Maryna Miklaszewska

Wszyscy podniecają się ostatnio niemieckim filmem zaprezentowanym na platformie ARTE, przedstawiającym Różę Thun, samotnie walczącą o swój kraj. Okazuje się, że już od jakiegoś czasu Niemcy tropią takie heroiczne postawy. W magazynie kulturalnym o nazwie Metropolis możemy sobie obejrzeć kilkunastominutowy niemiecki film o Gdańsku. Metropolia zostaje w nim przedstawiona jako buntownicze stare miasto portowe i kolebka Solidarności. Jednak najważniejsze pytanie, które nurtuje twórców filmu, brzmi: jak tutejsi artyści radzą sobie pod rządami Prawa i Sprawiedliwości? Co o nich myślą? Zdjęcia gdańskiej starówki są sielankowe, ale komentarz sugeruje, że to tylko pozory. Bo choć Danzig jest tak spokojny, jakby od wieków nic się tu nie zmieniło, „o tę bałtycką metropolię nieraz walczono, walka...
Pięć lat prezydentury Lecha Kaczyńskiego było budowaniem bezpieczeństwa Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej, który Putin dotychczas uważał za teren swoich wpływów. To był pewnik, którego żaden z dotychczasowych polskich przywódców nie odważał się podawać w wątpliwość. Lech Kaczyński odważył się, i to nawet w stosunku do państw będących jeszcze niedawno radzieckimi republikami, na przykład Gruzji, gdzie udało mu się powstrzymać zmierzające w tym kierunku czołgi. A rok później, 1 września 2009 r. na Westerplatte, prezydent Kaczyński, niemal prosto w oczy Putinowi, wypowiedział słowa o mordzie katyńskim jako akcie zemsty za pokonanie bolszewików w 1920 r. Te słowa padły na podatny grunt w głowie byłego pułkownika KGB. W styczniu 2010 r., w roku ich śmierci, para prezydencka...
Filozof Henryk Elzenberg pisał przed wojną: „Publicystyka kulturalna jest potrzebna, choć tak mało ponętna. Żeby kultura realnie żyła, żyła jako zjawisko zbiorowe i zjawisko dnia codziennego, muszą wszystkie jej sprawy być obgadane, musi się na ten temat kultury wytworzyć wyczuwalna i gęsta sieć myśli snujących się stale od jednych mózgów do drugich. Także atmosfera kultury ma swe minimum gęstości, niezbędne jeśli nie dla >>hucznego lotu olbrzymich ptaków<< – to dla ogółu”. Mogę chyba bez posądzenia o zbytni pesymizm stwierdzić, że od dawna jesteśmy poniżej owego „minimum gęstości”. Wymiana myśli w sprawach związanych z kulturą w najbardziej popularnym (poza Internetem) medium, którym jest telewizja, tworzy nie „gęstą sieć”, lecz porwaną na strzępy rzadką siatkę. Wiem, że...
Witold Zadrowski był pierwszym dziennikarzem, który w Polsce Ludowej ośmielił się z szaleńczą wprost dezynwolturą wypowiedzieć na antenie Polskiego Radia zakazane nazwisko: Piłsudski. W audycji, która została – o zgrozo – nadana w dniu przyjazdu Breżniewa do Polski w 1974 r., Zadrowski puścił stare nagranie z głosem Marszałka, który mówił, że tu (to jest do Polski) będą różni ludzie przyjeżdżać i odjeżdżać, a on pozostanie w pamięci narodu. Ponieważ trend był odwrotny i Piłsudski miał być z pamięci narodu wymazany, Zadrowski został natychmiast z radia wyrzucony i wokół Marszałka znów zapanowała głucha cisza. Kiedy za zaangażowanie się w ruch Solidarności wyrzucono mnie z Trójki, zaczęłam współpracować z podziemną Oficyną Fonograficzną NOWA. Warto przypomnieć, że o ile ilość druków i...
„Będąc kasztelanem, mogę podróżować w czasie, i w różnych zamkach, przy miodzie, mięsiwie i ogniu, gawędzić ze średniowieczną bracią o stoczonych bitwach, wygranych potyczkach i pięknych białogłowach” – któż to tak miło i kulturalnie wpisuje się w rycerską tradycję, tak szarmancko wyraża o płci pięknej? Tak, to ten sam troglodyta wypełzły z lochu zamku w Inowłodzu, ten sam rycerz, który lżył niedawno najgorszymi słowami dziennikarkę podczas swojej kolejnej „podróży w czasie” i oblegania tym razem Pałacu Prezydenckiego. On kocha bitwy, ale nie zna historii bitwy pod Łowczówkiem sprzed ponad stu lat. Był grudzień 1914 r., początek wojny. W Galicji toczyły się pierwsze walki między wojskami rosyjskimi a austriackimi, przy boku których biły się Legiony Polskie. Dwa pułki I Brygady...
Powieść „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell ujrzała światło dzienne w 1936 r. Jak wszyscy wiedzą, jej akcja toczy się w czasie wojny secesyjnej, czyli walk Jankesów z Północy z Konfederatami z Południa w Stanach Zjednoczonych w latach 1861–1865. Na tę powieść powoływała się jakiś czas temu Barbara Fedyszak-Radziejowska, uważając, że ta książka, którą przeczytali wszyscy Amerykanie, odtworzyła w nich poczucie wspólnoty. Według Fedyszak-Radziejowskiej dopiero powieść Mitchell pojednała Północ z Południem, zasypała głęboki i niszczący społeczeństwo podział i przywróciła pozytywny wizerunek obu stronom tego konfliktu. Mitchell uniknęła niebezpieczeństwa jątrzącej narracji o walce „dobrych” Jankesów walczących z niewolnictwem i „złych” Konfederatów wyzyskujących czarnoskórych...
Święta miłości kochanej ojczyzny, Czują cię tylko umysły poczciwe! „Połowę kraju zżera nienawiść. Nienawiść zrodzona z kompleksów, braku perspektyw, niedouczenia, nienawiść polska, katolicka” (Krystyna Janda, aktorka). „Jest to kraj, z którego trzeba uciekać – i to nie dlatego, że się komuś grunt pali pod nogami czy że nie ma co żreć. Z tego kraju trzeba uciekać, bo wstyd, bo życie tu nie ma sensu” (Krystian Lupa, reżyser). Dla ciebie zjadłe smakują trucizny, Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe! „Polska jest takim śmierdzącym starzyzną, patriarchalnym garniturem. Męskość w starym wydaniu macho. Albo szacun, albo w ryja” (Manuela Gretkowska, pisarka). „Mówię o takim zaprzaństwie, o narodzie gnuśnym, nacjonalistycznym i antysemickim. O lenistwie, brudzie, wewnętrznym niechlujstwie,...
„My chcemy Boga, my, poddani! / On naszym Królem, On nasz Pan!”. Ucho lewicowego liberała, jak kiedyś ucho komunisty, nie może wytrzymać brzmienia tych słów. Dwa czy trzy ekstremalne hasła niesione w Marszu Niepodległości posłużyły tylko za pretekst. Prawdziwa wściekłość, wręcz erupcja nienawiści, skierowana była na cały marsz, w którym kilkadziesiąt tysięcy ludzi szło pod tym hasłem. Szli poddani Boga. Nie Prus, nie Niemiec, nie Rosji, nie Unii Europejskiej wreszcie, tylko Boga. On naszym Królem. Warto przypomnieć, że ta pieśń rozbrzmiała po raz pierwszy we Francji. Nous voulons Dieu – słowa będące protestem przeciw postępującej ateizacji Francji – śpiewali Francuzi pielgrzymujący do Lourdes w 1882 r. Francja, zwana niegdyś „córą Kościoła”, dużo wcześniej walczyła pod sztandarami Boga...
Prawa strona chce uhonorować swoich nieżyjących już bardów, Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego, ulicami ich imienia. Ma też bardów żyjących, jak Paweł Piekarczyk czy Lech Makowiecki. Strona opozycyjna ma się czym pochwalić na odcinku bardów, Maciejem Maleńczukiem mianowicie. Udzielił on ostatnio w Internecie wywiadu z okazji wydania płyty, na której śpiewa piosenki Wojciecha Młynarskiego, powstałe w PRL. Według Maleńczuka oddają one dzisiejszą rzeczywistość, a najbardziej aktualna i najlepiej opisująca charakter Polaków jest piosenka „Szajba”. Maleńczuk twierdzi, że misję przybliżania polskim szajbusom swojej twórczości zesłał mu sam Młynarski z nieba, i coś w tym jest. Bo choć ich osobowości różnią się, to jedna rzecz ich łączy. Mówiąc o Polakach zgryźliwie i ironicznie (...
W 1924 r. literacką nagrodę Nobla otrzymał W.S. Reymont. Wśród kontrkandydatów znajdował się rosyjski, a wtedy już właściwie radziecki, pisarz Maksym Gorki. Początek drogi życiowej obu pisarzy był dosyć podobny. Pochodzili z niezamożnych rodzin, imali się różnych fachów. Reymont uczył się krawiectwa i zdobył stopień czeladnika, potem zajął się aktorstwem i przystał do wędrownej trupy, w końcu został robotnikiem na Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Maksym Gorki, wtedy jeszcze Pieszkow, był handlarzem staroci, tragarzem portowym, gońcem i, tak jak Reymont, pracował na kolei – jako stróż. Obaj zaznali skrajnej biedy. Można więc powiedzieć, że obaj mieli „dobry start”, aby opisywać dolę ludzi z nizin społecznych, wśród których przebywali. Zarówno Gorki, jak Reymont odbyli pielgrzymki, choć...
HGW nie chce stanąć przed komisją sejmową z dwóch powodów: po pierwsze, jest to komisja „bolszewicka” (gdyby istotnie taka była, HGW już dawno w lochach Ministerstwa Sprawiedliwości pisałaby donos na siebie jako szpiega na usługach obcego mocarstwa), po drugie, nie może przed tą komisją zeznawać, ponieważ jest „organem”. Na pierwszy rzut oka kobieta. Na drugi – obywatel. Owszem, prezydent miasta, prawnik, nauczyciel akademicki, ale przede wszystkim obywatel. A jednak ona jest czymś więcej. Trawestując Nerona, który przed śmiercią mówił: „Jakiż artysta ginie wraz ze mną”, HGW mogłaby powiedzieć: jakiż to organ ginie wraz ze mną! Bo istotnie, takiego organu już zapewne w Warszawie nie będzie. Tyle umiejętności na nic! Tyle zmarnowanych starań, wiedzy, jak kryć oszustów i złodziei! Tyle...
Muszę się Państwu z czegoś zwierzyć: od wielu lat fascynuje mnie Enneagram. Nigdy nie wierzyłam w zależność osobowości człowieka od daty urodzenia czy układu gwiazd. Omijałam to wszystko z daleka, ale już pierwsza książka o Enneagramie, która wpadła mi w ręce, przekonała mnie, że tu właśnie można szukać klucza do osobowości własnej i innych ludzi. Enneagram wymienia dziewięć typów osobowości, w swoich początkach sięga Ojców Pustyni, jest zakorzeniony w chrześcijańskiej mistyce. Dziś też pomaga, jak pisze na przykład Helen Palmer, „zrozumieć siebie i innych”, a także szukać drogi duchowej przemiany, którą wskazywali tacy autorzy jak Hurley, Dobson, a zwłaszcza Rohr i Ebert. Wspólne im wszystkim jest stwierdzenie, że człowiek w pierwszej połowie swojego życia tworzy swoje „fałszywe Ja” i...
W tym roku mija 90 lat od procesu Samuela [Szlomo] Szwarcbarda, który pięcioma strzałami z pistoletu zabił na paryskiej ulicy Atamana Symona Petlurę, postać zapomnianą zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Wodza ukraińskiej armii i przywódcy powstałej w 1919 r. Ukraińskiej Republiki Ludowej, który jako jedyny zdecydował się na współpracę z Polakami, mimo trwającej wojny o Lwów i Galicję Wschodnią. Petlura miał słabość do Polski i wysoko cenił – z wzajemnością – marszałka Piłsudskiego. Armia Petlury pomagała Polakom w wyparciu bolszewików, ale po wkroczeniu do Kijowa polscy żołnierze poczuli się zmęczeni, a Petlura nie zdołał wykrzesać entuzjazmu społeczeństwa ukraińskiego z odzyskiwanej niepodległości. Pokój w Rydze i odwrót polskiej armii mocno uderzył w rząd ukraiński. Żołnierze...
W kalendarzu esbeka Grzegorza Piotrowskiego z 1984 r. jest notatka: „Imieniny Czesława, a oni chcą 13”. „Czesław” to Kiszczak, „oni” to planujący porwanie księdza przełożeni Piotrowskiego, czyli Płatek i Pietruszka, „13” – to 13 października, data pierwszej próby porwania księdza Jerzego Popiełuszki. Nieudana, bo choć stojący na szosie Piotrowski celnie rzucił kamieniem w samochód, którym jechał ksiądz, kierowca się nie zatrzymał. A więc pozostał drugi termin, właśnie imieniny Czesława. Druga próba powiodła się, kierowca, którym był Waldemar Chrostowski, zatrzymał się, i tak zaczęła się martyrologia księdza Jerzego. Za swój brawurowy skok w kajdankach Chrostowski został okrzyknięty bohaterem, a potem osobą bardzo podejrzaną. Jak zeznawał w śledztwie, nie wiedział, co się stało z...
Dziedzina: Literatura Wymagany okres: 1.01.1914 – 31.12.1914 Nazwa własna projektu przedsięwzięcia: „Proces” Miejsce przedsięwzięcia: Praga Przedsięwzięcie ma charakter: Jednorazowy [napisanie powieści] Motywacja i cele realizacji przedsięwzięcia [podać 3 najważniejsze]: 1. Ukazanie konfliktu ojca z synem [w formie przypowieści], 2. Opisanie totalitarnej i wszechwładnej instytucji sądu, która aresztuje obywateli bez przyczyny, nie objaśnia im ich winy, pozbawia prawa do obrony i po absurdalnym procesie uśmierca, 3. Ostrzeżenie przed samowolą człowieka nieodwołującego się do żadnych wartości, co niszczy współżycie społeczne oraz uniwersalne zasady. Efekt końcowy realizacji przedsięwzięcia. Podać obowiązkowo jeden rezultat: 1. Napisanie powieści, 2. Pojawienie się niezliczonych...
Nie wiem, kto pierwszy nazwał paszkwilem książkę „Macierewicz i jego tajemnice” autorstwa Tomasza Piątka. To trafne określenie już funkcjonuje i każdy nabywca musi zdawać sobie sprawę, że ma w swojej bibliotece paszkwil. Macierewicz to nazwisko, które przyciąga, dlatego znalazło się w tytule. Z tych samych względów w tytule innego paszkwilu znalazło się kiedyś nazwisko Anders. „Byłem adiutantem generała Andersa” – miałam tę książkę w ręku, została wydana w 1959 r., a napisał ją oficer do zleceń generała Andersa, Jerzy Klimkowski. „Czytam i oczy przecieram. Niewiele znam książek, które miałyby tak mało wspólnego z prawdą” – pisał Józef Czapski w artykule „O paszkwilu” w tym samym roku. Z oburzeniem w obronie dobrego imienia Andersa prostował bełkotliwe insynuacje Klimkowskiego, który...
Jakiś czas temu w Belwederze odbyła się debata inaugurująca cykl spotkań poświęconych kulturze z okazji obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Zorganizowała ją Kancelaria Prezydenta we współpracy z Fundacją Augusta Cieszkowskiego. Dr Wawrzyniec Rymkiewicz wystąpił z interesującym pomysłem utworzenia instytutu studiów nad polskością. Dr Przemysław Dakowicz podkreślał z kolei, że jeśli nie odzyskamy poczucia świadomościowej ciągłości, nie będziemy znać samych siebie i pozostaniemy wobec Europy „bytem niepełnosprawnym, nieumiejącym funkcjonować w skomplikowanych mechanizmach międzynarodowych, również w sferze kultury”. Dr Paweł Rojek stwierdził, że bez odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy, nie możemy sformułować naszych celów i ich realizować. Ta debata skłania do...
…chciałam rzec: na strychu. Na strychu we Francji przez dwie panie, które rozwieszały tam pranie. Tak rozpoczyna się łotrzykowska opowieść, której wzorcem niewątpliwie jest „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego z przełomu XVIII i XIX w. Nasza opowieść, powstała w I połowie XXI w., też ma szkatułkową konstrukcję. W pierwszej – dwie Francuzki znajdują ów testament i dowiadują się, że to właśnie one dziedziczą kamienicę w sercu stolicy wraz z lokatorami, którzy bezprawnie opanowali budynek. Tu historia dzieli się na dwie opowieści-szkatułki: jedna mówi o podróży przedwojennej właścicielki kamienicy do Francji, gdzie postanawia ona właśnie ten kraj zasilić swoim majątkiem; inna zaś głosi, że właścicielka nigdy do Francji nie wyjeżdżała i do końca życia mieszkała w kamienicy, z...
Jak to dobrze, że na liście, o której będzie tu mowa, już przy literze „A” widnieje nazwisko pisarza, który jest dla mnie czymś w rodzaju papierka lakmusowego: pokazuje, czym naprawdę jest górnolotnie brzmiąca i pozornie słuszna idea nowego zrywu, do którego namawiają pomysłodawcy manifestu ruchu Kultury Niepodległej. Widać na niej tych samych krzykaczy, którzy głosili „Nie Oddamy Wam Kultury”, samozwańców, uważających siebie za posiadaczy całej polskiej sfery kulturalnej. Twórcy ruchu mają też poważne żądania w imieniu wszystkich, którym bliska jest przyszłość polskiej kultury. Dalej jest mniej wzniośle, a bardziej chytrze. Chcą stworzenia na szczeblu samorządowym obywatelskiego mechanizmu finansowania i dystrybucji środków na kulturę oraz powołania – mocą ustawy – Obywatelskiej Rady...
