Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Mógłbym napisać pracę doktorską z zachowań „Jurka”. Byłaby to jednak wyjątkowo nudna monografia, bo cały „warsztat” Owsiaka sprowadza się do metod wypracowanych przez jego ojca i kolegów z resortu. Prowokacja! Popisowym numerem Owsiaka jest poniżenie oponenta chamskimi, wulgarnymi wyzwiskami, na przykład: „pier…l się”, „będziesz miał w d…”, „sk…syn z PiS”, „pierd…, a nie powiem jaki poseł Pięta”. Po takiej serii zaczyna się drugi etap, w którym Owsiak walczy o… miłość, tolerancję i „niemanie focha”. Tak i nie inaczej, on chamstwu przeciwstawia się chamstwem, i to bez wężyka, bo on jest Owsiak. Trzeci etap to zamiana miejsc pomiędzy ofiarą i agresorem. Nie muszę tłumaczyć, gdzie znajduje się guru filantropii. Czwarty etap przeobraża się w „pojednanie”. Zmieszany z błotem dostaje ofertę...
Obok Jarosława Kuźniara Tomasz Lis jest królem, któremu z korony wyrasta szczypiorek. Do klasyki internetowego dowcipu przeszedł „tłit”, w którym Lis zarzucił prawicowym portalom propagowanie stron porno. Tomek nie wiedział, że tzw. reklamy kontekstowe odwołują się do gustów i preferencji użytkownika Internetu, a nie właściciela strony. Mówiąc wprost – Lis biegał po stronach z nagimi paniami i dlatego skrypty podpowiadały mu kolejne oferty. Z tej wpadki Lis nie otrzepie się już nigdy. Będą za nim chodzić reklamy porno jak Walmart za Kuźniarem czy Madera za Petru, i to nie koniec nieszczęść Tomka (oni tam wszyscy są Tomki, Kuby, Radki). Mamy połowę roku, a Lis przegrał prawomocnie już trzeci proces – wszystkie o naruszenie dóbr osobistych i w każdym tekście będącym przedmiotem...
Zewsząd płyną setki teorii, przypuszczeń i hipotez, ale jedno jest pewne. Po dwóch wetach Andrzeja Dudy nic już nie będzie takie samo i nawet jeśli uda się skleić rozbity dzban, to za każdym razem zobaczymy rysy na porcelanie i wykrzywimy twarz. Polska polityka ma taką dynamikę, że publicyści i felietoniści są narażeni na większą śmieszność niż sami politycy. Tydzień temu pisałem o Adrianie Tusku, a złośliwy los w tym samym czasie podstawił długopis i ręką Andrzeja Dudy zaczął kreślić podpis pod wetem ustaw. Cóż mam napisać dziś, żeby się nie zbłaźnić? Adrianów dwóch? Nie wiem, naprawdę nie wiem, decyzja prezydenta jest dla mnie pełnym zaskoczeniem i w ogóle mnie nie pociesza, że w milionie zaskoczonych jest też Jarosław Kaczyński. Jakiekolwiek próby racjonalizacji tej decyzji kończą...
Rzadko się zdarza, żeby słowa oczywiste i przez to banalne jednocześnie otwierały oczy i trafiały w ukryte sedno. Takiego cudu dokonał Antoni Macierewicz w rozmowie z Michałem Rachoniem. Macierewicz określił Lecha „Bolesława” Wałęsę mianem „jednego z najgroźniejszych agentów bezpieki”. Na pierwszy rzut oka nic odkrywczego, ale w zderzeniu z codziennym bełkotem „salonów” słowa te brzmią jak odtrutka. Dokładnie tak i nie inaczej! Nie żaden „skomplikowany życiorys”, nie żadna „niejednoznaczna postać” i nie żadna „legenda, która rozmieniła się na drobne”. Jeden z najgroźniejszych agentów bezpieki, od początku do końca świadomy swoich ciężkich grzechów, zachłanny na brudne pieniądze, sławę i poklask. Człowiek, który dla popularności i pieniędzy sprzedawał kolegów, a razem z esbekami co...
Mamy za sobą przesłuchanie Marcina P., byłem przekonany, że skorzysta z prawa do odmowy składania zeznań, ale się pomyliłem. Nie chcę się tłumaczyć, jednak dla porządku napiszę, że otrzymałem fałszywe dane. Od lewa do prawa płynęły informacje, że Marcin P. jest prostaczkiem, który nie mógł wymyślić takiego „biznesu” jak Amber Gold. W tej recenzji zawiera się ewidentne kłamstwo i jedno duże prawdopodobieństwo. Przed komisją sejmową rzekomy drobny oszust wypadł niczym profesor. Był pewny siebie, na większość pytań odpowiadał tak, jakby znał je wcześniej. Po przesłuchaniu Michała Tuska, któremu miał pomóc, a w rzeczywistości zaszkodził Roman Giertych, Marcin P. wydaje się Cyceronem i Arystotelesem w jednym ciele. Naturalnie nie wynika z tego nic ponadto, że opinie o przeciętnym cwaniaczku...
Kpinom nie było końca, gdy naukowcy z komisji Macierewicza tłumaczyli prawa fizyki na uproszczonych modelach. Jestem pewien, że armia szyderców do dziś nie wie, dlaczego parówka pęka wzdłuż i jaka siła rozrywa puszkę, a jaka zgniata. W 2016 r. członek komisji Nagrody Nobla przy pomocy precla wyjaśnił całemu światu, o co chodzi w badaniach prowadzonych przez nagrodzonych fizyków, i nastała cisza. Szyderstwo najlepiej czuje się w bezmyślnej masie pochwalającej głupotę, ale laureaci Nagrody Nobla nieświadomie ośmieszyli parówkowych żartownisiów ich własną bronią. Jakiż to ma związek z Michałem Tuskiem? Młody Tusk składając zeznania, wypowiedział zdania, które są kpiną z wiedzy lotniczej, ale dziwnym trafem nie został wyśmiany. Na pytanie, jakie ma kompetencje, odpowiedział, że zna się na...
Parę tygodni temu napisało mi się ironicznie, że kwestią czasu pozostaje, gdy czerscy agitatorzy walczący o tolerancję i wielokulturowość zaczną polować na Żydów. Oczywiście na siebie nigdy nie polowali, dlatego dodałem, że Żyd musi być krytykiem „opozycji” albo sympatykiem PiS. Co miało być dowcipną hiperbolą, zmieniło się w poważną nagonkę na Żydów podejrzanych o wspieranie reżimu PiS! Po słowach Beaty Szydło w Auschwitz sygnał do nagonki dał niemiecki polityk Donald Tusk. Sfora od razu rzuciła się na wszystkich, którzy w tej wypowiedzi nie doszukali się uchodźców, i nie odpuściła Żydom. Pierwszy kły na łydce poczuł Paweł Jędrzejewski z Forum Żydów Polskich. Ugryzła Dominika Wielowieyska. Pani redaktor doniosła, że w FŻP redaktorem jest pisowski Żyd Dawid Wildstein i wszyscy tam...
Ideał Władek „Legenda” Frasyniuk sięgnął bruku? W tej w parafrazie tylko sięganie i bruk się zgadza. Za jedno PiS jestem szczególnie wdzięczny: jak dotąd nikt tak boleśnie nie obnażył sztucznych wizerunków bohaterów III RP. Widok parskającego Michnika, rozhisteryzowanej Jandy, podskakującego Giertycha i opętanego nienawiścią Lisa jest estetyczną rąbanką, ale jednocześnie idealnie portretuje tych ludzi. Wyreżyserowany, żałosny spektakl Frasyniuka, odegrany na Krakowskim Przedmieściu, to wypadkowa trzech rzeczy: bezczelnego poczucia bezkarności, cwaniactwa i paniki. Bezczelnością jest publiczne oświadczenie, że weźmie się udział w świadomym łamaniu prawa, co przecież w obecności posłów PO i Nowoczesnej zapowiedział organizator Paweł Kasprzak, prywatnie kolega Frasyniuka. Cwaniactwo to...
Zapowiadało się na wielkie święto w TVN24: oto sam Adam Michnik zaszczycił obecnością studio przy Wiertniczej i dał wywiad równie prawdomównemu Andrzejowi Morozowskiemu. Miałem nieszczęście obejrzeć to widowisko i chociaż cały Internet huczy tylko o fizjologicznych dźwiękach, jakie z siebie wydawał redaktor Michnik, zacznę od czegoś innego. Ile razy słyszeliśmy o Jarosławie Kaczyńskim, że jest niewydarzonym kurduplem w obłoconych mokasynach i mlaszcze? Od 20 lat przedstawia się Kaczyńskiego jako abnegata z ciemnogrodu i „typowego Polaka niedomytej, nienawistnej, pijanej, katolickiej Polski”. Wizerunek wykuwał się w kuźni na Czerskiej i każdego dnia klepie się te zohydzające frazy. Po drugiej stronie estetyki postawiono właśnie Michnika, który wraz ze swoją ekipą uznał się za pachnącego...
W życiu publicznym od wielu lat rządzi paradygmat głośnego idioty, eufemistycznie nazywanego skandalistą. Trwa nieustanny wyścig na wypowiadanie głośnych i beznadziejnie głupich opinii, które gwarantują popularność i nieważne, jaki jest to rodzaj popularności. Z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę własnych osądów i skończyć na takim samym dnie. Dlatego bardzo długo się zastanawiałem na tytułem felietonu, aby nie zbliżyć się na milimetr do tych, którymi gardzę. Szalę przeważyła prewencja! Nie da się policzyć wszystkich zachowań najgorszego sortu człowieczego, po których padało sakramentalne: „Wszelkie granice zostały przekroczone”. Poza wszystkim jest to stwierdzenie fałszywe, i to w chwili, gdy jest wypowiadane, wszak w następnej sekundzie gdzieś jest przekraczana kolejna granica. Po...
Pozwoliłem sobie uwspółcześnić stary szkolny dowcip z czasów PRL. Starsi na pewno wiedzą, jak brzmi poprawnie, młodszym przytoczę: „Kto jest twoim bohaterem i dlaczego Lenin?”. Taki temat pracy domowej dostawały dzieci w czasach słusznie minionych, co w sposób naturalny skojarzyłem z uroczystym wręczaniem nagrody Człowieka Roku „Gazety Wyborczej”. Kiedyś od tego, co napisali redaktorzy Michnika, zależało naprawdę wiele, czasami wszystko. „Wyborcza” nie tylko w złośliwych komentarzach, ale i w faktycznym przekazie przypomina biuletyn partyjny. Wpływy polityczne „GW” były tak duże, że gazeta rozdawała karty na politycznym stole. 3 lipca 1989 r. w słynnym wstępniaku „Wasz prezydent, nasz premier”, Michnik nakłamał i przydzielił dwa najwyższe urzędy państwowe swoim idolom. Z tamtej potęgi...
Usposabiam się pacyfistycznie do wielu stereotypów, ponieważ najczęściej precyzyjnie ilustrują rzeczywistość. Po odrzuceniu psychologizowania w stylu: „Nieprawda, że w damskiej torebce jest bałagan, bo moja szwagierka ma idealny ład”, większość kobiet przez 15 minut szuka kluczyków do auta i w sekundę znajduje rezystor 10 Ω. Stereotypy zostawiam w spokoju, bardziej irytuje mnie hipokryzja cenzurująca to, co widać gołym okiem. Trzydziestodziewięcioletni Emmanuel Macron jest mężem sześćdziesięcioczteroletniej Brigitte Macron i to nie może być zdrowe. Choćby sypać z rękawa poprawnie politycznymi bzdurami: „wiek nie ma znaczenia”, „liczy się uczucie”, „nie twoja sprawa” – zawsze pozostanie w głowie ta myśl, że wnuczek związał się z babcią. Nie jest normalny, kto mając 15 lat, nie zakochał...
Śledczy i prokuratorzy wiedzą, że ludzie, którzy kłamią, doskonale operują detalami i nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania. W ogóle proste pytania to naturalna weryfikacja inteligencji i zamiarów indagowanego. PO potrafi godzinami opowiadać o szczegółach swojej „oferty programowej”, bo taką podobno ma. Słyszeliśmy 1000 razy, że ma być europejsko, nowocześnie, a nawet z miłością i bez polityki. W końcu ktoś przytomny wpadł na proste pytania i zadał je publicznie. Dobrze, Platformo, ale tak konkretnie: „500+” jest fajne czy grozi bezrobociem, alkoholizmem i oddawaniem stolca na plażach Bałtyku? Emerytura ma być odpoczynkiem po pracy czy ostatnim tchnieniem nad trumną? Ściągamy sierotki z Aleppo do Sopotu i oddajemy do adopcji Paniom Pomaskiej i Burzyńskiej czy budujemy rasizm nad...
Mitologia grecka to niewyczerpane źródło metafor i przede wszystkim archetypów, ale jak to w bajkach bywa, nie wszystko jest prawdą i jeszcze mniej się przekłada na prawdziwe życie. Nie znajdziemy w greckich mitach przygód błędnego rycerza na białym koniu, ale jakoś tak mnie naszło, żeby koniecznie odnieść najnowszą historię Donalda Tuska do świata fantasy. Nawiasem mówiąc, oczekiwanie, że Tusk przygalopuje do Polski na koniu, ma niezwykle wątłe podstawy hipiczne, bo też nikt nigdy Donalda nie spytał, czy w ogóle wie, z której strony konia się dosiada. Pozostaje Penelopie PO czekać na Odysa, jednak i tutaj pojawia się mnóstwo wątpliwości. Obecnym liderem PO jest Grzegorz Schetyna, z wiernej żony to on ma raczej niewiele, bardziej kojarzy się z Lady Makbet. Na pierwszy rzut oka...
Najdłuższą ciążę przechodzą samice słoniowatych, trwa około 22 miesięcy, czyli blisko dwa lata. Słonie rodzą się z pełną skrupulatnością, zachowują przy tym wyjątkową cierpliwość i, dziękować Bogu, nie mają problemów z metrażem sawanny. Niestety, podręczniki zawierają zafałszowane informacje, słonice nie są rekordzistkami w długości ciąży. Niedościgły rekord należy do „Gazety Wyborczej”, która 27 lat próbuje urodzić „polski faszyzm”. O narodzinach polskiego faszyzmu słyszymy od czasu, gdy Adam Michnik bohatersko oświadczył, że jest polskim Żydem, i rzucił Lechowi Bolesławowi Wałęsie antysemityzmem w twarz. Potem ciąża polskiego faszyzmu rozwijała się szybciej i ciężko powiedzieć, czy ów fenomenalny proces przebiegał normalnie, czy z powikłaniami. Wszystko zależy od przyjętego kryterium...
Człowiek jest ssakiem pysznym, niewdzięcznym i szybko zapomina o biedzie, gdy posmakuje komfortu. W 2014 r., po siedmiu latach intensywnego okłamywania i ogołacania Polaków, z „ten kraju” uciekł Donald Tusk. Zaledwie miesiąc wcześniej w swoim stylu oświadczył, że nie będzie się ubiegał o stanowisko szefa RE, które przyjął 1 grudnia. Po ucieczce Tuska pojawiał się cień nadziei zwiastujący koniec rządów PO–PSL, ale nikt wtedy nie przypuszczał, że prezydentem zostanie Andrzej Duda, a PiS obejmie samodzielne rządy. Od podwójnego zwycięstwa PiS minęły zaledwie dwa lata i był to pierwszy okres po 1989 r., w którym rządzący nie ukradli miliarda złotych i nie „sprywatyzowali” za złotówkę państwowej spółki wartej miliony. Nie sposób się też w rządach PiS doszukać próby przehandlowania interesu...
Perypetie rzecznika KRS nazwałbym kwintesencją patologii w wymiarze sprawiedliwości, ale nie nazwę. Po pierwsze, Waldemar Żurek grożący pozwami własnej córce, aby odzyskać marne 20 000 zł, na tle swoich kolegów i koleżanek i tak wypada nieźle. Po drugie, kwintesencji patologii w sądownictwie jest wiele i wynika to wprost z obszarów działalności sędziów, dalekich od przestrzegania prawa. W końcu po trzecie, każdego dnia granice bezkarności są przesuwane i nie warto się z tą rozwojową degrengoladą ścigać. Trzeba natomiast cały czas przypominać, że tacy ludzie jak Waldemar Żurek z przytupem wylecieliby z harcerstwa czy bractwa kurkowego, ale trwają na stanowiskach sędziowskich i – o zgrozo – uchodzą za autorytety. W prawie pojęcie nieskazitelnego charakteru nie jest luźną dywagacją, ale „...
Jarosław Kaczyński znów został gwiazdą wszystkich serwisów. Wystarczyło, że powiedział jedno zdanie zawierające same fakty. Owszem, mamy postkomunistyczną konstytucję, ale to jest akurat drobiazg, który dla celów politycznych rozdmuchuje się do niebotycznych rozmiarów. Wszystkim, którzy wierzą, że wraz ze zmianą konstytucji nastąpi sanacja państwa, posyłam szeroki uśmiech politowania. Podobną skuteczność miała obowiązkowa zakąska serwowana w ramach socjalistycznej walki z alkoholizmem. Problemem zasadniczym nie jest to, jakie prawo w Polsce obowiązuje, bo wbrew pozorom jest całkiem przyzwoite, ale kto je interpretuje i egzekwuje. Obecna konstytucja była w sposób jawny łamana przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, który „nie widział” art. 197 i ślepy był na ustawę regulującą...
Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Kto by pomyślał, że niepozorna blondynka, Renata Grochal, napisze „Tango II”, i to na takim poziomie, że można się zastanawiać, czy jedynka nie była gorsza. Pani Renata zmieniła redakcję z „Wyborczej” na „Newsweek” i, co za tym idzie, musiała przejść inicjację. Postarała się ze wszystkich sił i udowodniła, że nie ma żadnych problemów z odczytaniem linii redakcji. Było to o tyle łatwe, że niemiecki nadzorca zostawił szczegółowe instrukcje, jednak redaktor Grochal poszła dalej, oczywiście nie poza wytyczne, ale poza marzenia wydawcy. Tak powstał osobisty dramat Grochal pt. „Wychowanie i klękanie, czyli prawa rodzina prezydenta Andrzeja Dudy”. Bohaterem dramatu Renaty Grochal, który ukazał się na łamach „Newsweeka”, nie jest Artur, lecz Andrzej....
Tak się zabawnie złożyło, że ten sam Radek oddawał Berlinowi władzę nad Polską i mówił o polskiej murzyńskości. Zmarnowałem jedno zdanie na człowieka, który nie jest wart przecinka, ale ta klamra między Niemcami i murzyńskością jest doskonałą ilustracją innego tragikomicznego zjawiska. Z Berlina m.in. do redakcji „Newsweek Polska” przyszły instrukcje zawierające gotowe publikacje dla polskojęzycznych mediów. Należałem do tej kategorii oszołomów, co to nie mieli wątpliwości, komu przykładowy Lis albo Kim służą, jednak jak ostatni frajer wykluczałem główny zarzut stawiany dziennikarskim gastarbeiterom. Stanowczo sprzeciwiałem się tezie, że oni dostają gotowce od niemieckich nadzorców. Wydawało mi się – i nadal uważam – że Lis i cała reszta po prostu tego nie potrzebują, bo doskonale...

Pages