Kraj

Anita Gargas
To właśnie w TVN24 Kamiński wygłasza najbardziej ostre teksty przeciwko dawnemu pryncypałowi. To w audycji Morozowskiego żalił się, że prezes chce go zmusić do kablowania na kolegów pod groźbą wyrzucenia z partii za kontakty z Pawłem Poncyljuszem, Joanną Kluzik-Rostkowską i Elżbietą Jakubiak. Młodzieńcza nienawiść, czyli z NOP do ZChN „Przyznał mi kiedyś, że jako młody człowiek, pracownik biura ZChN w Sejmie, nienawidził mnie bardzo za krytykę jego partii i ogólny, jak uważał, oportunizm. Wtedy go nie znałem. Zobaczyłem go w sejmie lat 1997–2001 – młody, tęgi, znakomicie dający sobie radę na mównicy, nieco oryginalny, np. występujący o uczczenie pamięci Władysława Broniewskiego, poety rzeczywiście wybitnego, ale gdzie Broniewski, a gdzie ZChN”. Tak Jarosław Kaczyński opisuje Michała...
Krystyna Grzybowska
Ziobryści z pewnością zbudowaliby drugą Belgię, bo ją znają – choć trudno poznać kraj nie znając jego języka, tylko na podstawie dania z muli, w każdym razie są przekonani, że z Brukseli widać lepiej czubek własnego nosa. A co z drugimi Węgrami? Jedyne, co należałoby naśladować w tym kraju, to drogę do zwycięstwa rządzącej dziś w tym kraju konserwatywnej partii Fidesz Viktora Orbana, która czekała na swoją kolej osiem lat. A to znaczy, że trzeba umieć trafiać do ludzi, do ich pragnień i nadziei, proponować coś, czego nie jest w stanie zaproponować partia rządząca. I iść do nich. Do młodych, starych i średnich. Do Polaków, którzy są niepowtarzalnym narodem, tak jak wszystkie inne narody. Nie warto się gorączkować, panowie europosłowie z Polski, co jest ponoć solidarna, że PiS po raz...
Joanna Lichocka
Tusk zaadaptowany To Tusk opowiadał przed 2005 r. o potrzebie lustracji, walki z korupcją i pobrzękiwał szabelką wobec salonu. Potem jednak uniemożliwił powstanie koalicji PO–PiS i zablokował zmiany w Polsce, które mogły doprowadzić do nadwątlenia wpływów i zakresu władzy postkomunistycznego układu rządzącego Polską po okrągłym stole. To wtedy ostatecznie „przestawiono wajchę” z popierania skompromitowanego aferami SLD (czego słabnące sygnały było jeszcze widać w 2005 r., choć sprawa zablokowania kandydowania Włodzimierza Cimoszewicza na prezydenta powinna tę formację pozbyć złudzeń) na zainwestowanie w dającą znacznie większe możliwości Platformę Obywatelską, która odtąd, za zasłoną tradycji solidarnościowych, stała się partią postkomunistycznego establishmentu. Okładki pism, takich...
Dorota Kania
Rodzinna tradycja „Urodzony tuż po wojnie – 12 października 1945 r. chłopak ukończył w 1970 r. studia Wyższej Szkołę Ekonomicznej w Poznaniu. Wtedy zwróciły na niego uwagę służby” – napisał ostatnio „Newsweek”, przedstawiając sylwetkę generała Czempińskiego w związku z aferą łapówkarską. Ta historia jest powtórzona za innymi mediami: błyskotliwy student złowiony przez służby i skierowany do szkoły peerelowskiego wywiadu, który jest przedstawiany jako „elita służb”. W rzeczywistości historia wstąpienia Gromosława Czempińskiego do Służby Bezpieczeństwa, a później wywiadu, jest banalnie prozaiczna. Jego ojciec Mieczysław Czempiński, działacz PPR, a później PZPR, zgłosił się na ochotnika do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jak podkreślali przełożeni – wybitny pracownik...
Andrzej Zybertowicz
Posługując się instrumentami socjologicznymi, zająłem pewne stanowisko w debacie publicznej: stwierdziłem, że chociaż nikogo nie można winić za jego rodziców, to obywatele powinni mieć orientację, czy rządzą nami takie elity, które czują się ze swoim krajem i jego tradycją związane. Dodałem też, iż polskie nauki społeczne sprawę odziedziczenia wyróżnionej pozycji społecznej przez elity, zwłaszcza medialne, III RP niedostatecznie badają. Głębiej zrozumieć źródła tej sytuacji pomógł mi wpis prof. Wojciecha Sadurskiego: „A może zamiast zaglądać do rodowodów i badać PRL-owskie korzenie rodziców i krewnych znanych dziennikarzy III RP, lepiej przyjrzeć się bezpośrednio PRL-owskim korzeniom znanych publicystów (a nie ich tatusiom i mamusiom), dziś aktywnych, a którzy żyli jak pączki w maśle w...
Prof. Zdzisław Krasnodębski
W oczekiwaniu na lepszego pierwszego sekretarza Rządy PO pokazują, że polityczne ubezwłasnowolnienie jest zawsze także ubezwłasnowolnieniem umysłowym i od niego się zaczyna. Ciemnemu mużykowi marksizm-leninizm – doktryna niezwykle przecież prymitywna – wydawał się wyjaśnieniem wszelkich zagadek świata i historii. Gdyby przedwojenna inteligencja pozostała przy życiu, pewnie komunizm nie dałby się tak łatwo zainstalować. Późniejsze wybijanie się na niepodległość to żmudny proces znalezienia takiego punktu obserwacji rzeczywistości PRL, który umożliwił jej rozpoznanie jako opresyjnej, niesprawiedliwej i niepolskiej. Skuteczny protest jest bowiem możliwy tylko wtedy, gdy ludzie mogą zdystansować się wobec rzeczywistości, gdy dostrzegają alternatywę dla niej, gdy przekonują się, że nie jest...
Joanna Lichocka
Bijatyki pod kontrolą godnie Otóż można chyba ostrożnie postawić tezę, że politycy Platformy wiedzieli, iż dojdzie do awantury i zupełnie spokojnie, na zimno na nią czekali. Latające kamienie, podpalone samochody i bitwy z policją „skrajnej prawicy” to doskonała okazja, by na tym tle samemu wypaść dobrze i rozważnie. Prezydent Bronisław Komorowski, świadomy lub nie tych przygotowań do bijatyk pod kontrolą władz, tak oto przemawiał podczas oficjalnych uroczystości, kilka godzin przed wydarzeniami na pl. Konstytucji. „Niech zwłaszcza 11 listopada manifestowanie odbywa się bez agresji i bez nienawiści, bez uzurpowania sobie przez kogokolwiek monopolu na Polskę. Jestem pewien, że tego oczekuje absolutna większość obywateli, absolutna większość Polaków. Nie dyktujmy innym, jak mają kochać...
Paweł Paliwoda
Hipokryzja i hańba Tym zjawiskom towarzyszy w kręgach PO oraz ich medialnych akolitów i intelektualno-artystycznych snobów skrajna obłuda. Im wolno obrażać miliony polskich patriotów, ale jakakolwiek stanowcza próba obrony ze strony znieważanych jest kwalifikowana jako „mowa nienawiści”. Siedzieć cicho i wysłuchiwać mądrości Niesiołowskich, Kutzów, Palikotów czy Blumsztajnów! Usta na kłódkę, bo inaczej będą nas sądzić. Jak Jarosława Marka Rymkiewicza, który odważył się głośno nazwać to, nad czym ma prawo zastanawiać się każdy, kto nie ma mózgu zrobionego z „Gazety Wyborczej”. „Łapać złodzieja!” – kto tak krzyczy najgłośniej? Propaganda nienawiści zaraża i demoralizuje. Zwłaszcza ludzi młodych, którym PO-wski system oświaty utrudnia nabycie wiedzy o polskiej historii i jej związkach z...
Prof. Zdzisław Krasnodębski
Słyszałem wiele relacji od osób, które uczestniczyły w Marszu Niepodległości. Śledziłem dokładnie relacje internetowe na temat marszu i byłem zdumiony rzeczywistą siłą i wielkością tej manifestacji w stosunku do tego, co mówiły o niej media oficjalne. Manifestacja szła pokojowo. Charakterystyczne było to, że wznoszono na niej hasła polityczne, w szczególności bardzo negatywne hasła wobec rządu i prezydenta. Skąd to się bierze? Z tego podstawowego faktu, że dzisiaj polski system polityczny jest kompletnie domknięty. I nie chodzi tu o to, że system jest zabetonowany przez stare partie, tak by żadna nowa nie miała racji bytu. Ruch Palikota jest świadectwem, iż właśnie tego rodzaju zjawiska, jak powołanie nowych stronnictw, są ciągle możliwe. System jest w tym sensie zabetonowany, że w...
Piotr Lisiewicz
Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta Joanna Trzaska-Wieczorek zapowiada spotkanie Bronisława Komorowskiego ze współpracownikami, które odbędzie się „w kontekście ewentualnego wniesienia przez prezydenta inicjatywy ustawodawczej. Zaznacza, że prezydent opowiada się za wzmocnieniem uprawnień władz samorządowych w zakresie decydowania o możliwości organizowania demonstracji. Następnego dnia konferencję prasową zwołuje premier Tusk. Zapowiada, że będzie w tej sprawie współpracował z prezydentem. Mówi, że nie można wykluczyć nawet zmian w konstytucji. Dodaje, że obecne przepisy są nieprecyzyjne, gdyż samorządy, które zabraniają niebezpiecznych zgromadzeń, przegrywają przed sądami. Pada kolejna tajemnicza zapowiedź „ułatwienia samorządom działań prewencyjnych, które zapobiegłyby...
Wojciech Mucha
Niemcy atakują Do najbardziej spektakularnej akcji doszło na warszawskim Nowym Świecie. Grupa przybyłych trzema autokarami niemieckich bojówkarzy pobiła wówczas podążających na Marsz Niepodległości Polaków, a także napadła na paradujących w historycznych mundurach członków grupy rekonstrukcyjnej, której trasa przemarszu musiała ulec zmianie. Uciekający przed policją Niemcy schronili się w należącym do „Krytyki Politycznej” lokalu Nowy, Wspaniały Świat, gdzie na dłuższy czas się zabarykadowali. W wyniku interwencji policji zatrzymano 92 osoby, a w siedzibie „KP” znaleziono kastety, pałki, hełmy oraz gaz łzawiący, należące prawdopodobnie do niemieckich „antyfaszystów”. Na uwagę zasługuje fakt, że oprócz wymienionych przedmiotów były tam wielkie, styropianowe makiety książek. To za...
Filip Rdesiński
Około 15.00 na pl. Konstytucji zaczyna się chaos. Część uczestników, stojąca naprzeciw kordonu policji, jest przekonana, że marsz pójdzie ul. Marszałkowską. Tymczasem organizatorzy ukształtowali czoło pochodu po przeciwnej stronie placu, na wysokości przystanku Metro Politechnika. Młodzi patrioci, niedoinformowani, którzy pozostali na placu, zaczynają być spychani przez zwarty kordon policji. Z grupą ONR Wielkopolska czekam na środku placu, aż sprawa się wyjaśni. Jesteśmy zdezorientowani. Nie wiemy, w którą stronę iść. Nagle czuję charakterystyczny zapach gazu. Widzę, jak wjeżdżają armatki wodne i rozpędzają osoby stojące naprzeciw kordonu policji. W moim kierunku biegną załzawieni ludzie. Wielu z nich to osoby starsze. Prowokacja policji powoduje, że niektórym kibicom puszczają nerwy. –...
Andrzej Zybertowicz
Czy wszystko z tego świata rozumiem? Czy wszystko wiem? Mądry jestem, ale nie aż tak. Czy choćby najlepiej wiem to, co trzeba wiedzieć? Też nie. Wiem, by tak rzec, tyle co każdy: swoje. Swoje wiem. Ale moje swoje, to nie takie zwykłe swoje. Jak np. tych pismaków-psiaków i ich czytaków-debilaków. Wiem, co wiedzieć trzeba. I nie wiem, jak nie trzeba. Czy taki gość jak ja, który wynajmuje mądrzejszych od siebie (np. tych ekono-profesorków-konsultantów), nie jest mądrzejszy od nich? Kto korzysta z ich rozumów? Oni? Nie, ja. My, oligarchowie. To dla nas ci geniusze piszą scenariusze, gotują warianty awaryjne, nawet te ryzykowne. I czytam: co mi tu na ten tydzień mądrale, eksperci, analitycy, wróżbici napisali? Napisali, że jak dobrze, to z Donkiem dobrze, ale jak niedobrze, to z nim...
Rafał Kotomski
Transparenty i rzeczywistość To w mieście głos, jakich usłyszeć można wiele. Bo ludzie z Wołomina myślą całkiem inaczej od tych, którzy pod Wawelem hałaśliwie manifestowali przeciwko pochowaniu Pary Prezydenckiej w królewskiej krypcie. Również inaczej niż grupa kilkunastu gimnazjalistów, którzy parę dni temu przyszli w pobliże siedziby samorządu z transparentem „Precz z pomnikiem dla niezasłużonych Polaków”. – Młodym ludziom można wybaczyć, bo łatwo nimi manipulować, a podobne protesty często wynikają z niewiedzy. Ale przykro się robi, gdy słyszę, że razem z nimi na tej niewielkiej manifestacji pojawili się nauczyciele. To już żałosne – ocenia jeden z wołomińskich samorządowców. Burmistrz Ryszard Madziar to 38-letni dynamiczny menedżer. Ma zapał prawdziwego gospodarza miasta. Wybory...
Dorota Kania
Z dokumentów jednoznacznie wynika, że spotykał się z funkcjonariuszami służb specjalnych komunistycznej bezpieki, rozmawiał z nimi oraz opowiadał m.in. o swojej pracy. Własnoręcznie napisał oświadczenie, że zachowa w tajemnicy fakt i treść rozmowy przeprowadzonej z przedstawicielem wywiadu MSW, czyli Departamentu I, który podobnie jak wszystkie cywilne służby specjalne PRL podlegał KGB. „Wykorzystanie ZL dla uzyskiwania informacji pozostających w naszym zainteresowaniu wydaje się jak najbardziej możliwe do realizacji. Przykładem tego może być uzyskana od w/w informacja dot. wrażeń »Hota« [obywatel USA rozpracowywany przez wywiad PRL – red.] z pobytu w Polsce” – raportował do Centrali w Polsce „Bless”, rezydent wywiadu PRL w Nowym Jorku. Po powrocie Lachowskiego z USA, w marcu...
Marta Brzezińska
Dlaczego samozwańczy? Dlatego, że osoby, które szafują na prawo i lewo (a właściwie tylko na prawo) zarzutami o faszyzm, tak naprawdę najczęściej nie mają zielonego pojęcia, o czym mówią. – Ani metra przemarszu skrajnej prawicy – zapowiadają lewaccy i lewicyzujący strażnicy porządku publicznego w dniu 11 listopada. Do tego sprowadza się cała metodyka ich działania – w myśl zasady, że kto nie z nami, ten przeciw nam, na miano „faszysty” czy „neonaziola” zasługują osoby o prawicowych sympatiach politycznych, już bez rozdrabniania się na żadne skrajne czy nieskrajne poglądy. Raz, dwa, trzy, faszystą jesteś ty! Nazywanie uczestników Marszu „faszystami”, a ich przeciwników „antyfaszystami” to nie tylko wulgarne nadużycie pojęć, ale przede wszystkim diametralne wypaczenie ich...
Mateusz Matyszkowicz
Nasze uczelnie są światową prowincją. I rządzą nimi mechanizmy typowe dla regionów prowincjonalnych. Widoczne jest to zwłaszcza w naukach humanistycznych – tam, gdzie idee odgrywają rolę najważniejszą. A idee bywają niebezpieczne. Pamiętam, jak kiedyś w czasie seminarium prof. Ryszarda Legutki jeden z moich kolegów miał świetny referat. W pewnym momencie go przerwał, stęknął i powiedział, że chyba nie rozwinie go dalej. – Dlaczego? – spytał profesor. – Bo to chyba niebezpieczne – odpowiedział kolega. – Ależ, proszę pana – zareagował prof. Legutko – my, filozofowie jesteśmy od mówienia rzeczy niebezpiecznych. Taki przykład wolności i śmiałości jest rzadkością na polskich uniwersytetach. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym prowincjonalnym mechanizmom. Mechanizm pierwszy: Wstydzimy się...
Joanna Lichocka
Pozycje za zasługi W gremiach decyzyjnych już dawno nie ma Grzegorza Schetyny, ale też próżno podejrzewać o udział w nich osoby, które z pozoru zajmują kierownicze miejsca. Czy ktoś z Państwa może przypuszczać, że w układankach dotyczących obsady stanowisk w Sejmie czy rządzie bierze udział dotychczasowy szef klubu parlamentarnego rządzącej partii, Tomasz Tomczykiewicz? A może wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski ma cokolwiek do powiedzenia? Ba, czy choć miał wiedzę, nim podadzą to media, kto będzie urzędował w zajmowanym dotąd przez niego gabinecie? Pozycja, stanowiska zależą od zasług poniesionych bynajmniej nie dla kraju, ale dla premiera. Nie mają też wiele wspólnego z kompetencjami. Te banalne już stwierdzenia, chyba po raz pierwszy tak otwarcie, bez cienia zażenowania,...
Andrzej Zybertowicz
Chodzi o ludzi majętnych, których pieniądze zainwestowane w kampanię pomagają zjednać wielu wyborców jednogłosowych. A także o tych wyborców, którzy dysponują skutecznymi pudłami rezonansowymi. Pudłami, które potrafią zawładnąć wyobraźnią zbiorową i zamienić wielki, dudniący głos z telewizora w tysiące głosików przy urnach. Racjonalni politycy słuchają zatem głosu wyborców wielogłosowych i o nich troszczą się w pierwszej kolejności. Ich poparcie dostają w zamian za to, co mają do zaoferowania, gdy są przy władzy. To pierwsza pętla. Wielu polityków jest tak głęboko uzależnionych od wielogłosowych wyborców, że o małych głosikach kompletnie zapomina. Zwłaszcza gdy jednogłosikowcy są zdezorganizowani, przeto łatwi do manipulacji. By się wielogłosowym wyborcom odwdzięczyć, już zapętleni...
SB pomaga w awansie Tajemnica pozycji Dorfa w ruchu spółdzielczym jest łatwa do wyjaśnienia, gdy pozna się akta zgromadzone na jego temat w IPN. Zachowały się kompletne materiały, z których wynika, że został zwerbowany w 1983 r. jako tajny współpracownik SB ps. „Witek”. Był wówczas pracownikiem w Zakładzie Remontowo-Budowlanym Spółdzielni Mieszkaniowej w Rudzie Śląskiej. Werbunku Dorfa dokonał młodszy chorąży Edward Zegarowicz, wówczas inspektor Wydziału V w Katowicach. Wydział V zajmował się m.in. „ochroną przemysłu”, co w praktyce oznaczało rozpracowywanie Solidarności w zakładach pracy. Podczas rozmowy w Biurze Paszportów, gdzie został wezwany, Dorf bez oporów podpisał zobowiązanie do współpracy z SB i przyjął pseudonim „Witek”. Już podczas inauguracyjnego spotkania nowo...
Leszek Misiak
Osobą, dzięki której agent PRL-owskiego wywiadu został przydzielony w lutym 2010 r. do organizacji obchodów w Katyniu, był, według europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, są ze sobą po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – napisał Ryszard Czarnecki 7 stycznia 2011 r. Gdy pytaliśmy prezydenta, czy zna osobiście Tomasza Turowskiego i czy jako marszałek sejmu czynił starania, by ambasador Turowski uzyskał w lutym 2010 r....
Grzegorz Wierzchołowski
Osobą, dzięki której agent PRL-owskiego wywiadu został przydzielony w lutym 2010 r. do organizacji obchodów w Katyniu, był, według europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, są ze sobą po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – napisał Ryszard Czarnecki 7 stycznia 2011 r. Gdy pytaliśmy prezydenta, czy zna osobiście Tomasza Turowskiego i czy jako marszałek sejmu czynił starania, by ambasador Turowski uzyskał w lutym 2010 r....
Paweł Zyzak
Życzliwa analiza Artykuł Staniłki w odróżnieniu od felietonu Pawła Lisickiego jest bardzo staranną analizą wyniku wyborczego. Skrzywdziłbym mojego kolegę z łamów „Arcanów”, lekceważąc zasadniczą część jego wywodów, a tej nie brakuje rozsądnych uwag. Pokazuje na liczbach, że PiS nie zdobył wyborców w miastach. Dostrzega, że duża część młodzieży oraz elektoratu Samoobrony swój żal do władzy utopiła w akcie oddania głosu na formację antyklerykalną oraz pozornie opozycyjną i antysystemową. Przypomina, że czołowym politykom PiS brakuje umiejętności obrony własnych poglądów i stanowiska partyjnego we wrogich im stacjach telewizyjnych. W związku z powyższym brakuje też w partii ludzi, którzy pełniliby z powodzeniem rolę „skrzydeł”, ściągając na siebie ogień odpowiedzialności w trudnych...
Piotr Lisiewicz
Do swoich zainteresowań zaliczał także psychologię: „Psychologię lubię, bo to samo życie, jak ciągłe interakcje między ludźmi oraz otoczeniem. Pomaga w życiu zrozumieć wiele absurdalnych zachowań, również tych własnych, co prawda czasem zbyt późno”. Jeśli zarzuty prokuratury się potwierdzą, okaże się, że co do tego „za późno” Andrzej M. był proroczy. Był on bliskim współpracownikiem Grzegorza Schetyny, gdy wicepremier kierował MSWiA. Odszedł z ministerstwa krótko po dymisji wicepremiera i zastąpieniu go przez Jerzego Millera. Jak oświadczył rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zbigniew Jaskólski, skala korupcji ws. projektów informatycznych MSWiA może być większa niż zarzucane dziś 211 tys. zł. Wcześniej Radio RMF podało, że Andrzej M. w zamian za intratne kontrakty z firmą...
Teresa Wójcik
W Łodzi wygrała PO, w Łódzkiem – PiS Łódzkie to trzy okręgi wyborcze: nr 9 miasto Łódź, nr 10 Piotrków Trybunalski, nr 11 Sieradz. W Łodzi wybierano dziesięciu posłów. Najwięcej, bo pięciu, ma PO, lokomotywą listy był Krzysztof Kwiatkowski, który dostał 68 814 głosów. Z PiS wybrano trzech posłów. Po jednym mandacie zdobyły RP i SLD. Na okręg piotrkowski przypada dziewięciu posłów, w tym czterech z PiS. Lidera i lokomotywę listy, posła poprzedniej kadencji, Antoniego Macierewicza poparło 41 871 wyborców. Na jedynkę listy PO, Elżbietę Radziszewską, głosowało 19 269 (!) osób. Platforma w Piotrkowskiem zdobyła dwa mandaty. Po jednym PSL, SLD i RP. W okręgu sieradzkim wybrano 12 posłów. W tym pięciu z PiS, cztery mandaty przypadły PO, po jednym mandacie mają PSL, RP i SLD. W siedmiu...
Rafał Kotomski
Sąsiadujące z regionem Brudzińskiego województwo lubuskie do bastionów PiS-u nie należy. W ostatnich wyborach nie było inaczej. Wynik 21,7 proc. pogorszył się w stosunku do tego sprzed czterech lat o niespełna 1 proc. Mandaty takie same – Marek Ast, Elżbieta Rafalska i Jerzy Materna. Niepokoić musi jednak wynik lidera listy, posła Marka Asta, szefa sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych – dopiero trzeci w kolejności, z blisko 9 tys. głosów mniej niż w 2007 r. Wielkopolska: jedynka prawdę ci powie? Największym zaskoczeniem w Wielkopolsce był – czego nie odnotowujemy z satysfakcją – wynik prof. Andrzeja Waśki, byłego wiceszefa MEN. Okazało się, że znane nazwisko i dorobek naukowy to zbyt mało, gdy rywalami z listy są lokalni liderzy i poseł ze stolicy, który dobrze zapisał się dla...
Cały proceder dokładnie opisała „Rzeczpospolita” („Kamienicę wyłudzę”, 25 września 2002 r.) Urzędnicy w Katowicach ze zdumieniem przecierali oczy, kiedy nagle, po kilkudziesięciu latach odnajdywali się spadkobiercy dawnych właścicieli. Na podstawie cudem „ocalonych” dokumentów sąd przeprowadzał postępowanie spadkowe i atrakcyjna nieruchomość musiała zostać zwrócona. Szczęśliwi właściciele szybko ustanawiali pełnomocnika, który dbał o ich interesy. Mecenasi na usługach lewych spadkobierców Mafijny proceder nie byłby prawdopodobnie możliwy, gdyby nie pomoc prawników. Jednym z nich był mecenas Marek Barczyk. Opinia publiczna poznała go jako obrońcę niemal wszystkich zomowców, którzy zasiedli na ławie oskarżonych w procesie pacyfikacji kopalni „Wujek” i „Manifest Lipcowy”. Barczyk...
Mateusz Matyszkowicz
Duch zjednoczenia 14 stycznia tego roku odbyło się specjalne spotkanie Naczelnej Rady Adwokackiej. Jak napisała „Rzeczpospolita”, wzięli w nim udział także biznesmeni: Zbigniew Niemczycki, Jan Kulczyk i Ryszard Krauze. Ale nie tylko. Gościem specjalnym był Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości. Gość dostał od adwokatów prezent: projekt nowelizacji kodeksu spółek handlowych. Jego szybkie procedowanie sprawiło, że sąd musiał umorzyć sprawę, jaka toczyła się przeciw Krauzemu. Tuż przed wyborami, latem tego roku, interes życia zrobił Zygmunt Solorz-Żak. Dotychczasowy magnat medialny został właścicielem Polkomtela. Transakcja opiewa na 18,1 mld zł i uchodzi za jedną z największych operacji finansowych w naszej części Europy w ostatnim czasie. Jest wyjątkowa ze względu na...
Tomasz Skłodowski
Nietrafione billboardy Źle przyjęte zostały pierwsze billboardy z hasłem „Premier Jarosław Kaczyński”. Przypominał on wyborcom nieprawdziwe w istocie, lecz medialnie upowszechnione, stereotypy mówiące o złych rządach lidera PiS, atmosferze strachu, podsłuchach, niedemokratycznym wykorzystywaniu tajnych służb, wszędobylskim CBA itp. Zatem działał przeciwskutecznie do zamiarów, straszył niezdeklarowanych politycznie i słabo zorientowanych wyborców powrotem politycznego awanturnictwa, skandali i kreowanym przez nieprzychylne media wizerunkiem dyktatora. Zaprezentowane niedługo później hasło: „Polacy zasługują na więcej” było niefortunnie dobrane i sprzedane. Na billboardach pojawiało się obok nazwy partii, co w sumie oznaczało, że Polacy zasługują na więcej PiS-u. Sztabowcy odkryli tę...
Anita Gargas
Z przebiegu zdarzeń można wnioskować, że sztab PiS nie był także przygotowany na zastosowanie alternatywnego wariantu kampanii na wypadek sytuacji kryzysowej. I do końca realizował jedyny założony plan. Nie zauważył rozwijającej się, agresywnej propagandy Platformy. A gdy w końcu nastąpił moment krytyczny, sztab biernie przeszedł nad nim do porządku dziennego, uspokojony sondażami opinii publicznej. Po pierwsze: wizerunek prezesa W całym okresie kampanii zabrakło w domenie publicznej wywiadów i zdjęć, które przedstawiałyby Jarosława Kaczyńskiego jako silnego męża stanu, ale jednocześnie ciepłego człowieka. Zabrakło spotów pokazujących lidera PiS zarówno jako przywódcę w tłumie zwolenników, jak i rodzinnego mężczyznę, mającego swoje hobby – np. jazdę na rowerze. Tę lukę tylko w...
Andrzej Zybertowicz
Tymczasem, do diaska, nie trzeba czytać zachodnich podręczników z teorii polityki, by rozumieć, że polityka nie dzieje się w próżni, że to nie jest tylko przepychanka ludzi spoconych w pogoni za władzą. Że władza jest sprawowana w polu różnych, w tym dalekosiężnych interesów oraz że media komunikujące obywatelom (często tylko potencjalnym) przepychankowy obraz polityki same mają… No właśnie, co? To proste: interesy swoich właścicieli. Świat społeczny to gra, w której ludzie zazwyczaj zabiegają o swoje interesy. Jedni z nich mają znacznie większe niż inni umiejętności działań zespołowych, tworzą zatem skuteczne grupy interesów. Takimi grupami interesów są też firmy-podmioty otwarcie nastawione na zysk. Warunki osiągania zysku i jego skala w sporej mierze zależą od tego, co robią...
Joanna Lichocka
Choćby sprawa fatalnej autoryzacji wywiadu dla tygodnika „Newsweek”. Odpowiadający za nią Adam Hofman pozwolił, by w opublikowanej rozmowie padło słynne już niedopowiedzenie sugerujące, że Angela Merkel mogła mieć związki ze Stasi. Innym błędem, który został poddany krytyce, było przyjęcie zaproszenia przez Jarosława Kaczyńskiego do programu Tomasza Lisa. Wprawdzie Lis skompromitował się dziennikarsko (wobec tych, którzy żywili jeszcze złudzenia co do standardów, jakie reprezentuje), ale Kaczyński wybierając się do niego, chcąc nie chcąc, ów styl legitymizował. Oczywiście można uznać, że była to decyzja słuszna, bo program Lisa jest nadawany w porze wysokiej oglądalności, ale należy zapytać, czy gdyby ten program prowadził – ot, wyrazisty przykład – Jerzy Urban, to sztab także...
Joanna Lichocka
Turbina jest Polsce potrzebna Najczęściej wysiłki te z oczywistych powodów pozostają nieznane opinii publicznej – skuteczne ukrywanie głupstw, jakie wypowiada głowa państwa, polega właśnie na tym, że mamy o nich nie wiedzieć i ich nie słyszeć. Praca ta – wydawałoby się – nie powinna być jakimś niesłychanie trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę aktywność zaprzyjaźnionych mediów, posłusznych wskazaniom budowania pozytywnego wizerunku prezydenta. Jednak poczynania Bronisława Komorowskiego są tego rodzaju, że to nie wystarcza, by ukryć jego wpadki. Bo na przykład nie bardzo się to tuszowanie udaje, gdy relacja z wystąpienia prezydenta jest na żywo, i wtedy święty Boże nie pomoże – prezydent stoi i mówi, i nic potoku jego słów nie jest w stanie powstrzymać. Pozostaje czekać i nasłuchiwać. Jak...
Grzegorz Górny
W 1997 r. sytuacja w Polsce odwróciła się, gdy w wyborach przegrała lewica, zwyciężyła Akcja Wyborcza Solidarność, a premierem został Jerzy Buzek. Rok później także na Węgrzech postkomuniści ponieśli porażkę, a wygrała prawica. Powstał rząd Viktora Orbana. W 2001 r. SLD po raz drugi w Polsce wrócił do władzy, a premierem został Leszek Miller. Prawica znów znalazła się w opozycji. Rok później na Węgrzech doszło do podobnej sytuacji: rządy objęła ponownie Węgierska Partia Socjalistyczna, a na czele lewicowego gabinetu stanął Peter Medgyessy. W 2005 r. w Polsce nastąpiło kolejne przetasowanie na szczytach władzy: SLD poniósł klęskę, a do władzy doszedł PiS. Rok później na Węgrzech wszyscy spodziewali się podobnego scenariusza: zwycięstwa prawicy i klęski lewicy. W miarę zbliżania się...
Urszula M. Radziszewska
Półtora metra pod ziemią Wkrótce to miejsce ma się zmienić nie do poznania. – Każdy pochowany tu żołnierz otrzyma własny krzyż i własną tabliczkę – mówi dr Jerzy Kawecki, biegły z Zakładu Medycyny Sądowej, który uczestniczy w pracach ekshumacyjnych. Jak tłumaczy, będzie to cmentarz wojenny z prawdziwego zdarzenia. – Na tych polach w latach 1948–1956 pochowano ok. 350 osób. Większość zmarła w więzieniach po torturach, w wyniku obrażeń, z powodu chorób. Na ok. dziewięćdziesięciu z nich wykonano wyroki śmierci – opowiada dr Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. – Chodzi nam o jak najpełniejszą identyfikację ofiar. Z każdego ciała pobieramy próbki DNA, aby w przyszłości zgłaszające się rodziny mogły potwierdzić tożsamość swojego bliskiego. Pierwsze...
Andrzej Zybertowicz
Powodem tej interwencji ma być zapis w konstytucji, który zakazuje łączenia mandatów posła i senatora ze statusem sędziowskim lub prokuratorskim. W wymiarze prawnym punkt ciężkości sprawy leży w odróżnieniu dwóch typów prokuratorów: czynnych oraz w stanie spoczynku, czyli emerytowanych. Kłopot mamy taki, że w tej kwestii tych dwóch sytuacji zapisy prawne nie odróżniają. Ale znalazł się profesor konstytucjonalista, który twierdzi, iż prokurator w stanie spoczynku jest dalej prokuratorem i nie może prowadzić działalności publicznej. Na to – można dowiedzieć się w mediach – sami zainteresowani, Barski i Święczkowski, wskazują, iż prokuratorzy tacy jak oni, czyli emerytowani, nie wykonują jednak żadnych urzędowych zadań typowych dla prokuratorów. I nie można ich zatem traktować na równi np....
Grzegorz Broński
Byli w swoich biurach, gdy pojawił się starszy, siwy mężczyzna. Wszedł bez problemu, bo drzwi są otwarte dla wszystkich potrzebujących pomocy. Nikt nie mógł wiedzieć, że nieznajomy ma przy sobie broń, naboje, paralizator i nóż myśliwski o ogromnym ostrzu. Jego pierwszą ofiarą był Marek Rosiak. Napastnik wyciągnął pistolet Walther i oddał osiem strzałów. Cztery trafiły celu. Rany okazały się śmiertelne. Zbrodniarzowi zabrakło naboi, ale nie zamierzał się wycofać. Nożem zaatakował Pawła Kowalskiego, próbując poderżnąć mu gardło. Współpracownik posła Jagiełły trafił w ciężkim stanie do szpitala. Na szczęście, lekarzom udało się go uratować. Mordercę zatrzymali strażnicy miejscy, którzy pojawili się jako pierwsi na miejscu zbrodni, a później przekazali policjantom. Do dziś w internecie...
Aleksander Ścios
Triumf komunistycznych bandytów Ta podstawowa teza komunistycznej propagandy została w III RP podniesiona do rangi dogmatu i skutecznie zaszczepiona Polakom. Jeśli dziś blisko 50 proc. społeczeństwa uznaje wprowadzenie stanu wojennego za dobrą decyzję i uzasadniony wybór „mniejszego zła” – mamy do czynienia z efektem jednej z największych manipulacji historycznych w dziejach Polski i triumfem komunistycznych bandytów, którzy wspólnie z koncesjonowaną „opozycją demokratyczną” zdecydowali o narzuceniu nam fałszywej interpretacji tego zbrodniczego aktu. Kwintesencją zakłamanej dialektyki mogą być słowa Adama Michnika z artykułu o Ryszardzie Kuklińskim z 1998 r., w którym autor zawarł ocenę pułkownika, nazywając go „instrumentem tych, którzy prą do kolejnych awantur i wojen na górze” i...
Tomasz Sakiewicz
Błąd piąty, przespanie sukcesów Należy pilnie śledzić nie tylko porażki, ale i przyczyny sukcesów. Jeżeli wierzyć oficjalnym sondażom, tylko dwukrotnie PiS zbliżył się do PO. Pierwszy raz pomiędzy 10 a 15 września i na przełomie września i października. Nie do końca wiadomo, co było przyczyną skoku w sondażach miesiąc przed wyborami. Miało  miejsce wtedy kilka wydarzeń, które mogły  wpłynąć na ich wynik. Były to: mocno zauważone przez media obchody kolejnej miesięcznicy tragedii smoleńskiej, start „Codziennej” z bogatą kampanią w telewizji, problemy rządu Tuska. Łatwiej wytłumaczyć skok sondażowy pomiędzy 28  września a 3 października. Kończyła się wtedy spokojna kampanii PiS-u oraz wyczuwalne było wyczerpywanie się potencjału sztabu Tuska. Należy tu zauważyć, że wbrew...
Tomasz Terlikowski
I mam wrażenie, że podobnie może być teraz. Laicyzacja rzeczywiście postępuje, także w Polsce, ale trudno nie dostrzec, że jej skala jest o niebo mniejsza niż w krajach Zachodu. Tam antyklerykalizm jest żywy, a antypapieskie manifestacje o wiele liczniejsze. U nas happeningi Palikota wciąż przyciągają garstkę ludzi. Po przeciwnej stronie mają wciąż liczne pielgrzymki, spotkania młodych, ewangelizacje (ostatni marsz ateistów w Krakowie został „zakłócony” przez ewangelizacyjną grupę młodzieży pijarskiej, która śpiewała ateistom o Jezusie i rozdawała różańce). Taką sytuację niewątpliwie zawdzięczamy Janowi Pawłowi II i jego posłudze. Jednak błędem byłoby sądzić, że posługa papieża z Polski dobiegła już końca, że nic już nie może się zdarzyć. W kazaniach czy encyklikach Jana Pawła II zawarty...
Od początku jego ugrupowanie wzbudzało zainteresowanie wśród skrajnej lewicy. Do tej pory przedstawiciele partii lewicowych zachowywali pozory szacunku wobec wartości istotnych dla katolików. I chociaż mieliśmy do czynienia z antyklerykalizmem SLD, to w świetle obiektywów politycy Sojuszu starali się ocieplać wizerunek. Mimo werbalnego wsparcia dla środowisk homoseksualnych, z ust niektórych działaczy ugrupowania można było usłyszeć wiele cierpkich słów na temat Biedronia i spółki. Inaczej jest w przypadku Palikota. Antyklerykalizm nie jest już „wersją nieoficjalną” programu, ale jego sztandarem. Poparcie dla środowisk gejowskich nie jest domeną pojedynczych aktywistów, ale całej partii (wystarczy wspomnieć przygarnięcie niechcianego w SLD szefa Kampanii Przeciw Homofobii). Nic więc...
Tomasz Terlikowski
Palikotowy neokomunizm Nawet najmniej uważny czytelnik programów partyjnych czy konsument strawy medialnej musi dostrzegać, że atak Janusza Palikota koncentruje się na dwóch najistotniejszych instytucjach życia społecznego, czyli na Kościele i rodzinie. Ten pierwszy przedstawiany jest jako opresyjna instytucja, która odbiera człowiekowi wolność, uniemożliwia samorealizację, a co gorsza – narzuca zasady i normy życiowe, przypominając, że nie my, a Bóg jest ich autorem. I właśnie to przekonanie jest najistotniejszym zarzutem, jaki formułowany przez ideologów (czy tylko wulgaryzatorów) nowej lewicy wobec Kościoła. Opinia taka oznacza, że nie wolno nam wszystkiego, że nie wszystko przynosi nam korzyść, i że istnieje konieczność ograniczania się, szczególnie w dziedzinie seksualnej....
Marta Brzezińska
Głos ludu – głos Urbana I tak, poparcia Palikotowi, kiedy jeszcze prognozy wyborcze nie były dla niego tak optymistyczne, udzielił Jerzy Urban, redaktor naczelny „Nie”. Dlaczego to właśnie poseł z Biłgoraju mógł się ogrzać w ciepełku największego antyklerykała RP, a nie Grzegorz Napieralski, lider lewicy? – Uznałem, że Napieralski to jest nieporozumienie, co sam Napieralski już przyznał, i że linia Napieralskiego zgnoiła SLD – tłumaczył Urban. Palikot zresztą nigdy nie krył zadowolenia z tego poparcia, bo i wiele mu zawdzięcza. – Ruch Palikota dużo zyskał dzięki wsparciu tygodnika „Nie” Jerzego Urbana – mówiła dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz w rozmowie z portalem Onet.pl. – Ja będę głosował na Ruch Palikota. Zrobię to z przyjemnością i przekonaniem, że teraz ma to sens, ale nie ma...

Pages