Kultura

Filip Rdesiński
Ferie z Lisem Witalisem, czyli spektakl „Brzechwa 2. Szelmostwa Lisa Witalisa”, to propozycja Teatru Polskiego w Bydgoszczy na zwalczenie zimowej nudy. Spektakl wbrew tytułowi nie jest jedynie rozrywką dla młodszej publiczności. Inscenizacja historii tytułowego Lisa może być też ciekawą przygodą dla dorosłych widzów. Niepozbawiona głębszej symboliki choreografia i scenografia przenoszą nas do współczesnej rzeczywistości. Do świata kultury masowej, w której liczy się tanie gwiazdorstwo i medialne show. Utrzymany w musicalowym stylu spektakl oglądać będzie można od 22 do 24 lutego. Ceny biletów normalny od 30 do 35 zł, ulgowy 25 zł. Wydarzenie Tony Bennett znów na fali. Ten 85-letni muzyk nie tylko nie nudzi się kolejnemu pokoleniu słuchaczy, ale jest jeszcze na tyle kreatywny, że...
Marcin Wolski
Zasługi Macieja dla tego segmentu literatury popularnej są nie do przecenienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że Parowski nie tylko tę fantastykę opisał, ale poniekąd stworzył. Jako redaktor działu polskiej prozy w „Fantastyce”, jako jej ponaddziesięcioletni naczelny czy wreszcie szef kwartalnika „Czas Fantastyki” był niestrudzonym kreatorem, inspiratorem, selekcjonerem, matką i ojcem dla młodych autorów, których zachęcał, kształtował, poprawiał, niekiedy – odnoszę wrażenie – nawet pisał za nich, wreszcie kategoryzował, zaliczał do kolejnych nurtów, generacji. Co smutne, rzadko spotykała go za to wdzięczność. „Małpy” są w istocie wyborem tekstów wcześniej publikowanych w prasie, znajdziemy tam szkice krytyczne, rozmowy, które Parowski przeprowadził, i takie, podczas których to...
Maciej Parowski
W „Good Day, and Good Luck” (2004) pokazał Clooney stację telewizyjną doprowadzającą do upadku senatora McCarhty’ego, który polował w USA na komunistów. W jego najnowszym filmie chodzi o partyjne prawybory. Oglądamy je przez pryzmat losów utalentowanego wilczka Stephena (Gosling), który zajmuje się pijarem kandydata na prezydenta, gubernatora Mike’a (Clooney). Mike wygląda na idealistę, Stephen prowadzi jego sprawy bezbłędnie, w dodatku cechuje go naiwna wiarę w słowa kandydata. Dopiero rozmowa z Tomem (Giamatti), szefem obozu przeciwnika, zachwieje i tą wiarą, i nadzieją w zwycięstwo. Koleżanka ze sztabu wyborczego (Wood), wścibska dziennikarka (Tomei), senator Thomson (Wright), o którego poparcie zabiega ekipa Mike’a, to pozostali rozgrywający dramatu. Ale Stephen nie zrelacjonuje...
Jarosław Marek Rymkiewicz
Cytując ludzi rozsądnych, którzy pojawili się w polskim sejmie w kwietniu 1773 r., Mickiewicz pisał tak: „Gdzież r o z s ą d e k – wołano – chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są ś r o d k i oparcia się? Czy jest c z a s po temu? Czy nie lepiej c z ę ś ć poświęcić, aby r e s z t ę zachować?”. Ludzie rozsądni rozprawiali więc (według Mickiewicza) – rozprawiali, kiedy ginęła Rzeczpospolita, kiedy gwałcono jej prawa, kiedy rozpadały się jej instytucje, kiedy jej król (król-zdrajca) zabawiał się z tancereczkami, kiedy ulice Warszawy patrolowali rosyjscy i pruscy żołnierze – o rozsądku, o środkach, o czasie, o stosunku części do całości. Polacy, przynajmniej ci nierozsądni (czyli, można by powiedzieć, trochę gorzej zorientowani w sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Polska; w...
KALENDARIUM 15.02.1833 – we Lwowie miała miejsce premiera sztuki „Śluby panieńskie” pióra Aleksandra Fredry. 17.02.1600 – w Rzymie z rozkazu trybunału inkwizycyjnego spłonął na stosie Giordano Bruno, włoski filozof i humanista. 19.02.1958 – urodziła się angielska pisarka i dziennikarka Helen Fielding, autorka powieści „Dziennik Bridget Jones” i „W pogoni za rozumem”. Koncert Joe Bonamassa zagra w Warszawie. Wybitny gitarzysta nazywany królem postmodernistycznego bluesa 1 marca wystąpi w Sali Kongresowej. Będzie to jego jedyny koncert w Polsce. Wirtuozeria 34-letniego dziś Bonamassy, łącząca różne nurty muzyki bluesowej z elementami rocka, zachwyca miłośników gitarowego szaleństwa od ponad dwudziestu lat. Joe sceniczną karierę zaczynał już bowiem w wieku 12 lat, dając...
Akces do ludzi „objaśniających wszystko” Tymczasem nadszedł czas II wojny światowej i okupacji: hitlerowskiej i sowieckiej. Niewątpliwie doświadczając boleśnie tragedii tamtego okresu, po wojnie Szymborska zwraca się jednak w stronę ideologii marksizmu-leninizmu-stalinizmu. I to owa ideologia wywiera największy wpływ na kształt jej ówczesnej postawy. Efektem jej przyjęcia są opublikowane kilka lat po oficjalnym debiucie (1945) dwa tomy socrealistyczne: „Dlatego żyjemy” (1952) i „Pytania zadawane sobie” (1954). To stąd właśnie pochodzi cytat o Leninie jako „nowego człowieczeństwa Adamie”. Po latach, w 1991 r., w związku z otrzymaniem Nagrody Goethego Szymborska próbuje jakoś zmierzyć się z ówczesnym doświadczeniem. Podczas wręczenia nagrody we Frankfurcie nad Menem, w wygłoszonym...
Marcin Wolski
Znajomość epoki idzie u niego w parze z płodnością. W ciągu ostatnich lat otrzymaliśmy m.in. „Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej”, następnie „Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, potem „Afery i skandale...”, a obecnie „Wpływowe kobiety…”. Czytelnik nie powinien szukać tam jakichś szczególnie głębokich refleksji, myśli historiozoficznej, bo nie to jest ambicją autora. Może natomiast znaleźć mnóstwo ciekawych, nieraz prowokacyjnych informacji o życiu postaci mniejszych i większych, które umarły wystarczająco dawno, by nie protestować, że ktokolwiek grzebie w ich życiorysach. W tego rodzaju opracowaniach zawsze można dyskutować o doborze postaci. Dotkliwy może być brak kobiet Józefa Piłsudskiego – od żon po Kazimierę Iłłakowiczówną czy tajemniczo zmarłą...
Maciej Parowski
Można mieć zasadnicze wątpliwości wobec takich kulturowych przebieranek. Tyle że krytyka zgodnie powtarza, że jeśli już, to właśnie reżyserowi amerykańskiej wersji – Fincherowi najbardziej się owa robota należała. To nie są puste słowa. Zanim Oplev nakręcił „Millennium…”, ba – zanim Larsson napisał trylogię o dziennikarzu i tajemniczej hakerce – to Fincher prezentował publiczności mroczne „Siedem” (1995 r.) Tamten film traktował o zbrodni dokonywanej podług biblijnych cytatów i o dwóch detektywach depczących mordercy po piętach. Potem był podobnie pomyślany „Zodiak” (2007 r.) Obie ekranizacje były zainspirowane przez prawdziwe wydarzenia w USA. Larsson musiał widzieć pierwszy z tych filmów. Dlatego, być może, mamy tu do czynienia z kulturowym wpływem biegnącym w obie strony. Kino jest...
Agentura Działania agentury rekrutowanej spośród elit zachodnich najlepiej widać na przykładzie Roosevelta i jego ekipy New Dealu. Przyjacielem doradcy politycznego prezydenta Harry’ego Hopkinsa był as wywiadu NKWD Icchak Achmerow, w Jałcie Rooseveltem sterował Alger Hiss z Departamentu Stanu*, od wielu lat agent sowiecki, a przemówienia dla prezydenta pisał inny sowiecki szpieg, Michael Straghit. Nie lepiej sprawy miały się w Wlk. Brytanii, gdzie dla Moskwy pracowało 21 szpiegów zwerbowanych z wyższych klas. Warto tu przypomnieć Johny’ego Caincrossa, jednego ze szpiegów „Pierścienia Pięciu” (Philby, Blunt, MacLean, Burgess), który pisał raporty dla doradcy wojskowego Churchilla, przekonując, że AK zamiast walczyć z Niemcami, morduje komunistów i Żydów. Jak widzimy, jest to do dziś...
Marcin Wolski
Co najmniej trzy z wydanych powieści nie mieszczą się w konwencji tradycyjnego kryminału – nie ma pytania, kto zabił, ani nawet tradycyjnego śledztwa. Są to raczej interesujące zapisy czasów i zaplątanych w nich ludzi. „Miałem tylko jedno życie” to porażające studium pogłębiającego się alkoholizmu, akcja osadzona jest w latach okupacji i początków okresu Polski socjalistycznej. „Kobiety i telefon” to opowieść o konsekwencji jednej pomyłki telefonicznej, która kompletnie masakruje życie czwórki ludzi. Wreszcie „Przygoda w Warszawie”, którą można uznać za wnikliwą analizę presji i rozpracowania, jakiemu poddawany był obywatel w PRL-u, aż po wykorzystanie psychuszek, w celu łamania opornych. Co ciekawe, autor pisząc powieść, nie znał metod stosowanych powszechnie w systemie sowieckim....
Maciej Parowski
Tytułowa Róża (znakomita Kulesza) jest wdową po niemieckim żołnierzu. Tadeusz (równie dobry Dorociński), żołnierz AK, któremu Niemcy zabili żonę, jedzie na Mazury pozbierać się po jej śmierci i traumie Powstania, a przy okazji przekaże Róży ostatnią wieść od owego męża. Rzeczywistość wygląda tam przerażająco. Plenią się bandy, ale groźniejsi i bardziej bezwzględni są sowieccy wyzwoliciele. Nieliczni Mazurzy, którzy nie wyjechali, mimo polskiej mowy traktowani są przez polskie władze jak Niemcy, czyli podludzie. Nie tak było w „Samych swoich”. Okrucieństwo, barbarzyństwo w Polsce powojennej, w filmach takich jak „Południk zero” czy „Prawo i pięść” przejrzało się tylko częściowo. Tu oglądamy je we właściwych proporcjach, jako serię nieszczęść spadających na lokalną społeczność, zwłaszcza...
Tomasz Terlikowski
Socha bez wiary Sama autorka filmu sugeruje zupełnie jasno, że nie zna odpowiedzi na pytanie o przyczyny takiego, a nie innego zachowania Sochy. – On sam nie wie, kim jest i dlaczego robi to, co robi – oznajmia Holland. A ja, czytając taką opinię, odnoszę wrażenie, że równie dobrze mogłaby się ona odnosić do Camusowego bohatera „Obcego”, który – też, jak opisywany przez Holland Socha, „nie był dobry ani zły”, i też zupełnie jak filmowy Socha nie wiedział „dlaczego zrobił to, co zrobił”... Tyle że jeden z nich zabił, a drugi ratował z narażeniem własnego życia. Jeden wiedział, co ma zrobić i robił to, drugi oślepiony słońcem zabił. Skąd ta różnica między nimi? Z filmu absolutnie to nie wynika. Ale istotną wskazówkę do jej odczytania znaleźć można na stronach Forum Żydów Polskich. Tam...
Maciej Parowski
Nie tak było w „Samych swoich”. Okrucieństwo, barbarzyństwo w Polsce powojennej, w filmach takich jak „Południk zero” czy „Prawo i pięść” przejrzało się tylko częściowo. Tu oglądamy je we właściwych proporcjach, jako serię nieszczęść spadających na lokalną społeczność, zwłaszcza Różę, której nie daje spokoju sowiecki oficer zalotnik (Lubos). Przed widzem obraz powszechnego zniszczenia ludzkich dusz i pejzażu, w którym zaczyna się mościć nowa władza. Jej przedstawicielami będzie oficer NKD (Zmiejew), oficer UB (Bobrowski) – tak się składa, że zarazem kolega Tadeusza z Powstania. Tadeusz, czego zrazu nie ujawnia, jest nie tylko wypalonym wdowcem, ale również wojownikiem. I głodnym normalności mężczyzną. To go zbliży do Róży. Pomoże jej przy gospodarstwie, rozminuje pole. Jako wojownik...
Łukasz Adamski
Rzecz w tym, że powinnam wiedzieć, gdzie się udaję i powinnam zrobić lepsze rozeznanie” – powiedziała kilka dni temu Swank, przyciskana przez Jaya Leno. „Głęboko żałuję udziału w tym wieczorze” – oświadczyła wcześniej w komentarzu dla Associated Press. „Gdybym miała pełną wiedzę o tym, co to będzie za przyjęcie, nigdy bym nie pojechała” – dodała. Swank mijała się jednak z prawdą, pisząc, że nie wiedziała, dla kogo śpiewa „Happy Birthday”. Miesiąc przed imprezą organizacje praw człowieka apelowały, by celebryci nie występowali na urodzinach człowieka o takiej reputacji. Agent Swank zapewniał obrońców praw człowieka kilka dni przed wydarzeniem, że aktorka „absolutnie” nie zamierza brać udziału w tej imprezie. Mimo że Swank, Mae i Van Damme zostali mocno skrytykowani przez organizację...
Maciej Parowski
Na szkolnej przerwie chłopak wali patykiem kolegę i uszkadza mu zęby, gdyż ten nie chciał go dopuś-cić do paczki i nazwał kapusiem. Światli dorośli próbują to wyjaśnić. Spotkanie organizują matka i ojciec ofiary (Foster, Reilly). Zaczyna się od pisania wspólnego oświadczenia. Rodzice agresora (Winslet, Waltz) łagodnie korygują daleko idące sformułowania. Spokojna rozmowa o szalonych dzieciach, której kulturalni ludzie potrafią sprostać, nie zapowiada starcia. Pary wręcz przypadają sobie do gustu. Na stole stoją tulipany, leżą albumy o sztuce, zaraz będzie kawa i domowa szarlotka. Później zjawi się whisky, ale to już w apogeum konfliktu. Pójdzie o słowa. Skrucha gości okaże się zbyt skromna. Ich plany wychowawcze niesatysfakcjonujące. Bohater grany przez Waltza bez przerwy gada przez...
Marcin Wolski
A przecież nie były to wyłącznie dzieła mistrzów polskich. Wśród inspiratorów gniewnego chłopca z gitarą, jakim zapamiętałem go, gdy byłem jurorem Jarmarku Piosenki w warszawskim Remoncie, gdzie debiutował, znajdziemy Vermeera, Holbeina. Michała Anioła, szczególnie ulubionego przez artystę Breughla, tajemniczego Boscha czy wstrząsającego Goyę. Pieśń pt. „Sąd nad Goyą” (1999 r.) o umierającym malarzu, od lat porażonym głuchotą, stanowi jakby zapowiedź własnego końca, śmierci na raka, który zaatakował organ dla Kaczmarskiego najważniejszy – gardło. Krążą opowieści, że wczesna operacja mogła go uratować, ale bojąc się utraty głosu, poeta odmówił. Odniesienia do malarstwa europejskiego pozwalają śpiewać artyście o człowieczej doli, jak w „Pejzażu zimowym” według Breughla: Człowiek w...
