Siódmy cud świata i dziesięć świń. Gdzie trycykl to podstawa transportu

Dodano: 29/03/2017 - Nr 13 z 29 marca 2017

PODRÓŻE [Filipiny]

Bolały mnie wszystkie kości. Siedziałem skulony w ciasnym fotelu w nocnym autobusie, jadącym ze stolicy Filipin Manili do położonej wysoko w Kordylierach wsi Banaue, słynącej z ryżowych tarasów. Z tego męczącego letargu wyrwało mnie klepnięcie w ramię. – Mister, mister, finisz – piszczał chłopak pełniący rolę konduktora. – Wysiadamy – powiedziałem do żony. Wreszcie rozprostowaliśmy kości. Na niewielkim placu wokół autobusu przepychali się przewodnicy reklamujący swoje usługi, hotelowi naganiacze i kierowcy oferujący podwózkę. Już miałem szukać kogoś, kto dowiezie nas do pensjonatu, w którym zamówiliśmy pokój, kiedy zobaczyłem niewielkiego człowieka w nieokreślonym wieku, trzymającego w rękach kartkę z moim nabazgranym wielkimi literami nazwiskiem. Kiedy podeszliśmy do niego, zapytał: – Mister Kamiński? – I uśmiechnął się, pokazując brązowe zęby. Splunął brązową cieczą na mokry asfalt i poprowadził nas do swojego trycykla (trójkołowca). Kilka razy kopnął pedał, aż z
     
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze