Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Na niewielkim cmentarzu stało piętnaście trumien zbitych z desek. Na jednej z nich leżał sztandar z wyszytym białym orłem. Podrywał go ciągle do góry ciepły wiatr. Jak wiele lat później stronice Biblii podczas pogrzebu naszego papieża. Do jednej z trumien podszedł siwiejący już żołnierz polski. Leżał w niej jego syn – Bronisław Łuszczewski. Obok ojca stanął młodszy, siedemnastoletni brat poległego. Matka, gdzieś daleko, w Polsce – jeszcze nie wiedziała W lipcu 1917 r., w koszarach Blocha w Warszawie, legioniści I Brygady mieli złożyć przysięgę na wierność sojuszniczą. Oddziały ustawiono na dziedzińcu. Naprzeciwko – jak można to dostrzec na pewnym archiwalnym zdjęciu – przygotowano krzesła dla przedstawicieli Rady Stanu. Zajechał samochód. Wyszło z niego kilku dżentelmenów, a także...
Tomasz Łysiak
Gdyby iść tropem interpretacji uznającej pułkownika Kuklińskiego za zdrajcę, wtedy za takowych należałoby uznać wszystkich powstańców listopadowych. I jednocześnie trzeba by na nowo zbudować pomnik lojalnych generałów, który z taką zaciętością rozwalili w drobny mak Polacy tuż przed odzyskaniem niepodległości Słowo „kontrowersyjny” jest jednym z tych słów-wytrychów używanych ostatnimi czasy, które umożliwia zajęcie dość wygodnej pozycji we wszelkiego rodzaju sporach, dotyczących ocen postaci z naszej historii. Mówi się „kontrowersyjny” i ma się właściwie tzw. święty spokój, bo chowając się za tym stwierdzeniem, można uniknąć opowiedzenia się po konkretnej stronie. Doprowadza to w zasadzie do absurdów piętrzących się jeden za drugim. Jakby w historii dawnej czy współczesnej nie było...
Tomasz Łysiak
Trzeba iść za wskazaniami tych wielkich, którzy już kiedyś wytyczali nam drogę. Tych, którzy głosili  – dziczy ze Wschodu musimy mówić NIE. Trzeba na nowo wsłuchać się w głos Komendanta – właśnie w tym roku, który przed nami. W roku setnej rocznicy wyruszenia Pierwszej Kompani Kadrowej z krakowskich Oleandrów Juliusz Kaden Bandrowski w książce „Piłsudczycy” (1915 r.), genialnym reportażu z pól bitewnych I Brygady, skreślił także obraz samego Józefa Piłsudskiego. Już wtedy, zanim jeszcze rozpętał się dziki festiwal oszczerstw rzucanych na Komendanta – przed majowym przewrotem, przed fantastycznymi opowieściami o telefonie łączącym z Kremlem czy paszkwilami pisanymi przez endecję – Bandrowski trafnie opisał źródło agresji, która także wówczas i jego spotykała. Otóż Piłsudski –...
Tomasz Łysiak
Dwór polskiego premiera zapomniał, że władza powinna być służbą. Dla niego jest tylko przywilejem Gdy pod oknami pałacu demonstrował tłum, królowa Maria Antonina zapytała: „Dlaczego tak wyją?”. Gdy jeden z dworzan wyjaśnił, że są głodni – nie mają chleba – Austriaczka miała odpowiedzieć: „S’ils n’ont pas de pain, qu’ils mangent de la brioche!”. Tłumaczono to zazwyczaj na język polski, jako: „Jeśli nie mają chleba, niech jedzą ciastka”. Sama anegdota, chociaż smaczna, nie jest jednak prawdziwa. Po pierwsze, słowa te wypowiedziała zapewne Maria Teresa, żona Króla Słońce, a potem przypisywano je innym wysoko urodzonym damom panującym, gdy prezentowały wyniosły styl, co zresztą było normą. Po drugie, nie jest dobre samo tłumaczenie. Nawet Tadeusz Boy-Żeleński, który przełożył „Wyznania”...
Tomasz Łysiak
Byli i tacy, którzy woleli tańczyć. Nie wiedzieli tylko, że to taniec chocholi. Jeden Stańczyk siadał w fotelu i chmurzył czoło, myśląc o tym, że nie czas na bal, gdyśmy oddali Smoleńsk – on jeden miał moc odkupienia. I dzisiaj można zobaczyć jego smutnie pochyloną głowę. Bo nadal wielu tańczy. Nawet na wieść o utracie Smoleńska W naszej Tradycji czas przed Wielkim Postem zawsze stawał się okresem zabaw i hulanek. Carnevale – czyli „żegnaj mięso” – twierdzili jedni, wywodząc termin „karnawał” od starorzymskich obyczajów związanych z bachanaliami. Inni mówili, że owszem, nazwa wywodzi się z łaciny, lecz znaczy co innego, a mianowicie carneavaler, czyli „łykać mięso”. I jedno, i drugie wszakże wydaje się być uprawnione – Polak przecież, wiedząc, że czeka go czterdzieści dni wyrzeczeń, „...
Tomasz Łysiak
Orędzie noworoczne pana prezydenta wygłoszone w telewizji publicznej miało charakter uroczysty. Pan prezydent mówił na tle flagi polskiej i tej niebieskiej w żółte gwiazdy. Mówił ładnie i długo, tak by rodaków natchnąć otuchą na Nowy Rok i przekazać im, że przyszłość jawi się świetlana W kulminacyjnym momencie przemówienia pan prezydent ogłosił, iż zamierza nazwać autostrady w Polsce. Nadaje im imiona: Wolności i Solidarności. Zapewne w tej chwili podniosły się zwielokrotnione echem okrzyki: „Niech żyje, pan prezydent! Niech żyje, pan premier! Niech żyje, rząd!”. Jednocześnie jednak pojawiły się w sieci internetowej głosy szubrawców, mącicieli i szyderców, którzy zaczęli zwracać uwagę na fakt, że autostrady jeszcze nie istnieją, a odcinek prowadzący od Warszawy w stronę Niemiec...
Tomasz Łysiak
Książkę prof. Andrzeja Nowaka otwiera rozmowa przeprowadzona z Josifem Brodskim w 1990 r., a kończy wywiad, jakiego autorowi udzielił Jarosław Marek Rymkiewicz w kwietniu 2012 r. w Milanówku. Cała epoka – od przemian w dogorywającym Związku Radzieckim po posmoleńskie rozbicie polskiej rzeczywistości Zbigniew Herbert definiował intelektualistę nie poprzez przymioty mentalne, inteligencję czy zasób wiedzy, lecz poprzez kwestię obowiązku moralnego związanego z posiadanym darem – „podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę”. O gnuśności duchowej Jakie to ważne, przekonać się można, patrząc wokół na dziesiątki postaci chlubiących się tytułami naukowymi, dorobkiem, estymą wykształconych przez siebie studentów, piszących artykuły do gazet, pouczających z ekranów...
Tomasz Łysiak
Czy to dobrze, że Jarosław Kaczyński pojawił się na Majdanie? Nawet jeśli na tym samym placu stali banderowcy i powiewały czarno-Czerwone flagi? W odwiecznej walce, jaką toczymy z rosyjskim potworem, który nigdy nam nie odpuści, musimy zaciskać zęby i szukać dróg nas wzmacniających, a jemu wytrącających broń z ręki. W takich chwilach, kluczowych dla rozwoju historii nie tyle regionu, ile całego świata, należy robić to, co wiąże się z naszą przyszłością Według językoznawców powiedzenie „ruski miesiąc” wzięło się z różnicy między kalendarzem gregoriańskim a juliańskim. Prawdopodobnie widząc ową różnicę dwunastu dni pomiędzy jednym a drugim, ludzie nabierali przekonania, że ów „ruski miesiąc” trwa dłużej. Być może jednak należałoby ten termin zweryfikować? Słowo „ruski” miało przecież w...
Tomasz Łysiak
Dobry hollywoodzki scenariusz filmowy zaczyna się od postawienia sobie odpowiedniego pytania. Powinno się ono zaczynać od słów: „A co by było, gdyby...”. Znalezienie drugiego członu naprowadza na główną ideę opowieści, a odpowiedź staje się zalążkiem historii i podstawą do pracy nad konstrukcją całości. Scenariusz powinien mieć bowiem odpowiednią konstrukcję i proporcje – tak jak każde dzieło sztuki Najnowsza książka Marcina Wolskiego spełnia to kryterium. Jest odpowiedzią na pytanie: „A co by było, gdyby Polska przegrała z bolszewikami Bitwę Warszawską w roku 1920?”. I gdyby wysłannicy imperiów filmowych zza oceanu szukali dobrych historii, stanowiących gotowy materiał na film, powinni zwrócić uwagę na „Jedną przegraną bitwę”. Wehikuł wyobraźni Alternatywne historie nie są...
Tomasz Łysiak
Maurycy Mochnacki stał się „poetą” ubranym w mundur, wyprzedzając pokolenia Baczyńskich i Gajcych. Odniósł rany w bitwie o Olszynkę Grochowską, a te rany stawały się stygmatem szczególnie pojmowanej miłości ojczyzny. Takiej miłości, w której nie ma miejsca na szukanie półśrodków, nie ma miejsca na drogę na skróty, w ugodowym schylaniu karku i szukaniu porozumienia z wrogiem W Hotelu de Victoire, w Metzu, 14 stycznia 1832 r., Maurycy Mochnacki pisał list do matki. To był, jak sam zaznaczył, „pierwszy moment od wzięcia Warszawy”, gdy mógł zebrać spokojnie myśli i przelać je na papier. Każde zdanie, każde słowo tego listu świadczy o tym, kim był. Czuć i pióro genialne, i myśl przednią, i ducha patriotycznego. Starał się opowiedzieć matce, choć historia jawiła mu się „długa, tak dziwna jak...
Tomasz Łysiak
„Władza rządzi przez obsadzanie stanowisk. Władza przestaje być władzą, jeśli nie umie obsadzać stanowisk” – to słowa Nikołaja Jeżowa, jednego z najbardziej bezwzględnych aparatczyków sowieckiego kierownictwa, szefa NKWD w latach 30. Jeżow wiedział, o czym mówi – sam przeszedł długą drogę, pnąc się po kolejnych szczeblach kariery urzędniczej, wykorzystując do własnego awansu system władzy, który opierał się na bezwzględnej lojalności, ślepym posłuszeństwie i trwaniu przy przywódcy. Ci, którzy ośmielali się kroczyć drogą odstępców, reformatorów czy wewnętrznych opozycjonistów w partii, kończyli źle – jak Trocki, Zinowiew, Bucharin etc. Nawet jeśli któryś z akolitów Józefa Stalina stawał się jego zaufanym, mógł bardzo szybko nie tylko pożegnać się ze stanowiskiem, ale też za nadmiar...
Tomasz Łysiak
Po katastrofie smoleńskiej Polska podzieliła się na dwa obozy. Ten, który żąda prawdy, i ten, który zadowala się kłamstwem w imię świętego spokoju i niezadrażniania stosunków z Rosją. Dzisiaj więc też mamy do czynienia z zamkniętymi okiennicami. Jak w Kielcach, do których niegdyś wkraczała Pierwsza Kompania Kadrowa Zatrąbiono na zbiórkę do odjazdu. Przed zgromadzonymi plutonami i szwadronami przemaszerowali ze łzami w oczach oficerowie. Jechali do obozu w Beniaminowie. Z kolei szeregowcy ruszyli na stację kolejową w Ostrołęce. Ich miejscem odosobnienia był obóz w Szczypiornie. Tam mieli odpokutować więzieniem za swoją miłość do Polski. Miłość, którą najpierw wyrażali, przelewając swoją krew, a potem odmawiając – w trakcie słynnego kryzysu przysięgowego w roku 1917 – złożenia...
Tomasz Łysiak
Minęło równo 600 lat od wydarzenia, które stało się symbolem, jednym z kamieni węgielnych położonych pod potęgę Rzeczypospolitej, i jednocześnie widomym znakiem niezwykłej myśli politycznej Jagiellonów, która wyprzedzała swoją epokę. W niewielkiej miejscowości nad Bugiem, w Horodle, 2 października roku Pańskiego 1413 podpisano Unię Ten państwowotwórczy dokument, opatrzony dziesiątkami pieczęci, cementował Polskę i Litwę. Polska szlachta przyjęła pod swoje znaki herbowe litewskich bojarów katolickich. Dzięki temu politycznemu „małżeństwu” Litwa uzyskała m.in. gwarancję dość niezależnego bytu. Już zresztą sama treść porozumienia zawartego w Horodle była czymś wyjątkowym – została napisana pięknym, literackim językiem, i co najważniejsze, odnosiła się także do wartości duchowych. Jako...
Tomasz Łysiak
Ten, kto posiada władzę, ponosi także odpowiedzialność za to, co się dzieje pod jego rządami. Ducha tej dawnej, dziewiętnastowiecznej jeszcze odpowiedzialności nie znają ministrowie Tuska, on sam i jego urzędnicy. Sposób sprawowania władzy w Warszawie nie jest więc jakimś przypadkiem odosobnionym. To wykwit tego samego systemu, jaki w Polsce panuje już drugą kadencję – ciągłego „robienia dobrego wrażenia”, a nie pracy na rzecz dobra kraju i jego obywateli Komenda wykrzyczana przez generała Zabołockiego brzmiała – „Pli!” („Pal!”). Żołnierze zareagowali natychmiast. Palce nacisnęły spusty. Rozległy się strzały. Kule poleciały w stronę zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu ludzi. Pięć osób padło martwych na warszawski bruk. Stolica, a wraz z nią cała Polska, była wstrząśnięta tym, co...
Tomasz Łysiak
Praca niezależnych naukowców przyniosła na tyle dużo znaczących faktów przybliżających nas do poznania prawdy o katastrofie smoleńskiej i na tyle dużo elementów podważających w sposób bezdyskusyjny wersję Anodiny–Millera, że należało się z panami specjalistami rozprawić „Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku spojrzałem w dół. Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie, przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące i wszystkie w mundurach oficerów polskich [...]. Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! [...] Straszne. Ręce i nogi nawzajem splecione, wszystko uciśnięte, jak walcem. Poszarzałe, martwe, szereg za szeregiem, setka za setką, niewinni, bezbronni żołnierze. [...]...
Tomasz Łysiak
Za PRL „znaleziono” sposób na Mickiewicza – uwypuklono jego rusofilstwo i przyjaźń z Puszkinem. „Przyjaciele Moskale” i wpływ Towiańskiego na wizje życiowe Mickiewicza ułatwiły wykorzystywanie go przez reżimową propagandę. Nikt jednak  „Pana Tadeusza” nie skasował.   W gorącym okresie przed wybuchem Powstania Styczniowego, gdy na ulicach wrzało jak w tyglu, a najprostszy znak polskości powodował represje, specjalnego znaczenia nabierała każda polska głoska i litera. Jeśli z balkonu nad Towarzystwem Kredytowym przy ul. Erywańskiej zerwano czarnego orła, by na miejsce dwugłowego ptaszyska powiesić naszego, białego – uwaga była skupiona na tym, co niesie za sobą narodowego ducha, co go wyraża i co jest jego obrazem. Wtedy także polska literatura była spadkobiercą dawnej wielkości...
Tomasz Łysiak
Polska po raz kolejny uroczyście obchodzi dzień, w którym została napadnięta przez Niemcy. Za chwilę będzie obchodzić drugą rocznicę – ataku Sowietów. Obaj agresorzy próbowali na różne sposoby unicestwić Polaków. W tym także likwidując szkolnictwo.   Robili to na różne sposoby. Najprostszym było zamykanie szkół i uniwersytetów i po prostu zakaz nauki. Wiadomo jednak było, że takie środki nie wystarczą. Należało iść dalej. Zniszczyć tę tkankę, która mogłaby być przekaźnikiem kulturowej wielkości i nawet w warunkach całkowitego zniewolenia fizycznego po kryjomu kształcić Polaków na wolnych i mądrych ludzi. To dlatego był Katyń. I dlatego mordowano elity uniwersyteckie. Czy dzisiaj – kiedy ponoć żyjemy w wolnym kraju – edukacja przyszłych pokoleń leży na sercu naszych włodarzy? Gdy...
Tomasz Łysiak
Czym innym jest karanie przestępców, kierowanie się sprawiedliwością, a czym innym wykorzystywanie ulicznych burd i ekscesów do tego, by poszerzyć zakres swojej władzy. A jeszcze gorzej, gdy szukając pretekstów, tak się zmienia prawo, aby potem móc swobodnie eliminować politycznych przeciwników.   „Niebieskim jego oczom, już i tak niesamowitym i przenikliwym, cera jego twarzy dodawała w rzeczywistości jeszcze straszliwszego wyglądu. Miał bowiem na twarzy czerwonawą, chropawą wysypkę tu i ówdzie rozrzuconą po bladej cerze”. Tak Plutarch opisywał wygląd Lucjusza Corneliusa Sulli, tłumacząc jego przydomek. Ponoć jakiś szyderca wyśmiał go w Atenach wierszem: „Morwą mąka posypana – to jest właśnie Sulla”.   Listy proskrypcyjne Sulli   Dalej wielki biograf tłumaczy, że...
Tomasz Łysiak
Napawa mnie smutkiem postawa władz polskich uczelni, które nadając  tytuły Zygmuntowi Baumanowi, relatywizują oceny moralne postępków ludzkich. To jest przerażające. Bo każe po raz kolejny stawiać pytania o jakość naszych elit naukowych i środowiska akademickiego; środowiska, w którym piętnuje się ludzi takich jak prof. Pawłowicz (za światopogląd), a jednocześnie gloryfikuje innych (których światopogląd wiązał się z nagannymi uczynkami).   Daleko, daleko, tam, gdzie step Dzikich Pól wydaje się być morzem, po którym płynie się powozem jak korabiem czy łodzią, stała polska strażnica kresowa. Futor, z kilkoma budynkami gospodarczymi. Zbliżał się do niego jeździec. Po czym zsiadł z konia i wszedł do izby. W środku, za stołem siedziała niezwykła postać… W blasku kaganka wydawała...
Tomasz Łysiak
„Znamiona ludobójstwa” – jak to zgrabnie brzmi. Być może należałoby wprowadzić do polskiego kodeksu karnego takie przestępstwa jak „pozbawienie życia o znamionach morderstwa” albo „przywłaszczenie mienia o znamionach kradzieży”.   „Gdy nadszedł ranek, płacz i jęk ustały, tylko z dalekich części wsi dochodziły wciąż wycie i nagłe, gwałtowne łkania, jakby komuś nóż wbijano w serce albo wyrywano język. Ci, którzy w nocy byli żywymi żagwiami, leżeli teraz pokotem na polu, zwęgleni i czarni, a ponurzy mężczyźni szli ku nim z siekierami i dobijali, waląc obuchem albo przebijając widłami serca, płuca i wydłubując oczy.   Franek zacisnął zęby i milczał. Ich dom wciąż był cały. Odwrócił się, dotknął wargami twarzy Ołeny i poczuł smak łez”.   Dalszego opisu państwu oszczędzę....
Tomasz Łysiak
Wiele lat temu „Gazeta Wyborcza” rozpoczęła „festiwal” ataków na Armię Krajową, przypisując jej niegodne, antysemickie działania. A całkiem niedawno mieliśmy powtórkę tych samych tez w niemieckim serialu. „Obłęd ’44” już samym tytułem wpisuje się w proces niszczenia legendy Powstania.   „Warszawa, dawna stolica Polski, miasto o 1 300 000 mieszkańców przestało istnieć. Dymiące zgliszcza i bezmiar ludzkiej nędzy są widomymi oskarżycielami niepoczytalnego, potwornego szaleństwa tych, którzy, nie licząc się z rzeczywistością, doprowadzili do tak tragicznego finału. Żadne łzy i narzekania, największa rozpacz, nie odbudują tego, co zostało zniszczone, i nie wskrzeszą tych, którzy zginęli. Życie toczy się dalej i wymaga od tych, którzy pozostali, zdecydowanej postawy. Co mamy...
Tomasz Łysiak
Co pewien czas w telewizji pokazywany jest słodki, kojący obraz. Premier polskiego rządu wchodzi na posiedzenie Rady Ministrów. Wokół długiego stołu, wyprężeni jak oficerowie mający powitać dowódcę, stoją ministrowie. Uśmiechnięci, eleganccy, uładzeni. Premier po kolei każdemu z nich podaje rękę. To także skwapliwie wychwytują kamery. Ukłon za ukłonem. Zgięcie się w pas. Trzy zdawkowe słowa dla tych, co akurat w łasce, zimny uścisk dłoni dla tych, którzy ośmielili się dać choćby cień podejrzenia o wewnętrzny spisek i knowania.   Rytuał jest ciągle powtarzany i przedstawiany narodowi tak, by ten miał poczucie bezpieczeństwa, spoglądając na swojego władcę i otaczający go dwór. W jednej z ostatnich takich krzepiących serce scen dziennikarze wychwycili pewien dialog, jaki odbył się...
Tomasz Łysiak
Historia nie jest nauką martwą. Służy kształtowaniu bieżącej polityki i układu sił na międzynarodowej scenie. Dzieła sztuki trafiające do szerokiej publiczności i traktujące o „dawnych wydarzeniach” stanowią jeden z ważnych elementów dyplomatycznej walki o świadomość.   W styczniu 1650 r. wyprawiono z Moskwy do Polski posłów – bojarzyna Jerzego Gawryłowicza Puszkina, okolniczego Stefana Puszkina i pisarza poselstwa, diaka Gawryła Leontiewa. Oficjalnie jechali w celu „potwierdzenia wiecznego pokoju i w innych sprawach”. Jednak jeśli zważyć okazałość orszaku i wagę, jaką przyłożono do oprawy, rzecz wyglądała dość tajemniczo. Rzeczywiście – faktyczny cel wizyty posłów miał wypłynąć dopiero później. Najpierw sądzono więc, że poselstwo Puszkina wiąże się z trudną sytuacją...
Tomasz Łysiak
Kiedy 11-letni Julek Verne wymknął się z domu, aby odbyć upragnioną, romantyczną podróż statkiem w nieznane, nie wiedział, że wiele lat później jego własne doświadczenia i dziecięce marzenia staną się kanwą literackiej twórczości, która będzie rozgrzewać do białości wyobraźnię chłopców na całym świecie. Mały Juliusz zaciągnął się w 1839 r. na trójmasztowy szkuner płynący do Indii. Żaglowiec ruszył w drogę i gdy chłopak z radością patrzył na żagle wydęte wiatrem, a kapitan cieszył się, że ma chłopca okrętowego władającego perfekcyjnie żeglarskim żargonem – w oddali ukazał się dym. Smolista smuga wydobywała się z komina kutra parowego, najszybszego i najlepszego w okolicy, który mknął w pościgu, wynajęty przez ojca niedoszłego „15-letniego kapitana”. Przyszły autor powieściowych...
Tomasz Łysiak
Bezrefleksyjne transmisje z pl. Czerwonego pokazały, pod jak wielkim psychologicznym wpływem Rosjan jest nadal społeczeństwo polskie, jak bardzo Moskale zapanowali nad umysłami Polaków i jak nadal siedzą tam zakorzenieni, niczym dobrzy „przyjaciele”. Niby potępia się ich za „jakieś tam zbrodnie”, ale w gruncie rzeczy miło się wspomina   Pewnego dnia car Mikołaj I przechadzał się po Ogrodzie Letnim w Petersburgu. Mijał greckie rzeźby, przyglądał się klombom, zachwycał śpiewem ptaków. Nagle jego wzrok przyciągnął wartownik, który – wyprostowany jak struna – stał pośrodku dużego gazonu. Car pamiętał, że żołnierz zawsze wartował w tym miejscu, jednak nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym, czego właściwie pilnuje. Władca zbliżył się więc do sługi i zapytał. Jednak ten nie...
Tomasz Łysiak
Człowiek, który chce być wolny prawdziwie, musi przyjąć na siebie zobowiązania i je wypełniać. Wtedy staje się naprawdę wolny – przez dobrowolne (a nie narzucone) przyjęcie zasad moralnych i etycznych, a potem bycie im wiernym wbrew wszelkim okolicznościom i przeciwnym wiatrom. To paradoks – być wolnym przez samoograniczenie się.   Było południe. Pod murami mauretańskiego zamku Sohail, w pobliżu hiszpańskiego miasteczka Fuengirola, pasło się bydło. Krów pilnowało dwóch polskich żołnierzy w mundurach Czwartego Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego. Dzień upływał sennie i powoli. Nagle z ukrycia wyskoczyło kilkunastu hiszpańskich bandziorów, którzy rzucili się na Polaków. Jednego z czwartaków zamordowali. Drugi został ranny, ale udało mu się dotrzeć do zamku. Demonstracja siły...
Tomasz Łysiak
Rankiem 15 grudnia 1970 r., w trakcie spotkania z najwyższymi władzami, Władysław Gomułka wydał decyzję, że do „chuliganów” należy strzelać. Nikt z zebranych nie zaprotestował. Nie zgłosił wątpliwości. Nawet o nic nie zapytał. Milczenie także może być zbrodnią.    Było ok. godz. 20, kiedy w telewizji pokazał się wicepremier Stanisław Kociołek, który zaczął zachęcać stoczniowców, aby wrócili do pracy. Większość z nich mu zaufała. Być może uznano, że to znak opamiętania się władzy, że już wystarczy ofiar, a krwawe wydarzenia dobiegły końca. Tych pięciu zabitych w wyniku strzałów oddanych przez milicję i wojsko to i tak zbyt wiele. Ton wypowiedzi Kociołka mógł brzmieć pojednawczo w porównaniu z tym, co można było usłyszeć dzień wcześniej – 15 grudnia. Ten sam aparatczyk rzucał na...
Tomasz Łysiak
Wrak Tupolewa leży w Rosji. I będzie leżał. Jego los jest losem więźnia stanu. Wrak niesie za sobą jakiś sens i cel. On mówi. A mówi nie tylko o tym, co tragicznego zdarzyło się na wschodnim podejściu do lotniska Siewiernyj rankiem 10 kwietnia. Mówi o tym, po co tam leciał. Kogo wiózł. W jakim celu. Miasteczko Schlüsselburg leży nad brzegiem Newy, zaraz obok miejsca, w którym rzeka wypływa z wielkiego jak morze jeziora Ładoga. Mieścina sprawia wrażenie wymarłej – przy nabrzeżach stoją rdzewiejące, butwiejące kutry i brudne, nieruchome jak zastygłe potwory, koparki. Pomiędzy nimi, pomiędzy jakimiś komórkami z dykty i budynkami o odpadającym tynku, kręcą się wychudłe psy. Więźniowie wyspy Kiedy błotnistą drogą dotrze się na brzeg szeroko rozlewającej się rzeki, to na samym środku...
Tomasz Łysiak
Polska jako idea – ta właśnie, którą odczytujemy w skrzydłach naszego Orła, w jego hardym wzroku, w szponach, w bieli i czerwieni – ta Polska jest zabijana. Premier kraju, ongiś pełnego dumnych rycerzy, ściska się z nowym carem Wszechrusi nad pogorzeliskiem, w którym zginęła elita narodu. A kiedy nadchodzi rocznica – dzień, w którym Naród upamiętnia największą współczesną tragedię – ucieka do Nigerii. Skrywa się przed własnym Narodem w afrykańskim buszu.   Dzień 27 listopada Roku Pańskiego 1633 był w Rzymie ciepły, niemal letni, powietrze pachniało ponoć jak w lipcu. Poranek nie wróżył takiej pogody – był ciężki od chmur i wydawało się, że lada moment runie ulewa. Jednak obłoki rozsunęły się jak na zawołanie i promienie słońca dodały splendoru i odpowiedniej oprawy wydarzeniu,...
Tomasz Łysiak
Wąwóz Kaudyński w italskich Apeninach idealnie nadaje się na pułapkę. Wiedzie do niego tylko jedno wejście, wewnątrz zaś nie ma żadnych ścieżek, które umożliwiałyby ucieczkę. Nie wiadomo więc, dlaczego obaj konsulowie – Spurius Postumius Albinus i Titus Veturius Calvinus – podjęli decyzję o przejściu przez ów wąwóz. Może zgubiła ich pycha? A może zawiódł zwiad? W każdym razie legiony pomaszerowały w idealnym szyku, z łomotem caligarum na kamieniach wyściełających dno. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę dojdzie do klęski, która niechlubnie zapisze się w historii państwa założonego na siedmiu wzgórzach. Właśnie trwała druga wojna z Samnitami, prawdopodobnie był to rok 321 p.n.e. Wkrótce Wąwóz Kaudyński miał się stać synonimem nie tylko sromotnej porażki, ale także hańby i upokorzenia...
Tomasz Łysiak
Powrót polskiego Ducha Data wprowadzenia stanu wojennego nie była przypadkowa. Dopiero co w Horodle uroczyście obchodzono wspomnienie Unii Polsko-Litewskiej, a już zbliżała się kolejna ważna rocznica – zgonu Naczelnika Tadeusza Kościuszki. Moskale wiedzieli bardzo dobrze, że wokół tych wszystkich rocznic skupia się energia narodowo-wyzwoleńcza Polaków, że są one po prostu niebezpieczne i trzeba im przeciwdziałać. Na murach pojawiły się więc płachty papieru mówiące o „najwyższym rozkazie J.C.K. Mości”, a sygnowane przez ówczesnego namiestnika, hrabiego Lamberta. W myśl opisanych zasad, pełną władzę przejmowało wojsko, a sam generał-gubernator Aleksander Gerstenzweig obejmował zwierzchnictwo nad Komisjami Śledczymi. Najważniejszy był jednak zakaz dokonywania wszelkich ulicznych...
Tomasz Łysiak
Chciałbym ich zobaczyć wtedy w Resursie. Jak płonęły ich twarze wewnętrznym ogniem przyszłej walki... Byli przecież tacy sami jak ci, którzy potem w 1863 albo w 1944 r. śpiewali piosenki, głaszcząc bagnet opuszkiem palca. Jak dwudziestu czterech spiskowców Maurycy Mochnacki wspomina, że tańczyli. Był tam także obecny pułkownik Ludwik Kicki. W owym czasie już od dawna w cywilu, po tym, gdy odmówił Rosjanom dalszej u nich służby. Patrzył pułkownik na tę szalejącą grupę młodzieńców i ponoć ich „dziwny wyraz twarzy go uderzył”. Zapytał Adama Chłędowskiego: „Kto są ci, z którymi rozmawiał?”. I wtedy, jak wzmiankuje Mochnacki, redaktor Chłędowski odparł mu, iż „ta młodzież pojutrze wcale nie pląsy rozpocznie”. Ludwik Kicki, usłyszawszy o zamiarach powstańczych, rzekł: „Pałasz i pistolety...
Tomasz Łysiak
Całować czy być całowanym Kiedy w styczniu 1744 r. księżniczka niemiecka Zofia von Anhalt-Zerbst, późniejsza caryca Katarzyna, jechała do stolicy Imperium Rosyjskiego, napotkała specjalnego wysłannika carycy Elżbiety, Siemiona Kiryłowicza Naryszkina. Wiózł on list – specjalną instrukcję o wymogach petersburskiego savoir-vivre’u. Napisał ją nadmarszałek dworu von Brummer, wyjaśniając kandydatce na żonę przyszłego cara, iż w Rosji panują obyczaje nieco odmiennie niż w Prusach. O ile w Berlinie wystarczyło głęboko ukłonić się królowi, o tyle w Petersburgu należało się zachowywać z największą możliwą pokorą, a przy powitaniu zgiąć w hołdzie kark i ucałować dłoń carycy. Ten wręczony przez Naryszkina list musiał zrobić duże wrażenie na szczecińskiej pannie o niemieckiej błękitnej krwi – być...
Tomasz Łysiak
W roku 1790, gdy w Polsce obradował Sejm Czteroletni, a we Francji szalała rewolucja, znad Sekwany wysłano do Warszawy upominek dla członków naszego Zgromadzenia Narodowego. Były to przepiękne, ozdobne tabakierki. Na każdej z nich wyryto wypracowane przez żabojadów osiągnięcia nowej cywilizacji – prawa człowieka. Tabakierki wzbudziły spore zainteresowanie, w końcu były czymś niecodziennym. Jedną wziął do rąk nuncjusz papieski Mascardini i zaczął czytać, co też na niej drobnymi literkami wyściubiono. Nie doszedłszy do połowy nawet, odłożył tytoniowe puzderko i rzekł z odrazą – „Che legge buffone” („Cóż za prawo błazeńskie”). Kij wsadzony w szprychy historii przez szatana Gdybyż on i pozostali wiedzieli, ile nieszczęścia przyczynią owe leggi w przyszłości – z owych „praw człowieka”...
Tomasz Łysiak
Król lidyjski Gyges, zanim stał się władcą, został niejako namaszczony wyrokiem Pytii: „Otóż wyrocznia oświadczyła się za nim, i tak Gyges został królem”. A sam słynny Krezus, gdy planował zaatakować Persów, rozesłał specjalnych gońców, którzy mieli wypytać wszystkie możliwe wyrocznie, od Libii po Helladę – czy warto bić się z Cyrusem. Ilość darów, jakie wręczano przy okazji zasięgnięcia opinii wieszczek, wskazuje jasno, jaką wagę przykładano do ich głosu. Dość powiedzieć, że gdy trwała akcja kolonizacyjna na wybrzeżach Morza Śródziemnego, żadna polis nie powstawała bez zwrócenia się do kapłanek wdychających tajemnicze opary, które unosiły się ze szczeliny skalnej w jaskini delfickiej. Kapłanka taka, siedząc na specjalnym trójnogu, pozwalała sobie na twórczy „odlot”, który był skrzętnie...
Tomasz Łysiak
W styczniu 1848 – gorącego roku, który wstrząsnął Europą Wiosną Ludów – miało miejsce w Rzymie pewne spotkanie. W Koloseum stanęło naprzeciw siebie dwóch wielkich poetów i po raz pierwszy uścisnęli swoje dłonie. Byli to Zygmunt Krasiński oraz Cyprian Kamil Norwid. Przyjaźnili się potem, znajdując we wzajemnym kontakcie niezwykłą bliskość duchową. Świadek narodzin tej przyjaźni miał niezwykły wymiar – rzymska arena uświęcona męczeństwem chrześcijan była jak symbol wykuwającej się tożsamości Europy, w której na antycznym fundamencie wykwitała nowa siła, wywiedziona z duchowej nauki Nazareńczyka. Obaj poeci – i Krasiński, i Norwid – właśnie w prawowiernym katolicyzmie widzieli oparcie dla dążenia Polaków do odzyskania Niepodległości. Działalność towiańczyków i mistycyzm, który rządził...
Tomasz Łysiak
„Targowica” dla każdego Polaka jest synonimem słowa „zdrada”, tak jak na całym świecie „Termopile” rozumie się jako ideał mężnego oporu i bohaterskiej walki przeciw przeważającym siłom wroga. Mówiąc o kimś „targowiczanin”, to jakby obelgę najgorszą rzucić w twarz. Nie bez przyczyny w roku 1901 wielki polski literaturoznawca, prof. Stanisław Tarnowski, wyszedł z uroczystej premiery „Wesela” Wyspiańskiego, nieledwie trzaskając drzwiami. Postać Branickiego ukazana została w tym najpiękniejszym polskim dramacie w sposób aż nadto dla Polaków czytelny – hetman pławił się w moskiewskim złocie szarpany przez diabelskie siły. A ponieważ ród Branickich był skoligacony z Tarnowskimi, to taki obraz hetmana-zdrajcy był nie do zniesienia dla słynnego profesora o nieskazitelnej przecież opinii i wielkim...
Tomasz Łysiak
Wprzepiękny sposób zaczyna się tragedia Ajschylosa pt. „Prometeusz skowany”. Na pustym „skityjskim brzegu” Hefajstos wraz z Kratosem przykuwają łańcuchami do skały Prometeusza. Za jego miłość do ludzi: stworzenie człowieka i obdarzenie go iskrą bożą – pełną namiętności i ognia duszą ludzką. Kulawy Bóg-kowal płacze, uderzając młotem w żelazne okowy i przybijając szlachetnego tytana do zimnego kamienia. Ten zaś… milczy. W tym właśnie zobaczyć można wielkość Ajschylosa, że brakiem słów Prometeusza buduje całą siłę tej pierwszej sceny. Z ust Kratosa i Hefajstosa płyną potoki heksametru. A choć są piękne, to najmocniej „gra” … milczenie Prometeusza. Ci dwaj radzą nad nim, Kratos grzmi o wypełnianiu woli bogów, Hefajstos cierpi, wykonując zadanie sprzeczne z głosem serca. Młot huczy, stal...
Tomasz Łysiak
Pożegnałem tę serdeczną panią i zostawiłem ją samą. W cudownej enklawie polskości. W której czuła się szczęśliwa. Przez chwilę nawet jej zazdrościłem. Ta śmieszna polskość Bo gdzieś daleko, na zewnątrz, została ta Polska współczesna: z haniebnym zachowaniem rządu polskiego wobec największej tragedii naszego kraju w tym wieku; z tchórzostwem i serwilizmem okazywanym wobec obcych państw; z Anną Grodzką (mężczyzną, który twierdzi, że jest kobietą) – jako wicemarszałkiem Sejmu; z jednym wielkim spektaklem opluwania patriotów a wychwalania zboczeńców, popaprańców, słabeuszy i zniewieściałych mężczyzn; ze zrywaniem z tradycją; z niszczeniem tego, co katolickie, polskie, tego co – prawdziwe… Są jeszcze na szczęście tacy ludzie, którzy się temu przeciwstawiają. Lecz siłą są spychani do „...
Tomasz Łysiak
Krzyk narodu poetów Te pierwsze, „błędne” egzemplarze manifestu Powstania Styczniowego osiągnęłyby dziś na rynku antykwarycznym astronomiczną wartość. Sam tekst zaczynał się od razu od pięknych wersów: „Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy, porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec ich w nienawistny mundur rosyjski i pognać tysiące mil na wieczną zagładę i zatracenie. Polska nie chce, nie może poddać się bezopornie temu sromotnemu gwałtowi, pod karą hańby przed potomnością, powinna stawić energiczny opór”. Manifest 22 stycznia 1863 r. był nie tylko odezwą, gorącym wezwaniem do walki, nie tylko formą rozkazu czy obwieszczenia woli, nie tylko przejawem istnienia tajnego...
Tomasz Łysiak
Dziewiątego czerwca 1860 r., kiedy z wolna na horyzoncie zbierały się chmury zapowiadające kolejną burzę dziejową, umarła wdowa po generale Sowińskim. On sam był już wtedy jednym z herosów mitologii polskiej, wniesiony do niej życiorysem bogatym w patriotyczne czyny. Bił się Józef Sowiński z Rosjanami, zapisując piękną kartę w trakcie napoleońskiej wyprawy na Moskwę i bitwy o Smoleńsk w sierpniu 1812 r., ale dopiero jego bohaterska śmierć w wolskim kościółku, w czasie Powstania Listopadowego, stała się przyczynkiem wyniesienia do termopilejskiego panteonu polskiego. Juliusz Słowacki „wpisał” go tam genialnymi pociągnięciami pióra, awansując „starca o drewnianej nodze” na jednego z wielkich duchów narodowych, który „nie jest świętym” ani „męczennikiem”, lecz po prostu „prawym Polakiem...
Tomasz Łysiak
W roku 1887 w Sankt Petersburgu ukazała się pewna arcyciekawa i dość nietypowa książka. Na karcie tytułowej widniało nazwisko autora – Nikołaj Iwanowicz Pawliszczew. Poniżej tytuł: „Siedmicy Polskawo Miatieża 1861–1864” („Tygodnie Polskiego Buntu” 1). Na dole frontyspisu znaleźć można było informację o tym, że została wydana przez niejakiego Bałaszczewa, którego zakład typograficzny znajdował się przy numerze 28 Kanału Katarzyny. Cała książka nie była jednak ani dziełem historyka, ani też powieścią. Był to wielki, składający się z wielu odcinków… donos. Zemsta Już samo miejsce wydania zdaje się mieć charakter symboliczny. Kanał Jekateriny. Jego nabrzeżem pędziła w 1881 r. kareta z Aleksandrem II Romanowem – carem, który „uśmierzył” Powstanie Styczniowe (używając rusycyzmu z...
Tomasz Łysiak
Na drugi dzień po klęsce pod Maciejowicami straszne wieści doszły do Warszawy. Nie dość, że w wyniku przegranej stanęliśmy rzeczywiście blisko finis Poloniae, to jeszcze ranny Kościuszko dostał się w ręce wroga. Major Fiszer pisał do generała Zajączka, że „Naczelnik mocno cięty w głowę, tak że kość nadwerężona i prócz tego dwa razy spisą pchnięty”. Potworna nowina z maciejowickiego boju była podawana z ust do ust. Warszawiacy szaleli z rozpaczy. Chodzili po ulicach z obłędem w oczach szlochając i krzycząc: „Ojczyzna ginie! ” lub „Już nie ma Kościuszki! ”. Michał Ogiński wspominał: „Widziano w tym dniu nieszczęsnym wielu, zbytkiem żałosnego uczucia przyprawionych o słabość; widziano niewiasty mdlejące, widziano dzieci nawet, topiące we łzach swe oczy i pytające się rodziców, gdzie jest...
Tomasz Łysiak
O tej trzeciej „dużej” insurekcji (wymawianej jednym tchem razem z kościuszkowską i listopadową) na ogół wie się bardzo mało. Nawet data 22 stycznia 1863 r. większości Polaków jest nieznana. Zwykle wiedza ogranicza się do stwierdzeń typu, że było to takie „leśne powstanie”, że „Traugutt” i że potem straszne „represje” oraz „rusyfikacja”. Ale za tym brakiem wiadomości idzie jednocześnie częste przekonanie co do „słuszności” lub też „braku słuszności” decyzji o wybuchu. Co drugi rodak lubi więc zapalczywie wziąć udział w dyskusji na temat powstania, o którym… nie wie prawie nic. Tymczasem fakt, że doszło do tej – rzeczywiście rozpaczliwej, prowadzonej przy prawie zerowych szansach militarnych – walki, jest nie tylko kwestią decyzji jakiejś grupki ludzi konstytuującej Komitet Miejski,...
Tomasz Łysiak
Jurek Biesiadowski miał siedemnaście lat i szedł z tornistrem na plecach do szkoły. Nie dotarł na lekcje. Po drodze aresztowało go UB. Chłopak działał w antykomunistycznej organizacji „Mała Dywersja”. Urząd Bezpieczeństwa rozpracowywał wtedy także inne młodzieżowe organizacje niepodległościowe i patriotyczne – „Słoneczko” i „Partyzantkę Podziemną” – wsadzając do więzień tych, którzy już w młodym wieku stawali się śmiertelnymi par excellence wrogami komunistycznego systemu. O wielu takich sprawach prowadzonych przez stalinowskie potwory w togach sędziowskich i prokuratorskich napisał w „Bestiach” Tadeusz M. Płużański. Oto jak wedle akt sprawy Jerzego Biesiadowskiego, prowadzonej w 1990 r. przez Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wyglądały sposoby wydobywania zeznań...

Pages