Robert Kilen

Koleżanka Dominika nie zna się na samochodach, ale potrafi wyrazić swoją opinię. Ostatnio powiedziała mi, że jej znajomy kupił auto niewarte pieniędzy, które za nie zapłacił. W zeszłym tygodniu spędziłem kilka chwil w towarzystwie nowej generacji Hyundaia i30. Taki koreański Golf. To stwierdzenie brzmi jak nobilitacja, bo przecież Golf to solidność wykonania, nowoczesne rozwiązania techniczne i legenda motoryzacji. I30 wcale mu nie ustępuje pod względem tych dwóch cech. Legendą być jeszcze nie może. Ale stał się już autem, z którego będą zadowoleni pracownicy korporacji manifestujący luz w różowej koszuli do garnituru w tzw. casual friday. Mówiąc prościej, Hyundai zadowoli wszystkich, którzy nie oczekują oryginalności, stylu i polotu. I30 stał się tak samo zachowawczy, czytaj...
Gdy stanąłem nim przed domem i wysiadłem, choć bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że się z niego wygramoliłem, zobaczyłem, jak dwaj chłopcy podbiegli z pobliskiego boiska do siatki ogrodzeniowej, żeby zobaczyć, co to za cudo podjechało. Podwójna centralna rura wydechowa, dwa spojlery, czarne alufelgi, elementy zderzaków o fakturze plastra miodu, przyciemniane szyby i, przede wszystkim, sportowy, czerwony kolor. Ferrari? Nie. To nowa Honda Civic sprawiła, że małoletni fani motoryzacji wpatrywali się weń z zapartym tchem jak w obrazek. Ja zresztą także. Po minucie jednak przyszło otrzeźwienie. Przecież ten samochód jest okropny, by nie rzec – wulgarny. Tylko patrzeć, jak będą nim jeździć osobnicy lubiący uszczęśliwiać wszystkich wokół basowym dudnieniem techno, rozlegającym się z...
Mój dziadek miał las. Czasami brał siekierę i wycinał chore drzewa. Był niczym drwal. Ale brody nie miał, w odróżnieniu od współczesnych „drwali”, którzy szczycą się zarostem. Pamiętam, jak jedliśmy z dziadkiem z jednej miski okraszone ziemniaki... Obecni „drwale” też lubią dobrze zjeść. Najczęściej quesadillę ze szpinakiem na bukiecie z jarmużu. Popijają to waniliowym latte z podwójnym mlekiem sojowym w modnej kawiarni. Dziadek mawiał, że po dobrym jedzeniu człowiek ma siłę i może pracować. Współczesny „drwal” najedzony też ma siłę, by udać się najpierw na trening aerobowy, a potem do zakładu „Hanna-Barbera” po maseczkę aloesową na brodę. Świat się zmienia. Dawniej ludzie byli twardsi. Podobnie jak samochody. Takie refleksje przyszły mi do głowy, gdy jeździłem nową generacją Suzuki...
Czym się różni mężczyzna od kobiety? Mężczyzna analizuje. Bierze pod uwagę wszystkie dane, sprawdza i porównuje. Doskonale wie, że BMW 430i przyśpiesza w 5,9 sekund do setki. Ale gdyby dołożyć ośmiobiegową skrzynię automatyczną, urwalibyśmy jeszcze jedną dziesiątą sekundy. Audi A5 2.0 TFSI ma dokładnie tyle samo koni mechanicznych, czyli 252. Osiągi podobne. Tak samo jak wymiary. Co prawda rozstaw osi w Audi jest nieco mniejszy – 2764 mm, w BMW serii 4 to 2812 mm. Ale ogólnie Audi jest o 2 mm dłuższe. Z drugiej strony jednak BMW jest trochę szersze. Jeśli chodzi o cenę, też ten sam pułap. Wysoki. Jeszcze nie najwyższy, ale taki, żeby móc pokazać się w towarzystwie z miną wyrażającą satysfakcję pomieszaną z nonszalancją i lekkim lekceważeniem w stosunku do kolegów mających ledwie Ople...
Właściwie ta walka jest z góry przegrana. Honda HR-V nie ma szans z Toyotą C-HR. Na dodatek nikt trzeci na tej bitwie nie skorzysta. Toyota przedstawiła samochód rewolucyjny stylistycznie i futurystyczny na tyle, że nie zestarzeje się jeszcze przez wiele lat, i dokonała czegoś niesamowitego. Ten samochód powoduje, że kobiety rozchylają usta, odgarniają włosy i uśmiechają się zalotnie. Model toyoty nie jest „specjalnie wysoki” ani „za bardzo umięśniony”. Ale jakże zbudowany! Ma tak pięknie wyrzeźbione „ciało”, że wywołuje przyśpieszone bicie serca i właściwie tylko w takim znaczeniu można użyć słowa „przyśpieszone”, bo w rzeczywistości C-HR nie przyśpiesza za dobrze. Muszę powiedzieć, że żal mi Hondy. HR-V to dobry samochód, który mógłby także zawładnąć damskimi sercami, ale jest za...
Współczesne samochody są jak pizza. Nazywają się inaczej: capriciosa, neapolitana czy funghi, ale główne składniki są te same. Identyczne ciasto, ten sam sos i ser. Różnice są drobne. Na jednej więcej szynki, na innej nie ma grzybów albo są dodatkowe kapary. Podobnie jest z samochodami. Te najistotniejsze elementy w ramach jednego koncernu są takie same. Płyta podłogowa, silniki, zawieszenie są wspólne dla wielu modeli. To producenci decydują, który będzie odrobinę większy lub będzie mógł się pochwalić szlachetniejszym wnętrzem. Do niektórych można zamówić także dodatkowe cztery sery. Wtedy nazywa się quattro stagioni, przepraszam, oczywiście quattro lub 4motion. Wybierając pizzę, kierujemy się smakiem. Podobnie jest z samochodami. Volskwagen Tiguan, Skoda Kodiaq, Seat Ateca, a nawet...
Z racji zewnętrznych uwarunkowań politycznych Polska nie mogła wystartować w wyścigu motoryzacyjnym na początku dwudziestego stulecia, mimo że już cztery lata po odzyskaniu niepodległości mieliśmy konstrukcje samochodów rywalizujące, a nawet – jak twierdzą niektórzy – przewyższające to, co proponowały niektóre firmy zachodniej Europy Zawdzięczaliśmy je zdolnym inżynierom, wśród których jednego można nazwać bez cienia przesady genialnym konstruktorem i wizjonerem. Mowa o Tadeuszu Tańskim, który zaprojektował jeden z najbardziej nowatorskich samochodów tamtych czasów. Niestety, często bywa tak, że nie wygrywa lepszy. Powszechna jest dziś opinia, że polski przemysł motoryzacyjny nie istnieje. Nie jest to jednak wynik zaniedbań ostatnich 25 lat, lecz bezwzględnej walki, a niekiedy...

Pages