A niedawno wyszedł na wolność... Zwyrodnialec!

Pochodzący z Pomorza 35-letni Andrzej wyjechał do Łodzi. Tam znalazł pracę, a ojciec szefa wynajął mu pokój – w tym samym mieszkaniu, w którym przebywała 86-letnia staruszka. Awantury i libacje zaczęły się niemal natychmiast. A po tygodniu kobieta została w bestialski sposób zamordowana!

Przy ulicy Wierzbowej w centrum Łodzi stoi niewielkie osiedle z blokami z wielkiej płyty. W jednym z nich od bardzo dawna wynajmowała mieszkanie 86-letnia Jowita. Staruszka miała do dyspozycji dwa pokoje, ale żyła samotnie. Pomimo podeszłego wieku i problemów z chodzeniem, była w pełni samodzielna. Zresztą pozostawała w stałym kontakcie z krewnymi, którzy jej pomagali. Miała tu spokój i ciszę.

Ale nagle wszystko się zmieniło. Na początku ubiegłego roku „dokwaterowano” jej nowego lokatora, 35-letniego Andrzeja, który znalazł pracę w firmie kierowanej przez syna właściciela mieszkania. Mężczyzna miał nieciekawą przeszłość. Za rozbój trafił do więzienia. Przez kilka miesięcy po odzyskaniu wolności imał się różnych zajęć, ale szybko tracił pracę. W końcu opuścił rodzinne strony i wyjechał do Łodzi. W ten sposób trafił na Wierzbową i został sąsiadem staruszki.

Choć pojawienie się nieznajomego wprowadziło zamieszanie, to ostatecznie kobieta wyraziła zgodę na obecność obcego człowieka, bo taka sytuacja miała potrwać tylko kilka dni. Mężczyzna miał wkrótce znaleźć lokum w hotelu pracowniczym – tak przynajmniej ją zapewniano. Poza tym staruszka szukała pozytywów w nowej sytuacji: mogła liczyć na towarzystwo czy pomoc w drobnych sprawach. Jej najbliżsi opowiadali, że przyjęła gościa serdecznie. Na powitanie przygotowała nawet coś do jedzenia.

Niestety, z dnia na dzień azyl gospodyni został zrujnowany. „Relacje pomiędzy 35-latkiem a starszą kobietą nie układały się dobrze. Dochodziło do sytuacji konfliktowych” – przyznał prokurator Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Andrzej niemal codziennie sięgał po alkohol,...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: