Praca dla Gdańska, a nie politykowanie. Kandydat na prezydenta Gdańska

Wielu gdańszczan mówiło mi, że długo ufali Adamowiczowi, ale jego ostatnia kadencja jest dla nich ogromnym rozczarowaniem. Brak wyjaśnienia spraw związanych z majątkiem prezydenta, brak wizji rozwoju Gdańska, wikłanie miasta w ciągłe polityczne awantury – ludzie są tym już mocno zmęczeni. I sądzę, że dadzą temu wyraz 4 listopada – mówi Kacper Płażyński. Rozmawia Lidia Lemaniak.

Czy jest Pan zadowolony z wyników I tury wyborów prezydenckich?

Ponad 60 tysięcy głosów to bardzo dobry wynik, historycznie zdecydowanie najlepszy dla gdańskiej prawicy, jeśli chodzi o wybory samorządowe. Liczy się jednak finał, czyli to, kto wygra w II turze.

Co Pana zdaniem złożyło się na to, że uzyskał Pan tak wysokie poparcie?

Przede wszystkim ciężka praca, jaką wykonujemy tu z przyjaciółmi. Przygotowując się do kampanii, byliśmy we wszystkich dzielnicach, wraz z wolontariuszami przeszliśmy ponad 2 tys. kilometrów i rozmawialiśmy z blisko 10 tys. osób. Tak powstawał nasz program, z którym wróciliśmy do ludzi w trakcie kampanii. To kampania bardzo intensywna, oparta przede wszystkim na działaniach bezpośrednich. Dzięki temu coraz więcej gdańszczan przekonuje się do naszych propozycji. Przed pierwszą turą reakcje i atmosfera poprawiały się dosłownie z dnia na dzień, dlatego nie zwracaliśmy uwagi na sondaże skazujące nas na porażkę. Teraz też nie zawracam sobie nimi głowy.

Jak ocenia Pan zachowanie Jarosława Wałęsy, który swoje poparcie przekazał Pawłowi Adamowiczowi? PO bardzo odcinała się, a wręcz krytykowała Adamowicza, a teraz sama go poparła...

W ogóle mnie to nie dziwi. Jarosław Wałęsa był swego rodzaju „kandydatem zastępczym”. Mieliśmy do czynienia z groteskową sytuacją: Wałęsa krytykował Adamowicza otoczony wianuszkiem radnych, którzy przez lata wekslowali każdą decyzję prezydenta. Adamowicz zaś udawał, że jest „bezpartyjnym” kandydatem, który nie...
[pozostało do przeczytania 43% tekstu]
Dostęp do artykułów: