Symbol w ogniu. DLA EUROPY TO CIOS W SERCE

Płonąca katedra. Ta chyba najważniejsza. Gdybyśmy mieli wybrać jedną, jedyną w Europie, tę, którą traktujemy jako symbol naszej łacińskiej, chrześcijańskiej cywilizacji – to pewnie byłaby ona. Notre Dame. Nasza Pani. Cała w płomieniach. Miliony telewidzów na całym świecie obserwowały, jak umiera.

Na szczęście nie umarła. Dzięki Bogu. Niezależnie jednak od przyczyny pożaru, nawet zakładając, że to nieszczęśliwy wypadek – ta płonąca katedra, sama w sobie, jako obraz, symbol, metafora, przemawia do tych, którzy patrząc – widzą. Bo można spoglądać, a nie dostrzegać, można mając dobry wzrok, pozostawać ślepcem. Aby naprawdę widzieć, trzeba, po pierwsze, wiedzieć, a po drugie – umieć poddać wiedzę odpowiedniej interpretacji. Trzeba także mieć uruchomioną podstawową wrażliwość dotyczącą dóbr kultury, dzieł, które mają unikatowe, niemożliwe do wycenienia znaczenie. Czemu o tym piszę? Bo niektórym osobnikom jej zabrakło – w powszechnym poczuciu wielkiego żalu, gdy cały świat płakał, byli też tacy, którzy szydzili, czasem w taki sposób, że aż trudno to komentować.

Upadająca Europa
Pożar Notre Dame był dla Europejczyków ciosem w samo serce – płomienie pożerały na naszych oczach coś więcej niż cenny zabytek, który wedle doniesień mediów rocznie odwiedza 13–14 mln turystów. Paliła się nasza wielowiekowa tradycja, obracała się w popiół nasza kultura, zamieniał się w pogorzelisko jeden z najważniejszych symboli naszego świata, dziedzictwo wieków i pokoleń. I chociaż nie łączą się w żaden sposób (najprawdopodobniej) wydarzenia ostatnich miesięcy i lat we Francji z tym pożarem, to trudno nie zobaczyć wszystkich tych obrazów jako swego rodzaju całości upadającej Francji, a zarazem całej Europy, od dziesięcioleci wywodzonej na manowce przez liberalne, lewicowe elity. Tysiące protestujących „żółtych kamizelek”, demolowane sklepy, podpalane samochody, akty terroru islamskiego, strzelaniny, mordowanie ludzi przez muzułmanów...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: