Europa Merkel. Pomiędzy Macronem a Morawieckim

Niemiecka kanclerz długo czekała, by wypowiedzieć się w toczącej się debacie na temat przyszłości Unii Europejskiej. Gdy już to nastąpiło, ciągle pozostało wiele wątpliwości. Jedno jest pewne: zadowolony nie może być Emmanuel Macron.


3 czerwca świat, a na pewno Europa, wstrzymały oddech. Angela Merkel udzieliła wywiadu „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”. Tym samym zakończył się długi okres oczekiwania dla prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który swoje propozycje położył na stole już we wrześniu 2017 r. „Wiele się spodziewam po odpowiedzi Niemiec. Francja zaproponowała, Francja wprowadziła reformy, Francja czekała. Nadchodzące lato jest momentem prawdy” – mówił na niedawnym szczycie w Sofii francuski prezydent.
Niemiecka kanclerz znowu dała popis swojej politycznej metody, polegającej na przedstawieniu takiej narracji, która do pewnego stopnia zadowoli wszystkich, ale też nikomu nie da całkowitej pewności. W pewnych kwestiach uczyniła drobne koncesje na rzecz Macrona, ale z wielu wypowiedzi żelaznej damy Europy może być zadowolony Mateusz Morawiecki.

Mercon czy Merkiavelli
Zwolennicy tzw. rowerowej teorii integracji europejskiej (jeśli przestaniemy jechać do przodu, to się przewrócimy) żywią od wielu lat nadzieję na powrót złotego wieku niemiecko-francuskiej współpracy i jakąś nową wersję duetu Merkozy (Angela Merkel i Nicolas Sarkozy). Wiadomo, że w teorii proces decyzyjny w UE opiera się na solidarności i udziale wszystkich państw, ale brutalna praktyka pokazała, że wspólne działanie dwóch dużych państw, takich jak Francja i Niemcy, może sprawić, iż uda się przepchnąć projekty, które niekoniecznie mają na początku wsparcie wszystkich państw. W tym kontekście wielkie nadzieje wiązano z Emmanuelem Macronem. Niektórzy dopatrywali się w nim mesjasza, który, łącząc w sobie najlepsze cechy tradycyjnej polityki z młodzieńczą świeżością, przeprowadzi Europę przez momenty zwątpienia i...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: