Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki
My mamy sukcesy propagandowe, reszta państw – rzeczywiste. Co kto lubi. Platforma widać woli koraliki i świecidełka, niczym afrykańscy tubylcy (niektórzy, już nie wszyscy), a nie konkrety. To znaczy konkrety lubi w spółkach skarbu państwa, bo tam najłatwiej je zdobyć. W strukturach międzynarodowych znacznie trudniej: trzeba mieć na to pomysł i siłę, by go zrealizować. Skądinąd fakt, że najbardziej obłowili się na tych nominacjach bracia Czesi, jest znamienny. W ostatnim czasie Praga najbardziej „podskakiwała” Brukseli, Berlinowi i Paryżowi. Premier Nečas (pierwszy premier katolik w dziejach tego kraju) najpierw hardo stwierdził, że podczas jego kadencji Czechy nie podadzą nawet przybliżonej daty wejścia nie tylko do strefy euro, ale nawet do tzw. poczekalni, czyli węża walutowo-...
Ryszard Czarnecki
Rzecznik MSZ, były korespondent „Gazety Wyborczej” w USA, a wcześniej dziennikarz „GW” w Poznaniu, stwierdził, że tych 222 agentów w MSZ to nie problem. Ale wspaniałomyślnie przyznał, że może to być problem dla kogoś. Jest w tym pewna metafora. W zasadzie Radek Sikorski mógłby mieć ksywę „Mister No Problem”. Jacyś ubecy u niego w resorcie? No problem. Czegoś od nas żądają Niemcy? Proszę bardzo, bierzta, co chceta, no problem. Rosja robi nas po raz kolejny w bambuko? Cóż, takie czasy, wszystko cacy, no problem. Bruksela z nami znów pogrywa? Spoko, spoko, po prostu: no problem. „Mr No Problem” jest podwładnym człowieka, którego w brukselskich kuluarach – przyznajmy, dość złośliwie – określa się mianem „Mr Absynt”, czyli „pan nieobecny”. Nieobecny oczywiście na najważniejszych spotkaniach...
Ryszard Czarnecki
Właśnie ostatnio chadek Rivellini zaczął publicznie roztrząsać kolejną nieobecność swojego rodaka i domagać się, aby neapolitańczyk w końcu się zdecydował, co wybiera: fotel u siebie czy eurofotel. Było ostro, gdy Włosi swoje wewnętrzne, włoskie sprawy roztrząsali w stolicy UE. Jakoś się nie przejmowali, że Europa na to patrzy. Co więcej, nikomu z widzów nie przyszło do głowy, aby źle pomyśleć o Włoszech i Włochach, że swoje porachunki załatwiają na brukselskim forum. Tak to po prostu jest. Tak było, gdy szefa europosła Rivielliniego, premiera Silvio Berlusconiego – uwaga: podczas włoskiej prezydencji! – brutalnie atakowali na posiedzeniu PE w Strasburgu jego włoscy kompatrioci. Identycznie zdarzyło się, gdy po świetnym przemówieniu premiera Jej Królewskiej Mości, Tony’ego Blaira w tymże...
Ryszard Czarnecki
Polska jest, obok Francji i Hiszpanii, trzecią potęgą rolniczą w Unii Europejskiej. Takie są statystyki, ale nie rzeczywistość polityczna. Rząd woli funkcjonować w wirtualu. A PSL – choć dzięki wsi żyje – za wieś nie zginie i partii „słońca Peru” nie podskoczy, bo przecież PO mogłaby odciąć ją od koryta. Zapytałem w Strasburgu ministra Sikorskiego, dlaczego wśród priorytetów polskiej prezydencji nie ma kwestii wyrównania dopłat dla polskich rolników. Odpowiedział, że trzeba się skupić na obronie Funduszu Spójności, bo CAP (Wspólna Polityka Rolna) ma w UE więcej obrońców. To tak, jakby szef MSZ powiedział swoim synom: „Myjta, chłopaki, ręce, ale nóg już nie musita”. A to, że polski rolnik ma blisko 2 razy mniejsze dopłaty niż Niemiec, 2 razy mniejsze niż Włoch i 2,5 raza mniejsze niż...
Ryszard Czarnecki
Chciałem dzisiaj śladem redakcyjnych kolegów – Marcina Wolskiego i Macieja Parowskiego – spróbować sił w tzw. historii alternatywnej. Wyobraźmy sobie, że polska prezydencja w Unii Europejskiej rozpoczyna się – aż strach powiedzieć – pod rządami PiS. Na czele rządu stoi Jarosław Kaczyński, a większość resortów jest w rękach jego ludzi. Europa to akceptuje, bo po rządach Victora Orbana i prezydencji Węgier uważa, że już nic gorszego nie może się jej zdarzyć. Ba, niektórzy już zatęsknili za co prawda twardym, ale przewidywalnym w polityce zagranicznej Kaczyńskim. Jest zupełnie inaczej niż teraz. Nie ma bączków jako symbolu prezydencji (bączki zresztą się nie kręcą, co skądinąd jest wielką metaforą). Logo prezydencji też nie jest idiotyczne jak obecne. Nie ma koncertu Wojewódzkiego i...
Ryszard Czarnecki
Pojechałem do niego z garstką przemyconej bibuły NZS, ale to był tylko pretekst do rozmowy. Chciałem poznać tego „Księcia Niezłomnego” polskiej emigracji, jak go pompatycznie nazywali niektórzy. Paryska „Kultura” była żywą legendą, symbolem niezależnej myśli, alternatywy wobec komuny. Miniaturki tego miesięcznika (w lipcu–sierpniu wychodził jako dwumiesięcznik) przewoziło się setkami do kraju i potem psuło oczy, odczytując małe literki. Giedroyc przyjął mnie w swoim gabinecie. Było tam pełno książek, szpargałów, maszynopisów. Bez przerwy palił. Dokładnie, szczegółowo wypytywał o sytuację w kraju. Czuć było, że jest świetnie zorientowany w tym, co się dzieje w Polsce, i że tym żyje. Do pokoju weszła Zofia Hertz, prawa ręka Redaktora, organizacyjny spiritus movens „Kultury”. Też była...
Ryszard Czarnecki
W ostatnich dniach zakończył pracę polsko-niemiecki okrągły stół, który potwierdził, że ten mebel Polsce nie służy. „Okrągły stół” z 1989 r. był kulawym kompromisem z komunistami, ten z 2011 r. jest kulawym kompromisem z Teutonami. Rząd Tuska, zwany przez niektórych również „rządem polskim”, znowu zrezygnował – w dokumencie będącym podsumowaniem owego polsko-niemieckiego „OS” – z wielu kluczowych dla Polaków w Niemczech spraw. Np. sprawy statusu prawnego potomków Polaków mieszkających w III Rzeszy przed 1940 r. albo zwrotu majątku polskich organizacji z tamtego czasu. Dalej nie ma jasnych zasad i reguł nauczania języka polskiego w Niemczech, choć polskiego podatnika, w tym czytelnika „Gazety Polskiej”, sporo kosztuje nauka języka niemieckiego przez ich mniejszość w Polsce. Co ciekawe,...
Ryszard Czarnecki
W Warszawie rozpoczął się Miesiąc Kina Rosyjskiego. Frekwencję zapewniły wycieczki szkolne. W Gdańsku odsłonięto pomnik z okazji 11. rocznicy pobytu na Westerplatte premiera Putina (projekt za darmo dostarczyła Moskwa). Wszyscy pracownicy państwowych zakładów przeznaczyli na ten szczytny cel jedną dniówkę. W Szczecinie zainaugurowała działalność filia Muzeum Wypędzonych w Berlinie. Polska młodzież może teraz bez przeszkód dowiedzieć się, jakich zbrodni dopuścili się ich dziadkowie, dokonując wysiedleń prawdziwych gospodarzy Ziem Zachodnich i Północnych. W Lublinie Rada Miasta zamieniła patrona ulicy Henryka Sienkiewicza na Janusza Palikota. Koszty wymiany tablic pokrył sam zainteresowany. W Bydgoszczy skazano dwóch kleryków seminarium duchownego za propagandę antypaństwową. Od...
Ryszard Czarnecki
Zresztą, bez przesady, nie ma co się Pana specjalnie czepiać, bo na przykład w Senacie był jeszcze jeden piłkarz, zresztą wybitny – Pan Grzegorz Lato. I on przecież też, tak jak Pan, nie wygłosił żadnego przemówienia! Skądinąd Senat RP nazywa się czasem „izbą refleksji i zadumy”. Rzeczywiście, należałoby zadumać się nad kondycją wyborców, którzy delegowali tam obu Panów. Co do tego drugiego członu to i Pan, Panie Donku, i Pan Grzesiu sprawiacie wrażenie raczej całkowicie bezrefleksyjnych. Co do tego bimbania i totalnej olewki, czyli lekceważenia swoich parlamentarnych obowiązków, to właściwie docenili to pańscy koledzy z klubu parlamentarnego. Ponieważ tego nie ma w pańskim oficjalnym życiorysie, to przypomnę. Był rok 1992. Klub parlamentarny KLD, czyli Kongresu Liberalno-...
Ryszard Czarnecki
W latach 60. za Gomułki propaganda komunistyczna rozprawiała się z „reakcyjnym klerem” i „sługusami Watykanu”. Ale jednocześnie atakowano młodzież, która chciała żyć po swojemu, nie chodzić w czerwonych krawatach i nie udzielać się w ZMP. Odbywały się więc medialne polowania z nagonką na „niebieskie ptaki” i „bikiniarzy”, którzy nie chcieli podjąć socjalistycznego współzawodnictwa pracy, oraz na inne paskudy, które grzeszyły wyglądem: dłuższymi włosami, zbyt kolorowym ubraniem (także kolorowymi skarpetkami!) czy słuchały imperialistycznych muzycznych stacji radiowych, proponujących zgniły jazz. Nowe czasy i nowi wrogowie to specyfika ery Gierka. W 1976 r. przedmiotem propagandowej egzekucji stały się „warchoły” z Radomia, które ośmieliły się upomnieć o godność i zaprotestować przeciwko...
Ryszard Czarnecki
Jest w Warszawie ulica Teodora Duracza, działacza komunistycznego, uczestnika rewolucji październikowej, jednego z przywódców PPR. Zgoda, zabili go Niemcy, ale przecież z całą pewnością na ulicę w Warszawie dużo bardziej zasługuje chociażby Grzegorz Przemyk, maturzysta zamordowany przez milicjantów w 1983 r. Ciekawe, że towarzysz Duracz jest patronem ulic w trzech polskich miastach rządzonych przez Platformę Obywatelską: w Warszawie (na Bielanach), Bydgoszczy i Wałbrzychu. Dosłownie parę tygodni temu udało się usunąć Duracza jako patrona szkoły podstawowej na warszawskim Mokotowie. Niezastąpiona „Gazeta Wyborcza” (wydanie stołeczne) kpiła sobie wtedy: „Zdekomunizowali patrona szkoły, ulicy się nie udało”. Mamy też ulicę Antoniego Dobiszewskiego, działacza najpierw Komunistycznej Partii...
Ryszard Czarnecki
Przyznaję: lubię Chińczyków. Nie tylko i nie tyle za ich pracowitość, zdyscyplinowanie i poczucie narodowej solidarności, ile przede wszystkim dlatego, że w czasach komunizmu Pekin grał palcem na nosie Moskwie. Wówczas Polacy z mojego i starszego pokolenia trzymali kciuki za skośnookich. To były czasy! Gdy do Moskwy z wizytą przyjechał premier ChRL Czou en Lai (używam starej pisowni, mam w nosie nową), pierwszy sekretarz KC KPZR Nikita Chruszczow oburzył się, że Chińczyk nie zna rosyjskiego, czyli języka międzynarodowego komunizmu. Na co gość z Pekinu hardo wyraził ubolewanie, że Chruszczow nie zna chińskiego i zaoferował lekcje swojego rodzimego języka sowieckiemu dygnitarzowi... Później było jeszcze ciekawiej i jeszcze ostrzej. Tuż przed zamrożeniem stosunków między Chinami a Kremlem...
Ryszard Czarnecki
No i ta propaganda, która sączy się z telewizora i większości gazet. Zupełnie jak wtedy: władza jest cacy, opozycja be. Opozycja podważa sojusze z naszym umiłowanym wschodnim sąsiadem i, jak wtedy, obniża rangę kraju na arenie międzynarodowej. No i te „lojalki”: tabuny artystów, naukowców, dziennikarzy, którzy występują w telewizji i pucują rządowi aż miło. Kiedyś tym „czarnym ludem” dla komuchów była „Solidarność”, teraz „czarnym ludem” dla liberałów, kosmopolitów i całej tej zgrai jest PiS. Kiedyś wszystko było źle przez Wałęsę, póki sam Wałęsa nie dał d... i zaczął się kumplować ze zdrajcami. Teraz władze, media jadą na Kaczyńskiego niczym „Żołnierz Wolności” czy „Trybuna Ludu” na liderów związku w pierwszych tygodniach po ogłoszeniu przez Jaruzela wojny z narodem. Gdy widziałem...
Ryszard Czarnecki
Cenzura zaatakowała kolejny raz przed trzema laty, gdy europosłowie PiS zorganizowali wystawę poświęconą Czeczenii. Sprawa odbiła się szerokim echem także w polskich mediach, które zresztą, co ciekawe, w większości stanęły po stronie eurodeputowanych Prawa i Sprawiedliwości, a nie węgierskiego postkomunisty Szabolcasa Fazakasa, który był wtedy kwestorem-cenzorem. Kilka miesięcy później mieliśmy w Brukseli już nie tyle cenzurę, ile zwykły prymitywny i ordynarny sabotaż: w noc poprzedzającą wystawę IPN dotyczącą wysiedleń ludności polskiej przez Niemców w okresie II wojny światowej niewidzialna ręka o progermańskich sympatiach odcięła wszystkie źródła prądu na terenie ekspozycji (udało się to na czas naprawić). A teraz znowu europarlamentarna cenzura objawiła się w pełnej krasie i z...
Ryszard Czarnecki
Naturalnie wolałbym, żeby Europa nie przegrywała rywalizacji ekonomicznej z Ameryką i Azją, ponieważ tak byłoby lepiej dla mojej ojczyzny, przede wszystkim bowiem obchodzą mnie losy i pomyślność mojej nacji – Polaków. A więc jak słyszę „eurospeak”, czyli euronowomowę o „europejskiej tożsamości”, o byciu Europejczykiem, to śmieję się z tego bełkotu, ale jednocześnie szlag mnie trafia, bo wiem, że to wszystko z moich (naszych) pieniędzy. Jednak w Parlamencie Europejskim udało się wreszcie ustalić, co to jest „European Identity”. Otóż niedawno w wewnętrznej skrzynce na listy znalazłem biało-niebieskie pastylki wyprodukowane przez znaną firmę (oczywiście mieszczącą się w Europie), kojarzoną na rynku ze słodyczami dla dzieci. Owe drażetki (zapewne przypadkowo w kolorach flagi Finlandii) na...
Ryszard Czarnecki
Dziś w Waszyngtonie, Paryżu, Berlinie (przypadek szczególny) kalkuluje się w podobny sposób. Nie ma już Związku Sowieckiego, ale mechanizmy rosyjskiego kłamstwa i zachodniego oportunizmu są w nowych okolicznościach te same. Ostatnio znany francuski dziennikarz i doświadczony belgijski dyplomata w prywatnych rozmowach nie pozostawiali wątpliwości, kto ich zdaniem odpowiada za tragedię pod Smoleńskiem. Pierwszy był korespondentem w Moskwie, drugi od lat siedzi w polityce zagranicznej, swoje wiedzą i w towarzyskich rozmowach mówią otwartym tekstem: Rosjanie. Ale nie powiedzą tego publicznie, bo „ nie trzeba głośno mówić”. To nieprawda, że o zbrodni katyńskiej świat nie wiedział. A może ściślej – nie wiedziała opinia publiczna, ale elity wiedziały, tylko nie chciały o tym głośno mówić....
Ryszard Czarnecki
Nawet jeśli centroprawica przegra wybory we Francji, to i tak, według wszelkich szacunków, nowy szef Komisji będzie wskazany przez premierów z EPP. Jasne jest, że przewodniczącym KE będzie raczej ustępujący premier, a nie eksminister: tak było w przypadku obecnego szefa Komisji, premiera Portugalii José Manuela Durao Barroso, czy jego poprzedników – premiera Włoch Romano Prodi i premiera Luksemburga Jacquesa Santera. Dlatego Tusk uważa, że ma szanse. Ten plan nie jest specjalnie znany nawet w kierownictwie PO. Jest on jednak śmiertelnie poważnie rozważany przez lidera PO i jego doradców. Tusk wietrzy swoją szansę także w fakcie, że największe państwa UE – Niemcy i Francja – nie mają szans na stanowisko nr 1 w Komisji Europejskiej, bo byłoby to spektakularne potwierdzenie faktycznej...
Ryszard Czarnecki
Król kłamał. Kłamał jak najęty, chyba tak lubił, a może nie mógł już inaczej. Swoją potęgę budował na kłamstwie, więc nienawidził tych, co mówią prawdę. Zabijał ich pozorując wypadki, upokarzał, rzucał oszczerstwa, grabił, kazał podsłuchiwać. Uśmiechał się szeroko, ale oczy świdrowały na wylot każdego, w każdym wyczuwając rywala. Królestwo podupadało. Skarby, nawet te najcenniejsze rodowe, król i jego dworzanie wyprzedawali za bezcen. Obcy w królestwie czuli się jak u Pana Boga za piecem, a swoi cierpieli upokorzenia od obcych, jak jacyś wyrobnicy. Król zabiegał o względy sąsiadki – Imperatorowej i sąsiada – Cara. Kłaniał się im w pas. Bił pokłony tak nisko, że niewiele widział, uderzając czołem o ziemię. Wszystko po to, żeby się przypodobać, przy jednym stole usiąść, byle po plecach...
Ryszard Czarnecki
No tak, to jest decydujące. Ta chemia między ludźmi. Albo jest, albo jej nie ma. No więc Ci powiem. Jest inaczej. Zupełnie inaczej. Jeszcze rok temu byliśmy w innej rzeczywistości. A teraz wszystko, cholera, wszystko pozmieniało się. Tak, po 10 kwietnia, po Smoleńsku już nigdy nic nie będzie takie, jak było. To jest tak, bracie, jakbyś się ocknął z długiego snu. Raptem obudzenie. I okazuje się, że nagle zaczynasz szanować czas, który jest Ci dany. Nie rozmieniasz się na drobne. Nie tracisz życia na pierdoły. Zauważyłem, że mocno ograniczyłem kontakty towarzyskie. Lista kumpli raptem zrobiła się krótsza. Jak ktoś nie zrozumiał, co się stało – to adios. Nie będę tracił czasu na rozmowy z ludźmi, którzy nic nie zrozumieli, nic się nie nauczyli, nic nie jarzą. Jak pieprzą coś o winie polskich...
Ryszard Czarnecki
Sikorski i pomniejsi ujadacze z PO ze srogą miną, wypinając bojowo wątłe piersi, tupiąc butami (z których skądinąd słoma wychodzi), gromko i solennie deklarują Urbi et orbi, że Łukaszenko to świnia, brzydki dyktator i że jeszcze z ust mu jedzie. Zapominają wołki zbożowe, jak tenże Sikorski ściskał łapę Łukaszenki ledwie parę miesięcy temu i ze słowiańskim oddaniem pił mądrości z modrych (?) oczu pana Alaksandra. Czasem dziwnie zapominalskie jest też milczenie. W czasach katastrofy służby zdrowia, przy akompaniamencie uśmiechów wiecznie z siebie zadowolonej minister Ewy Kopacz, Platforma milczy o ofiarach śmiertelnych, o ludziach, którzy umarli tylko dlatego, że PO robi z ochroną zdrowia to, co robi. Ale za rządów PiS-u wół z PO był platformerskim cielęciem i grzmiał, hałasował, ryczał...
Ryszard Czarnecki
Uważam, że żaden z tych scenariuszy nie będzie powtórzony jesienią w Polsce. W wariancie budapeszteńskim – niestety. W wariancie praskim i bratysławskim – na szczęście. Zacznę od Węgier. Są dwie główne (może nawet dwie i pół) różnice między nami a nimi. Po pierwsze, Fideszowi sprzyjała – zwłaszcza od czasu kompromitującej szczerości Gyurscaniego – spora, lecz nie większościowa część środków masowego przekazu w tym kraju. Po drugie, Orban mógł sytuować się, w dużej zresztą mierze taktycznie, jako lider formacji centroprawicowej, a nie prawicowej, bo na prawym skrzydle miał i ma jeszcze bardziej nacjonalistyczną partię Jobbik. To ona właśnie, uzyskując poparcie kilkunastu procent Madziarów, była dla liberalnych i lewicowych mediów, nie tylko na Węgrzech, „czarnym Piotrusiem”, głównym...
Ryszard Czarnecki
Gdy słyszę różnych pajaców – ekspertów występujących w mediach polskich i zachodnich, którzy klaszczą w uda z radości, że upadł Mubarak, przypomina mi się podobna sytuacja sprzed ponad 30 lat, gdy podobni kretyni pląsali z uciechy, że w Iranie demokracja obaliła brytyjskiego dyktatora, szacha Reze Pahlawi. Ci polityczni krótkowidze nie przewidzieli, że ajatollah Chomeini i jego kolesie, islamscy ekstremiści, mogą być sto razy gorsi, prześladować chrześcijan, walczyć z Zachodem i pracować nad własną bronią nuklearną. Dziś, w kontekście Egiptu, podobni „eksperci”, intelektualni hultaje, równie bezrefleksyjnie biją brawo demonstrantom w Kairze, przy okazji urządzając telewizyjną, antyamerykańską hecę. Oczywiście, zaraz usłyszę, że funkcjonujące w Arabskiej Republice Egiptu Bractwo...
Ryszard Czarnecki
Reasumując: szkoła warszawska widziała źródło polskich tragedii w obcych, szkoła krakowska w nas samych. Nie jestem zwolennikiem mechanicznej tezy, że „prawda leży po środku”, choć jest ona wygodna na wiele okoliczności. Ale zapewne owa sentencja sprawdziłaby się w tym przypadku – realną przyczyną naszych narodowych dramatów były i oczywiste powody zewnętrzne, i w pokaźnym wymiarze powody wewnętrzne. Ja osobiście skłaniałbym się nieco bardziej w stronę szkoły krakowskiej, ale może przede wszystkim nie tyle i nie tylko z powodów merytorycznych, lecz ze względów pedagogicznych. Szkoła krakowska upatrując powodów polskich dziejowych przegranych w nas samych, dawała nadzieję, wręcz szansę, że eliminacja naszych narodowych grzechów, wad, przywar, słabości może doprowadzić do zwiększenia...
Ryszard Czarnecki
Wchodzić (Rosji, Miedwiediewowi – bez wazeliny) – Bronisław Komorowski. Kompromitować się – Ewa Kopacz. Kręcić – Edward Klich. Sprzedawać (za friko, byle szybko) – Aleksander Grad. Wciskać (kit) – Jan-Vincent Rostowski. Lać (wodę) – Andrzej Halicki. Brać (w d... w wyborach) – Mirosław Sekuła. Nie patrzeć (w lustro) – Bogdan Borusewicz. Widzieć (oczyma wyobraźni – autostrady i punktualne koleje) – Cezary Grabarczyk. Bredzić – Stefan Konstanty Myszkiewicz-Niesiołowski (tak w dowodzie osobistym...). Godoć (po śląsku, ale głupoty) – Kazimierz Kutz. Truć – Norman Davies. Farmazonić – Władysław Bartoszewski. Rujnować (oświatę) – Katarzyna Hall. Solić (i pieprzyć) – Jacek Żakowski. Odstawiać (playboya) – Sławomir Nowak. Ględzić (bez umiaru) – Tomasz Nałęcz. Usypiać (nie tylko rolników) – Marek...
Ryszard Czarnecki
Dlatego też, gdy słyszę ludzi, którzy w imieniu rzekomej „mniejszości narodowej śląskiej”, która nie istnieje ani pod względem formalnoprawnym, ani pod względem faktycznym, domagają się większej autonomii dla Śląska, to cierpnie mi skóra. W okresie II Rzeczypospolitej Śląsk miał własny Sejm i faktycznie nieco większą autonomię niż inne polskie województwa, bo był to efekt międzynarodowych zobowiązań naszego kraju. Ale ówczesnym Śląskiem zarządzali uczestnicy powstań śląskich, polscy patrioci, którzy za Rzeczpospolitą przelewali krew. Dziś, dzięki Platformie Obywatelskiej, która zaprosiła do koalicji rządzącej sejmikiem Ruch Autonomii Śląska, polskim Śląskiem współrządzą ludzie publicznie deklarujący, że nie obowiązuje ich żadna lojalność wobec państwa polskiego. Oto przykład. Szef Ruchu...
Ryszard Czarnecki
Znany reżyser teatralny (znany nie zawsze równa się wybitny) Krystian Lupa, skądinąd w ogóle niezajmujący się polityką, w specjalnym artykule w „Tygodniku Powszechnym” określił PiS jako... mafię. W programie Tomasza Lisa „Co z tą Polską?” znany (i ten rzeczywiście wybitny) reżyser filmowy Kazimierz Kutz, który swój szczebel niekompetencji (używając definicji Petera) osiągnął jako polityk, porównał Jarosława Kaczyńskiego do... Hitlera, nawiązując zresztą do słynnego filmu Chaplina „Dyktator”. Biolog, specjalista od owadów (muchówek, mówiąc ściślej) Stefan Konstanty Myszkiewicz-Niesiołowski (na użytek publiczny używający nazwiska Stefan Niesiołowski) na kongresie PO porównał z kolei tegoż Jarosława Kaczyńskiego do... Gomułki, co zyskało spory rozgłos medialny. Ciekawe, że gdy dziennikarz...
Ryszard Czarnecki
Dzisiaj (24 stycznia) występowałem w jednej z telewizji, gdzie w czasie debaty polityków przedstawiciel jednej z opozycyjnych (a jakże) partii postawił tezę zgodną z opinią większości mediów, że PiS jest partią „wodzowską”. OK. Niech i tak będzie. Tylko dlaczego ci sami politycy i te same media nie mówią, zgodnie ze stanem faktycznym, że jeśli PiS jest „wodzowski”, to PO jeszcze bardziej. Dziwna jakaś choroba asymetrii występuje u znakomitej większości obserwatorów naszej sceny politycznej. Prawo i Sprawiedliwość jest partią „wodzowską”, bo na kongresie był tylko jeden kandydat. Ale na kongresie PO też był tylko jeden kandydat na prezesa... PiS jest „wodzowski”, bo na Kaczyńskiego głosowało ponad 90 proc. delegatów. Rzecz w tym, że na Tuska na kongresie PO głosował jeszcze większy procent...
Ryszard Czarnecki
Andrzej Chyra, aktor – za oddawanie moczu w miejscu publicznym, co i tak było lepsze niż uczestnictwo w Komitecie Honorowym (?) kandydata na prezydenta, Bronisława Komorowskiego. Wojciech Fibak, były tenisista – za skandale z udziałem panienek-małolatek, co wydaje się równie kontrowersyjne jak jego udział w tymże Komitecie Honorowym (?). Kuba Wojewódzki – za śpiewanie na poziomie Rowu Mariańskiego (nienawidzącym geografii przypominam, że to najniższa depresja na ziemi) tekstu: „Jarek, Jarek, przyjaciół miał wielu, każdy chciałby leżeć na Wawelu (...), po trupach do celu”. To pewnie dla niego ostatnia taka Antynagroda, bo dziś na potęgę przyględza i przynudza. Franciszek Smuda, trener reprezentacji Polski – za najniższe miejsce w rankingu FIFA w historii polskiego futbolu i za...

Pages