To był May. Upadek brytyjskiej premier

Choć można współczuć Theresie May sytuacji, w której się znalazła, to jej postanowienie o odejściu ze stanowiska nie może dziwić. Jak mogło być inaczej, skoro doszło do tego, co May absolutnie wykluczała: Wielka Brytania przeprowadziła wybory do Parlamentu Europejskiego, a w sprawie brexitu, który May obiecywała doprowadzić do finiszu, końca nie widać.

Theresa May była premierem jednej sprawy. Mimo wszystkich perypetii, strat przy wyborczych urnach, długich negocjacji z UE, kompromitacji w parlamencie i utraty kontroli nad własną partią mogła trwale zapisać się w historii. Gdyby udało się jej zrealizować zakładany plan, to nawet za kilkadziesiąt lat studiujący polityczne dzieje Europy musieliby wspominać jej nazwisko obok Edwarda Heatha. On Wielką Brytanię do UE wprowadził, ona miała okazję ją z niej wyprowadzić.
Ostatecznie jednak autobus odjechał bez premier May – by sparafrazować słowa Neville’a Chamberlaina, innego brytyjskiego premiera, który także odchodził w niesławie. W przewrotny sposób, w pełnym determinacji dążeniu do doprowadzenia sprawy brexitu do końca, Theresa May znalazła jedynie koniec swojego premierostwa i prawdopodobnie koniec politycznej kariery. Sam brexit natomiast żyje i ma się dobrze. Co więcej, jest na tyle popularną i rozpoznawalną marką, że pozwolił nowej partii Nigela Farage’a na wygranie w cuglach wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Dlaczego musiała odejść
„Nigdy nie zapominaj, że »kompromis« to nie jest brzydkie słowo. Życie polega na kompromisach” – brytyjska premier zacytowała w swoim pożegnalnym przemówieniu słowa jednego ze swoich wyborców. Jednak w pamięci wszystkich oglądających jej ostatni występ na tle słynnych czarnych drzwi prowadzących do Downing Street 10 pozostanie przede wszystkim jego koniec. „Druga w historii brytyjska kobieta premier. Ale na pewno nie ostatnia. Czynię to bez złej woli, ale w poczuciu ogromnej wdzięczności, za możliwość służenia...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: