A życie toczy się dalej... Most na rzece Kwai

Jest rok 1943. Świat żyje w ciągłym strachu. II wojna światowa nadal zbiera śmiertelne żniwo. Matki czekają w domach na swoich synów. Brytyjska prasa donosi o żołnierzach pojmanych przez japońską armię. Z azjatyckiego frontu nad Tamizę dochodzą strzępki informacji, że jeńcy mają budować Japończykom most.

Brytyjski dowódca, pułkownik Nicholson, stawia sobie za punkt honoru udowodnić wszystkim wyższość moralną i techniczną Brytyjczyków nad resztą świata i osobiście pilnuje przebiegu prac. Mimo że most ma przecież służyć wrogowi. Mimo że nadzorcą budowy jest japoński pułkownik Saito, który gardzi jeńcami, gdyż wbrew bushidō Brytyjczycy poddali się, zamiast honorowo popełnić samobójstwo. Historię opartą po części na własnych przeżyciach opisał w swojej powieści Pierre Boulle. Zaś na ekrany przeniósł ją David Lean, tworząc słynny film o wiele mówiącym tytule „Most na rzece Kwai”.

Tak książka, jak i film sprawiły, że dziś na rzekę Kwai przybywają kolejni turyści, którzy gdyby nie ekranizacja i marketing – nigdy by tego skrawka Tajlandii nie odwiedzili. A tak…

– Przepraszam, czy mogę pana przeprosić? – piękną angielszczyzną zwraca się do mnie uprzejmy siwawy pan. Prawdopodobnie Anglik.
– Jasne, proszę...
– Chciałem zrobić ujęcie żony na moście. Dziękuję pięknie.

Oto współczesny obraz mostu, którego budowa pochłonęła setki ludzkich istnień. Filmowa adaptacja powieści sprawiła, że obiekt jest dziś najpopularniejszą atrakcją tajskiego miasteczka Kanchanaburi. To jeden z kluczowych punktów  wycieczkowych programów prezentowanych w większości folderów biur podróży.

Ale sam widok mostu nie powala. Ot, zwykła żelazna konstrukcja umocowana ponad brudną rzeką Kwai. W tym miejscu jednak nie to się liczy najbardziej. Tutaj chodzi o historię. O nieme świadectwo tego, co się tu wydarzyło. A miało tu miejsce coś strasznego. Gdy Japończycy przystąpili do II wojny światowej, natychmiast zaczęli...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: