Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Człowiek, który chce być wolny prawdziwie, musi przyjąć na siebie zobowiązania i je wypełniać. Wtedy staje się naprawdę wolny – przez dobrowolne (a nie narzucone) przyjęcie zasad moralnych i etycznych, a potem bycie im wiernym wbrew wszelkim okolicznościom i przeciwnym wiatrom. To paradoks – być wolnym przez samoograniczenie się.   Było południe. Pod murami mauretańskiego zamku Sohail, w pobliżu hiszpańskiego miasteczka Fuengirola, pasło się bydło. Krów pilnowało dwóch polskich żołnierzy w mundurach Czwartego Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego. Dzień upływał sennie i powoli. Nagle z ukrycia wyskoczyło kilkunastu hiszpańskich bandziorów, którzy rzucili się na Polaków. Jednego z czwartaków zamordowali. Drugi został ranny, ale udało mu się dotrzeć do zamku. Demonstracja siły...
Tomasz Łysiak
Rankiem 15 grudnia 1970 r., w trakcie spotkania z najwyższymi władzami, Władysław Gomułka wydał decyzję, że do „chuliganów” należy strzelać. Nikt z zebranych nie zaprotestował. Nie zgłosił wątpliwości. Nawet o nic nie zapytał. Milczenie także może być zbrodnią.    Było ok. godz. 20, kiedy w telewizji pokazał się wicepremier Stanisław Kociołek, który zaczął zachęcać stoczniowców, aby wrócili do pracy. Większość z nich mu zaufała. Być może uznano, że to znak opamiętania się władzy, że już wystarczy ofiar, a krwawe wydarzenia dobiegły końca. Tych pięciu zabitych w wyniku strzałów oddanych przez milicję i wojsko to i tak zbyt wiele. Ton wypowiedzi Kociołka mógł brzmieć pojednawczo w porównaniu z tym, co można było usłyszeć dzień wcześniej – 15 grudnia. Ten sam aparatczyk rzucał na...
Tomasz Łysiak
Wrak Tupolewa leży w Rosji. I będzie leżał. Jego los jest losem więźnia stanu. Wrak niesie za sobą jakiś sens i cel. On mówi. A mówi nie tylko o tym, co tragicznego zdarzyło się na wschodnim podejściu do lotniska Siewiernyj rankiem 10 kwietnia. Mówi o tym, po co tam leciał. Kogo wiózł. W jakim celu. Miasteczko Schlüsselburg leży nad brzegiem Newy, zaraz obok miejsca, w którym rzeka wypływa z wielkiego jak morze jeziora Ładoga. Mieścina sprawia wrażenie wymarłej – przy nabrzeżach stoją rdzewiejące, butwiejące kutry i brudne, nieruchome jak zastygłe potwory, koparki. Pomiędzy nimi, pomiędzy jakimiś komórkami z dykty i budynkami o odpadającym tynku, kręcą się wychudłe psy. Więźniowie wyspy Kiedy błotnistą drogą dotrze się na brzeg szeroko rozlewającej się rzeki, to na samym środku...
Tomasz Łysiak
Polska jako idea – ta właśnie, którą odczytujemy w skrzydłach naszego Orła, w jego hardym wzroku, w szponach, w bieli i czerwieni – ta Polska jest zabijana. Premier kraju, ongiś pełnego dumnych rycerzy, ściska się z nowym carem Wszechrusi nad pogorzeliskiem, w którym zginęła elita narodu. A kiedy nadchodzi rocznica – dzień, w którym Naród upamiętnia największą współczesną tragedię – ucieka do Nigerii. Skrywa się przed własnym Narodem w afrykańskim buszu.   Dzień 27 listopada Roku Pańskiego 1633 był w Rzymie ciepły, niemal letni, powietrze pachniało ponoć jak w lipcu. Poranek nie wróżył takiej pogody – był ciężki od chmur i wydawało się, że lada moment runie ulewa. Jednak obłoki rozsunęły się jak na zawołanie i promienie słońca dodały splendoru i odpowiedniej oprawy wydarzeniu,...
Tomasz Łysiak
Wąwóz Kaudyński w italskich Apeninach idealnie nadaje się na pułapkę. Wiedzie do niego tylko jedno wejście, wewnątrz zaś nie ma żadnych ścieżek, które umożliwiałyby ucieczkę. Nie wiadomo więc, dlaczego obaj konsulowie – Spurius Postumius Albinus i Titus Veturius Calvinus – podjęli decyzję o przejściu przez ów wąwóz. Może zgubiła ich pycha? A może zawiódł zwiad? W każdym razie legiony pomaszerowały w idealnym szyku, z łomotem caligarum na kamieniach wyściełających dno. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę dojdzie do klęski, która niechlubnie zapisze się w historii państwa założonego na siedmiu wzgórzach. Właśnie trwała druga wojna z Samnitami, prawdopodobnie był to rok 321 p.n.e. Wkrótce Wąwóz Kaudyński miał się stać synonimem nie tylko sromotnej porażki, ale także hańby i upokorzenia...
Tomasz Łysiak
Powrót polskiego Ducha Data wprowadzenia stanu wojennego nie była przypadkowa. Dopiero co w Horodle uroczyście obchodzono wspomnienie Unii Polsko-Litewskiej, a już zbliżała się kolejna ważna rocznica – zgonu Naczelnika Tadeusza Kościuszki. Moskale wiedzieli bardzo dobrze, że wokół tych wszystkich rocznic skupia się energia narodowo-wyzwoleńcza Polaków, że są one po prostu niebezpieczne i trzeba im przeciwdziałać. Na murach pojawiły się więc płachty papieru mówiące o „najwyższym rozkazie J.C.K. Mości”, a sygnowane przez ówczesnego namiestnika, hrabiego Lamberta. W myśl opisanych zasad, pełną władzę przejmowało wojsko, a sam generał-gubernator Aleksander Gerstenzweig obejmował zwierzchnictwo nad Komisjami Śledczymi. Najważniejszy był jednak zakaz dokonywania wszelkich ulicznych...
Tomasz Łysiak
Chciałbym ich zobaczyć wtedy w Resursie. Jak płonęły ich twarze wewnętrznym ogniem przyszłej walki... Byli przecież tacy sami jak ci, którzy potem w 1863 albo w 1944 r. śpiewali piosenki, głaszcząc bagnet opuszkiem palca. Jak dwudziestu czterech spiskowców Maurycy Mochnacki wspomina, że tańczyli. Był tam także obecny pułkownik Ludwik Kicki. W owym czasie już od dawna w cywilu, po tym, gdy odmówił Rosjanom dalszej u nich służby. Patrzył pułkownik na tę szalejącą grupę młodzieńców i ponoć ich „dziwny wyraz twarzy go uderzył”. Zapytał Adama Chłędowskiego: „Kto są ci, z którymi rozmawiał?”. I wtedy, jak wzmiankuje Mochnacki, redaktor Chłędowski odparł mu, iż „ta młodzież pojutrze wcale nie pląsy rozpocznie”. Ludwik Kicki, usłyszawszy o zamiarach powstańczych, rzekł: „Pałasz i pistolety...
Tomasz Łysiak
Całować czy być całowanym Kiedy w styczniu 1744 r. księżniczka niemiecka Zofia von Anhalt-Zerbst, późniejsza caryca Katarzyna, jechała do stolicy Imperium Rosyjskiego, napotkała specjalnego wysłannika carycy Elżbiety, Siemiona Kiryłowicza Naryszkina. Wiózł on list – specjalną instrukcję o wymogach petersburskiego savoir-vivre’u. Napisał ją nadmarszałek dworu von Brummer, wyjaśniając kandydatce na żonę przyszłego cara, iż w Rosji panują obyczaje nieco odmiennie niż w Prusach. O ile w Berlinie wystarczyło głęboko ukłonić się królowi, o tyle w Petersburgu należało się zachowywać z największą możliwą pokorą, a przy powitaniu zgiąć w hołdzie kark i ucałować dłoń carycy. Ten wręczony przez Naryszkina list musiał zrobić duże wrażenie na szczecińskiej pannie o niemieckiej błękitnej krwi – być...
Tomasz Łysiak
W roku 1790, gdy w Polsce obradował Sejm Czteroletni, a we Francji szalała rewolucja, znad Sekwany wysłano do Warszawy upominek dla członków naszego Zgromadzenia Narodowego. Były to przepiękne, ozdobne tabakierki. Na każdej z nich wyryto wypracowane przez żabojadów osiągnięcia nowej cywilizacji – prawa człowieka. Tabakierki wzbudziły spore zainteresowanie, w końcu były czymś niecodziennym. Jedną wziął do rąk nuncjusz papieski Mascardini i zaczął czytać, co też na niej drobnymi literkami wyściubiono. Nie doszedłszy do połowy nawet, odłożył tytoniowe puzderko i rzekł z odrazą – „Che legge buffone” („Cóż za prawo błazeńskie”). Kij wsadzony w szprychy historii przez szatana Gdybyż on i pozostali wiedzieli, ile nieszczęścia przyczynią owe leggi w przyszłości – z owych „praw człowieka”...
Tomasz Łysiak
Król lidyjski Gyges, zanim stał się władcą, został niejako namaszczony wyrokiem Pytii: „Otóż wyrocznia oświadczyła się za nim, i tak Gyges został królem”. A sam słynny Krezus, gdy planował zaatakować Persów, rozesłał specjalnych gońców, którzy mieli wypytać wszystkie możliwe wyrocznie, od Libii po Helladę – czy warto bić się z Cyrusem. Ilość darów, jakie wręczano przy okazji zasięgnięcia opinii wieszczek, wskazuje jasno, jaką wagę przykładano do ich głosu. Dość powiedzieć, że gdy trwała akcja kolonizacyjna na wybrzeżach Morza Śródziemnego, żadna polis nie powstawała bez zwrócenia się do kapłanek wdychających tajemnicze opary, które unosiły się ze szczeliny skalnej w jaskini delfickiej. Kapłanka taka, siedząc na specjalnym trójnogu, pozwalała sobie na twórczy „odlot”, który był skrzętnie...
Tomasz Łysiak
W styczniu 1848 – gorącego roku, który wstrząsnął Europą Wiosną Ludów – miało miejsce w Rzymie pewne spotkanie. W Koloseum stanęło naprzeciw siebie dwóch wielkich poetów i po raz pierwszy uścisnęli swoje dłonie. Byli to Zygmunt Krasiński oraz Cyprian Kamil Norwid. Przyjaźnili się potem, znajdując we wzajemnym kontakcie niezwykłą bliskość duchową. Świadek narodzin tej przyjaźni miał niezwykły wymiar – rzymska arena uświęcona męczeństwem chrześcijan była jak symbol wykuwającej się tożsamości Europy, w której na antycznym fundamencie wykwitała nowa siła, wywiedziona z duchowej nauki Nazareńczyka. Obaj poeci – i Krasiński, i Norwid – właśnie w prawowiernym katolicyzmie widzieli oparcie dla dążenia Polaków do odzyskania Niepodległości. Działalność towiańczyków i mistycyzm, który rządził...
Tomasz Łysiak
„Targowica” dla każdego Polaka jest synonimem słowa „zdrada”, tak jak na całym świecie „Termopile” rozumie się jako ideał mężnego oporu i bohaterskiej walki przeciw przeważającym siłom wroga. Mówiąc o kimś „targowiczanin”, to jakby obelgę najgorszą rzucić w twarz. Nie bez przyczyny w roku 1901 wielki polski literaturoznawca, prof. Stanisław Tarnowski, wyszedł z uroczystej premiery „Wesela” Wyspiańskiego, nieledwie trzaskając drzwiami. Postać Branickiego ukazana została w tym najpiękniejszym polskim dramacie w sposób aż nadto dla Polaków czytelny – hetman pławił się w moskiewskim złocie szarpany przez diabelskie siły. A ponieważ ród Branickich był skoligacony z Tarnowskimi, to taki obraz hetmana-zdrajcy był nie do zniesienia dla słynnego profesora o nieskazitelnej przecież opinii i wielkim...
Tomasz Łysiak
Wprzepiękny sposób zaczyna się tragedia Ajschylosa pt. „Prometeusz skowany”. Na pustym „skityjskim brzegu” Hefajstos wraz z Kratosem przykuwają łańcuchami do skały Prometeusza. Za jego miłość do ludzi: stworzenie człowieka i obdarzenie go iskrą bożą – pełną namiętności i ognia duszą ludzką. Kulawy Bóg-kowal płacze, uderzając młotem w żelazne okowy i przybijając szlachetnego tytana do zimnego kamienia. Ten zaś… milczy. W tym właśnie zobaczyć można wielkość Ajschylosa, że brakiem słów Prometeusza buduje całą siłę tej pierwszej sceny. Z ust Kratosa i Hefajstosa płyną potoki heksametru. A choć są piękne, to najmocniej „gra” … milczenie Prometeusza. Ci dwaj radzą nad nim, Kratos grzmi o wypełnianiu woli bogów, Hefajstos cierpi, wykonując zadanie sprzeczne z głosem serca. Młot huczy, stal...
Tomasz Łysiak
Pożegnałem tę serdeczną panią i zostawiłem ją samą. W cudownej enklawie polskości. W której czuła się szczęśliwa. Przez chwilę nawet jej zazdrościłem. Ta śmieszna polskość Bo gdzieś daleko, na zewnątrz, została ta Polska współczesna: z haniebnym zachowaniem rządu polskiego wobec największej tragedii naszego kraju w tym wieku; z tchórzostwem i serwilizmem okazywanym wobec obcych państw; z Anną Grodzką (mężczyzną, który twierdzi, że jest kobietą) – jako wicemarszałkiem Sejmu; z jednym wielkim spektaklem opluwania patriotów a wychwalania zboczeńców, popaprańców, słabeuszy i zniewieściałych mężczyzn; ze zrywaniem z tradycją; z niszczeniem tego, co katolickie, polskie, tego co – prawdziwe… Są jeszcze na szczęście tacy ludzie, którzy się temu przeciwstawiają. Lecz siłą są spychani do „...
Tomasz Łysiak
Krzyk narodu poetów Te pierwsze, „błędne” egzemplarze manifestu Powstania Styczniowego osiągnęłyby dziś na rynku antykwarycznym astronomiczną wartość. Sam tekst zaczynał się od razu od pięknych wersów: „Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy, porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec ich w nienawistny mundur rosyjski i pognać tysiące mil na wieczną zagładę i zatracenie. Polska nie chce, nie może poddać się bezopornie temu sromotnemu gwałtowi, pod karą hańby przed potomnością, powinna stawić energiczny opór”. Manifest 22 stycznia 1863 r. był nie tylko odezwą, gorącym wezwaniem do walki, nie tylko formą rozkazu czy obwieszczenia woli, nie tylko przejawem istnienia tajnego...
Tomasz Łysiak
Dziewiątego czerwca 1860 r., kiedy z wolna na horyzoncie zbierały się chmury zapowiadające kolejną burzę dziejową, umarła wdowa po generale Sowińskim. On sam był już wtedy jednym z herosów mitologii polskiej, wniesiony do niej życiorysem bogatym w patriotyczne czyny. Bił się Józef Sowiński z Rosjanami, zapisując piękną kartę w trakcie napoleońskiej wyprawy na Moskwę i bitwy o Smoleńsk w sierpniu 1812 r., ale dopiero jego bohaterska śmierć w wolskim kościółku, w czasie Powstania Listopadowego, stała się przyczynkiem wyniesienia do termopilejskiego panteonu polskiego. Juliusz Słowacki „wpisał” go tam genialnymi pociągnięciami pióra, awansując „starca o drewnianej nodze” na jednego z wielkich duchów narodowych, który „nie jest świętym” ani „męczennikiem”, lecz po prostu „prawym Polakiem...
Tomasz Łysiak
W roku 1887 w Sankt Petersburgu ukazała się pewna arcyciekawa i dość nietypowa książka. Na karcie tytułowej widniało nazwisko autora – Nikołaj Iwanowicz Pawliszczew. Poniżej tytuł: „Siedmicy Polskawo Miatieża 1861–1864” („Tygodnie Polskiego Buntu” 1). Na dole frontyspisu znaleźć można było informację o tym, że została wydana przez niejakiego Bałaszczewa, którego zakład typograficzny znajdował się przy numerze 28 Kanału Katarzyny. Cała książka nie była jednak ani dziełem historyka, ani też powieścią. Był to wielki, składający się z wielu odcinków… donos. Zemsta Już samo miejsce wydania zdaje się mieć charakter symboliczny. Kanał Jekateriny. Jego nabrzeżem pędziła w 1881 r. kareta z Aleksandrem II Romanowem – carem, który „uśmierzył” Powstanie Styczniowe (używając rusycyzmu z...
Tomasz Łysiak
Na drugi dzień po klęsce pod Maciejowicami straszne wieści doszły do Warszawy. Nie dość, że w wyniku przegranej stanęliśmy rzeczywiście blisko finis Poloniae, to jeszcze ranny Kościuszko dostał się w ręce wroga. Major Fiszer pisał do generała Zajączka, że „Naczelnik mocno cięty w głowę, tak że kość nadwerężona i prócz tego dwa razy spisą pchnięty”. Potworna nowina z maciejowickiego boju była podawana z ust do ust. Warszawiacy szaleli z rozpaczy. Chodzili po ulicach z obłędem w oczach szlochając i krzycząc: „Ojczyzna ginie! ” lub „Już nie ma Kościuszki! ”. Michał Ogiński wspominał: „Widziano w tym dniu nieszczęsnym wielu, zbytkiem żałosnego uczucia przyprawionych o słabość; widziano niewiasty mdlejące, widziano dzieci nawet, topiące we łzach swe oczy i pytające się rodziców, gdzie jest...
Tomasz Łysiak
O tej trzeciej „dużej” insurekcji (wymawianej jednym tchem razem z kościuszkowską i listopadową) na ogół wie się bardzo mało. Nawet data 22 stycznia 1863 r. większości Polaków jest nieznana. Zwykle wiedza ogranicza się do stwierdzeń typu, że było to takie „leśne powstanie”, że „Traugutt” i że potem straszne „represje” oraz „rusyfikacja”. Ale za tym brakiem wiadomości idzie jednocześnie częste przekonanie co do „słuszności” lub też „braku słuszności” decyzji o wybuchu. Co drugi rodak lubi więc zapalczywie wziąć udział w dyskusji na temat powstania, o którym… nie wie prawie nic. Tymczasem fakt, że doszło do tej – rzeczywiście rozpaczliwej, prowadzonej przy prawie zerowych szansach militarnych – walki, jest nie tylko kwestią decyzji jakiejś grupki ludzi konstytuującej Komitet Miejski,...
Tomasz Łysiak
Jurek Biesiadowski miał siedemnaście lat i szedł z tornistrem na plecach do szkoły. Nie dotarł na lekcje. Po drodze aresztowało go UB. Chłopak działał w antykomunistycznej organizacji „Mała Dywersja”. Urząd Bezpieczeństwa rozpracowywał wtedy także inne młodzieżowe organizacje niepodległościowe i patriotyczne – „Słoneczko” i „Partyzantkę Podziemną” – wsadzając do więzień tych, którzy już w młodym wieku stawali się śmiertelnymi par excellence wrogami komunistycznego systemu. O wielu takich sprawach prowadzonych przez stalinowskie potwory w togach sędziowskich i prokuratorskich napisał w „Bestiach” Tadeusz M. Płużański. Oto jak wedle akt sprawy Jerzego Biesiadowskiego, prowadzonej w 1990 r. przez Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wyglądały sposoby wydobywania zeznań...
Tomasz Łysiak
Działo się to niedaleko Kowna. Był czerwiec 1812 r. Napoleon Bonaparte założył mundur oficera polskiego 6. Pułku Ułanów i wyszedł nad brzeg rzeki. Przed nim wił się szeroki nurt Niemna. Cesarz przyglądał się przeciwległym brzegom, na które miała przeprawić się Wielka Armia, by w morderczej kampanii zgnieść cara Rosji. Za wodą czekało Imperium. Zaczynała się Druga Wojna Polska – tak oficjalnie nazwał tę wielką operację sam Bonaparte w rozkazie podpisanym w Wiłkowyszkach, tuż przed atakiem. „Polska wojna” i kwestia nadrzędnych wartości Ten polski mundur włożony przez słynnego Korsykanina służył jako kamuflaż umożliwiający lustrowanie okolicy i spokojne rozpoznawanie pozycji wroga. Lecz poza tym można w nim zobaczyć symbol – przywdzianie sarmackich „barw” na rozpoczęcie „polskiej wojny...
Tomasz Łysiak
Jaki jest kształt, wymiar owej wolności? Jaka jest jej barwa i jakość? Trudno mówić przecież o całkowitej wolności – zarówno w wymiarze ludzkim, jak i narodowym – gdy własne lęki, uprzedzenia i egoistyczne interesy powodują, że traci się z oczu najwyższe ideały. Człowiek wolny to ten, który żyje wedle pięknych wartości. Czyż tej prawdy nie należy rozciągnąć także na życie państw i narodów? Czarowne dni tęsknoty i woli W 1933 r. potrafiono unieść Pamięć o pokoleniach patriotów do rangi najwyższej. Organizowano setki uroczystości honorowych w całym kraju. Przewodnictwo Komitetu Honorowego objęła Aleksandra Piłsudska. Starzy, siwiuteńcy weterani, w granatowych mundurach ze srebrnymi cyframi 1863 na pagonach, byli w tych dniach bohaterami całego Narodu. Wieczorem, w Noc Styczniową,...
Tomasz Łysiak
Cyrkowe widowisko ma to do siebie, że – za pomocą sztuczek iluzjonistów, zręcznej woltyżerki i popisów treserów – wzbudza emocje widowni, która wznosi okrzyki zdziwienia i zastanawia się, czy człowiek skaczący na trapezie spadnie, czy też utrzyma się wysoko w powietrzu. Nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie traktuje całej sprawy serio – prestidigitator wyciąga papugę spod płaszcza i zamienia ją w wielobarwny melonik jedynie ku uciesze i zabawie. Każdy wie, że papuga nie jest tak naprawdę melonikiem, a jednak „kupuje” zabawę i konwencję, w końcu za to zapłacił w kasie cyrku. Minister cyrkowiec Takim widowiskiem zostaliśmy uraczeni pod koniec roku przez polskiego ministra spraw zagranicznych, który rozpoczął kampanię medialną pt. „Oddajcie wrak”. Jak z iluzjonistycznego cylindra...
Tomasz Łysiak
Uratowana z pożogi, czyli na plecach św. Jacka Największa metropolia tej części Europy, stolica Rusi, porównywalna jedynie z Konstantynopolem, miała upaść. Zagłada czekała liczne cuda architektury kijowskiej, m.in. Cerkiew Dziesięcinną mierzącą 45 m wysokości, zbudowaną z chersońskich marmurów, o kolorowych witrażach wypełniających okna i wielkim rydwanem z brązu przed wejściem. Gdy gród Kija, tak malowniczo położony na wzgórzach, płonął, ciągle jeszcze opierając się najeźdźcom, w drewnianym kościele o.o. Dominikanów rozegrała się scena, która stała się częścią legendy jednego z najwspanialszych polskich świętych – Jacka Odrowąża. Ten uczeń samego świętego Dominika, pierwszy polski „pies pana” (Domini canis), był nie tylko założycielem polskiej prowincji zakonu, ale także szerzył...
Tomasz Łysiak
Kule propagandy Tłum zgromadzony w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych zamarł. Niewiadomski stał spokojnie, czekając, aż ktoś go zatrzyma i aresztuje. Nikt nie podchodził. Zamachowiec podniósł rękę z pistoletem w górę i czekał. Dopiero po dłuższej chwili rzucono się w jego stronę. Był 16 grudnia 1922 r. Półtora miesiąca później Niewiadomski nie żył – sam zażądał dla siebie kary śmierci. Ale pociski, które wtedy zostały wystrzelone z browninga, zostaną użyte ponownie. Teraz. W 90. rocznicę zabójstwa. Staną się „kulami” propagandowymi i posłużą usprawiedliwianiu szerokiej akcji zamykania prawicy ust. Akcji, która toczy się w imię haseł nawołujących do walki z „mową nienawiści”. Metoda jest jasna – należy najpierw postraszyć, ukazać przerażające efekty prawicowego języka, a później...
Tomasz Łysiak
Jeden z najwybitniejszych poetów w historii naszej cywilizacji Quintus Horatius Flaccus, czyli Horacy, był nie tylko genialnym „rytmopisem”. Dokonał także niezwykłej, mistrzowskiej sztuki: udało mu się zachować dziewictwo, dając jednocześnie – mówiąc kolokwialnie – „czterech liter”. Pisał bowiem o cnotach, wartościach i kulturowych zdobyczach rzymskiego świata, będąc jednocześnie uwikłanym w polityczną zależność od Mecenasa i Oktawiana Augusta. Cena była warta tej gry – dom w Sabinium i spokojne, opływające w dostatki życie. Łatwiej było Horacemu zapomnieć o tym, że kiedyś wyznawał republikańskie ideały i stał po stronie Brutusa w walce przeciw despotyzmowi, ponieważ poczuł opiekuńczą rękę władzy, która nie tylko grozi, ale też hojnie nagradza. Uczynił więc Mecenasa jednym z bohaterów...
Tomasz Łysiak
Domniemywano, że przyczyną mógł być zawód miłosny. Autor współczesnej biografii Słowackiego zasugerował wręcz, że Spitznagel zabił się, gdyż został „odrzucony” przez Juliusza. A takie „odrzucenie” nabiera w narracji wyraźnego klimatu insynuującego homoseksualizm wieszcza. W tym miejscu wypadałoby zapytać działaczy środowisk homoseksualnych, dlaczego nie wezmą Słowackiego na sztandary, jeśli robią lesbijkę z Marii Konopnickiej? Skoro autorkę „Roty” czynią bojowniczką o tęczową szczęśliwość świata i – nie mając na to żadnych dowodów – sugerują jej zboczenie, to czemu nie sięgną po inne, może i większe nazwiska? Jeśli bowiem zastosować ten sam sposób myślenia, wyciągania logicznych wniosków, dowodzenia i przedstawiania światu wyników swoich „badań”, to homoseksualistą można zrobić każdego...
Tomasz Łysiak
Kwestia powinności Cóż owa figura symboliczna mogła znaczyć dla zwiedzających wystawę w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w roku 1912? Równo sto lat temu? Przed obiema wojnami, dwudziestoletnią naszą Niepodległością, a potem dużo dłuższym zniewoleniem? Jakiego znowu nabrała znaczenia teraz, równo wiek później? Co przynosi nam Fatum w ostatnich latach, gdy dotknęła nasz naród smoleńska tragedia? Jak się z nami obchodzi ów Los w czasie, gdy śmierć głowy państwa polskiego i członków elit Rzeczypospolitej nie tylko nie może doczekać się rzetelnego, uczciwego śledztwa, lecz także – co równie bolesne – odpowiedniego rangą, symbolicznego upamiętnienia w postaci pomnika? Tymczasem obie te sfery – praktyczno-sądowa i duchowo-moralna – domagają się prostych w istocie czynności: zrobienia tego...
Tomasz Łysiak
Posłowie PO i Palikota blokują Pamięć Rozpoczynał się niezwykły okres, w czasie którego bardzo słabo uzbrojone oddziały polskie stawiały półtoraroczny opór najpotężniejszej ówczesnej armii europejskiej. Walka ta kosztowała naród polski krwawą ofiarę, ale przyniosła duchowe owoce, które później pozwoliły wywalczyć Niepodległość, a potem przetrwać II wojnę światową oraz okupację sowiecką aż do obalenia komuny i ponownego odzyskania suwerenności. Symbolikę i ikonografię powstańczą wykorzystywały często środowiska solidarnościowe, drukując podziemne materiały, artykuły i znaczki pocztowe nawiązujące do styczniowego zrywu. Właśnie dlatego, że to rok 1863 pokazał, jak nawet przy wielkiej dysproporcji siły fizycznej można prowadzić walkę ze złem, gdyż w ostatecznym rozrachunku liczy się...
Tomasz Łysiak
Kiedy Hektor ruszał do ostatecznej walki z Achillesem, jego sędziwy ojciec, król Priam, prosił, aby tego nie robił. Tłumaczył, że jeśli zginie z ręki Achilla, wtedy cały Ilion czeka zagłada. A sam król będzie po śmierci pohańbiony przez wroga: „Gdy brodę zbielałą, włos siwy i ciało sędziwe psy głodne kłami poszarpią i starca bezwstyd obnażą – nie ma straszliwszej niedoli od tej dla ludzi śmiertelnych". Priam uważał, że pohańbienie ciała władcy, dokonane na oczach jego podwładnych, jest najgorszym ciosem wymierzonym w ich honor i dumę. Najmocniej boli. Bardziej niż śmierć sama. Bo odziera z godności. Uwłacza. Zrywa nimb wielkości… Ukazanie światu, na rosyjskiej stronie internetowej, okaleczonych, nagich zwłok prezydenta Rzeczypospolitej jest czynem o wymiarze dzikim, bestialskim,...
Tomasz Łysiak
Historie alternatywne, political fiction czy też historical fiction, są ostatnio – jak mawiają Francuzi – „à la une”, czyli zajmują pierwsze strony gazet. A to w dużej mierze za sprawą książki Piotra Zychowicza „Ribbentrop–Beck” i dyskusji, jaka przetoczyła się w mediach na temat „co by było, gdyby”. Jak potoczyć by się mogła historia Polski, jeśli Rzeczpospolita sprzymierzyłaby się z III Rzeszą. „Mocarstwo”, najnowsza powieść Marcina Wolskiego, siłą rzeczy wpisuje się w intelektualny krajobraz tej debaty, nawet jeśli czyni to poprzez wizję literacką. W lekkiej, klasycznej już u tego autora formie książka dotyka wielu cierni tkwiących w naszej zbiorowej pamięci, a niektóre z nich „wyjmuje”, by wysnuć zupełnie nową opowieść. Niezwykle optymistyczną. Jak mogłaby wyglądać rzeczywistość...
Tomasz Łysiak
Kijem w Kukiza, Rymkiewicza i Skowrońskiego Dlatego musiano z trybunem coś zrobić bardzo szybko i bardzo stanowczo. Kilkuset nobliwych senatorów w rozwianych togach, każdy z kijem w ręku, wpadło na forum i zatłukło Tyberiusza jak wieprza. Niedaleko świątyni Wierności. Tuż obok siedmiu posągów królewskich. Ciało wrzucono do Tybru. Wraz z trzema setkami ciał jego zwolenników. Potem prawdopodobnie senatorowie odrzucili kije ze wstrętem, umyli porządnie ręce i kazali przeczytać niewolnikowi kilka ustępów z jakiegoś poety lub ulubionego greckiego filozofa. W końcu wysoka kultura to rzecz, która charakteryzuje Rzymianina. Tak jak – uwieczniana na posągach – toga okrywająca ciało czy zwój z literaturą w dłoni. Nie na darmo taka prowincja, która uznawana była za zromanizowaną na tyle, że...
Tomasz Łysiak
Grecki historyk, filozof, autor starożytnych esejów moralnych Plutarch z Cheronei jest znany przede wszystkim jako pierwszy twórca biografii – spod jego pióra wyszło prawie pięćdziesiąt słynnych „Żywotów równoległych”. I to właśnie dzięki nim zapisał się najmocniej w historii kultury europejskiej. Co ciekawe, tworzył owe żywoty w dużej mierze dla młodzieży, także dla własnych dzieci. Można by rzec, iż podążał śladem szlachetnej, antycznej triady miłosnej, w której jest miejsce na – parafrazując Okudżawę – trzy miłości. Po pierwsze było to umiłowanie rodziny: niezmiennie i głęboko kochał swoją żonę Timoksenę oraz czterech synów i jedną córkę; po drugie szczery patriotyzm – ojczyznę widział nie tylko we własnej „polis”, czyli Cheronei, ale także w krainie helladzkiej Beocji i szerzej, w...
Tomasz Łysiak
Z Kaźmirakiem czy z „Wilkami” W czasie wojny, we wsi Owczarnia, na opanowanej przez Niemców Lubelszczyźnie, doszło do krwawej jatki. Oddział AL dowodzony przez „Cienia” (Bolesława Kaźmiraka) natknął się na odpoczywający na kwaterach pododdział AK podporucznika „Moczara” (Mieczysława Zielińskiego). Najpierw doszło do strzelaniny, bo obie strony wzięły się za Niemców. Po krótkim czasie nieporozumienie wyjaśniono. Zaczęto się witać, stając w dwuszeregu naprzeciwko siebie. Nagle „Cień” strzelił z pistoletu do dowódcy AK. I w ruch poszły karabiny ludowców. Rozpoczęła się egzekucja. Mord był zaplanowany… Z martwych akowców zdarto buty i mundury. Ciała wrzucono do dołu. Razem z zastrzelonym przypadkowo psem. Zabójca nigdy nie poniósł żadnej kary. Pułkownik „Cień” zmarł w 1966 r. Został...
Tomasz Łysiak
Z bramy Cytadeli warszawskiej wyjechało pięć czarnych wózków. Obok każdego z nich szedł spowiednik. Na miejsce kaźni wieziono skazańców – Romualda Traugutta, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego. Był 5 sierpnia 1864 r. Zbliżała się godzina dziesiąta. Na szubienicy miał się właśnie dokonać ostatni akt Powstania Styczniowego. Wokół niej zgromadziły się milczące, wielotysięczne tłumy, odgradzane kordonami wojska. Grały bębny. Powstańcom nie związano rąk. Sami zakładali na siebie duże białe koszule. Gdy stanęli pod belką, rozpoczęto czytanie wyroku. Sentencja liczyła kilkanaście stron. Beznamiętny głos rosyjskiego urzędnika niósł się daleko w tej potwornej ciszy, która otulała stok Cytadeli. Jedynie Traugutt nie słuchał. Rozmawiał szeptem ze...
Tomasz Łysiak
Wśród różnych ciekawych wątków biografii przykuł moją uwagę ten dotyczący poglądów malarza na sprawę odpowiedzialności człowieka za jakość wykonanych przez siebie dzieł. Jakby każdy w swoim życiu był, w pewnym sensie, rzemieślnikiem, który dając coś światu, jednocześnie staje się odpowiedzialny za to, co stworzył. Jak szewc za zrobione buty. Tymczasem, gdy spojrzy się na funkcjonowanie polskiego państwa, można odnieść wrażenie, że słowo „odpowiedzialność” zniknęło z oficjalnego słownika. A przecież polityk tak naprawdę nie różni się niczym od szewca: obaj biorą pieniądze za to, żeby ludziom „żyło się lepiej”… Oczy kłamią, ręce nigdy Pierre-Auguste Renoir urodził się w 1841 r. Jako kilkuletni chłopiec przyjechał do Paryża wraz z rodziną, powozem, a gdy umierał w 1919 r., po niebie...
Tomasz Łysiak
Gogolowska fantasmagoryczna wizja Rosji staje się więc szkiełkiem, które przyłożone do polskiej rzeczywistości pozwala zobaczyć ją z odpowiedniej perspektywy, odczytać w innym wymiarze. Umożliwia wychwycenie absurdalnie wykrzywionych kształtów i form, które obserwowane wcześniej bez tego szkiełka wydawały się naturalne. Siłą przyzwyczajenia. Tymczasem oko należy uzbroić w aparat optyczny. Gogol nadaje się do tego celu wyśmienicie. Tym bardziej że mistrz groteski z Polską i Polakami miał pewną styczność. Antypolski fałsz czy rozbicie duszy W Petersburgu przy obecnej ul. Kazańskiej, pod numerem 37, mieścił się dom wytwórcy karet, powozów i ekwipaży, Joachima. W tej samej kamienicy wynajmowali pokoje polski wieszcz Adam Mickiewicz i początkujący pisarz małoruski Nikołaj Wasiliewicz...
Tomasz Łysiak
Cmentarzysko przy Via Appia Cenzor był za życia znany z szacunku, jakim darzył ludzi – podobno spacerując ulicami Rzymu, trzymał pod rękę niewolnika. Sługa znał na pamięć imiona oraz przydomki rodowe Rzymian i podpowiadał je na ucho swojemu panu. A ten pozdrawiał przechodniów po imieniu, nie robiąc różnicy między plebejuszami i patrycjuszami. Los chciał, że właśnie budowniczy pierwszej wielkiej rzymskiej drogi dał się poznać od takiej strony – był urzędnikiem państwowym, który szanował ludzi. I dawał im to odczuć. Sama zaś Via Appia stała się nie tylko traktem spełniającym rolę transportową, ułatwiającą handel czy przede wszystkim szybki przemarsz legionów, lecz także rzymskim cmentarzyskiem. Pochówek w obrębie miasta był zabroniony, więc największe rody stawiały swoje grobowce przy...
Tomasz Łysiak
Malował piórem ognistą atmosferę konfederacji barskiej. Walki z Kreczetnikowem i Hajdamakami. Rzezi religijnej, w której z rąk prawosławnych zginęły dziesiątki tysięcy polskich katolików. Głównym bohaterem dramatu uczynił niezwykłą postać – proroka, wieszcza, duchowego ojca konfederatów – karmelitę Marka Jandołowicza. W XIX w. znaną prawie każdemu. Teraz – pewnie nielicznej garstce. Słowacki, pisząc o czasach konfederacji barskiej, wiedział, że czytelnicy będą znali realia. Że zrozumieją, gdzie i dlaczego rzecz się dzieje, o kim i o czym będzie mowa: operował takim zestawem pojęć i symboli, który był po prostu zrozumiały dla odbiorców. Sam także czytał i rozumiał, co przekazują mu inni. Gdy otwierał swoją ulubioną „Iliadę” w tłumaczeniu Franciszka Dmochowskiego, już na pierwszych kartach...
Tomasz Łysiak
Co dziś napisałby Kochanowski Wieczór nabrał znaczenia iście metafizycznego, godnego szekspirowskiego oka, tyle w nim było symboliki. Oto wśród widzów jest wspaniały polski król, który właśnie ma w zamysłach wyprawę na Moskwę. Otóż i późniejszy hetman wielki koronny, współtwórca polskiego renesansu, a także polityczny wizjoner – Jan Zamoyski. Na scenie mamy dramat Kochanowskiego, który zapełniają postacie z „Iliady” Homera. Spektakl jest niezwykły, to coś w rodzaju – mówiąc językiem współczesnej krytyki filmowej – „prequela” historii opiewanej przez greckiego poetę, wstęp do epickiej opowieści o upadku Ilionu. Zamoyski i Batory w skupieniu słuchają aktorów, którzy ubrani w helleńskie kostiumy mówią piękną polszczyzną Kochanowskiego, ale nawiązującą rytmem do antycznego heksametru. W...
Tomasz Łysiak
Kultura nahajki Najstarszy dziejopis europejskiej cywilizacji, Herodot, opisał wyprawę wojenną tajemniczego plemienia barbarzyńców, zwanych Scytami. Byli oni poza domem przez wiele długich lat, tocząc kolejne bitwy i zbierając blizny świadczące o ich męstwie. Kiedy wrócili do kraju, zobaczyli, że ich żony znalazły sobie nowych „mężów”. Już sama niewierność byłaby wystarczającym powodem wściekłości scytyjskich mężczyzn, ale w tym wszystkim było coś gorszego, coś, co w dwójnasób uwłaczało ich godności – białogłowy związały się bowiem z niewolnikami. Rozpoczęła się wojna, w której wojownicy pragnęli zabić tych, którzy niedawno byli ich własnością, a teraz zbrukali scytyjski honor. Walki trwały dość długo i nie przynosiły rozwiązania. Wreszcie jeden ze starych wodzów dał pozostałym...
Tomasz Łysiak
Braliśta pieniążek moskiewski Już w marcu 1901 r. „Wesele” wystawiono na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie. Gdy po ostatnim akcie opuszczono kurtynę, stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Zapadła cisza. Nawet jedna para rąk nie uniosła się do oklasków. Nie dlatego, że sztuka się nie podobała. Co prawda, niektórzy luminarze kultury, oburzeni na ostrość sądów o postawie elit, wyszli już w trakcie przedstawienia, jednak… Cisza ta wynikała z głębokiego wrażenia, jakie dramat wywarł na widzach. Wyspiański wbił słowami sztylet prosto w zasłonę osłaniającą polską duszę, rozdarł ten ciasno zawinięty kokon i dotknął strun najwrażliwszych. „Braliśta pieniążek moskiewski” – słuchał dręczony wyrzutami sumienia targowiczanin Branicki; Stańczyk wręczał dziennikarzowi kaduceusz rządów...
Tomasz Łysiak
Utwór poświęcony pomnikowi Piotra Wielkiego Aleksander Puszkin zatytułował „Miednij Wsadnik”. W polskiej tradycji literackiej zaczął funkcjonować jako „Jeździec Miedziany” dzięki Julianowi Tuwimowi, który za Mickiewiczem przetłumaczył rosyjskie „miednij” na „miedziany” zamiast na „miodowy”. W każdym razie pomnik cara jest wykonany z brązu i stoi na potężnym, ociosanym na kształt fali głazie. Puszkin w swoim poemacie, w surrealistycznej wizji ożywia postać jeźdźca. Bohater wiersza, Eugeniusz, najpierw rzuca w twarz cara obelgę, a potem biegnie jak szalony. Słyszy za sobą tętent kopyt. „I w bladym blasku ukąpany, wysoko wyciągając dłoń, ON, Jeździec goni go miedziany”. Mickiewicz na te słowa Puszkina odpowiedział w „Dziadach”: „Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda / Druga carowa...
Tomasz Łysiak
Gdyby przeżył, miałby dzisiaj 84 lata. Ciekawe, co robiłby słonecznego, pięknego dnia w Warszawie, 1 sierpnia 2012 r., o godzinie „W”? Właśnie wtedy, gdy zawyją syreny… Gdy staną samochody… Kiedy zatrzymają się w biegu przechodnie, by choć przez chwilę oddać zadumą hołd bohaterom Umęczonego Miasta… Co pomyślałby sobie, gdyby zaraz po tych syrenach usłyszał dochodzące ze Stadionu Narodowego dźwięki koncertu Madonny? Czy w ogóle uwierzyłby, że to prawda? Że w wolnej wydawałoby się Polsce, w wolnej nareszcie Warszawie, w taki sposób czci się pamięć tych, którzy przelali swoją krew po to, żebyśmy w ogóle mogli budować biało-czerwone stadiony? Tymczasem koncert skandalistki i prowokatorki odbędzie się właśnie 1 sierpnia w Warszawie… Madonna ważniejsza od zbiorowej wrażliwości W mediach...
Tomasz Łysiak
Historia przyniosła wielu naśladowców, którzy Odwagę jako jedną z kardynalnych cnót pielęgnowali ze szczególnym pietyzmem. Naród polski przez tysiąc lat swojego istnienia, przez wieki wzlotów i upadków, mógł być dumny, że jest narodem ludzi Odważnych. Nawet wtedy, gdy los nas nie rozpieszczał. Mówiąc lakonicznie (czyli po „lakońsku”, co znaczy tyle samo jak „po spartańsku”) – „mieczy ci był u nas dostatek”. Co prawda mieliśmy swoją historię zaprzaństwa, tchórzostwa i narodowej zdrady, lecz w polskiej opinii powszechnej takie postawy zawsze zasługiwały na potępienie. Co więc się stało takiego, że wielu Polaków, z polskim rządem, premierem i tzw. elitą, zachowuje się jak wspierająca się wzajemnie i poklepująca po plecach grupa zwykłych tchórzy? A duża część mediów przyklaskuje polityce...

Pages