Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
Mija siedemdziesiąt lat od wybuchu Powstania Warszawskiego, a wciąż nie milkną głosy krytyczne o zrywie ’44, jakby wydarzenia z gruntu wojskowo-politycznego można było mierzyć jedynie laboratoryjną wagą posthistorycznej analizy Książę Jeremi Wiśniowiecki wysłał Skrzetuskiego z listem do atamana koszowego. Namiestnikowi było to na rękę, gdyż mógł po drodze odwiedzić Rozłogi, w których zostawił swe serce, a że burza wisiała nad Rzecząpospolitą, więc szalał z niepokoju. Słanie do Heleny Rzędziana z listami już nie wystarczało. Wyjechawszy z ową misją, wpadł do dworu kniaziówny, wymieniając z nią czułe pocałunki i miłosne przysięgi. Szczęśliwy ruszył dalej, aż dotarł do Kudaku, położonej nad brzegiem Dniepru polskiej twierdzy. Obroną zamku zarządzał niejaki Grodzicki. Ten komendant kudacki...
Tomasz Łysiak
Na jednym z krótkich ujęć wstrząsającego filmu Jana Komasy, który zmontowany został z prawdziwych zdjęć nakręconych przez operatorów AK podczas Powstania Warszawskiego, widać powstańców składających przysięgę. Dzięki pracy specjalistów od odczytywania słów z ruchu warg możemy ją znowu usłyszeć. – Ślubuję! – pada z młodych ust, a to „ślubuję” znaczy tyle co „oddam życie” Wielu z nich oddało je już niedługo po tym akcie strzelistym zaślubin z Rzecząpospolitą. Gdyż jest „parę starych zaklęć, dla których warto żyć”. I parę takich, dla których warto oddać życie. Potem ci młodzi chłopcy śpiewają „Rotę”. Fragmencik tylko: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, nie damy pogrześć…”. Chwilę później taśma się urywa. Ale dla nas ta pieśń nadal brzmi. Tę melodię i te słowa znamy doskonale, mamy je...
Tomasz Łysiak
To prywatne muzeum jest rodzajem sowieckiego skansenu na ziemiach polskich. Stoją tam m.in. pomniki Berlinga i Rokossowskiego, pod którymi w każdy Dzień Zwycięstwa składają kwiaty byli kombatanci, członkowie PZPR, milicjanci i ormowcy. To miejsce, do którego ciągle zjeżdżają sowieccy żołnierze, piją wódkę z gospodarzem, a potem oglądają zgromadzone eksponaty – radzieckie mundury i czapki, ordery i dyplomy, popiersia Lenina i maski przeciwgazowe, gwiazdy, sierpy i młoty w wielu wymiarach i odsłonach… Nie byłem tam. I nie mam zamiaru być. Być może dlatego, że już samo kupienie biletu wstępu byłoby rodzajem współuczestnictwa. Tak jak nabycie „Gazety Wyborczej” stanowi, nolens volens, udział w pewnym zagrażającym Polsce przedsięwzięciu.  Jednak w pobliskim miasteczku zobaczyłem...
Tomasz Łysiak
Wszelkie zależności konstytucyjne nie mają dla Donalda Tuska i jego ekipy żadnego znaczenia. Ważniejsza od oficjalnie zajmowanych stanowisk jest pozycja wynikająca z kolesiowatego układu. Zupełnie jakby banda kumpli z podwórka, z jakiejś niecieszącej się dobrą sławą dzielnicy, dorwała się do stanowisk, zgrywała ministrów, a jednocześnie robiła wspólnie interesy. I gdy tylko odwrócą się kamery i mikrofony, oddycha z ulgą, zrzuca garnitury i knajackim tonem peroruje, jaki interes jeszcze można ugrać, mając władzę w państwie August III Sas przyniósł Polakom wiele zmian obyczajowych. Wśród nich było także wąchanie tabaki. Stał się ów zwyczaj niezwykle popularny i w drugiej połowie wieku oświeceniowego do dobrego tonu należało wyciągnięcie ozdobnej tabakierki, zażycie szczypty, kręcenie...
Tomasz Łysiak
W innych okolicznościach, w wolnej już Polsce, dalej trzeba walczyć o ludzkie życie. Zabierane nie kulą karabinową. Zabijane w blasku świateł aborcyjnych gabinetów Są na tych okularach ślady krwi. Zaschnięte krople przetrwały do dzisiaj. Od 5 sierpnia 1944 r. W tę czarną, potworną sobotę do Szpitala Wolskiego przy ul. Płockiej przyjechali Niemcy. A dokładniej oddział z batalionu Azerów, krasnoarmiejców o mongolskich rysach twarzy, którzy sierp i młot zamienili na swastykę. Przynieśli ze sobą nienawiść do Polaków, dzikość, brutalność i chęć mordu. Przy wejściu czekali na nich dyrektor Józef Piasecki, prof. Janusz Zeyland, a także szpitalny kapelan, ksiądz Kazimierz Ciecierski. Oficer SS kazał prowadzić się do gabinetu dyrektora. Tam stanęli pod oknem. Wtedy Niemiec wyjął pistolet i...
Tomasz Łysiak
Wyrok w sprawie Tomasza Terlikowskiego to jedynie dalszy ciąg surrealistycznej historii, która rozgrywa się przed naszymi oczami od wielu lat – historii, w której Europa stacza się w barbarzyński niebyt, negując wszystkie podstawy cywilizacyjne, będące przecież jej fundamentem W 1984 r., w zapadłym regionie Kenii, zespół antropologów pod kierunkiem Richarda Leakeya dokonał niezwykłego odkrycia. W wyschniętym korycie rzeki Nariokotome jeden z naukowców natrafił na szczątki kostne. Były to niewielkie kawałki czaszki ludzkiej. Początkowo nie zrobiły one wielkiego wrażenia na Leakeyu, który zapisał w swoim dzienniku: „Nieczęsto zdarzało mi się widzieć coś mniej obiecującego”. Jednak w tym wypadku przeczucie go omyliło. Fragmenty czaszki okazały się jednym z najciekawszych odkryć...
Tomasz Łysiak
Cóż będą w przyszłości dzieci polskie wiedziały o postawach honorowych, o tym, co znaczy zdrada ojczyzny, jaki wydźwięk ma słowo „Targowica”, a jaki „patriotyzm”, gdy uczyć się będą na takich przykładach, jakie dało im państwo polskie w czasie pogrzebu sowieckiego generała Wojciecha Jaruzelskiego, zdrajcy i łotra, odpowiedzialnego za śmierć i nieszczęścia wielu Polaków, którego nie tylko nie ukarano stosownie do win, ale pożegnano na pogrzebie honorami, salwami żołnierskimi i uroczystymi przemowami prezydentów? W czerwcu roku 1793 targowiczanie utworzyli pułk, na którego czele stanął szlachcic Jan Suchorzewski. Ten sam, który życie własnego dziecka dawał „w zastaw”, by nie dopuścić do uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Ponadto Stanisław Szczęsny Potocki oraz Seweryn Rzewuski kazali wybić...
Tomasz Łysiak
Współpraca endecji z Sowietami nie ograniczała się jedynie do symbolicznego sekowania Marszałka Piłsudskiego i jego środowiska. To była także świadoma działalność agenturalna na rzecz Sowietów. Przykładem może być agent, którego sekretarz Arkadiew w swoich zapiskach określał jedynie inicjałem S. Był to niewątpliwie jeden z wysokich rangą polityków endecji, który przychodził do ambasady regularnie i nie tylko składał obszerne wyjaśnienia, ale nawet sugerował konkretne rozwiązania Z określeniem „pełnomocny przedstawiciel” mieli okazję zapoznać się Polacy w czasie prowadzonego przez MAK posmoleńskiego „śledztwa”. Co prawda, częściej używało się u nas słowa „akredytowany”, lecz w istocie, według zapisów załącznika nr 13 Konwencji Chicagowskiej, precyzyjnie powinno się właśnie mówić „...
Tomasz Łysiak
Ekipa od siedmiu lat dzierżąca władzę w Polsce nie tylko bagatelizowała zagrożenia, lecz także w wielu sprawach to „przyjaciele Moskale” i relacje z nimi stawały się ważniejsze niż dbanie o polski interes narodowy i ochrona naszych obywateli przed agresją 9 maja 1920 r. odbyła się w Kijowie niezwykła defilada. Była swoistym pozytywnym crescendo tzw. wyprawy kijowskiej – zamysłu polityczno-militarnego komendanta Józefa Piłsudskiego, który pragnął wcielić w życie swoją ideę federalistyczną. W myśl tej idei jedynie państwa wolnych narodów Europy Wschodniej mogły razem stworzyć siłę zdolną oprzeć się agresywnej rosyjskiej-radzieckiej polityce. Wolna Ukraina była częścią owego planu, a jej politycznym cementem miał być sojusz Piłsudski–Petlura. Gdy Polska była nieugięta Zanim jednak...
Tomasz Łysiak
Naszym przodkom przychodziło znosić najgorsze chwile ze strony „przyjaciół Moskali”, gdyż ci, recytując „Oniegina” – zabierali nam wolność, torturowali i zabijali w sposób iście barbarzyński W naszej rodzinnej leśniczówce zostało po nim niewiele pamiątek. Kilka zdjęć, listy i kartki pisane w okopach pod Łowczówkiem. I dwa sygnety z datą 1914. To pod Łowczówkiem Władek Leśniak, żołnierz piątego pułku piechoty Legionów, jako młodziutki chłopak poszedł do ataku, zdobywając stanowisko ogniowe nieprzyjaciela i order za cnoty wojskowe. Na jednej z tych niewielkich pożółkłych karteczek można przeczytać zdanie: „Jutro znowu idziemy walczyć z tą azjatycką dziczą”. On wiedział, dlaczego tak pisze do moich pradziadków, miał już wcześniej „przyjemność” spotkać się z rosyjskim wojskiem. Czuł to...
Tomasz Łysiak
Gdy ktoś obecnie smuci się faktem, że sejm nie popiera jednogłośnie uchwały honorującej cześć Papieża, wielkiego Polaka, może równie się zasmucić, patrząc na wydarzenia sprzed ponad 200 lat. Gdzie szukać przyczyn formowania się tysięcy współczesnych Suchorzewskich, którzy całkiem stracili umiejętność oceny podstawowych faktów i tkwiąc po uszy w propagandowym, de facto prorosyjskim sposobie myślenia, ciągle sobie roją, że są… „patriotami”? Świtem, 3 maja 1791 r., w Warszawie pogoda była piękna, a powietrze zdawało się być przesycone jakimś przedziwnym napięciem. W nocy z Pałacu Radziwiłłowskiego, gdzie obradowało blisko stu działaczy stronnictwa patriotycznego, wszyscy się przenieśli do mieszkania marszałka Małachowskiego i długie godziny radzono nad tym, co uchwalić na sejmie. Z kolei...
Tomasz Łysiak
Rzeź oszmiańska stała się jednym ze „składników” polskiej Golgoty – świadectwem okrucieństwa i dzikości Rosjan, a także przykładem chwalebnych postaw rodaków, którzy nie poddawali się w wysiłkach zmierzających do odzyskania Ojczyzny Oszmiana zapisała się w naszej pamięci jako jedno z tych miejsc narodowej kaźni, której męczeński wymiar tradycja narodowa, poezja i pieśń przeniosły w wymiar symboliczny. Ofiara nabiera wtedy głębszego sensu, gdy pamięć ludzka przywraca jej godność. A także wtedy, kiedy z uczynionego przez innych zła można – nawet po długim czasie – wykuć dobro. Dobrem ofiary życia wielu pokoleń Polaków była Niepodległość. Strzelać kartaczami W kwietniu 1831 r., po kilku bitwach i potyczkach na Litwie, powstańcy listopadowi pod dowództwem Karola hr. Przeździeckiego,...
Tomasz Łysiak
Nie mogą tego zrozumieć ludzie ze środowiska „Gazety Wyborczej” czy „Newsweeka”. W głowie im się nie mieści, że w dzisiejszych czasach ktoś może kłaść na szali cały swój dorobek, całe swoje życie, by w końcu prawda o Smoleńsku ujrzała światło dzienne Polski dziewiętnastowieczny mesjanizm odmieniany na wiele sposobów, przeżywany w ciszy domowego ogniska, podczas modlitw za ojczyznę, na ulicy w trakcie manifestacji przeciwko carskiemu okupantowi czy płynący z kart romantycznej literatury na stałe wpisał się we wrażliwość polską. I stał się częścią polskiej tożsamości – nawet wtedy, gdy jest nie tylko przedmiotem akceptacji, ale i krytyki. Tych spierających się i podających w wątpliwość ideę mesjanistyczną można porównać do stanowiska ateisty, który samym dyskursem o nieistnieniu Boga...
Tomasz Łysiak
Dowiedział się Kiliński od swojego kompana, że Igelström kazał zrobić „drewniane tabakierki na kształt półtrojaków, które w środku miały mieć z laków pieczęcie”. Miały być one wręczane „niektórym osobom polskim” w Warszawie i stanowić tajny znak rozpoznawczy, którego zadaniem była ochrona takiej osoby i jej rodziny przed „nożami osadzonymi na trzonki”. Zatem wszyscy ci, którym w jakiś sposób było z Rosją po drodze, mieli być ową tabakierką uratowani od zguby. Pewnego dnia szewc Jan Kiliński robił trzewiki dla oficera rosyjskiego, z którym często pijał wódkę. Dzięki temu, że był ów człowiek bliskim współpracownikiem Igelströma – Szweda zaprzedanego w służbę carycy, posła nadzwyczajnego, czyli ambasadora Rosji – stanowił doskonałe źródło informacji. A że wódeczka rozwiązuje języki i...
Tomasz Łysiak
Historia wiele razy pokazała, że Niemcy prowadzą z Polską grę równie bezwzględną co Rosja. Podobnie jak ona potrafią zakładać tysiące masek, grać przyjaciół, schlebiać, poklepywać po plecach, by po chwili stosować brutalne zasady eksterminacyjne w stylu kanclerza Bismarcka, który należał do polakożerców wybitnych Sejm Wielki zaczął się 6 października 1788 r. Ponieważ były to jeszcze czasy, kiedy publicznie ufano w Bożą Opatrzność, tedy i na samym początku obrad udali się posłowie do kolegiaty św. Jana na nabożeństwo. W kazaniu ksiądz kanonik Jezierski odczytał po łacinie fragment Biblii z księgi Mądrości (6, 3-4): „Nadstawcie uszu, wy, którzy panujecie nad narodami i jesteście dumni z mnóstwa ludów. Od Pana bowiem jest wam dana władza, / a moc od Najwyższego, który będzie badał...
Tomasz Łysiak
Historia „od białego caratu do czerwonego” nie skończyła się wraz z upadkiem komunizmu, gdyż był to upadek pozorowany. Kłamstwo rosyjskie, następnie bolszewickie i sowieckie, a teraz znów rosyjskie, jest cały czas wykwitem tego samego kłamstwa „założycielskiego”. Punktem zaś zwrotnym w historii współczesnej nie była Gruzja Na początku marca jedna z rosyjskich gazet, nawiązując do wypowiedzi sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego, określiła działanie Stanów Zjednoczonych przekroczeniem „czerwonej linii”. Mały erudycyjny żarcik moskiewskich dziennikarzy przemknął niezauważony, choć był powtarzany przez wiele innych mediów. Samo nawiązanie do terminu „cienka czerwona linia” może się oczywiście jankesom kojarzyć z książką Jonesa czy filmem Malicka, ale przecież – dla Brytyjczyków – to...
Tomasz Łysiak
Operacja miała nazwę „Winterübung”, czyli „Zimowe ćwiczenia”; ćwiczenia wojskowe, trzeba dodać, bo przecież równie dobrze można by pomyśleć, że chodzi o zimowe zgrupowanie sportowców. Na przykład przed Olimpiadą. I rzeczywiście, w czasie, o którym mowa, w roku 1936, Igrzyska Olimpijskie miały się odbyć w sierpniu w Berlinie. „Zimowe ćwiczenia” zostały natomiast zaplanowane przez Hitlera w lutym. A zaczęły się w marcu – wtedy właśnie do Nadrenii wjechały niemieckie czołgi, aby „remilitaryzować” obszar położony pomiędzy Niemcami i Francją, utworzony na podstawie postanowień traktatu wersalskiego Hitler grał bardzo ryzykownie – gdyby Francuzi wypowiedzieli mu wtedy wojnę, przegrałby na pewno. Wiele lat po wejściu do Nadrenii wspominał: „Co by było, gdyby kto inny, nie ja, stał wtedy na...
Tomasz Łysiak
Na niewielkim cmentarzu stało piętnaście trumien zbitych z desek. Na jednej z nich leżał sztandar z wyszytym białym orłem. Podrywał go ciągle do góry ciepły wiatr. Jak wiele lat później stronice Biblii podczas pogrzebu naszego papieża. Do jednej z trumien podszedł siwiejący już żołnierz polski. Leżał w niej jego syn – Bronisław Łuszczewski. Obok ojca stanął młodszy, siedemnastoletni brat poległego. Matka, gdzieś daleko, w Polsce – jeszcze nie wiedziała W lipcu 1917 r., w koszarach Blocha w Warszawie, legioniści I Brygady mieli złożyć przysięgę na wierność sojuszniczą. Oddziały ustawiono na dziedzińcu. Naprzeciwko – jak można to dostrzec na pewnym archiwalnym zdjęciu – przygotowano krzesła dla przedstawicieli Rady Stanu. Zajechał samochód. Wyszło z niego kilku dżentelmenów, a także...
Tomasz Łysiak
Gdyby iść tropem interpretacji uznającej pułkownika Kuklińskiego za zdrajcę, wtedy za takowych należałoby uznać wszystkich powstańców listopadowych. I jednocześnie trzeba by na nowo zbudować pomnik lojalnych generałów, który z taką zaciętością rozwalili w drobny mak Polacy tuż przed odzyskaniem niepodległości Słowo „kontrowersyjny” jest jednym z tych słów-wytrychów używanych ostatnimi czasy, które umożliwia zajęcie dość wygodnej pozycji we wszelkiego rodzaju sporach, dotyczących ocen postaci z naszej historii. Mówi się „kontrowersyjny” i ma się właściwie tzw. święty spokój, bo chowając się za tym stwierdzeniem, można uniknąć opowiedzenia się po konkretnej stronie. Doprowadza to w zasadzie do absurdów piętrzących się jeden za drugim. Jakby w historii dawnej czy współczesnej nie było...
Tomasz Łysiak
Trzeba iść za wskazaniami tych wielkich, którzy już kiedyś wytyczali nam drogę. Tych, którzy głosili  – dziczy ze Wschodu musimy mówić NIE. Trzeba na nowo wsłuchać się w głos Komendanta – właśnie w tym roku, który przed nami. W roku setnej rocznicy wyruszenia Pierwszej Kompani Kadrowej z krakowskich Oleandrów Juliusz Kaden Bandrowski w książce „Piłsudczycy” (1915 r.), genialnym reportażu z pól bitewnych I Brygady, skreślił także obraz samego Józefa Piłsudskiego. Już wtedy, zanim jeszcze rozpętał się dziki festiwal oszczerstw rzucanych na Komendanta – przed majowym przewrotem, przed fantastycznymi opowieściami o telefonie łączącym z Kremlem czy paszkwilami pisanymi przez endecję – Bandrowski trafnie opisał źródło agresji, która także wówczas i jego spotykała. Otóż Piłsudski –...
Tomasz Łysiak
Dwór polskiego premiera zapomniał, że władza powinna być służbą. Dla niego jest tylko przywilejem Gdy pod oknami pałacu demonstrował tłum, królowa Maria Antonina zapytała: „Dlaczego tak wyją?”. Gdy jeden z dworzan wyjaśnił, że są głodni – nie mają chleba – Austriaczka miała odpowiedzieć: „S’ils n’ont pas de pain, qu’ils mangent de la brioche!”. Tłumaczono to zazwyczaj na język polski, jako: „Jeśli nie mają chleba, niech jedzą ciastka”. Sama anegdota, chociaż smaczna, nie jest jednak prawdziwa. Po pierwsze, słowa te wypowiedziała zapewne Maria Teresa, żona Króla Słońce, a potem przypisywano je innym wysoko urodzonym damom panującym, gdy prezentowały wyniosły styl, co zresztą było normą. Po drugie, nie jest dobre samo tłumaczenie. Nawet Tadeusz Boy-Żeleński, który przełożył „Wyznania”...
Tomasz Łysiak
Byli i tacy, którzy woleli tańczyć. Nie wiedzieli tylko, że to taniec chocholi. Jeden Stańczyk siadał w fotelu i chmurzył czoło, myśląc o tym, że nie czas na bal, gdyśmy oddali Smoleńsk – on jeden miał moc odkupienia. I dzisiaj można zobaczyć jego smutnie pochyloną głowę. Bo nadal wielu tańczy. Nawet na wieść o utracie Smoleńska W naszej Tradycji czas przed Wielkim Postem zawsze stawał się okresem zabaw i hulanek. Carnevale – czyli „żegnaj mięso” – twierdzili jedni, wywodząc termin „karnawał” od starorzymskich obyczajów związanych z bachanaliami. Inni mówili, że owszem, nazwa wywodzi się z łaciny, lecz znaczy co innego, a mianowicie carneavaler, czyli „łykać mięso”. I jedno, i drugie wszakże wydaje się być uprawnione – Polak przecież, wiedząc, że czeka go czterdzieści dni wyrzeczeń, „...
Tomasz Łysiak
Orędzie noworoczne pana prezydenta wygłoszone w telewizji publicznej miało charakter uroczysty. Pan prezydent mówił na tle flagi polskiej i tej niebieskiej w żółte gwiazdy. Mówił ładnie i długo, tak by rodaków natchnąć otuchą na Nowy Rok i przekazać im, że przyszłość jawi się świetlana W kulminacyjnym momencie przemówienia pan prezydent ogłosił, iż zamierza nazwać autostrady w Polsce. Nadaje im imiona: Wolności i Solidarności. Zapewne w tej chwili podniosły się zwielokrotnione echem okrzyki: „Niech żyje, pan prezydent! Niech żyje, pan premier! Niech żyje, rząd!”. Jednocześnie jednak pojawiły się w sieci internetowej głosy szubrawców, mącicieli i szyderców, którzy zaczęli zwracać uwagę na fakt, że autostrady jeszcze nie istnieją, a odcinek prowadzący od Warszawy w stronę Niemiec...
Tomasz Łysiak
Książkę prof. Andrzeja Nowaka otwiera rozmowa przeprowadzona z Josifem Brodskim w 1990 r., a kończy wywiad, jakiego autorowi udzielił Jarosław Marek Rymkiewicz w kwietniu 2012 r. w Milanówku. Cała epoka – od przemian w dogorywającym Związku Radzieckim po posmoleńskie rozbicie polskiej rzeczywistości Zbigniew Herbert definiował intelektualistę nie poprzez przymioty mentalne, inteligencję czy zasób wiedzy, lecz poprzez kwestię obowiązku moralnego związanego z posiadanym darem – „podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę”. O gnuśności duchowej Jakie to ważne, przekonać się można, patrząc wokół na dziesiątki postaci chlubiących się tytułami naukowymi, dorobkiem, estymą wykształconych przez siebie studentów, piszących artykuły do gazet, pouczających z ekranów...
Tomasz Łysiak
Czy to dobrze, że Jarosław Kaczyński pojawił się na Majdanie? Nawet jeśli na tym samym placu stali banderowcy i powiewały czarno-Czerwone flagi? W odwiecznej walce, jaką toczymy z rosyjskim potworem, który nigdy nam nie odpuści, musimy zaciskać zęby i szukać dróg nas wzmacniających, a jemu wytrącających broń z ręki. W takich chwilach, kluczowych dla rozwoju historii nie tyle regionu, ile całego świata, należy robić to, co wiąże się z naszą przyszłością Według językoznawców powiedzenie „ruski miesiąc” wzięło się z różnicy między kalendarzem gregoriańskim a juliańskim. Prawdopodobnie widząc ową różnicę dwunastu dni pomiędzy jednym a drugim, ludzie nabierali przekonania, że ów „ruski miesiąc” trwa dłużej. Być może jednak należałoby ten termin zweryfikować? Słowo „ruski” miało przecież w...
Tomasz Łysiak
Dobry hollywoodzki scenariusz filmowy zaczyna się od postawienia sobie odpowiedniego pytania. Powinno się ono zaczynać od słów: „A co by było, gdyby...”. Znalezienie drugiego członu naprowadza na główną ideę opowieści, a odpowiedź staje się zalążkiem historii i podstawą do pracy nad konstrukcją całości. Scenariusz powinien mieć bowiem odpowiednią konstrukcję i proporcje – tak jak każde dzieło sztuki Najnowsza książka Marcina Wolskiego spełnia to kryterium. Jest odpowiedzią na pytanie: „A co by było, gdyby Polska przegrała z bolszewikami Bitwę Warszawską w roku 1920?”. I gdyby wysłannicy imperiów filmowych zza oceanu szukali dobrych historii, stanowiących gotowy materiał na film, powinni zwrócić uwagę na „Jedną przegraną bitwę”. Wehikuł wyobraźni Alternatywne historie nie są...
Tomasz Łysiak
Maurycy Mochnacki stał się „poetą” ubranym w mundur, wyprzedzając pokolenia Baczyńskich i Gajcych. Odniósł rany w bitwie o Olszynkę Grochowską, a te rany stawały się stygmatem szczególnie pojmowanej miłości ojczyzny. Takiej miłości, w której nie ma miejsca na szukanie półśrodków, nie ma miejsca na drogę na skróty, w ugodowym schylaniu karku i szukaniu porozumienia z wrogiem W Hotelu de Victoire, w Metzu, 14 stycznia 1832 r., Maurycy Mochnacki pisał list do matki. To był, jak sam zaznaczył, „pierwszy moment od wzięcia Warszawy”, gdy mógł zebrać spokojnie myśli i przelać je na papier. Każde zdanie, każde słowo tego listu świadczy o tym, kim był. Czuć i pióro genialne, i myśl przednią, i ducha patriotycznego. Starał się opowiedzieć matce, choć historia jawiła mu się „długa, tak dziwna jak...
Tomasz Łysiak
„Władza rządzi przez obsadzanie stanowisk. Władza przestaje być władzą, jeśli nie umie obsadzać stanowisk” – to słowa Nikołaja Jeżowa, jednego z najbardziej bezwzględnych aparatczyków sowieckiego kierownictwa, szefa NKWD w latach 30. Jeżow wiedział, o czym mówi – sam przeszedł długą drogę, pnąc się po kolejnych szczeblach kariery urzędniczej, wykorzystując do własnego awansu system władzy, który opierał się na bezwzględnej lojalności, ślepym posłuszeństwie i trwaniu przy przywódcy. Ci, którzy ośmielali się kroczyć drogą odstępców, reformatorów czy wewnętrznych opozycjonistów w partii, kończyli źle – jak Trocki, Zinowiew, Bucharin etc. Nawet jeśli któryś z akolitów Józefa Stalina stawał się jego zaufanym, mógł bardzo szybko nie tylko pożegnać się ze stanowiskiem, ale też za nadmiar...
Tomasz Łysiak
Po katastrofie smoleńskiej Polska podzieliła się na dwa obozy. Ten, który żąda prawdy, i ten, który zadowala się kłamstwem w imię świętego spokoju i niezadrażniania stosunków z Rosją. Dzisiaj więc też mamy do czynienia z zamkniętymi okiennicami. Jak w Kielcach, do których niegdyś wkraczała Pierwsza Kompania Kadrowa Zatrąbiono na zbiórkę do odjazdu. Przed zgromadzonymi plutonami i szwadronami przemaszerowali ze łzami w oczach oficerowie. Jechali do obozu w Beniaminowie. Z kolei szeregowcy ruszyli na stację kolejową w Ostrołęce. Ich miejscem odosobnienia był obóz w Szczypiornie. Tam mieli odpokutować więzieniem za swoją miłość do Polski. Miłość, którą najpierw wyrażali, przelewając swoją krew, a potem odmawiając – w trakcie słynnego kryzysu przysięgowego w roku 1917 – złożenia...
Tomasz Łysiak
Minęło równo 600 lat od wydarzenia, które stało się symbolem, jednym z kamieni węgielnych położonych pod potęgę Rzeczypospolitej, i jednocześnie widomym znakiem niezwykłej myśli politycznej Jagiellonów, która wyprzedzała swoją epokę. W niewielkiej miejscowości nad Bugiem, w Horodle, 2 października roku Pańskiego 1413 podpisano Unię Ten państwowotwórczy dokument, opatrzony dziesiątkami pieczęci, cementował Polskę i Litwę. Polska szlachta przyjęła pod swoje znaki herbowe litewskich bojarów katolickich. Dzięki temu politycznemu „małżeństwu” Litwa uzyskała m.in. gwarancję dość niezależnego bytu. Już zresztą sama treść porozumienia zawartego w Horodle była czymś wyjątkowym – została napisana pięknym, literackim językiem, i co najważniejsze, odnosiła się także do wartości duchowych. Jako...
Tomasz Łysiak
Ten, kto posiada władzę, ponosi także odpowiedzialność za to, co się dzieje pod jego rządami. Ducha tej dawnej, dziewiętnastowiecznej jeszcze odpowiedzialności nie znają ministrowie Tuska, on sam i jego urzędnicy. Sposób sprawowania władzy w Warszawie nie jest więc jakimś przypadkiem odosobnionym. To wykwit tego samego systemu, jaki w Polsce panuje już drugą kadencję – ciągłego „robienia dobrego wrażenia”, a nie pracy na rzecz dobra kraju i jego obywateli Komenda wykrzyczana przez generała Zabołockiego brzmiała – „Pli!” („Pal!”). Żołnierze zareagowali natychmiast. Palce nacisnęły spusty. Rozległy się strzały. Kule poleciały w stronę zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu ludzi. Pięć osób padło martwych na warszawski bruk. Stolica, a wraz z nią cała Polska, była wstrząśnięta tym, co...
Tomasz Łysiak
Praca niezależnych naukowców przyniosła na tyle dużo znaczących faktów przybliżających nas do poznania prawdy o katastrofie smoleńskiej i na tyle dużo elementów podważających w sposób bezdyskusyjny wersję Anodiny–Millera, że należało się z panami specjalistami rozprawić „Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku spojrzałem w dół. Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie, przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące i wszystkie w mundurach oficerów polskich [...]. Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! [...] Straszne. Ręce i nogi nawzajem splecione, wszystko uciśnięte, jak walcem. Poszarzałe, martwe, szereg za szeregiem, setka za setką, niewinni, bezbronni żołnierze. [...]...
Tomasz Łysiak
Za PRL „znaleziono” sposób na Mickiewicza – uwypuklono jego rusofilstwo i przyjaźń z Puszkinem. „Przyjaciele Moskale” i wpływ Towiańskiego na wizje życiowe Mickiewicza ułatwiły wykorzystywanie go przez reżimową propagandę. Nikt jednak  „Pana Tadeusza” nie skasował.   W gorącym okresie przed wybuchem Powstania Styczniowego, gdy na ulicach wrzało jak w tyglu, a najprostszy znak polskości powodował represje, specjalnego znaczenia nabierała każda polska głoska i litera. Jeśli z balkonu nad Towarzystwem Kredytowym przy ul. Erywańskiej zerwano czarnego orła, by na miejsce dwugłowego ptaszyska powiesić naszego, białego – uwaga była skupiona na tym, co niesie za sobą narodowego ducha, co go wyraża i co jest jego obrazem. Wtedy także polska literatura była spadkobiercą dawnej wielkości...
Tomasz Łysiak
Polska po raz kolejny uroczyście obchodzi dzień, w którym została napadnięta przez Niemcy. Za chwilę będzie obchodzić drugą rocznicę – ataku Sowietów. Obaj agresorzy próbowali na różne sposoby unicestwić Polaków. W tym także likwidując szkolnictwo.   Robili to na różne sposoby. Najprostszym było zamykanie szkół i uniwersytetów i po prostu zakaz nauki. Wiadomo jednak było, że takie środki nie wystarczą. Należało iść dalej. Zniszczyć tę tkankę, która mogłaby być przekaźnikiem kulturowej wielkości i nawet w warunkach całkowitego zniewolenia fizycznego po kryjomu kształcić Polaków na wolnych i mądrych ludzi. To dlatego był Katyń. I dlatego mordowano elity uniwersyteckie. Czy dzisiaj – kiedy ponoć żyjemy w wolnym kraju – edukacja przyszłych pokoleń leży na sercu naszych włodarzy? Gdy...
Tomasz Łysiak
Czym innym jest karanie przestępców, kierowanie się sprawiedliwością, a czym innym wykorzystywanie ulicznych burd i ekscesów do tego, by poszerzyć zakres swojej władzy. A jeszcze gorzej, gdy szukając pretekstów, tak się zmienia prawo, aby potem móc swobodnie eliminować politycznych przeciwników.   „Niebieskim jego oczom, już i tak niesamowitym i przenikliwym, cera jego twarzy dodawała w rzeczywistości jeszcze straszliwszego wyglądu. Miał bowiem na twarzy czerwonawą, chropawą wysypkę tu i ówdzie rozrzuconą po bladej cerze”. Tak Plutarch opisywał wygląd Lucjusza Corneliusa Sulli, tłumacząc jego przydomek. Ponoć jakiś szyderca wyśmiał go w Atenach wierszem: „Morwą mąka posypana – to jest właśnie Sulla”.   Listy proskrypcyjne Sulli   Dalej wielki biograf tłumaczy, że...
Tomasz Łysiak
Napawa mnie smutkiem postawa władz polskich uczelni, które nadając  tytuły Zygmuntowi Baumanowi, relatywizują oceny moralne postępków ludzkich. To jest przerażające. Bo każe po raz kolejny stawiać pytania o jakość naszych elit naukowych i środowiska akademickiego; środowiska, w którym piętnuje się ludzi takich jak prof. Pawłowicz (za światopogląd), a jednocześnie gloryfikuje innych (których światopogląd wiązał się z nagannymi uczynkami).   Daleko, daleko, tam, gdzie step Dzikich Pól wydaje się być morzem, po którym płynie się powozem jak korabiem czy łodzią, stała polska strażnica kresowa. Futor, z kilkoma budynkami gospodarczymi. Zbliżał się do niego jeździec. Po czym zsiadł z konia i wszedł do izby. W środku, za stołem siedziała niezwykła postać… W blasku kaganka wydawała...
Tomasz Łysiak
„Znamiona ludobójstwa” – jak to zgrabnie brzmi. Być może należałoby wprowadzić do polskiego kodeksu karnego takie przestępstwa jak „pozbawienie życia o znamionach morderstwa” albo „przywłaszczenie mienia o znamionach kradzieży”.   „Gdy nadszedł ranek, płacz i jęk ustały, tylko z dalekich części wsi dochodziły wciąż wycie i nagłe, gwałtowne łkania, jakby komuś nóż wbijano w serce albo wyrywano język. Ci, którzy w nocy byli żywymi żagwiami, leżeli teraz pokotem na polu, zwęgleni i czarni, a ponurzy mężczyźni szli ku nim z siekierami i dobijali, waląc obuchem albo przebijając widłami serca, płuca i wydłubując oczy.   Franek zacisnął zęby i milczał. Ich dom wciąż był cały. Odwrócił się, dotknął wargami twarzy Ołeny i poczuł smak łez”.   Dalszego opisu państwu oszczędzę....
Tomasz Łysiak
Wiele lat temu „Gazeta Wyborcza” rozpoczęła „festiwal” ataków na Armię Krajową, przypisując jej niegodne, antysemickie działania. A całkiem niedawno mieliśmy powtórkę tych samych tez w niemieckim serialu. „Obłęd ’44” już samym tytułem wpisuje się w proces niszczenia legendy Powstania.   „Warszawa, dawna stolica Polski, miasto o 1 300 000 mieszkańców przestało istnieć. Dymiące zgliszcza i bezmiar ludzkiej nędzy są widomymi oskarżycielami niepoczytalnego, potwornego szaleństwa tych, którzy, nie licząc się z rzeczywistością, doprowadzili do tak tragicznego finału. Żadne łzy i narzekania, największa rozpacz, nie odbudują tego, co zostało zniszczone, i nie wskrzeszą tych, którzy zginęli. Życie toczy się dalej i wymaga od tych, którzy pozostali, zdecydowanej postawy. Co mamy...
Tomasz Łysiak
Co pewien czas w telewizji pokazywany jest słodki, kojący obraz. Premier polskiego rządu wchodzi na posiedzenie Rady Ministrów. Wokół długiego stołu, wyprężeni jak oficerowie mający powitać dowódcę, stoją ministrowie. Uśmiechnięci, eleganccy, uładzeni. Premier po kolei każdemu z nich podaje rękę. To także skwapliwie wychwytują kamery. Ukłon za ukłonem. Zgięcie się w pas. Trzy zdawkowe słowa dla tych, co akurat w łasce, zimny uścisk dłoni dla tych, którzy ośmielili się dać choćby cień podejrzenia o wewnętrzny spisek i knowania.   Rytuał jest ciągle powtarzany i przedstawiany narodowi tak, by ten miał poczucie bezpieczeństwa, spoglądając na swojego władcę i otaczający go dwór. W jednej z ostatnich takich krzepiących serce scen dziennikarze wychwycili pewien dialog, jaki odbył się...
Tomasz Łysiak
Historia nie jest nauką martwą. Służy kształtowaniu bieżącej polityki i układu sił na międzynarodowej scenie. Dzieła sztuki trafiające do szerokiej publiczności i traktujące o „dawnych wydarzeniach” stanowią jeden z ważnych elementów dyplomatycznej walki o świadomość.   W styczniu 1650 r. wyprawiono z Moskwy do Polski posłów – bojarzyna Jerzego Gawryłowicza Puszkina, okolniczego Stefana Puszkina i pisarza poselstwa, diaka Gawryła Leontiewa. Oficjalnie jechali w celu „potwierdzenia wiecznego pokoju i w innych sprawach”. Jednak jeśli zważyć okazałość orszaku i wagę, jaką przyłożono do oprawy, rzecz wyglądała dość tajemniczo. Rzeczywiście – faktyczny cel wizyty posłów miał wypłynąć dopiero później. Najpierw sądzono więc, że poselstwo Puszkina wiąże się z trudną sytuacją...
Tomasz Łysiak
Kiedy 11-letni Julek Verne wymknął się z domu, aby odbyć upragnioną, romantyczną podróż statkiem w nieznane, nie wiedział, że wiele lat później jego własne doświadczenia i dziecięce marzenia staną się kanwą literackiej twórczości, która będzie rozgrzewać do białości wyobraźnię chłopców na całym świecie. Mały Juliusz zaciągnął się w 1839 r. na trójmasztowy szkuner płynący do Indii. Żaglowiec ruszył w drogę i gdy chłopak z radością patrzył na żagle wydęte wiatrem, a kapitan cieszył się, że ma chłopca okrętowego władającego perfekcyjnie żeglarskim żargonem – w oddali ukazał się dym. Smolista smuga wydobywała się z komina kutra parowego, najszybszego i najlepszego w okolicy, który mknął w pościgu, wynajęty przez ojca niedoszłego „15-letniego kapitana”. Przyszły autor powieściowych...
Tomasz Łysiak
Bezrefleksyjne transmisje z pl. Czerwonego pokazały, pod jak wielkim psychologicznym wpływem Rosjan jest nadal społeczeństwo polskie, jak bardzo Moskale zapanowali nad umysłami Polaków i jak nadal siedzą tam zakorzenieni, niczym dobrzy „przyjaciele”. Niby potępia się ich za „jakieś tam zbrodnie”, ale w gruncie rzeczy miło się wspomina   Pewnego dnia car Mikołaj I przechadzał się po Ogrodzie Letnim w Petersburgu. Mijał greckie rzeźby, przyglądał się klombom, zachwycał śpiewem ptaków. Nagle jego wzrok przyciągnął wartownik, który – wyprostowany jak struna – stał pośrodku dużego gazonu. Car pamiętał, że żołnierz zawsze wartował w tym miejscu, jednak nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym, czego właściwie pilnuje. Władca zbliżył się więc do sługi i zapytał. Jednak ten nie...
Tomasz Łysiak
Człowiek, który chce być wolny prawdziwie, musi przyjąć na siebie zobowiązania i je wypełniać. Wtedy staje się naprawdę wolny – przez dobrowolne (a nie narzucone) przyjęcie zasad moralnych i etycznych, a potem bycie im wiernym wbrew wszelkim okolicznościom i przeciwnym wiatrom. To paradoks – być wolnym przez samoograniczenie się.   Było południe. Pod murami mauretańskiego zamku Sohail, w pobliżu hiszpańskiego miasteczka Fuengirola, pasło się bydło. Krów pilnowało dwóch polskich żołnierzy w mundurach Czwartego Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego. Dzień upływał sennie i powoli. Nagle z ukrycia wyskoczyło kilkunastu hiszpańskich bandziorów, którzy rzucili się na Polaków. Jednego z czwartaków zamordowali. Drugi został ranny, ale udało mu się dotrzeć do zamku. Demonstracja siły...
Tomasz Łysiak
Rankiem 15 grudnia 1970 r., w trakcie spotkania z najwyższymi władzami, Władysław Gomułka wydał decyzję, że do „chuliganów” należy strzelać. Nikt z zebranych nie zaprotestował. Nie zgłosił wątpliwości. Nawet o nic nie zapytał. Milczenie także może być zbrodnią.    Było ok. godz. 20, kiedy w telewizji pokazał się wicepremier Stanisław Kociołek, który zaczął zachęcać stoczniowców, aby wrócili do pracy. Większość z nich mu zaufała. Być może uznano, że to znak opamiętania się władzy, że już wystarczy ofiar, a krwawe wydarzenia dobiegły końca. Tych pięciu zabitych w wyniku strzałów oddanych przez milicję i wojsko to i tak zbyt wiele. Ton wypowiedzi Kociołka mógł brzmieć pojednawczo w porównaniu z tym, co można było usłyszeć dzień wcześniej – 15 grudnia. Ten sam aparatczyk rzucał na...
Tomasz Łysiak
Wrak Tupolewa leży w Rosji. I będzie leżał. Jego los jest losem więźnia stanu. Wrak niesie za sobą jakiś sens i cel. On mówi. A mówi nie tylko o tym, co tragicznego zdarzyło się na wschodnim podejściu do lotniska Siewiernyj rankiem 10 kwietnia. Mówi o tym, po co tam leciał. Kogo wiózł. W jakim celu. Miasteczko Schlüsselburg leży nad brzegiem Newy, zaraz obok miejsca, w którym rzeka wypływa z wielkiego jak morze jeziora Ładoga. Mieścina sprawia wrażenie wymarłej – przy nabrzeżach stoją rdzewiejące, butwiejące kutry i brudne, nieruchome jak zastygłe potwory, koparki. Pomiędzy nimi, pomiędzy jakimiś komórkami z dykty i budynkami o odpadającym tynku, kręcą się wychudłe psy. Więźniowie wyspy Kiedy błotnistą drogą dotrze się na brzeg szeroko rozlewającej się rzeki, to na samym środku...

Pages