Czym Europa być powinna, a nie jest

Trudno nawet wyobrazić sobie szok, jaki przeżyliby wskrzeszeni dziś Alcide de Gasperi, Maurice Schuman i Konrad Adenauer – ojcowie założyciele zjednoczonej Europy. Na swoje szczęście owi kandydaci na ołtarze nie dożyli naszej epoki. Pierwszy zmarł w roku 1954, drugi w 1963 r., a trzeci w 1967 r., zanim rozkręciła się na dobre lewacka rewolucja, która zniszczyła ich świat.

Stosunkowo łatwiej wyobrazić sobie, jakiej Europy pragnęli. Chcieli, naznaczeni doświadczeniem dwóch wojen światowych, kontynentu pokoju, zasobnego i bezpiecznego. Wsłuchanego w dzwony kościołów i muzykę klasyków. Bez granic, nienawiści i barier celnych, ale przepełnionego wiernością narodowym tradycjom, z bogactwem kulturalnej różnorodności. Europy dialogu, a nie urawniłowki. Autorytetów i zasad przekazywanych w sztafecie pokoleń. Wspólnoty demokracji i dyskusji, a nie spętanego cenzurą poprawności kołchozu. Mogli obawiać się inwazji komunizmu, ale nie wędrówki ludów; powszechnej dostępności kultury, a nie schamienia i barbarzyństwa. W ich czasach ulice były bezpieczne, w Anglii policjanci nie nosili broni, w wioskach i miasteczkach nie było powodu zamykać drzwi na klucz ani inwigilować obywateli. Wydawało się, że oświata dla każdego, zwalczenie bezrobocia i kultura, dzięki powszechności radia telewizji docierająca do każdego domu, zapewnią powszechną szczęśliwość. Ludzie staną się piękniejsi i szlachetniejsi. Jak to wszystko zgubiono? Procesy następowały powoli i trudno stwierdzić, kiedy rozpoczęła się zdrada elit, kiedy w Kościele zwyciężyła bojaźliwość, twórcy w swojej masie wybrali bolszewickie zasady, a biurokraci zastąpili ludzi idei. Upadek Europy zjednoczonej przez Rzym i pogrążenie się w mrokach barbarzyństwa trwały około stu lat. Dziś nie sądzę, żeby zostało aż tyle czasu!


 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: