To nie jest kontynent dla szopa. KE dyscyplinuje

Gatunki obce to jedna z głównych przyczyn zanikania różnorodności organizmów żywych na Ziemi. Komisja Europejska już kilka lat temu podjęła działania, aby część gatunków wyeliminować z własnego środowiska. Niemile widziane są takie zwierzęta jak szopy pracze i jenoty.

Gdyby szop pracz był biznesmenem, to z pewnością stanowiłby przykład ogromnego sukcesu. Jako postać wystąpił w setkach filmów, by wymienić choćby słynnego i budzącego sympatię Miko z kultowej bajki „Pocahontas”. Internet zalewany jest śmiesznymi filmikami ze sprytnymi „raccoonami” (ang. raccoon – szop pracz). Ale poza PR-owymi sukcesami szopy pracze dobrze radzą sobie w realu. Przykładem może być ekspansja tych zwierząt w Niemczech. W kwietniu 1934 roku wypuszczono tu dwie pary szopów. Populacja szybko zaczęła się mnożyć. Drugi przypadek uwolnienia szopów to rok 1945. Wtedy to w jedną z ferm hodujących te zwierzęta uderzył pocisk, co spowodowało ucieczkę 25 osobników. Chociaż trudno w to uwierzyć, od tamtej pory ekspansja gatunku postępuje. Niemcy próbują ograniczać liczebność szopów i z roku na rok zabijają ich coraz więcej. W sezonie myśliwskim 2016/2017 odstrzał sięgnął blisko 130 tys. sztuk. Walka z szopami praczami jest jednak praktycznie nie do wygrania. Zwierzęta te mają bowiem zaskakującą zdolność przetrwania. Widać to w Stanach Zjednoczonych, gdzie na szopy poluje się masowo, głównie dla ich skór. Szczególnie intensywnie strzelano do nich w latach 50., gdy w telewizji puszczono serial o słynnym obrońcy Alamo Davym Crockettcie, którego kostiumolodzy ubrali w czapę z szopa. Wtedy odstrzał na te zwierzęta przekroczył 5 mln sztuk.  Dziś jednak czapki z szopa wyszły z mody, a odstrzał spadł do 0,9 mln. Populacja ma się w Stanach Zjednoczonych bardzo dobrze.

Szkody w Europie
W USA szopy pracze są jednak u siebie. Gorzej jest w Europie. Te, które pojawiają się również na zachodzie Polski, są sprytnymi łowcami, specjalizującymi się w...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: