Wydrukowano dnia: 21/12/2014 - 07:04

Sześcioskrzydły Putin nad placem Piłsudskiego

„W 1968 r. Jaruzelski został ministrem obrony, a Kania objął funkcję szefa wydziału polskiej partii komunistycznej, z odpowiedzialnością za sprawy polskiej służby bezpieczeństwa. W roku 1971 Gierek przejął stanowisko I sekretarza partii od Gomułki, i w tym czasie Wałęsa, przyszły twórca Solidarności, rozpoczynał swoją pracę polityczną (s. 484). (…) Te awanse są wskazówką o uczestniczeniu Kani w przygotowywaniu polskiej »odnowy« (s. 485)”. Te zdania niepokoją. Zaskakuje zestawienie nazwisk Wojciecha Jaruzelskiego i Lecha Wałęsy, dziwi cudzysłów przy „odnowie”. Cytaty pochodzą z książki „Nowe kłamstwa w miejsce starych” Anatolija Golicyna (Antyk 2007 r.).
Niektórzy politolodzy uznają ją za najlepsze rozpoznanie mechanizmów rządzących współczesną historią, inni – za majaczenia współczesnej Kasandry. Które punkt po punkcie się spełniają. W grudniu 1961 r. tuż przed świętami Bożego Narodzenia do placówki CIA w Helsinkach zgłosił się trzydziestoparoletni mężczyzna z żoną i córką. Przedstawił się jako Iwan Klimow i poprosił o azyl. Przesłuchujący go oficerowie zorientowali się, że to ktoś naprawdę ważny. Jeszcze tej samej nocy zbieg został przerzucony do Szwecji, stamtąd samolotem do USA. Tajemniczym uciekinierem był major KGB Anatolij Golicyn, późniejszy autor „Nowych kłamstw”. Jego zeznania przyczyniły się do zlikwidowania wielu sowieckich agentów w Europie i USA; to on pomógł Anglikom zdemaskować Kima Philby’ego i zlikwidować infiltrację MI6, on uświadomił Finom, czym naprawdę jest finlandyzacja. Największe znaczenie miały jednak informacje na temat operacji dezinformacyjnych. Ich skala porażała, pomysłowość budziła podziw i lęk.

Książka Golicyna to historia walki informacyjnej/dezinformacyjnej prowadzonej przez Rosjan – właściwie z całym światem. Była ona uzupełnieniem walki zbrojnej, czasami pozwalała jej uniknąć.

Do szczytowych osiągnięć zaliczyć należy operację „Trust” w latach 30. XX w. Polegała ona na stworzeniu przez sowieckie służby fikcyjnej Monarchistycznej Organizacji Rosji Środkowej, która zwabiała w swoje szeregi zwolenników caratu z kraju, a zwłaszcza z emigracji. Czasami przywożono ich do ZSRS i rozstrzeliwano, czasami kontaktowano z „podziemiem” i z powrotem przerzucano na Zachód – by jego członkowie dawali świadectwo sprawności rosyjskich monarchistów i zarazem braku sprawności bolszewików. W tym teatrze wzięło udział ok. 5 tys. agentów – ale się opłacało. Przekonani o rozkładzie państwa sowieckiego „imperialiści” rezygnowali z myśli o kolejnej interwencji. Skoro tam już wszystko się wali, taniej wyjdzie poczekać.

Pozorne konflikty i potajemne zyski

Ten sam schemat działania powtórzyli Sowieci w czasach zimnej wojny. Kraj Rad bał się nie tylko wojny, bał się wyścigu zbrojeń, cierpiał na brak nowych technologii. Wówczas służby rozpoczęły kilka kampanii dezinformacyjnych, nagłaśniając np. konflikt z Jugosławią. Dzięki temu Jugosławia zyskała opinię kraju niemal demokratycznego, mogła pozyskiwać technologie i nikt nie przyglądał się zbyt uważanie jej politycznym ofensywom w krajach Trzeciego Świata. Technologie po cichu przesyłano do Moskwy, a śladem Jugosławii do Afryki i Azji wkraczali sowieccy „doradcy”.

Podobną rolę spełnił wyolbrzymiony konflikt z Chinami. Zaczęło o nim być głośno, gdy rzeczywisty konflikt został zażegnany. Na szczytach władzy i w podziemiach służb uznano jednak, że podtrzymywanie dramatycznych opowieści o „konfliktach” i incydentach lepiej posłuży sprawie zwycięstwa komunizmu. Te „rozwierające się nożyczki” kiedyś się zatrzasną jak pięść, natomiast wizja sojuszu sowiecko-chińskiego mogłaby przyspieszyć amerykańskie zbrojenia, scementować więź Europy z Ameryką. I znowu się udało – wiara w konflikt komunistycznych mocarstw wzbudziła nastroje pacyfistyczne, a nawet wycofanie się Francji z Paktu Atlantyckiego. W tym czasie ZSRS zdobył przewagę w broni taktycznej na kontynencie.

Za najbardziej jednak udaną operację uważa Golicyn Praską Wiosnę. Najpierw wymieniono skompromitowany aparat na mającą sympatię Europy „liberalną” ekipę Alexandra Dubczeka. Hasło „socjalizmu z ludzką twarzą” okazało się świetnym hitem reklamowym. Następnie odsunięto Dubczeka, a przy okazji pozbyto się wielu potencjalnych przeciwników – np. pozwalając im na ucieczkę z Czech. Jak mówiono, otworzono okno, by zobaczyć, komu się nie podoba nieświeże powietrze. Przy okazji przetestowano sprawność działań Paktu Warszawskiego i zademonstrowano mieszkańcom demoludów obojętność Zachodu wobec interwencji „bratnich” wojsk. Wyprzedzając przepowiednie Glicyna, dodajmy, że Dubczek (kolega Michaiła Gorbaczowa z moskiewskich studiów!) wróci do gry w 1992 r. jako przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Słowacji. W tym samym roku umrze, dwa miesiące po wypadku samochodowym.

Wałęsa i Kania w jednym stali domu

Kilka pasjonujących stron Golicyn poświęca Polsce. Zarówno kryzys ustrojowy PRL, powstanie wolnych związków zawodowych, jak i wprowadzenie stanu wojennego uważa za kolejne odsłony tego samego przedstawienia dla mas. Kraj Rad, który nie mógł sobie poradzić z problemami gospodarczymi, a dodatkowo skompromitował się militarnie i technologicznie podczas wojny sześciodniowej (izraelsko-arabska w 1967 r.), w końcu lat 60. postawił na program „zbieżności” (na sowieckich warunkach!) i ewolucję przypominającą NEP. Głośna krytyka „teorii zbieżności” (konwergencji) miała przekonać Zachód, że ZSRS nadal jest pryncypialny, i sprowokować Zachód do opowiadania się za konwergencją. Również walka z „dysydentami” była zasłoną dymną – odbywała się za nią hodowla własnej, bliskiej ideologicznie opozycji, która zyskiwała międzynarodową sympatię, a przy okazji blokowała miejsce „nacjonalizmom”. Nie przypadkiem więc w tym samym czasie zaczęli swoje prace Jaruzelski i Kania po jednej, a Wałęsa po drugiej rzekomo stronie barykady.

Zdania, które przytoczyłem na wstępie, mówiły o pierwszej fazie operacji. To, co Golicyn pisze o następnych, brzmi jeszcze bardziej sensacyjnie:

„Utworzenie Solidarności i początkowy okres jej działania jako związek zawodowy może być odczytywane jako eksperymentalna pierwsza faza polskiej »odnowy«. Mianowanie Jaruzelskiego, wprowadzenie stanu wojennego oraz zawieszenie Solidarności stanowi drugą fazę, przeznaczoną na wprowadzenie tego ruchu pod ścisłą kontrolę oraz zapewnienie stanu politycznej konsolidacji. W trzeciej fazie można oczekiwać (pisane w 1984 r.), że zostanie uformowany rząd koalicyjny, skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reprezentantów reaktywowanej Solidarności oraz Kościoła. W tym rządzie mogłoby się znaleźć również kilku tak zwanych liberałów”.

By udowodnić tezę, że ruch Solidarności był manipulowany przez partię, Golicyn przypomina: „Kania ujawnił, że około miliona członków partii należało do Solidarności. W roku 1981 spośród 200 członków Komitetu Centralnego PZPR 42 osoby były jednocześnie członkami Solidarności. Bogdan Lis, zastępca Wałęsy, był członkiem Komitetu Centralnego partii. Zofia Grzyb, inna liderka Solidarności, była członkiem Politbiura. (…) Solidarność uznawała przewodnią rolę partii, a partia uznawała istnienie Solidarności. Nie stwarzano przeszkód w szerokich podróżach Wałęsy; w rzeczywistości to polski ambasador w Japonii, który potem po wprowadzeniu stanu wojennego zbiegł na Zachód, pomagał w ustanowieniu dla Wałęsy kontaktów z japońskimi związkami zawodowymi” (s. 488).

Wszystko to prawda, ale niecała. Golicyn parę rzeczy przeoczył. Na razie jednak skończmy streszczać jego wywody.

Golicyn dostrzega zastosowanie tego samego mechanizmu przez te same służby w skali bloku. „János Kadar, który wprowadzał tzw. liberalizację na Wegrzech, Hua Kuo-feng, pod którego rządami Chiny przesunęły się w kierunku »kapitalistycznego pragmatyzmu«, oraz Kania, który zainicjował polską »odnowę« i uznał Solidarność – wszyscy oni byli wcześniej szefami służby bezpieczeństwa. Ten wzorzec jest odbiciem kluczowej roli służb bezpieczeństwa w »liberalizacji« reżimów komunistycznych” (s. 511). W innym miejscu Golicyn dorzuca oczywiście Jurija Andropowa – przypominając, że właściwie na najwyższe stanowisko był przewidziany Aleksander Szelepin, właściwy twórca strategii dezinformacji. Jednak późniejsze ujawnienie roli Szelepina w polowaniach na emigrantów, w tym w zabójstwie Stepana Bandery, przekreślało jego wiarygodność dla Zachodu. Dlatego Andropow. Jednak sztandarowym „liberałem”, mężem opatrznościowym, miał się okazać dopiero protegowany Andropowa – Michaił Gorbaczow, który już w czasach przejściowego sekretarzowania Konstantina Czernienki podejmował strategiczne decyzje.

Rozbić NATO...

Musimy wciąż pamiętać, że Golicyn opublikował swoją książkę w 1984 r. Tym bardziej podziwiać należy trafność takich oto diagnoz: „Mianowanie Andropowa, uwolnienie przywódcy Solidarności oraz zaproszenie przez polski rząd papieża do odwiedzenia Polski – wszystko to wskazuje, że stratedzy komunistyczni prawdopodobnie planują ponowne pojawienie się Solidarności na scenie politycznej oraz utworzenie na wpółdemokratycznego rządu w Polsce (pomyślanego jako koalicja partii komunistycznej, związków zawodowych i Kościoła)” (s. 512).
Nieco wcześniej czytamy: „Rząd koalicyjny w Polsce w rzeczywistości okazałby się totalitarny pod nowym, podstępnym i bardziej niebezpiecznym przebraniem, (…) służyłby podkopywaniu oporu przeciwko komunizmowi (…). Na Zachodzie byłaby coraz bardziej kwestionowana potrzeba łożenia ogromnych wydatków na obronę (s. 493). Taki rząd działałby przekonywająco na rzecz strategicznego celu, jakim jest dla ZSRS »rozbicie istniejącej struktury NATO i zastąpienie jej systemem zbiorowego bezpieczeństwa europejskiego, co doprowadziłoby do ostatecznego wycofania amerykańskiej obecności wojskowej z Europy« (s. 494). Europa miałaby być lewicowa, trochę demokratyczna i niezależna od USA. Jeśli chodzi o stanowiące jej centrum Niemcy, to ich przyszłością byłaby »pewna forma konfederacji między wschodnimi a zachodnimi Niemcami (…), połączona z neutralnością całości państwa i zawarciem traktatu ze Związkiem Radzieckim (s. 501)”.

Wedle pierwotnego planu Gorbaczowa tak to właśnie miało wyglądać. W precyzyjnie rozpisanym scenariuszu nie uwzględniono tylko jednego elementu. W języku poprawnościowym nazywa się to „czynnik ludzki”, w praktyce – pijaczyna Jelcyn. Naród rosyjski, który podzielał jego zamiłowania, obdarzył go większym zaufaniem niż wiecznie trzeźwych, ponurych biurokratów z kompartii. A Jelcyn… rozwiązał Związek Sowiecki. Trzeba będzie dopiero Putina, żeby to wszystko odkręcić.

Magdalenka i stół z samymi kantami

Ustalenia tajnych narad w Magdalence (klepnięte potem przy Okrągłym Stole) wyglądają jak podyktowane przez Golicyna. Naradami kierował szef tajnych służb gen. Czesław Kiszczak, udział wzięli własnej hodowli dysydenci kilku pokoleń (Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Adam Michnik), umiarkowani działacze związkowi (Lech Wałęsa, Zbigniew Bujak, Wojciech Frasyniuk), reprezentanci Kościoła (ks. bp. Jerzy Dąbrowski, ks. Alojzy Orszulik), a także katolicy z takimi hakami w życiorysie jak Tadeusz Mazowiecki. I oczywiście kilku młodych komunistów, których wprowadzano jako zmianę warty (Aleksander Kwaśniewski, Ireneusz Sekuła, Stanisław Ciosek etc.). Potem były „wolne” wybory, w których PZPR miała zagwarantowaną większość 65 proc. w Sejmie i powstał rząd Mazowieckiego. Dzięki zagrywkom dowodzonej przez Kuronia opozycji prezydentem i zwierzchnikiem wojska został gen. Jaruzelski, wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych gen. Kiszczak, wicepremierem i ministrem finansów Leszek Balcerowicz (Solidarność, wcześniej PZPR,), wicepremierem i ministrem rolnictwa Czesław Janicki (ZSL), ministrem obrony gen. Florian Siwicki, spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski (zarejestrowany przez SB jako TW „Kosk”) etc., etc. Komuniści mieli sytuacje nie gorszą niż w czasach, gdy opozycję stanowiło PSL Stanisława Mikołajczyka. W III Rzeczypospolitej kwitły bazy Armii Czerwonej, działała cenzura (do 1990 r.), w obronie której występował osobiście Mazowiecki. Polska pozostawała członkiem Układu Warszawskiego – będzie nim do samorozwiązania paktu 1 lipca 1991 r.

Tak więc można powiedzieć, że w roku 1989 scenariusz Golicyna został w Polsce wcielony w życie. Jego beneficjentami zostali, zgodnie z przepowiednią, Jaruzelski i Wałęsa. Kiedy w sierpniu 1991 r. w Moskwie wybuchnie pucz Janajewa, przywódca Solidarności wykona wiernopoddańczy telefon do Jaruzelskiego. Nie był to ostatni taki numer. Kiedy Układ Warszawski się rozpadnie i rozlegną się hasła o wstępowaniu do NATO, Wałęsa wystąpi z konkurencyjnymi pomysłami stworzenia NATO bis i EWG bis. A kiedy podniosą się głosy domagające się wyjazdu wojsk sowieckich, Wałęsa poprze pomysł zamiany baz w rosyjsko-polskie joint venture.

Słabości policyjnego proroctwa

Po 1989 r. Polacy mieli szczęście podobne jak w roku 1918 – jeden zaborca się rozpękał po przegraniu gwiezdnych wojen, drugi pękał z przeżarcia, wchłaniając NRD. Struktura samookupacyjna, jaką była PZPR, pozbawiona poparcia Sowietów okazała się niesprawna.
Golicyn zakładał, że wszystko rozgrywać się będzie pomiędzy partią a wykreowanymi przez nią dysydentami; tymczasem do głosu doszła niedoceniana w scenariuszu opozycja niepodległościowa – ta spoza Okrągłego Stołu. W październiku 1989 r. Konfederacja Polski Niepodległej przy wsparciu Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Federacji Młodzieży Walczącej rozpoczęła akcję okupacji budynków partyjnych. Mimo że premier Mazowiecki posłał przeciwko manifestantom oddziały milicji – partia została zniechęcona do działania i zmuszona do samorozwiązania. W 1992 r. władzę przejął rząd Jana Olszewskiego – również nieprzewidziany w scenariuszu Golicyna. Choć działał krótko, zdążył zablokować pomysł tworzenia rosyjsko-polskich ośrodków w dawnych bazach. Manifestacje KPN i niepodległościowej młodzieży pod bazami przyspieszyły ewakuację wojsk. 17 września – data symboliczna! – 1992 r. wyjechał ostatni transport wojsk sowieckich z Legnicy. Od tej daty możemy mówić, że Polska jest niepodległa.

Nowa, poświęcona wersja

Podbój jakiegoś narodu nie będzie zupełny, jeżeli nie obejmie jego ekonomii i kultury. Załamanie się scenariusza Golicyna jest tego najlepszym dowodem.

Najwięcej trudności sprawia Rosjanom kultura – imperium nigdy nie miało w tej sferze solidnego spoiwa. Jego wpływy kulturowe nie przekraczały prawosławia, a i to ograniczyła do dziś znienawidzona unia brzeska. Zabrzmi to jak paradoks, ale najbardziej rosyjską, to znaczy najbardziej korzystną dla Rosji ideologią okazał się marksizm. Dzięki odpowiedniemu sprofilowaniu doktryny marksizm niwelował bariery religijne i narodowościowe, ułatwiał prymitywną (pozbawioną wyższych wartości, np. religijnych) rusyfikację, zwaną sowietyzacją.

Marksizm stracił już jednak swoją atrakcyjną moc. Putin próbuje użyć prawosławia jako spoiwa nowego imperium. Jego najwyższym rangą oficerem dezinformacji jest patriarcha Władimir Gundajew, znany też jako Cyryl I, a w służbach jako „Michajłow”. Zaklepuje on (na wyższym piętrze), a nawet wyprzedza polityczne operacje Putina, wskrzesza ideę imperium panrosyjskiego nawiązującą do mitu III Rzymu. W czasie wizyty na Ukrainie z okazji 1020. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej Gundajew stwierdził: „Rosja, Ukraina i Białoruś to Święta Ruś. Święta Ruś to ideał miłości, dobra i prawdy. Święta Ruś to siła i my razem z wami stanowimy jedną Świętą Ruś”.

Gundajew wykonał sporo znaczących gestów. Przesłał pozdrowienia władzom Republiki Osetii Południowej, pogratulował Aleksandrowi Łukaszence zwycięstwa w (sfałszowanych) wyborach, na Kubie spotkał się z obydwoma braćmi Castro, gdzie groźnym chórem wygłosili antyamerykańskie przemówienia. Patrząc bliżej, domaga się zjednoczenia i niepodległości Cypru, na którym już teraz osiedla się wielu nowych Ruskich. Dla uzasadnienia ekspansji prawosławia Gundajew posługuje się pojęciem „teren kanoniczny”. Jest to obszar z powodów kulturalnych i historycznych w sposób trwały związany z Patriarchatem Moskiewskim. A konkretnie: Rosja, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia, Mołdawia, Azerbejdżan, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan. Na tym terenie nie należy więc tworzyć kościołów autokefalicznych, a należy wstrzymywać katolicki prozelityzm.

Media Polskie wyrobiły Cyrylowi paszport ekumenisty. Jego niedawny przyjazd odebrany został naiwnie jako chęć pojednania Kościołów. (Znów konwergencja – na rosyjskich warunkach!). Urzędnicy Kościoła od wieków marzący o „nawróceniu Moskwy” w swoim chciejstwie nie zauważyli, że patriarcha Moskwy usiłuje się w ten sposób narzucić Watykanowi jako jedyny partner dialogu (kosztem m.in. grekokatolików). I że wkraczając na stare szlaki, ukazuje się polskim prawosławnym jako ich potężny opiekun. To nowa, poświęcona wersja scenariusza Golicyna. Następny etap łatwo przewidzieć: manifestując chęć dialogu i tolerancję, rząd Tuska przystąpi do odbudowy soboru św. Aleksandra Newskiego na pl. Saskim. Potem dowiezie się wyznawców.

2012-12-04 [20:47]
Bohdan Urbankowski
Nr 49 z 5 grudnia 2012
Historia - III RP
http://www.gazetapolska.pl/25811-szescioskrzydly-putin-nad-placem-pilsudskiego
Całość utworów jak i ich żadna część opublikowana na portalu gazetapolska.pl nie może być powielana i rozpowszechniania dalej w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, w tym także zamieszczana w Internecie - bez zgody Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o. o.