Maciej Parowski
Holland czyni z tego opowieść pełną napięcia i studium postaw ludzi w potrzasku. Jej (i Więckiewicza) Socha jest aktywny w działaniu, ratowanie staje się jego pasją, nałogiem, obsesją. Wciąga w to kolegów, ryzykuje. Wdaje się w groźną grę z ukraińskim faszystą, kumplem z kryminału. Uzyskuje pomoc żony, naraża córkę. Rozkochuje w sobie żydowską rodzinę, choć ci ze strachu chcieli go zabić. Krytyka podkreśla, że Holland nie uwzniośla żydowskich bohaterów. W grupie dochodzi do aktów zdrady, do waśni, matka morduje noworodka, bo jego krzyk może ściągnąć Niemców; w kanałach uprawia się seks, kompulsywny, bez miłości. To bodaj filmowa specjalność autorki „Kobiety samotnej”. Groźny jest świat na dole, ale bardziej przerażający na górze. Antysemityzm niemiecki ma klasę. Bo ten polski, jak...
Marcin Wolski
Fenomen polskiego Kościoła, co stanowi przewodni motyw pracy Andrzeja Nowaka „Czas walki z Bogiem”, polegał na tym, że zawsze stał po stronie narodu. Często wbrew Watykanowi, co jakże pięknie opisał Słowacki, który skadinąd w swojej poetyckiej imaginacji wyśnił słowiańskiego papieża. Inaczej niż w kręgu kultury bizantyjskiej, gdzie był składnikiem władzy, czy na Zachodzie, gdzie był opoką feudalizmu, nasz Kościół od trzech wieków dzielił dole i niedole swojego ludu. Bywali naturalnie biskupi zdrajcy (kilku nawet skończyło na szubienicach), przeważali jednak ci, którzy upominali się o los narodu wymazanego z mapy Europy, dostarczali pociechy i azylu. Byli, jak to się mówi, z ludźmi i dla ludzi. Mówili nie tylko do nas, ale również za nas. Szli w pole w oddziałach partyzanckich, lądowali w...
Łukasz Adamski
Pomnikowy film ulubieńca salonów Nie ulega wątpliwości, że z tego powodu nie powstał w ciągu ostatnich 20 lat żaden film opowiadający o ikonie polskiej walki o niepodległość. Były oczywiście plany realizacji takiego obrazu z Robertem de Niro w roli głównej, ale nie doszły do skutku. Teraz za historię Wałęsy wziął się reżyser, który swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, ale jest jedynym, któremu wolno podejmować tematy narodowe. Niestety, jest niemal pewne, że film Andrzeja Wajdy na podstawie scenariusza Janusza Głowackiego będzie mitologiczną wersją skomplikowanej historii Wałęsy i polskiego wyjścia z komunizmu. Oczywiście, ocenianie filmu przed jego obejrzeniem jest nieroztropne, ale w przypadku tego specyficznego obrazu można powiedzieć, że nie jest to wróżenie z fusów. Wnioski na...
Maciej Parowski
Akcja trwa kilkanaście godzin, reżyser sprowadza to do paru mityngów, spotkań, wściekłych, rozpaczliwych rozmów gniewnych ludzi, którzy ratując własną skórę, muszę znaleźć kozła ofiarnego i jelenia (a właściwie stado jeleni), jakim będą poranni nabywcy śmieciowych aktywów. Nielicznych niezłomnych (Spacey), odwołujących się do dobrej opinii, na którą firma pracowała latami, przekona argument nie do zbicia – wszyscy mamy kredyty do spłacenia. O Bogu, diable i piekle nikt nie wspomina. Max Weber ze swoimi uwagami o protestanckiej, kapitalistycznej mentalności brzmiałby w tym towarzystwie jak ględziarz. Chandor, amerykański debiutant wspierany przez aktorską czołówkę Hollywood, znany dotąd z filmów dokumentalnych i naukowych, pokazuje wszystko niezwykle przekonywająco. Podobno miał ojca...
Od razu powiem: dawno nie czytałem książki polskiego autora, która byłaby tak dobrze napisana. Płynnie, dowcipnie, lekko, ciekawie, życzliwie wobec świata. Siebie samego autor traktuje autoironicznie, z dużym dystansem, co pozwala narratorowi, a w ślad za nim i czytelnikowi spojrzeć na opowiadaną nam historię niejako z zewnątrz. „Krowy tłuste, krowy chude” mają zresztą w gruncie rzeczy dwóch autorów. Pierwszą część zatytułowaną „Rodowód” wypełnia w dużym stopniu autentyczny, po raz pierwszy publikowany w całości, pamiętnik ojca pisarza, przed wojną łódzkiego adwokata, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej (mamy jej bardzo interesujący opis z pozycji nie sztabowca, lecz zwykłego żołnierza), człowieka także bardzo utalentowanego literacko. Autor właściwy, czyli syn, wtrąca od czasu do czasu...
Urszula M. Radziszewska
Milicjant też człowiek Irena Gumowska była autorką ogromnej liczby książek poświęconych dobrym manierom, kuchni i zdrowemu żywieniu. W latach 60., gdy podręczniki savoir-vivre’u znikały z półek w księgarniach, a w prasie roiło się od rubryk omawiających problemy w rodzaju „Co robić, gdy sąsiedzi wciąż przychodzą do nas oglądać telewizję?” (młodszym czytelnikom wyjaśniamy, że wówczas telewizor był luksusem), jej książki zrobiły zawrotną karierę. Do dziś sporo wydawnictw Gumowskiej znajduje się w domowych biblioteczkach. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że Gumowska stała się dla Polaków guru – uczyła jak siedzieć, jak pisać listy, jak się kłaniać, jak i co jeść, jak urządzać przyjęcia, czyścić framugi okien cebulą, wychowywać dzieci, prać wełniane swetry, rozmawiać przez telefon i...
Tomasz Terlikowski
Oblicza islamu, oblicza ojca Ten opis ojca pełnego wiary i miłosierdzia dla czytelnika niezorientowanego w meandrach Bliskiego Wschodu może stać w sprzeczności z informacją o tym, że był on jednym z siedmiu założycieli Hamasu, a z czasem wyrósł na jednego z najważniejszych jego liderów politycznych. Ta sprzeczność jest jednak pozorna. Szajch Jusuf przez wiele lat był głównie liderem religijnym. Skupiał się na opiece nad ubogimi, rozsądzał spory i starał się, by rodząca się Palestyna była jak najbardziej religijna. Polityka interesowała go tylko tyle, o ile pozwalała umacniać islam i bronić praw Palestyńczyków. I robić to miał zawsze szczerze, bez nienawiści wobec Żydów czy Izraela. W niczym nie zmienia to jednak faktu, i jego syn przyznaje to całkowicie szczerze, że miłość do islamu...
Marcin Wolski
Tom „Dlaczego toniemy” zawiera dramatyczny, a zaraz erudycyjny obraz upadku cywilizacji Zachodu. Zachodu, który odciął się od korzeni i stał się bezbronny wobec wyzwań, jakie rzucają mu inne cywilizacje – np. chińska czy muzułmańska. Kasandryczne tony kreują go na współczesnego Aecjusza, nazwanego przed laty przez Teodora Parnickiego ostatnim Rzymianinem. Choć ów wódz był człowiekiem czynu, a nie intelektualistą. Tych w V w. zabrakło. Jęczmyk jest świadomy nie tylko nieuchronnego nadejścia barbarzyńców, ale w dodatku zestawia katalog przyczyn ułatwiających to przyjście. Większość znamy już z czasów antyku – upadek demograficzny, do którego przyczyniała się łatwość rozwodów i aborcji, kryzys kultury i myślenia państwowego, którego młode chrześcijaństwo nie mogło i nie chciało ratować, do...
Maciej Parowski
Łatwo przewidzieć, co się stanie. Piękna służąca zwróci uwagę zgorzkniałego pana, zresztą nie tylko na siebie. Pan makler dowie się dzięki niej, że nad jego głową istnieje świat, o którym nie miał pojęcia, i że są ważniejsze rzeczy od dobrze ugotowanego jajka na miękko. Zrazu nie rozumie, co czuje. Powodowany ciekawością i dobrym sercem pomaga kobietom. Musiały myć się na korytarzu, używać paskudnej toalety, podróżować na górę nie windą, lecz schodami, bo taki był kaprys wścibskiej i złośliwej konsjerżki. Ta, nie dość że nie pozwalała korzystać Hiszpankom z telefonu, to jeszcze nie oddawała im listów. Oto różne formy nowoczesnego niewolnictwa. W skrajnej postaci doprowadza ono do izolowanych obozów pracy, jakie odkryto we Włoszech, i porwań do domów publicznych, jak jest w Niemczech i...
Tomasz Terlikowski
Pamięć i tożsamość W takiej sytuacji, gdy – i nie jest to tylko objaw jesiennej depresji – gołym okiem widać spadek nastrojów społecznych, pogłębiany jeszcze nieuchronnym i coraz mocniej zapowiadanym kryzysem gospodarczym, szczególnie istotne jest budowanie pamięci i tożsamości. A ta, przynajmniej w obozie patriotyczno-konserwatywnym (niezależnie od licznych dzielących go różnic, także – ostatnio – partyjnych) związana jest z wydarzeniami z 10.04.10, i z dniami, które po nim nastąpiły. To wtedy – jak świetnie uchwytuje to poeta Wojciech Wencel w filmie „Przebudzenie” – zobaczyliśmy prawdziwe, a nie tylko pozorne oblicze Polski i Polaków. Adam Mickiewicz mówił o lawie, której wewnętrznego ognia nic nie jest w stanie wyziębić, i właśnie na ulicach Warszawy, Krakowa i innych polskich...
Maciej Parowski
Później sprawy stanęły mniej ostro – sputniki i Voyagery odczarowały kosmos, zimna wojna zelżała, a po misjach Apollo skończyły się i lęki, i gwiezdne marzenia. Toteż u Carpentera zamiast polityki i klimatów kosmicznych ważniejsze są efekty. Także rozkład emocji i racji w grupie oraz to, jak organizuje się ona w walce i uczy odróżniać zainfekowanych od czystych. Ale najważniejsze są obrazy istot rozrywanych przez transformującą w nich obcą formę, co w sensie filmowym zrobiono olśniewająco. Jeśli chodzi o ekspresję, bo nie artyzm, był to krok naprzód wobec tego, co Ridley Scott pokazał w „Alienie”. I milowy skok wobec tego, co sygnalizowano w „Zemście kosmosu”. Heijningen robi podobny film jak Carpenter, tyle że kończy tam, gdzie tamten zaczyna. Kręci prequele. U Amerykanina była mowa o...
Duch to słowo właściwe. Zwłaszcza w przypadku „Doktora Styksa”. Najnowsza powieść nadredaktora Wolskiego naznaczona jest bowiem radiowym genius loci. Duch z ulicy Myśliwieckiej unosi się nad jej kartami nieustannie, przywołany przez doskonale zaznajomionego z nim bywalca Trójkowych korytarzy, twórcę słynnej „Sześćdziesiątki”. Radio jest miejscem ze wszech miar magicznym, co udało się już pokazać w kilku niezłych filmach. Jego magia bierze się wprost z materii, jaką jest wyobraźnia. Mowa oczywiście nie o radiach prezentujących muzykę z komputera czy informacje prosto z biura politycznego, lecz o klasycznym medium (nomen omen) nadającym słuchowiska, reportaże, piosenki z tekstem i skecze. O radiu pobudzającym wyobraźnię, skłaniającym do myślenia, w odróżnieniu od telewizji hipnotyzującej...
