne doświadczenia, inne zwycięstwa, inne traumy. W związku z tym podróż do świata tamtych trzech lat to wycieczka w rzeczywistość zgoła nieznaną, do Warszawy, gubernialnego miasta pełnego szyldów pisanych cyrtica, żydowskich sklepików i konspirujących dzieciaków – rzucających bomby i napadających na pociągi. Przyszłych premierów, ministrów, generałów. Albo skazańców traconych na stokach Cytadeli.

W drugim tomie „Pogromu” Holewiński kontynuuje swój karkołomny zamysł opowiadania historii poprzez losy dwunastki bohaterów – Polaków, Żydów, Rosjan. Oberpolicmajster, była prostytutka, lekarz, żurnalista, konspiratorka, kobieta szpieg, robociarz… Ich doświadczenia, dylematy, uwikłania. A jest jeszcze moc bohaterów drugoplanowych, którzy rychło, w realu, staną się pierwszoplanowi – Piłsudski, Arciszewski, Sławek czy darzony szczególną sympatią przez autora Montwiłł Mirecki. Nie dziw, że siłą rzeczy na głównego bohatera wyrasta Warszawa, odtworzona z takim pietyzmem, jak czynił to Pan Prus w „Lalce”. Warszawa przeorana wojnami, Powstaniem, dziś do rozpoznania ówdzie na jakimś praskim podwórku czy w kamienicy na przedmieściu. Literaturę w dzisiejszych czasach zwykło dzielić się na fikszyn i non fikszyn. Nie potrafię się zdecydować, do jakiej kategorii zaliczyć „Pogrom” Holewińskiego. I może na tym właśnie polega siła tej powieści.
Wacław Holewiński „Pogrom 1906” PIW Warszawa 2019
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: