Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Nigdy nie byłem zwolennikiem budowania tragikomicznych hagiografii „naszych” i „waszych” z PRL-u. Dlatego też historia o dzielnym prokuratorze Stanisławie Piotrowiczu, który z narażeniem życia ratował opozycjonistów, trochę mnie mierzi, trochę śmieszy. Nie kupuję tej bajeczki, chociaż przyjmuję do wiadomości, że Piotrowicz jak na prokuratora stanu wojennego zachował się w miarę przyzwoicie. Niemniej uczciwość intelektualna i moralna nie pozwalają tego fragmentu życiorysu posła Piotrowicza zaliczyć do udanych. Każdy, kto chce być uczciwy wobec siebie i innych, musi się umieć zmierzyć ze swoimi słabościami. Piszę te słowa z pozycji człowieka, który z głupoty i niewiedzy przez co najmniej pięć lat powielał wszystkie brednie propagandowe za Michnikiem i TVN. Swoich durnych tekstów nigdy z...
Pamiętam takie czasy, gdy nawet zatwardziali „kaczyści” widzieli w Pawle Kukizie fantastycznego koalicjanta dla PiS i chcieli zabijać każdego, kto krzyczał, że król jest nagi. Dokładnie w tamtym czasie popełniłem tekst, który stał się kultową skarbnicą wiedzy na temat towarzystwa, jakie Kukiza wywindowało i jakie on sam za sobą pociągnął. Tekst Bogu dzięki stracił na aktualności, co więcej, śmiem twierdzić, że zmienił – i to w sposób zasadniczy – listy wyborcze obecnego klubu Kukiz’15. Lubińskie i wrocławskie kliki samorządowe powiązane ze Schetyną Kukiz zastąpił „narodowcami” i paroma postaciami znanymi z oryginalnych poglądów: Kornel Morawiecki, Marek Jakubiak czy Liroy. Warto też przypomnieć, że Kukiz po ujawnieniu powiązań z PO i całej grupy osobliwości, nie wyłączając byłych...
Przyznaję, że się starzeję albo tracę polityczną czujność. W życiu bym nie powiedział, że wróci stara, zdarta do imentu, propagandowa płyta z przebojem o „polskim nazizmie i faszyzmie”. Byłem przekonany, że to paliwo się zużyło do ostatniej kropli, aż tu nagle ktoś znów podjechał świeżą cysterną i wszystkiego nie da się wyjaśnić Marszem Niepodległości. Pretekst rzeczywiście był, jeśli nie przy okazji masowej demonstracji patriotycznej, to kiedy odpalić „polski nazizm”, ale ta skala i zbiegi okoliczności nie dają spokoju. Nawet z lewej strony dziennikarz Polsatu zauważył, że rok temu było znacznie bardziej ciekawie, dużo więcej powakacyjnych banerów i okrzyków, a jednak wielkiej międzynarodowej afery się nie doczekaliśmy. Ki diabeł? Jeśli nie wiadomo, o kogo chodzi, to wiadomo, że...
Człowiek ma swoją granicę wytrzymałości i zawsze reaguje po jej przekroczeniu. Mnie na przyzbie dobrze się siedzi i do salonów nie aplikuję, ale widzę, że co jakiś czas w świecie lepszego towarzycha pojawia się kretyńska moda. Skłamałbym, gdybym napisał, że nie śledzę „Pudelków” i „Kozaczków”, przeciwnie – zaglądam tam często, z jednego powodu. Otóż pierwsze sygnały, że za chwilę pójdzie większa afera, nie raz i nie dwa razy posyłał „Kozacki pudelek”. Dla przykładu mogę przywołać aferę z Kamilem, który pracował w TVN, i to właśnie w takich „gazetkach” rodzą się mody na cudaczne zachowania. Swego czasu celebryci wylewali sobie na łeb wodę z kostkami lodu. Większość nie miała pojęcia, o co chodzi, ale twardo goniła trend. Obecnie jesteśmy na etapie molestowania seksualnego i ta moda...
Współczuję wszystkim Bogu ducha winnym i dumnym posiadaczom imienia Adrian. Jednocześnie nie chcę się wpisywać w stygmatyzowanie dorosłych ludzi, którzy niczego niedojrzałego nie zrobili, a czują się zażenowani, bo: „Skojarzenia to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę, jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe”. Dla mnie i dla wielu Polaków kwestia, czy Andrzej, czy Adrian, została ostatecznie rozstrzygnięta i wygrał Robert Górski. Niemniej w jednym się znany satyryk pomylił, portretując postać Andrzeja Dudy. Adrian to imię dorosłego mężczyzny, natomiast Andrzej, który został Adrianem, co najmniej od kilku miesięcy zachowuje się jak Adrianek. Najpierw nie podpisał „niekonstytucyjnych” ustaw, potem przedstawił ustawę, którą sam uznał za niekonstytucyjną. Cztery spotkania z...
Uprzedzam uczciwie, że tekst może być toporny i podszyty tanią propagandą, bo rzadko mi się zdarza pisać pochwały. Minęły dwa lata rządów PiS i z perspektywy wyborcy mogę powiedzieć, że jestem w szoku. Nie postawiłbym 5 groszy na to, że Polska po dobrej zmianie będzie w tak doskonałej kondycji gospodarczej i moralnej. Obawiałem się naturalnego zużycia władzy i wyrównania notowań z opozycją, zakładałem, że część obietnic wyborczych z natury rzeczy będzie pustką. Stało się inaczej – opozycja jest na dnie, obietnice wyborcze w zasadniczych punktach wykonane, pozostałe się robią i mam nadzieję, że na poważnie, przede wszystkim chodzi o sądownictwo. Potknięcia były, ale wszystko sprowadza się do kolizji samochodowych, kiepskiego PR i nieszczęsnego Misiewicza. Za kompletną porażkę można...
Przywoływanie Orwellowskich klimatów to tak zgrana figura retoryczna, że chyba tylko argumentum ad Hitlerum z nią wygrywa. Nic na to nie poradzę, nie zawsze można być oryginalnym, dlatego będę banalny. Media słusznego nurtu rzuciły się, między innymi, na mnie z „hejtowaniem”, czyli ujawnianiem prawdy o ambicjach i aspiracjach młodych lekarzy rezydentów zapisanych na Facebooku. Nienawiść to miłość, wojna jest pokojem, prawda to kłamstwo – jak pisał Orwell. Niech będzie, ale jeśli rezydentka w swoim pamiętniku marzy o ściąganiu fury z USA za 120 tys. złotych, a przed kamerą marnym aktorstwem mdleje w obronie pacjenta, to jak nie hejtować? Nie zamierzam poważnie odnosić się do retoryki i relatywizmu libertynów i w tym celu wyprodukowałem krótki skecz, z góry przepraszam, że nie bardzo...
Zazdroszczę Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwości, z jaką jego słowa przechodzą do języka użytkowego. Pewne sformułowania pozostaną na zawsze w mowie potocznej, inne już się stały związkami frazeologicznymi. Nie ma jednak nic za darmo, ta lekkość jest wynikiem poszukiwania dziury w całym i polowania na Kaczyńskiego. W myśl zasady: jak nie kijem to pałką, każde zdanie Prezesa PiS poddawane jest monotonnej egzegezie. Zaczyna się zawsze od tego samego – podzielił Polaków. Nieważne, co powiedział, pewne jest, że podzielił Polaków na gorszy i lepszy sort, na prawdziwych i nieprawdziwych i tak dalej. W oparach paranoi przygotowano setki nagonek z tak wypaczonym obrazem Kaczyńskiego i jego słów, że z pewnością Kaczyński nie rozpoznawał w nich ani siebie, ani własnych wypowiedzi. Przez długi czas...
Poczekajcie na ustawy, nie oceniajcie w ciemno! Podobne apele grzmiały przez dwa miesiące, gdy najpierw mecenas Królikowski, a potem nie wiadomo kto pracował nad prezydenckimi ustawami. Nudziły mnie te okrzyki, bo dla każdego doświadczanego i rozgarniętego obserwatora polskiej polityki było jasne, że zobaczymy zupełnie inne ustawy niż te ministra Ziobro. Do oczywistych wniosków można było dojść po odpowiedzi na jeszcze prostsze pytanie. Po co wetować, jeśli się nie chce wywrócić projektu? Nic się nie zmieniło po dwóch miesiącach. Nie! Przepraszam bardzo, zmieniło się. Wiadomo, że jak się pisze recepty dla wszystkich, to nikt nie będzie zadowolony. Chyba nawet sam Andrzej Duda nie ukrywał, że zaskakujący manewr z wetami miał zerwać metkę „Adriana” i jednocześnie pokazać, że obóz...
Za tydzień z faktu, że Małgorzata Gersdorf została upokorzona i wręcz zgnojona za udział w zaprzysiężeniu sędziego TK w Pałacu Prezydenckim, raczej nikt się nie będzie śmiał. Jednym z powodów będzie to, że 26 września poznamy treść ustaw sądowniczych, przynajmniej tak obiecał Prezydent. Dlatego chciałbym zadać pytanie, z czego tak naprawdę się śmiejemy? Komunikat rzecznika SN głosił, że prezes Gersdorf przyszła do Pałacu Prezydenckiego, ponieważ decyzję podjęła bezrefleksyjnie, była zmęczona i nie wzięła pod uwagę specyficznych uwarunkowań. Rzecznik dopytywany o tę realnie socjalistyczną samokrytykę, którą składali członkowie PZPR, z rozbrajającą szczerością oświadczył, że nic mądrzejszego SN nie był w stanie wymyślić. Czy to jest śmieszne? Jasne, nie będę udawał oryginała, w pierwszym...
Już dwa lata niegdysiejsze święte krowy ledwo zipią przy opozycyjnym żłobie, który gabarytami i zawartością nie przypomina wypasu, jaki mieli u władzy. Kiepsko się im wiedzie, zaliczają porażkę za porażką i nie potrafią wyjść z traumy. Za jedyne pocieszenie robiło 27:1, czym opozycja tak się zachłysnęła, że natychmiast chciała załatwić kilka spraw naraz. Przypomnę, że to właśnie po wyborze Tuska na II kadencję przewodniczącego Rady Europy pojawiły się wielkie projekty polityczne opozycji. Najpierw w sondażach PO wyprzedziła PiS, potem Tusk miał „zaorać” Andrzeja Dudę w II turze wyborów prezydenckich. Teraz można się głośno z tych planów pośmiać, ale wówczas liczni komentatorzy, nawet po prawej stronie, histeryzowali, że Kaczyński stracił instynkt i poszedł na bezsensowną wojnę....
Czuję się wyjątkowo obiektywnym komentatorem, ponieważ od samego początku jestem konsekwentnym krytykiem tzw. apelu smoleńskiego. Argumenty przytaczałem wielokrotnie i na te same okoliczności zwracało uwagę wielu ludzi głęboko zaangażowanych w sprawę smoleńską, w tym Marta Kaczyńska. Dlatego teraz z czystym sumieniem i bez żadnego obciążenia mogę napisać, że za skandal na Westerplatte w całości odpowiada człowiek, który obecnie ma postawione zarzuty karne, i jest nim Paweł Adamowicz, pseudonim „Budyń”. Jeśli się wie, kim jest i co sobą reprezentuje Adamowicz, prymitywizm prowokacji przygotowanej w dniu 1 września w najmniejszym stopniu nie może szokować. Poważne państwo zachowuje się poważnie i uroczystości z najwyższej półki muszą mieć taką samą oprawę. Oczywiście obecność harcerza na...
Wiele dialogów i scenek przeszło do codziennego użytku wprost z kultowej komedii „Miś”. Każdy ma swój ulubiony fragment, ale jest też cała historyjka, którą da się wyodrębnić. Chodzi o słynne dylematy milicjanta łapiącego kierowców na sztucznie zabudowanym terenie. Co scena to wpadka, najpierw przewraca się tekturowy dom, potem „matka siedzi z tyłu”, a na końcu dziećmi wybiegającymi z „przedszkola w przyszłości” zostaje poczęstowany ksiądz. Finał akcji jest taki, że z centrali przychodzi dyrektywa, aby przed opowiadaniem bajek o terenie zabudowanym w szczerym polu sprawdzić, czy odbiorcą nie jest ksiądz. Historia z „Misia” jako żywo przypomina brednie sprzedawane ludzkości przez ideologów lewicowych, którzy stają na głowie, aby zakląć rzeczywistość. Nie było takiego idiotyzmu, którym...
Fanatyczni krytycy Jarosława Kaczyńskiego popadają w rozbudowany syndrom sztokholmski. Nienawiść do Kaczyńskiego jest w nich szczera i niekontrolowana, ale jednocześnie są nieszczęśliwie zakochani i nie potrafią bez Niego żyć. Nienawidzą i tęsknią, a w swoich uczuciach są tak drobiazgowi, że śledzą każdy Jego ruch. Niejedna agencja reklamowa modli się dzień i noc, żeby zrobić przy użyciu tak skromnych środków choć jedną tak genialną kampanię, jakich Jarosław Kaczyński zrobił dziesiątki. Wystarczyło, że Prezes PiS poszedł do innego sklepu niż znana sieć dyskontów z kropkowanym żukiem na szyldzie i natychmiast wzrosły obroty sieci. Kwiaciarki do dziś liczą zyski ze sprzedaży białych róż, które do czasu słynnej wypowiedzi Jarosława więdły samotnie i przynosiły straty. Jednym zdaniem...
Ostatni miesiąc w polskiej polityce do Dobrej Zmiany nie należy. Po wetach prezydenckich ujawnia się coraz więcej konfliktów w obozie władzy i środowiskach związanych z PiS. Spór pomiędzy Prezydentem i ministrem Zbigniewem Ziobro nie ustał, a co więcej, doszedł nowy otwarty pojedynek – tym razem z ministrem Macierewiczem. W TVP zaczęła się jatka na całego i dzieje się to kosztem i tak marnej jakości, którą przyniósł Jacek Kurski. Ciągle się upieram, że tandetnym antyTVN-enem porządnych mediów narodowych zbudować się nie da. Do tego wszystkiego dochodzą przepychanki w Pałacu Prezydenckim, gdzie pierwsze skrzypce zaczął grać Krzysztof Łapiński, któremu złośliwi internauci nadali przydomek „Czerepach”. W panikę nie wpadam, ale powodów do optymizmu też nie widzę. Jedno jest dla mnie poza...

Pages