Marcin Wolski
Mimowolnie tworzyła się wspólnota telewidzów, a obrazy wpadały w pamięć na lata. Wszystko to wróciło przy lekturze książki Piotra Piotrowskiego „Kultowe seriale”. Autor jako fotografik poznawał wiele realizacji od zaplecza. Dziś przywołuje tamten świat, ujawnia kulisy i smakowite szczegóły. Serial serialowi nierówny. Dlatego zapewne nie poczytamy w książce o mało sympatycznej „Doktor Ewie” czy produkcyjnych „Dyrektorach”. Bardziej brakuje „Kolumbów” oraz „Polskich dróg”. Nadreprezentowane są seriale dla dzieci i młodzieży, ale trzeba przyznać, że i one były przykładem doskonałego rzemiosła. Serial, podobnie jak cały film polski tamtych lat, był dziełem profesjonalnym i solidnym – świetni reżyserzy, zawodowi scenarzyści, (często znakomici pisarze), utalentowani kompozytorzy, wreszcie...
Maciej Parowski
Na pierwszym planie kilku działaczy, którzy czują bliski koniec solidarnościowego święta. Najbardziej rozważny przypomina o związkowej kasie, którą trzeba ocalić. Najodważniejszy demaskuje na cmentarzu SB-ków, którzy profanują sowieckie groby, by móc oskarżać ekstremę solidarności. Mają rodziny, swoje sprawy, uczestniczą w zebraniach, szumią na ulicach, umawiają się z kobietami. Pomysł z bankiem nie od razu wydaje się racjonalny. Ale wrzenie narasta, a przesilenie tuż-tuż. Tłem jest tu dolny Śląsk, głównie Wrocław, region dzielny i mocno niesubordynowany. Sprawiała to wyrobiona przemysłowo i społecznie klasa robotnicza i klimat miasta, budowany przez ludzi i instytucje kultury. Stworzyli je przesiedleńcy z kresów, którzy napatrzyli się na bolszewickie zbrodnie i nie mieli złudzeń. Za...
Andrzej Nowak
Kiedy na stół wjechały paluszki Lajkonik, a pierwsze pragnienie zaspokoiliśmy dobrze destylowaną wodą z zapasów Gospodyni naszej, temat rozmowy – wcale oczywisty – podała Baronowa. – Słyszeliście Państwo, że obserwatorium astronomiczne w piwnicy Uniwersytetu Bydgosko-Bromberskiego odebrało właśnie pierwszy intelligibilny sygnał z kosmosu najodleglejszego? Otóż, okazuje się, kosmos mówi Sikorskim! – Tak, tak – wtrąciła Radczyni. Niezależnie ten sam sygnał z kosmosu odczytały anteny naszej Telewizji Najczulszej (w skrócie: TVN). Nie ma już wątpliwości. Przemówienie ministra Sikorskiego w Berlinie ma rezonans kosmiczny. Nareszcie coś nam się udało. Znów o nas głośno. Koniec z zaściankiem! Traktory zdobędą wiosnę! Pardon, zagalopowałam się nieco – zdyszana przypływem entuzjazmu Radczyni...
Tak czy inaczej oficjalna sytuacja, jaką było publiczne prezentowanie kandydata na ministra, wyklucza z narracji tego rodzaju prostackie określenia. Formowanie rządu to nie gra na boisku. Po takiej uwerturze z tym większym zaciekawieniem słuchałam sejmowego exposé Donalda Tuska. Nie było w nim podobnych kolokwializmów, poza nieco rażącymi: koma zamiast przecinek, czy mundurówki zamiast emerytury służb mundurowych. Natomiast na uwagę zasługiwało co innego. Pan premier w godzinnym przemówieniu użył 38 razy czasownika chcieć w formie chcę lub chcemy, w ten sposób rozpoczynając kolejne fragmenty swego wystąpienia, na przykład: „Chcę podkreślić…”, „Chcę powiedzieć…”, „Chcę dziś mocno zadeklarować…”, „Chcę podziękować…”, „Chcę uczciwie skoncentrować się na wyzwaniach…”, „Chcemy zapewnić...
Maciej Parowski
Ten film to szachy. Wielopolowe szachy. Grają instytucje i agenci. Swoi i tamci. Obok Brytyjczyków są kuzyni, Amerykanie. Każda strona najpewniej ma u tej drugiej własne wtyki. Sowiecki kret w brytyjskich szeregach musi zablokować próbę przejścia na brytyjską stronę sowieckiego agenta. Inaczej sam zginie. Anglicy próbują dotrzeć do chętnego zdrajcy z tamtej strony, jeden z nich odkrywa, że to piękna kobieta. Owszem, jest trochę seksu, ale nie ma happy endu. Nie można dopuścić do wycieku informacji, warto zbadać, jakimi kanałami jest przekazywana. Dlatego skłonni do zdrady nie wpadają od razu. Są pułapki, podchody, długie okresy przyczajenia i krwawe rozstrzygnięcie jak grom z jasnego nieba, zaraz znów przykryte następującą po nich szarością. Smailey (Odman), bohater paru powieści Le...
Marcin Wolski
Nie roszczę sobie przecież żadnych praw z tego tytułu, pomysły są bowiem z gatunku takich, na które może wpaść każdy fantasta. Rzecz polega na tym, jak powieść została napisana. A w „Dallas ’63” King powraca w wielkiej formie. I to niezależnie od tego, jak mogą się poczuć miłośnicy wszelkich teorii spiskowych, dowiadując się z ust bezpośredniego świadka tego samego, co orzekła Komisja Warrena, że Lee Oswald działał co prawda z komunistycznych pobudek, ale sam, na własny rachunek. Mamy więc w powieści znakomitą prozę, szybką pomimo 850 stron akcję, a przede wszystkim kapitalny i nostalgiczny obraz Ameryki, której nie ma – Ameryki Elvisa i rock and rolla, wszechobecnych papierosów, niezmodyfikowanej żywności, młodzieży sprzed rewolucji obyczajowej i rasowej segregacji – np. osobne toalety...
Tomasz Terlikowski
Mroczna strona duszy I chyba właśnie ta mroczność postrzegania świata, jego skomplikowanie jest tym, co odrzuca współczesnych chrześcijan od Bernanosa. On, inaczej niż Chesterton, nijak nie nadaje się na pocieszyciela, nie daje prostej nadziei jak Lewisowe „Opowieści z Narnii” i nie zbroi do walki jak apologetyka chrześcijańska obu panów. Próżno też szukać obrazu wielkiej wojny, którą można przecież odnieść także do starcia cywilizacji, jaką przeniknięty jest „Władca Pierścieni” Tolkiena. Zamiast tego Bernanos proponuje nam wielką wojnę z samym sobą, ze światem i szatanem. Wojnę, która toczy się w najgłębszych warstwach psychiki, i która wymaga wprawdzie wojowników, ale niekoniecznie w zbrojach, o wiele częściej we włosiennicach. Nie ma też w jego książkach prostych lekarstw. To, co...
Marcin Wolski
W samej rzeczy targały nim cztery wielkie namiętności – Polska, komunizm, kobiety i alkohol. Każda traktowana dość specyficznie. W każdej był arcypolski – żołnierz Legionów i kawaler Virtuti Militari, który, jak Cezary Baryka, wybrał drogę na lewo. Zakazywany przez międzywojenną cenzurę, ale pracujący w mainstreamowych „Wiadomościach Literackich”, więzień sanacji i przyjaciel generała Wieniawy-Długoszowskiego, który przysyłał mu do więzienia obfite paczki z żywnością i popitką. Niezależny, osobny, nieraz samotny. A jednocześnie rozpoznawalny i kochany przez tłumy, jak żaden poeta przed nim ani po nim. Komunizował, ale nie wstąpił do KPP. Pijał w Belwederze z Bierutem, ale wysłał go do diabła, gdy ten zaproponował mu napisanie nowego hymnu. Witany na podbitej Ukrainie jako „polski poeta...
Maciej Parowski
Realizatorzy rozgrywają to z wdziękiem, nie oszczędzając na kasie. Londyn, Paryż, Edynburg powracają w filmie, zawsze w lipcu, raz świeci słońce, raz pada, inny klimat panuje też między bohaterami. Nie umiera sentyment, poczucie nienazwanego przeznaczenia. Kiedy to w końcu – jednocześnie! – spostrzegą, do akcji wkraczają różne rodzaje pecha. Film nakręciła kobieta, więc winowajcą tego dryfowania wokół ścieżek predestynacji będzie głównie mężczyzna. Sturgess, męski i heroiczny Polak z „Niepokonanych”, tu odegra playboya, prymitywną gwiazdę telewizyjnych quizów, któremu dobre urodzenie, kasa i powodzenie u kobiet popsuło charakter. – Pociągają mnie wszystkie kobiety – wyznaje dziewczynie życia, zamiast się oświadczyć. A Emma, mimo że uboższa i zakochana, ma zbyt wiele szacunku do siebie...
Łukasz Adamski
Polski strzał w przemysł porno Wkroczenie w świat pornobiznesu uruchamia serię zdarzeń, które nie tylko zmieniają ich wzajemne relacje, ale prowadzą również do degeneracji moralnej. I to jest istota filmu Jadowskiej. Świat przedstawiony przez reżyserkę jest brudny, skorumpowany, wyprany z moralnych zasad i realnie upadły. W niezwykle surowym i ostrym filmie reżyserki „Teraz ja” nie ma pozytywnych bohaterów. Jadowska nie idzie na szczęście prostą drogą i nie potępia ich. Pokazuje skomplikowany świat, który nie pozwala im wyrwać się z matni. Każdy z tych bohaterów ma zniszczone życie przez przemysł pornograficzny. Nawet ci, którzy są jego kreatorami, w rzeczywistości są jego wytworami. Film Jadowskiej uświadamia nam, że za wyreżyserowanymi scenami porno kryją się uczucia każdego z „...
Józef Darski
Przywracanie tradycji Nowak ma nadzieję, że właśnie „Wielka Księga” pomoże odbudować pamięć żywą, zrodzi „poczucie współuczestnictwa”, gdyż zagłębiając się w wydarzenia opisane na jej kartach, każdy będzie mógł odnaleźć przodków i ustanowić iunctim między historią indywidualną i narodową. Autorzy nie pisali zwykłego kompendium wiedzy historycznej, lecz chcieli przywrócić Polakom świetną tradycję narodowej historii, co im się udało. W ten sposób sami stanęli w szeregu pisarzy, którzy od Galla do Jasienicy próbowali tworzyć historię wspólną dla wszystkich Polaków. Na pytanie, które stawiają, czy jest jeszcze dobro wspólne dla wszystkich Polaków, prof. Nowak odpowiada, cytując słowa XVI-wiecznego pisarza Stanisława Orzechowskiego: „Lecz wolność najwyższe dobro spośród wszystkich dóbr...
Maciej Parowski
Zaczyna się koszmar, ale i farsa. Kapitan z żołnierzem atakują burdel i wykupują, a właściwie porywają dziewczynę. Dochodzi między nimi do bójki o brankę z aktywnym użyciem kałacha. Ale jadą dalej. Kapitan wydaje się łajdakiem, lecz poniewczasie próbuje ratować dziewczynę przed losem wojskowej ścierki. Ona uprosi go, by darował bunt żołnierzowi. Złodzieje ikon rabują dziadka i chłopca. Chłopiec szukając psa, wpada do studni. Pies prowadzi dziadka do wnuka, a ten, ponieważ sam nie da rady pomóc, rusza przez tajgę po ratunek. Jest to nieludzka droga przez mękę. Stężenie bezsensu, zła, interesowności wygląda na tak duże, że nie może się zdarzyć nic dobrego. Ale Bóg Rossa pisze prosto po liniach krzywych. By pomagać i po to, by karcić. Wuj niedorajda nie uniknie ataku sfory, zwłaszcza że...
Marcin Wolski
Pomylili się Marks, Nietzsche czy Fukuyama i tysiące fałszywych proroków – religia nie przeciwstawia się nowoczesności, nie jest hamulcem rozwoju człowieka, lecz jego niezbędnym dopełnieniem. Coraz więcej uczonych przyznaje, że modernizacja nie musi być tożsama z sekularyzacją. Powody owego renesansu są różne, ale jak twierdzą autorzy „Powrotu Boga” John Mickelthwait i Adrian Wooldridgę, ożywienie jest bezsporne: „To co miało zniszczyć religię – demokracja i rynki, technologia i rozum – jednoczy się, aby uczynić ją silniejszą”. Autorzy opisują narastanie fali ateistycznej trwającej od XVIII  stulecia, kiedy Oświecenie przeciwstawiło wiarę nauce, a teorie naukowe na czele z darwinizmem wsparły tę tendencję. Freud stwierdził nawet, że religie to niedojrzałość powodowana przez...
Tomasz Terlikowski
To wcale nie jest śmieszne Oba „dzieła” można by potraktować jako zwyczajną głupotę i obśmiać. Po co iść na odgrywaną mszę, skoro można mieć prawdziwą, i to o wiele taniej. Bilet na przedstawienie w Teatrze Dramatycznym kosztuje wszak 20 zł, a zwyczajna msza, lepiej odprawiona, w o wiele piękniejszym miejscu, a przede wszystkim z realną obecnością Jezusa Chrystusa i jej duchowymi skutkami, jest w większości parafii sprawowana za darmo. Tylko dziwak mógłby więc przepłacać za coś, co jest zwyczajną podróbką. I podobnie ocenić można „Berka”, który przez samego Żmijewskiego określany jest mianem „ekstazy pamięci”, która przyczyniać się ma do lepszego „zapamiętania” dramatu Holokaustu. W istocie z ekstazą i pamięcią to dziełko ma mniej więcej tyle wspólnego, ile msza w teatrze z realną...
Łukasz Adamski
Boski „Egzorcysta” Kilka dni temu, na 40. rocznicę powstania słynnej powieści „Egzorcysta”, jej autor przyznał w Fox News, że jego dzieło miało być w założeniu sposobem na ewangelizację odbiorców. William Peter Blatty mówił, że pracując nad „Egzorcystą” myślał, że pisze powieść religijną ubraną w szaty horroru i filmu detektywistycznego. „Nie chciałem wcale straszyć czytelnika. To jest chyba moja największa porażka” – mówił pisarz i dodał, że był zaskoczony  pierwszymi recenzjami ekranizacji powieści, które nazywały film najlepszym horrorem od czasów Drakuli. Autor scenariusza tego kultowego filmu opowiada, że to właśnie realne wydarzenia zainspirowały go do napisania historii opętania 12-letniej dziewczynki. „Gdy pierwszy raz w 1949 r. podczas kursu teologicznego na Uniwersytecie...
Maciej Parowski
Obraz jest szary, brzydki. Morze, ląd, podupadająca fabryka, beznadziejne blokowiska – taka Grecja zimą czy późną jesienią wygląda bardziej przygnębiająco niż nasz Sopot czy Władysławowo po sezonie. W dodatku to umieranie ojca, oczekiwanie na wyniki badań, długie chwile milczenia pod kroplówką, w szpitalnych poczekalniach zapowiadają film depresyjny i nudny. A jednak rzecz jest poruszająca, opowieść rozwija się w czasie, uruchamia mechanizm ciekawości i zaspokojenia. Pojawia się też nadzieja, niby niemożliwa, ale wynikła z samej natury. Nietrudno pokładać nadzieję w ładnej dwudziestolatce, w tym, co ona może dać światu, a świat jej. Wystarczy ją obudzić. Fakt, jest nieporadna, niezręczna, zielona. Błaznuje naśladując godowe zachowania, gesty zwierząt oglądane na małym ekranie. Ćwiczy z...

Pages