Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Domniemywano, że przyczyną mógł być zawód miłosny. Autor współczesnej biografii Słowackiego zasugerował wręcz, że Spitznagel zabił się, gdyż został „odrzucony” przez Juliusza. A takie „odrzucenie” nabiera w narracji wyraźnego klimatu insynuującego homoseksualizm wieszcza. W tym miejscu wypadałoby zapytać działaczy środowisk homoseksualnych, dlaczego nie wezmą Słowackiego na sztandary, jeśli robią lesbijkę z Marii Konopnickiej? Skoro autorkę „Roty” czynią bojowniczką o tęczową szczęśliwość świata i – nie mając na to żadnych dowodów – sugerują jej zboczenie, to czemu nie sięgną po inne, może i większe nazwiska? Jeśli bowiem zastosować ten sam sposób myślenia, wyciągania logicznych wniosków, dowodzenia i przedstawiania światu wyników swoich „badań”, to homoseksualistą można zrobić każdego...
Tomasz Łysiak
Kwestia powinności Cóż owa figura symboliczna mogła znaczyć dla zwiedzających wystawę w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w roku 1912? Równo sto lat temu? Przed obiema wojnami, dwudziestoletnią naszą Niepodległością, a potem dużo dłuższym zniewoleniem? Jakiego znowu nabrała znaczenia teraz, równo wiek później? Co przynosi nam Fatum w ostatnich latach, gdy dotknęła nasz naród smoleńska tragedia? Jak się z nami obchodzi ów Los w czasie, gdy śmierć głowy państwa polskiego i członków elit Rzeczypospolitej nie tylko nie może doczekać się rzetelnego, uczciwego śledztwa, lecz także – co równie bolesne – odpowiedniego rangą, symbolicznego upamiętnienia w postaci pomnika? Tymczasem obie te sfery – praktyczno-sądowa i duchowo-moralna – domagają się prostych w istocie czynności: zrobienia tego...
Tomasz Łysiak
Posłowie PO i Palikota blokują Pamięć Rozpoczynał się niezwykły okres, w czasie którego bardzo słabo uzbrojone oddziały polskie stawiały półtoraroczny opór najpotężniejszej ówczesnej armii europejskiej. Walka ta kosztowała naród polski krwawą ofiarę, ale przyniosła duchowe owoce, które później pozwoliły wywalczyć Niepodległość, a potem przetrwać II wojnę światową oraz okupację sowiecką aż do obalenia komuny i ponownego odzyskania suwerenności. Symbolikę i ikonografię powstańczą wykorzystywały często środowiska solidarnościowe, drukując podziemne materiały, artykuły i znaczki pocztowe nawiązujące do styczniowego zrywu. Właśnie dlatego, że to rok 1863 pokazał, jak nawet przy wielkiej dysproporcji siły fizycznej można prowadzić walkę ze złem, gdyż w ostatecznym rozrachunku liczy się...
Tomasz Łysiak
Kiedy Hektor ruszał do ostatecznej walki z Achillesem, jego sędziwy ojciec, król Priam, prosił, aby tego nie robił. Tłumaczył, że jeśli zginie z ręki Achilla, wtedy cały Ilion czeka zagłada. A sam król będzie po śmierci pohańbiony przez wroga: „Gdy brodę zbielałą, włos siwy i ciało sędziwe psy głodne kłami poszarpią i starca bezwstyd obnażą – nie ma straszliwszej niedoli od tej dla ludzi śmiertelnych". Priam uważał, że pohańbienie ciała władcy, dokonane na oczach jego podwładnych, jest najgorszym ciosem wymierzonym w ich honor i dumę. Najmocniej boli. Bardziej niż śmierć sama. Bo odziera z godności. Uwłacza. Zrywa nimb wielkości… Ukazanie światu, na rosyjskiej stronie internetowej, okaleczonych, nagich zwłok prezydenta Rzeczypospolitej jest czynem o wymiarze dzikim, bestialskim,...
Tomasz Łysiak
Historie alternatywne, political fiction czy też historical fiction, są ostatnio – jak mawiają Francuzi – „à la une”, czyli zajmują pierwsze strony gazet. A to w dużej mierze za sprawą książki Piotra Zychowicza „Ribbentrop–Beck” i dyskusji, jaka przetoczyła się w mediach na temat „co by było, gdyby”. Jak potoczyć by się mogła historia Polski, jeśli Rzeczpospolita sprzymierzyłaby się z III Rzeszą. „Mocarstwo”, najnowsza powieść Marcina Wolskiego, siłą rzeczy wpisuje się w intelektualny krajobraz tej debaty, nawet jeśli czyni to poprzez wizję literacką. W lekkiej, klasycznej już u tego autora formie książka dotyka wielu cierni tkwiących w naszej zbiorowej pamięci, a niektóre z nich „wyjmuje”, by wysnuć zupełnie nową opowieść. Niezwykle optymistyczną. Jak mogłaby wyglądać rzeczywistość...
Tomasz Łysiak
Kijem w Kukiza, Rymkiewicza i Skowrońskiego Dlatego musiano z trybunem coś zrobić bardzo szybko i bardzo stanowczo. Kilkuset nobliwych senatorów w rozwianych togach, każdy z kijem w ręku, wpadło na forum i zatłukło Tyberiusza jak wieprza. Niedaleko świątyni Wierności. Tuż obok siedmiu posągów królewskich. Ciało wrzucono do Tybru. Wraz z trzema setkami ciał jego zwolenników. Potem prawdopodobnie senatorowie odrzucili kije ze wstrętem, umyli porządnie ręce i kazali przeczytać niewolnikowi kilka ustępów z jakiegoś poety lub ulubionego greckiego filozofa. W końcu wysoka kultura to rzecz, która charakteryzuje Rzymianina. Tak jak – uwieczniana na posągach – toga okrywająca ciało czy zwój z literaturą w dłoni. Nie na darmo taka prowincja, która uznawana była za zromanizowaną na tyle, że...
Tomasz Łysiak
Grecki historyk, filozof, autor starożytnych esejów moralnych Plutarch z Cheronei jest znany przede wszystkim jako pierwszy twórca biografii – spod jego pióra wyszło prawie pięćdziesiąt słynnych „Żywotów równoległych”. I to właśnie dzięki nim zapisał się najmocniej w historii kultury europejskiej. Co ciekawe, tworzył owe żywoty w dużej mierze dla młodzieży, także dla własnych dzieci. Można by rzec, iż podążał śladem szlachetnej, antycznej triady miłosnej, w której jest miejsce na – parafrazując Okudżawę – trzy miłości. Po pierwsze było to umiłowanie rodziny: niezmiennie i głęboko kochał swoją żonę Timoksenę oraz czterech synów i jedną córkę; po drugie szczery patriotyzm – ojczyznę widział nie tylko we własnej „polis”, czyli Cheronei, ale także w krainie helladzkiej Beocji i szerzej, w...
Tomasz Łysiak
Z Kaźmirakiem czy z „Wilkami” W czasie wojny, we wsi Owczarnia, na opanowanej przez Niemców Lubelszczyźnie, doszło do krwawej jatki. Oddział AL dowodzony przez „Cienia” (Bolesława Kaźmiraka) natknął się na odpoczywający na kwaterach pododdział AK podporucznika „Moczara” (Mieczysława Zielińskiego). Najpierw doszło do strzelaniny, bo obie strony wzięły się za Niemców. Po krótkim czasie nieporozumienie wyjaśniono. Zaczęto się witać, stając w dwuszeregu naprzeciwko siebie. Nagle „Cień” strzelił z pistoletu do dowódcy AK. I w ruch poszły karabiny ludowców. Rozpoczęła się egzekucja. Mord był zaplanowany… Z martwych akowców zdarto buty i mundury. Ciała wrzucono do dołu. Razem z zastrzelonym przypadkowo psem. Zabójca nigdy nie poniósł żadnej kary. Pułkownik „Cień” zmarł w 1966 r. Został...
Tomasz Łysiak
Z bramy Cytadeli warszawskiej wyjechało pięć czarnych wózków. Obok każdego z nich szedł spowiednik. Na miejsce kaźni wieziono skazańców – Romualda Traugutta, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego. Był 5 sierpnia 1864 r. Zbliżała się godzina dziesiąta. Na szubienicy miał się właśnie dokonać ostatni akt Powstania Styczniowego. Wokół niej zgromadziły się milczące, wielotysięczne tłumy, odgradzane kordonami wojska. Grały bębny. Powstańcom nie związano rąk. Sami zakładali na siebie duże białe koszule. Gdy stanęli pod belką, rozpoczęto czytanie wyroku. Sentencja liczyła kilkanaście stron. Beznamiętny głos rosyjskiego urzędnika niósł się daleko w tej potwornej ciszy, która otulała stok Cytadeli. Jedynie Traugutt nie słuchał. Rozmawiał szeptem ze...
Tomasz Łysiak
Wśród różnych ciekawych wątków biografii przykuł moją uwagę ten dotyczący poglądów malarza na sprawę odpowiedzialności człowieka za jakość wykonanych przez siebie dzieł. Jakby każdy w swoim życiu był, w pewnym sensie, rzemieślnikiem, który dając coś światu, jednocześnie staje się odpowiedzialny za to, co stworzył. Jak szewc za zrobione buty. Tymczasem, gdy spojrzy się na funkcjonowanie polskiego państwa, można odnieść wrażenie, że słowo „odpowiedzialność” zniknęło z oficjalnego słownika. A przecież polityk tak naprawdę nie różni się niczym od szewca: obaj biorą pieniądze za to, żeby ludziom „żyło się lepiej”… Oczy kłamią, ręce nigdy Pierre-Auguste Renoir urodził się w 1841 r. Jako kilkuletni chłopiec przyjechał do Paryża wraz z rodziną, powozem, a gdy umierał w 1919 r., po niebie...
Tomasz Łysiak
Gogolowska fantasmagoryczna wizja Rosji staje się więc szkiełkiem, które przyłożone do polskiej rzeczywistości pozwala zobaczyć ją z odpowiedniej perspektywy, odczytać w innym wymiarze. Umożliwia wychwycenie absurdalnie wykrzywionych kształtów i form, które obserwowane wcześniej bez tego szkiełka wydawały się naturalne. Siłą przyzwyczajenia. Tymczasem oko należy uzbroić w aparat optyczny. Gogol nadaje się do tego celu wyśmienicie. Tym bardziej że mistrz groteski z Polską i Polakami miał pewną styczność. Antypolski fałsz czy rozbicie duszy W Petersburgu przy obecnej ul. Kazańskiej, pod numerem 37, mieścił się dom wytwórcy karet, powozów i ekwipaży, Joachima. W tej samej kamienicy wynajmowali pokoje polski wieszcz Adam Mickiewicz i początkujący pisarz małoruski Nikołaj Wasiliewicz...
Tomasz Łysiak
Cmentarzysko przy Via Appia Cenzor był za życia znany z szacunku, jakim darzył ludzi – podobno spacerując ulicami Rzymu, trzymał pod rękę niewolnika. Sługa znał na pamięć imiona oraz przydomki rodowe Rzymian i podpowiadał je na ucho swojemu panu. A ten pozdrawiał przechodniów po imieniu, nie robiąc różnicy między plebejuszami i patrycjuszami. Los chciał, że właśnie budowniczy pierwszej wielkiej rzymskiej drogi dał się poznać od takiej strony – był urzędnikiem państwowym, który szanował ludzi. I dawał im to odczuć. Sama zaś Via Appia stała się nie tylko traktem spełniającym rolę transportową, ułatwiającą handel czy przede wszystkim szybki przemarsz legionów, lecz także rzymskim cmentarzyskiem. Pochówek w obrębie miasta był zabroniony, więc największe rody stawiały swoje grobowce przy...
Tomasz Łysiak
Malował piórem ognistą atmosferę konfederacji barskiej. Walki z Kreczetnikowem i Hajdamakami. Rzezi religijnej, w której z rąk prawosławnych zginęły dziesiątki tysięcy polskich katolików. Głównym bohaterem dramatu uczynił niezwykłą postać – proroka, wieszcza, duchowego ojca konfederatów – karmelitę Marka Jandołowicza. W XIX w. znaną prawie każdemu. Teraz – pewnie nielicznej garstce. Słowacki, pisząc o czasach konfederacji barskiej, wiedział, że czytelnicy będą znali realia. Że zrozumieją, gdzie i dlaczego rzecz się dzieje, o kim i o czym będzie mowa: operował takim zestawem pojęć i symboli, który był po prostu zrozumiały dla odbiorców. Sam także czytał i rozumiał, co przekazują mu inni. Gdy otwierał swoją ulubioną „Iliadę” w tłumaczeniu Franciszka Dmochowskiego, już na pierwszych kartach...
Tomasz Łysiak
Co dziś napisałby Kochanowski Wieczór nabrał znaczenia iście metafizycznego, godnego szekspirowskiego oka, tyle w nim było symboliki. Oto wśród widzów jest wspaniały polski król, który właśnie ma w zamysłach wyprawę na Moskwę. Otóż i późniejszy hetman wielki koronny, współtwórca polskiego renesansu, a także polityczny wizjoner – Jan Zamoyski. Na scenie mamy dramat Kochanowskiego, który zapełniają postacie z „Iliady” Homera. Spektakl jest niezwykły, to coś w rodzaju – mówiąc językiem współczesnej krytyki filmowej – „prequela” historii opiewanej przez greckiego poetę, wstęp do epickiej opowieści o upadku Ilionu. Zamoyski i Batory w skupieniu słuchają aktorów, którzy ubrani w helleńskie kostiumy mówią piękną polszczyzną Kochanowskiego, ale nawiązującą rytmem do antycznego heksametru. W...
Tomasz Łysiak
Kultura nahajki Najstarszy dziejopis europejskiej cywilizacji, Herodot, opisał wyprawę wojenną tajemniczego plemienia barbarzyńców, zwanych Scytami. Byli oni poza domem przez wiele długich lat, tocząc kolejne bitwy i zbierając blizny świadczące o ich męstwie. Kiedy wrócili do kraju, zobaczyli, że ich żony znalazły sobie nowych „mężów”. Już sama niewierność byłaby wystarczającym powodem wściekłości scytyjskich mężczyzn, ale w tym wszystkim było coś gorszego, coś, co w dwójnasób uwłaczało ich godności – białogłowy związały się bowiem z niewolnikami. Rozpoczęła się wojna, w której wojownicy pragnęli zabić tych, którzy niedawno byli ich własnością, a teraz zbrukali scytyjski honor. Walki trwały dość długo i nie przynosiły rozwiązania. Wreszcie jeden ze starych wodzów dał pozostałym...
Tomasz Łysiak
Braliśta pieniążek moskiewski Już w marcu 1901 r. „Wesele” wystawiono na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie. Gdy po ostatnim akcie opuszczono kurtynę, stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Zapadła cisza. Nawet jedna para rąk nie uniosła się do oklasków. Nie dlatego, że sztuka się nie podobała. Co prawda, niektórzy luminarze kultury, oburzeni na ostrość sądów o postawie elit, wyszli już w trakcie przedstawienia, jednak… Cisza ta wynikała z głębokiego wrażenia, jakie dramat wywarł na widzach. Wyspiański wbił słowami sztylet prosto w zasłonę osłaniającą polską duszę, rozdarł ten ciasno zawinięty kokon i dotknął strun najwrażliwszych. „Braliśta pieniążek moskiewski” – słuchał dręczony wyrzutami sumienia targowiczanin Branicki; Stańczyk wręczał dziennikarzowi kaduceusz rządów...
Tomasz Łysiak
Utwór poświęcony pomnikowi Piotra Wielkiego Aleksander Puszkin zatytułował „Miednij Wsadnik”. W polskiej tradycji literackiej zaczął funkcjonować jako „Jeździec Miedziany” dzięki Julianowi Tuwimowi, który za Mickiewiczem przetłumaczył rosyjskie „miednij” na „miedziany” zamiast na „miodowy”. W każdym razie pomnik cara jest wykonany z brązu i stoi na potężnym, ociosanym na kształt fali głazie. Puszkin w swoim poemacie, w surrealistycznej wizji ożywia postać jeźdźca. Bohater wiersza, Eugeniusz, najpierw rzuca w twarz cara obelgę, a potem biegnie jak szalony. Słyszy za sobą tętent kopyt. „I w bladym blasku ukąpany, wysoko wyciągając dłoń, ON, Jeździec goni go miedziany”. Mickiewicz na te słowa Puszkina odpowiedział w „Dziadach”: „Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda / Druga carowa...
Tomasz Łysiak
Gdyby przeżył, miałby dzisiaj 84 lata. Ciekawe, co robiłby słonecznego, pięknego dnia w Warszawie, 1 sierpnia 2012 r., o godzinie „W”? Właśnie wtedy, gdy zawyją syreny… Gdy staną samochody… Kiedy zatrzymają się w biegu przechodnie, by choć przez chwilę oddać zadumą hołd bohaterom Umęczonego Miasta… Co pomyślałby sobie, gdyby zaraz po tych syrenach usłyszał dochodzące ze Stadionu Narodowego dźwięki koncertu Madonny? Czy w ogóle uwierzyłby, że to prawda? Że w wolnej wydawałoby się Polsce, w wolnej nareszcie Warszawie, w taki sposób czci się pamięć tych, którzy przelali swoją krew po to, żebyśmy w ogóle mogli budować biało-czerwone stadiony? Tymczasem koncert skandalistki i prowokatorki odbędzie się właśnie 1 sierpnia w Warszawie… Madonna ważniejsza od zbiorowej wrażliwości W mediach...
Tomasz Łysiak
Historia przyniosła wielu naśladowców, którzy Odwagę jako jedną z kardynalnych cnót pielęgnowali ze szczególnym pietyzmem. Naród polski przez tysiąc lat swojego istnienia, przez wieki wzlotów i upadków, mógł być dumny, że jest narodem ludzi Odważnych. Nawet wtedy, gdy los nas nie rozpieszczał. Mówiąc lakonicznie (czyli po „lakońsku”, co znaczy tyle samo jak „po spartańsku”) – „mieczy ci był u nas dostatek”. Co prawda mieliśmy swoją historię zaprzaństwa, tchórzostwa i narodowej zdrady, lecz w polskiej opinii powszechnej takie postawy zawsze zasługiwały na potępienie. Co więc się stało takiego, że wielu Polaków, z polskim rządem, premierem i tzw. elitą, zachowuje się jak wspierająca się wzajemnie i poklepująca po plecach grupa zwykłych tchórzy? A duża część mediów przyklaskuje polityce...
Tomasz Łysiak
Senatorowie rzucili mu się do kolan, prawie płacząc, i w końcu wybłagali, żeby jeszcze trochę porządził. Bo bez niego, bez prawdziwego Ojca Ojczyzny (Pater Patriae), kraj runie w przepaść. Oktawian łaskawie się zgodził. I panował dalej przez lat kilkadziesiąt, zostając pierwszym rzymskim cesarzem, który rządził, używając trików formalnych, takich jak ciągle odnawiana władza trybuńska. Oficjalnie istniała dalej republika. Nieoficjalnie rządził On. Princeps. August. Wzorem Oktawiana, czyli polski Circus Maximus Jego siłą był autorytet, czyli inaczej mówiąc, cały system pozaoficjalnych wpływów, który powodował, że Oktawian robił, co chciał. A lud go kochał. Za to, że był spokój. Że nie było wojen domowych. Lud chciał tylko trochę rozrywki, chleba na stole i silnej ręki nad sobą. I to...
Tomasz Łysiak
Neron wystąpił na scenie domowego teatru i „opiewał zagładę Troi, porównując obecne nieszczęście z klęskami przeszłości”, co dało początek miejskim plotkom, które mówiły, że to sam cesarz był podpalaczem. Władca postanowił więc oddalić od siebie te oczerniające pomówienia i znaleźć winnych. Nie szukał długo – do roli kozłów ofiarnych idealnie nadawali się chrześcijanie. O tajemniczej sekcie wyznawców Chrystusa po raz pierwszy w swoich „Rocznikach” w taki sposób wspomina Tacyt: „Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Pilatusa; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął (…). Schwytano więc naprzód tych, którzy tę wiarę publicznie wyznawali, potem na podstawie ich zeznań ogromne mnóstwo innych, i...
Tomasz Łysiak
Poeta przed sądem, czyli dziedzictwo lat 80. W czasie procesu Jarosława Marka Rymkiewicza, wytoczonego poecie przez wydawcę „Gazety Wyborczej”, szło o słowa. O to, czy redaktorzy „GW” mogą być „duchowymi spadkobiercami KPP” albo czy można mówić o ich „skażeniu duchem luksemburgizmu”, jak napisał Rymkiewicz. Poeta stał więc za barierką (proces pokazał w swoim filmie dołączonym niedawno do „GP” Grzegorz Braun) i starał się tłumaczyć, co rozumie przez różne, używane przez siebie, wyrażenia i terminy. Naprzeciw siedziała sędzia – lustrująca go pustym, szklistym, nic nierozumiejącym wzrokiem. A pod ścianą mecenas Rogowski z szyderczym uśmiechem rozgrywał spektakl mający upokorzyć J.M. Rymkiewicza. Skupił się na rozszarpywaniu poety poprzez ataki na niego i jego przeszłość (choć sam...
Tomasz Łysiak
Przyjechał „bronić rosyjskich kibiców”. Nie wiadomo zresztą gdzie, jak i przed kim? Na ulicy rosyjscy kibice bronili się sami pod znakami sierpa i młota. A może Fiedotow miał stać na czerwonym tramwaju i wydawać rozkazy? Lub ochraniać mołojców przed opresyjnym państwem polskim i jego urzędnikami? Nie to jednak stanowi istotę rzeczy. Wśród kibiców po jednej i po drugiej stronie znajdowała się masa pijanego chamstwa, niezasługująca na jakiekolwiek poważne refleksje. Chodzi o to, że zamieszki nabrały podwójnie charakteru politycznej manifestacji. Po pierwsze dlatego, że marsz kibiców zorganizowany został w Warszawie z okazji rosyjskiego święta narodowego. Samo wydanie zgody na taką manifestację jest kuriozalne. Czy jeśli kiedykolwiek zagramy mecz w Moskwie 11 listopada, to będziemy mogli...
Tomasz Łysiak
Wtedy właśnie pokazano miejsce nie tylko konkretnym żołnierzom – pokazano także miejsce Polsce. Na chodniku. Środkiem „Jezdni Dziejów” przetaczała się historia pisana rękami zwycięzców, a my mogliśmy popatrzeć z trotuaru. I tak miało zostać, wedle zamysłów naszych Friends. Obama i „polskie obozy śmierci”, czyli Niemcy głaskali owczarki Kiedy prezydent Obama z błyskiem śnieżnobiałych zębów rzucił słowa o „polskich obozach śmierci”, a potem nie uznał za stosowne, by  publicznie to jawne kłamstwo wyjaśnić i sprostować, to wpisał się tylko w ten sam sposób myślenia o Polsce i Polakach – nasze miejsce jest na poboczach nurtu dziejowego. Niektórzy mówią, że to zwykły błąd, lapsus, przejęzyczenie. Są tacy, któży ośmielają się twierdzić, że za zamieszaniem stoi zwykła ignorancja...

Pages