Rafał Kotomski

Rafał Kotomski
Miłość od pierwszego słuchania Zapytany o zainteresowania pozanaukowe, prof. Kazimierz Nowaczyk ma nie lada kłopot z odpowiedzią. Wszystko dlatego, że tych zainteresowań było zawsze tak bardzo dużo... – O tym, że zostałem fizykiem, zadecydował czysty przypadek. Bo zastanawiałem się bardzo poważnie nad rozpoczęciem studiów polonistycznych na Uniwersytecie Gdańskim. Co tu dużo mówić, wybór był niełatwy – przyznaje. Przypadkowi, o którym mówi profesor, na imię kurs przygotowawczy na gdańskiej uczelni. Dla chętnych do studiowania filologii polskiej go nie zorganizowano. Na fizyce oraz matematyce zaś i owszem. Interdyscyplinarność późniejszego naukowca nie była dziełem przypadku. Urodzony w Wałczu na pograniczu Wielkopolski i Pomorza Zachodniego, Nowaczyk to absolwent pierwszego Liceum...
Rafał Kotomski
Wyobraźmy sobie sytuację, że rodzina z czwórką dzieci chce obejrzeć stolicę z trzydziestego piętra Pałacu Kultury. W końcu, jak głosił kiedyś popularny żart, stamtąd właśnie jest najładniejszy widok na Warszawę. Bo... nie widać Pałacu Kultury. Przy cenach obowiązujących przez większość roku taka przyjemność kosztuje 100 zł. Opłaty pobiera miejska spółka zarządzająca obiektem. Nietrudno się domyślić, że wiele osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej na podobną wycieczkę nigdy nie będzie mogło sobie pozwolić. Oczywiście, widok z pałacowego tarasu nie jest produktem pierwszej potrzeby. Ale jego cena dobrze pokazuje tendencje w stolicy, gdzie Warszawskiej Karty Rodziny jak nie było, tak nie ma. – Okazuje się, że konserwatywne deklaracje pani prezydent Gronkiewicz-Waltz to jedna...
Rafał Kotomski
Przygrywka pod krzyżami Dzisiaj wiadomo, że flagę na komitecie w samym sercu Poznania powiesiło dwóch 17-latków, Jacek Andrzejewski i Marek Gapiński. – Znaliśmy się jak łyse konie, mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, blok w blok. Byliśmy nawet razem na przegranym meczu Lecha ostatniego sierpnia 1980 r. Pamiętam, że spiker ogłosił podpisanie porozumienia w Gdańsku, a my szaleliśmy z radości – wspomina Marek Gapiński. Razem z Jackiem, jeszcze zanim Jaruzelski ogłosił stan wojenny, zapisali się do Konfederacji Młodej Polski „Rokosz”. Byli pełni zapału, odważni, bezkompromisowi. Zanim dokonali najbardziej spektakularnej ze swoich akcji, nastąpiła ta pierwsza. I również zapadła w pamięć. Nie tylko zresztą mieszkańcom stolicy Wielkopolski. Na pomniku Czerwca’56, słynnych krzyżach górujących...
Rafał Kotomski
Nas nie zapraszają Kazimierz Załuska drugą kadencję jest przewodniczącym Rady Miasta i Gminy. Czuć, że o trudnej przeszłości rozmawia powściągliwie. By nie rzec – niechętnie. Temat najwyraźniej trudny. I nic dziwnego. Nazwę „Jedwabne” po jednostronnej, piętnującej książce Jana Tomasza Grossa wymieniano tysiące razy. Jako symbol polskiej ksenofobii i antysemityzmu. – Na szczęście nigdy nie spotkałem się ze złośliwymi reakcjami na ten temat – mówi Załuska. Nie sądzi też, by historia negatywnie wpływała na dzisiejszy rozwój gminy. – Choć oczywiście byłoby lepiej, gdyby tamta historia wcale się nie wydarzyła. Ale jak taką ranę zabliźnić? Jest naprawdę spora – dodaje. Co roku pod pomnikiem ofiar odbywają się uroczystości. Żydzi składają kwiaty, zapalają świeczki. Przyjeżdżają z całego...
Rafał Kotomski
– W Polsce system prawny i administracyjny zajmujący się rodziną jest w istocie skierowany przeciwko niej. Interesuje się nią nie po to, by jej pomagać, ale by ją ścigać i ubezwłasnowolnić. Działająca od dwóch lat nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie stała się narzędziem do jej stygmatyzacji. Zamiast wspierać rodziców, ustawa traktuje ich podejrzliwie, na siłę szukając patologii. To wbrew Konstytucji RP, w której przecież zapisana jest opieka i ochrona rodziny. Problem nie leży w urzędnikach, asystentach socjalnych czy policjantach, ale w systemie, który stworzono. Dlatego staramy się o zaskarżenie tzw. ustawy antyprzemocowej do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców. Za duże jak dla was Dwupokojowe...
Rafał Kotomski
„Jakaś infekcja” Gdy 28 kwietnia 2005 r. Monika Wygoda przyszła na świat, została uznana przez lekarzy położników za dziecko całkowicie zdrowe. Niestety, już trzy dni później pediatra zauważył u niej poważne zaburzenia pracy serca. Ze szpitala położniczego trafiła do kliniki uniwersyteckiej, gdzie – po długich naleganiach – zgodził się ją przebadać profesor R. kierujący pracami kardiologów dziecięcych. Lekarz co prawda stwierdził wadę serca, ale nie zdecydował się na leczenie. – Później okazało się, że wada była bardzo łatwa do zdiagnozowania. Nasza córeczka miała mniejszą lewą komorę serca. Dzisiaj wiemy, że gdyby natychmiast podano jej preparat o nazwie Prostin, wszystko byłoby w porządku – mówią rodzice Moniki. Co ciekawe, podobną wadę stwierdzono u dziecka zajmującego się ich...
Rafał Kotomski
Jeśli nie używano wypróbowanego chwytu o „nieznanych sprawcach”, dobra była pierwsza z brzegu osoba, którą dało się obciążyć. Byle tylko wykazać, że niewinni zomowcy czy esbecy nie dość, że nie mieli nic wspólnego ze zbrodnią, to jeszcze nieśli bezinteresowną pomoc niewdzięcznym obywatelom. W milicyjnych czasopismach, takich jak zakłamany tygodnik „W służbie narodu”, ukazywały się artykuły o pełnych empatii zomowcach, którzy ratowali z opresji staruszki i z poświęceniem cucili lodowatą wodą rozgrzane głowy dzikich zwolenników Solidarności. W jednym z tekstów poznańskiego dziennikarza, publikowanych na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, pojawia się fragment dotyczący zomowców, którzy 11 maja 1982 r. znaleźli się na ulicy Fredry, gdzie skatowany został Piotr Majchrzak. Milicjanci z pałkami nie...
Rafał Kotomski
Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, organizatorka marszów pamięci w każdą miesięcznicę, mówi: – Pomnika z pewnością nie będzie, dopóki Polską rządzi Platforma, ale miliony Polaków oczekują, że kiedyś to się zmieni. Musimy pamiętać, że tabliczka i Krzyż Pamięci są ze sobą nierozerwalnie związane. A krzyż stanął w miejscu, w którym ludzie tuż po tragedii domagali się i wciąż domagają się godnego pomnika dla ofiar Smoleńska. Przykład daje Świnoujście Włodzimierz Kotuniak, szef klubu „Gazety Polskiej” w Świnoujściu, jest kapitanem żeglugi morskiej. Bardzo często wypływa w świat i nie ma go w domu przez kilka miesięcy. Pamięć o tamtych dniach zabiera wówczas ze sobą, w drogę. Tę dobrą i tę bolesną. Bo przecież Krzyż Pamięci przed Pałacem Prezydenckim był...
Rafał Kotomski
Wpłacałam, ile mogłam – W 2003 r. umarł mój mąż i zostawił mieszkanie, w którym oprócz mnie zameldowany był jeszcze pasierb. To niecałe 30 mkw. w centrum Warszawy. Kilka miesięcy później próbowałam nabyć prawa do mieszkania. Starania trwały rok, ale okazało się, że nie mogę nabyć praw do lokalu. Nawet jeśli ktoś mieszka przez kilkadziesiąt lat w zasobach wojskowych, a w wojsku nie pracuje, nie ma do lokalu żadnych praw. Grożono mi 200-proc. podwyżką czynszu albo eksmisją. Ale prawdziwa wojna o zajmowaną przeze mnie kawalerkę rozpoczęła się dwa lata temu. Jeden z sąsiadów wymyślił sobie, że może rozbudować swoje mieszkanie, i zaczął starania w wojskowej administracji. Wykorzystał fakt, że nie byłam w stanie płacić całego czynszu. Wpłacałam tyle, ile mogłam. Nie mam renty ani emerytury...
Rafał Kotomski
Tu jest Praga! – Nie ma dokładnych szacunków, ilu ludzi podobnych do pana Czesława z Rusałki mieszka na Pradze. –  Ale wystarczy się przejść, by zobaczyć różnicę między Pragą a Mokotowem czy Żoliborzem. Pracując z dziećmi, docieramy często do rodzin ekstremalnie ubogich, dotkniętych problemem alkoholizmu, braku pracy – opowiada streetworker Andrzej Orłowski. Jako pedagog ulicy zajmuje się najtrudniejszymi przypadkami młodych ludzi z okolic Stalowej, Inżynierskiej, Konopackiej. Miejsc, w których wychował się i do dziś mieszka bezrobotny pan Czesław. Dr Jacek Sałkowski przytacza dane, które wystarczą za cały komentarz do ekonomicznych i kulturowych różnic między dwoma stołecznymi światami. – Przeciętny prażanin żyje o całe 16 lat krócej niż mieszkaniec Wilanowa – mówi chirurg,...
Rafał Kotomski
Z łóżka do zielonego boksu Handlowe początki w podziemiach Centralnego były takie, jak wszędzie. Ludzie sprzedawali wszystko ze stolików, łóżek, naprędce skleconych straganów. Z jednej strony trochę wolna amerykanka, z drugiej – naturalny urok uwolnionej po latach komuny przedsiębiorczości. Jak wszędzie, miejsce po kilku latach zmieniło się w rodzaj pasażu handlowego, którym w imieniu wojewody zarządzała spółka Randal, przekształcona w 1995 r. w Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP) spółka z o.o. Tak jak spółka, zmieniła się też „czapa” z państwowej (wojewoda) na samorządową, czyli Zarząd Dróg Miejskich. – Spółka WPP, wcześniej Randal, od początku nie inwestowała w podziemia. Kiedy powstały zielone boksy, w których handlowali kupcy, to oni sami zapłacili za ich urządzenie – opowiada...
Rafał Kotomski
„Oddajcie nasze dzieci” To autentyczne słowa, które Budajczakowie usłyszeli od jednego z nauczycieli publicznej szkoły, gdzie Emilia i Paweł rozpoczęli tylko swoją edukację. Reakcją na zabranie dzieci ze standardowej klasy były też inne wypowiedzi, w rodzaju „nie pozwolimy wam ich skrzywdzić, nie róbcie nam tego”. W każdym z tych zdań pobrzmiewa nie tylko przyzwyczajenie i niewiedza. Również arogancja, która jest wynikiem istniejącego systemu. Machina państwowa – nie zważając nawet na zapisy prawne – ruszyła i postanowiła udowodnić niepokornym, kto ma rację, siłę i władzę. – Ale my nie zamierzaliśmy się poddawać. Do kuratorium zawiozłem pismo o spełnianiu obowiązku szkolnego poza publiczną placówką. W ówczesnej ustawie o systemie oświaty była taka możliwość, by na wniosek rodziców...
Rafał Kotomski
Dlatego spotkanie odbywa się kątem, przy stoliku jednej z zatłoczonych kafejek na Rynku Głównym. Jerzy Kowalski nie ukrywa zdenerwowania, gdy opowiada historię siedziby „swojego” Stronnictwa. Przed wojną mieszkała tam bogata rodzina Rappaportów. Nieco dziś zaniedbany, zabytkowy obiekt położony jest kilkaset metrów od krakowskich Plant. Zaprojektował go architekt Jan Zawieyski, twórca słynnego budynku Teatru im. Słowackiego. Ponad 1000 mkw. powierzchni, kilkadziesiąt arów pięknego ogrodu w sercu Krakowa. Wszystko szacowane na blisko 15 mln zł. – Na wykupienie tego pałacyku prywatne pieniądze dali rzemieślnicy z trzech małopolskich województw. Później podarowali go Stronnictwu Demokratycznemu. Zawiesiliśmy nad kominkiem pamiątkową tablicę z listą darczyńców. Zresztą po kilku tygodniach od...
Rafał Kotomski
Ludzie wciąż się go boją Trudno w miasteczku spotkać kogoś, kto chciałby mówić o nim otwarcie. Do tego pod własnym nazwiskiem. Wiadomo: pan Ryszard może zaszkodzić. Monika Kolankiewicz przeżyła rewizję, którą w jej domu przeprowadzał Tymofiejewicz. Niechętnie jednak mówi o tamtych czasach. W jej głosie słychać wciąż silne emocje na wspomnienie przeszłości. – Zapamiętałam, że był nieprzyjemny, taki gorliwy. Chciał mieć wyniki. Potem słyszałam, że jego nazwisko łączono z Jerzym Urbanem. Może dlatego tak gładko mu poszło z kupieniem byłego ośrodka telewizji – zastanawia się pani Monika. O uwłaszczonym w III RP esbeku chce mówić pan Jacek. Ale incognito i zastrzegając, że nie wie zbyt wiele. Spotykamy się w sercu miasta, na placu Zwycięstwa. – O widzi pan, przed chwilą przechodził były...
Rafał Kotomski
Nasza, mała Strefa Gazy Jeszcze kilkanaście lat temu położony w Beskidzie Żywieckim Zwardoń przypominał górskie letnisko. Wszędzie turyści, budki z pamiątkami, kilka barów serwujących lokalne przysmaki. Dziś, jakby za dotknięciem złośliwej, magicznej różdżki, wszystko się zmieniło. – Śmieję się przez łzy i żartuję, że to taka nasza Strefa Gazy. Izolacja, pustka. Niech mi pan pokaże jakieś światło w oknie tego turystycznego pensjonatu – mieszkający w Zwardoniu przedsiębiorca obraca głowę w stronę Dworku Szwajcaria, leżącego przy szlaku wiodącym na szczyt Wielkiej Raczy. – Ludzie czekają na turystów, a ci nie przyjeżdżają. Ta miejscowość dosłownie umiera – dodaje. Wyglądający na zagubionych, dwoje licealistów z dużymi plecakami rusza wolno w kierunku dawnego schroniska PTTK. Ciekawe, czy...
Rafał Kotomski
I chyba dobrze, że w całym kraju panuje swoista moda na rekonstrukcje historyczne. Są wielkie, jak w Mławie, gdzie odtworzona niemal jeden do jeden zostaje bitwa Września ’39. I kameralne, na dziedzińcach zamkowych, pokazujące często zupełnie nieznane historyczne wydarzenia. Zaczęło się w 2002 r., gdy dwadzieścia osób rekonstruowało walkę o most w Tułowicach, epizod słynnej bitwy nad Bzurą. Widowisko oglądało wówczas dwieście osób, przeważnie krewnych i znajomych rekonstruktorów. Dziś – tak jak w Ossowie – publiczność stanowią tysiące ludzi. – Chcą zobaczyć to, co pokazujemy. Trochę teatru, ale najwięcej historii. Tym, którzy trafili tutaj jedynie przy okazji, nie zawsze będzie się podobało. Za to przypadkowych ludzi z pewnością nie ma wśród rekonstruktorów. Od najmłodszych dzieci robią...
Rafał Kotomski
Patriota z Ponidzia Janusz Zakrzeński pochodził z tradycyjnej, ziemiańskiej rodziny. Urodził się 8 marca 1936 r. w rodzinnym majątku Podedworze na Kielecczyźnie. Mawiał, że z domu wyniósł przeświadczenie o trzech najważniejszych powinnościach Polaka i obywatela. Wierze w Boga, oddaniu rodzinie i służbie dla Ojczyzny. Ksiądz prałat Józef Maj, proboszcz warszawskiej parafii św. Katarzyny na Służewie i jeden z legendarnych kapłanów pierwszej Solidarności, zna doskonale region, w którym artysta dorastał. – Miałem tam wielu krewnych. O Januszu moja ciocia mówiła „Niuniuś” i znakomicie go pamiętała. Na Ponidziu, gdzie się urodził, panuje specyficzny typ polskiego patriotyzmu. Spokojny, bez demonstracji i nie na pokaz. Za to bardzo głęboko zakorzeniony w ludzkich duszach i sercach – mówi...
Rafał Kotomski
Zabawa wyrokami Sprawa z czekami szybko okazała się naciągana i prokuratura wycofała zarzuty. Ale zatrzymanego biznesmena oskarżono o wiele innych przestępstw gospodarczych, jak poświadczenie nieprawdy czy fałszowanie dokumentów. On sam od początku konsekwentnie im zaprzecza. Prawnicy biznesmena wykazali zresztą, że zarzuty często brzmiały niewiarygodnie. Np. chodziło o rzekome przywłaszczenie jednej z maszyn przemysłowych, ale sąd nie potrafił jednoznacznie wskazać choćby jej numeru seryjnego. Ostatecznie przedsiębiorcy z Lublina postawiono kilkanaście zarzutów, głównie karnoskarbowych. Od końca stycznia 2004 r. przebywa za kratkami. Przez trzy pierwsze lata zastosowano wobec niego areszt tymczasowy. Później zaczęły się następne sprawy karne i kolejne wyroki. Wegera już dziewiąty...
Rafał Kotomski
Nie stać się rośliną To, co stało się w listopadzie 2003 r., spadło na młodego człowieka dosłownie jak grom z jasnego nieba. Właśnie ukończył technikum hodowli koni i zaczynał pierwszą pracę zawodową. Nie byle gdzie – w Stadninie Koni w Racocie. Jej historia sięga XIV w. Bywali tu sławni Polacy – Kościuszko, książę Poniatowski, Józef Wybicki. W II RP miejsce to upodobał sobie prezydent Ignacy Mościcki, który spędził w Racocie dwutygodniowy urlop, a stadnina stała się jedną z jego oficjalnych rezydencji. Do dziś ośrodek, jako jeden z niewielu w kraju, pozostał w gestii skarbu państwa i póki co ominęła go nie zawsze korzystna prywatyzacja. Niestety, swojej pierwszej pracy Dominik nie będzie dobrze wspominał. Wypadek, jakiego doznał, niewątpliwie odmienił jego życie. Choć jednocześnie...
Rafał Kotomski
Dajcie rybaka, a paragraf się znajdzie Z brzmiącego pompatycznie i na wyrost zdania może i dałoby się pokpiwać. Gdyby nie kary, jakie nałożono na Szomborga. Dziś kwoty urosły do naprawdę wielkich rozmiarów. Z odsetkami to około 300 tys. zł. – A poszło o trocie, które urzędnicy uznali za łososie. W podobnych sprawach innym rybakom w ogóle nie robiono kłopotów. Mimo że złowionych ryb mieli dziesięć razy więcej ode mnie – przyznaje armator. Sporne ryby złowił w okresie obowiązywania tzw. trójpolówki – zasad, które polskim rybakom narzuciła Unia Europejska. Najkrócej mówiąc, rzecz polega na tym, że przez dwa lata kutry stoją w porcie, a przez następny rok zaś wypływają na połowy. Za okres postoju Unia wypłaca odszkodowania. Jednak aby utrzymać firmę i rodzinę, pieniędzy z reguły rybakom...

Pages