Drodzy Państwo, nie wiem jak Wy, ale ja daję Komisji Europejskiej miesiąc na przeniesienie Fransa Timmermansa w stan spoczynku. Jeśli takiej możliwości w traktatach unijnych nie ma, tym gorzej dla traktatów. Nikt się chyba nie spodziewa, że będziemy czytać, co tam w tych traktatach jest, jeśli sam czcigodny komisarz nie ma zielonego pojęcia o państwie członkowskim Polsce, jej historii, sądownictwie, konstytucji etc. Jeśli komisarz Timmermans uważa, że niegdysiejsze doświadczenie Polaków ze Zjednoczonym Państwowym Zarządem Politycznym przy Radzie Komisarzy Ludowych ZSRR w latach 1939–1946 było niewystarczające i teraz trzeba je pogłębić, polecam mu stanowisko Ludowego Komisarza Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej. Nie wiem dokładnie, jakie zasługi miał pełniący tę funkcję Walerian Kujbyszew...
22.05.2014: „My heart is in Manchester this night. Our thoughts are with the victims” [„Tej nocy moje serce jest w Manchesterze. Myślami jesteśmy z ofiarami” – red.]. 22.03.2017: „My thoughts are with the victims of the Westminster attack” [„Myślami jestem z ofiarami ataku w Westminsterze” – red.]. 3.04.2017: „Moje myśli z ofiarami ataku w metro w Sankt-Petersburgu”. 3.06.2017: „My heart and mind are in London after another cowardly attack” [„Sercem i myślami jestem w Londynie po kolejnym tchórzliwym ataku” – red.]. 17.08.2017: „All of Europe stands with Barcelona. Our thoughts are with the victims and all affected by this cowardly attack on innocents” [„Cała Europa jest z Barceloną. Jesteśmy myślami ze wszystkimi niewinnymi ofiarami tego tchórzliwego ataku” – red.]. Wybrane wpisy z...
Nie mogę zostawić bez odpowiedzi wyzwania, które Krzysztof Kłopotowski sformułował jakiś czas temu w artykule w „Rzeczpospolitej Plus Minus”, poświęconym wystawie „Późna polskość”. Wybrałam się na nią do Zamku Ujazdowskiego i zgadzam się z opinią Kłopotowskiego, że kuratorzy wystawy „uczciwie przedstawili stan umysłów w swoim środowisku. Jest spaczony w lewo”. Ale dalej Kłopotowski nawołuje: „Pora zwrotu w prawo. Partia u władzy ma doroczny kongres Polska Wielki Projekt. Niech pokaże wizję artystyczną naszego kraju jako regionalnego mocarstwa”. No zaraz. To nie PiS „ma” kongres PWP, tylko Kongres, zapraszając przez wiele lat na swoje obrady wybitnych specjalistów z różnych dziedzin, myślących inaczej niż ówczesna władza, wspomógł PiS w wyłanianiu nowych kadr „dobrej zmiany”....
„Jeszcze wahają się rzeczy, czy Darmojad wybierze się do Monstrum, lubo Bałamut wszelkich używa do tego sposobów, ażeby w kilka dni po jego wyjeździe z Chaos to nastąpiło. Nawet ułatwia kwestyje Darmojada względem pieniędzy (…) wszystko dowodzi, że najsilniej chcą Darmojada wprząc w szkołę wariatów”. Darmojad to król Stanisław August, Bałamut – ambasador rosyjski Sievers, Monstrum oznacza Grodno, w którym odbywał się sejm w 1793 r., Chaos to Warszawa, zaś szkoła wariatów to Konfederacja Targowicka. To kryptonimy z zaszyfrowanego listu Jana Dembowskiego do współautora Konstytucji 3 Maja Ignacego Potockiego, pisanego w pełnych napięcia dniach, kiedy wahała się sprawa II rozbioru Polski. Wiadomą jest rzeczą, że w czasie trwania obrad sejmu grodzieńskiego część polskich oligarchów...
W 1937 r. rzeźbiarka Ludwika Nitschowa rozpoczyna pracę nad pomnikiem Warszawskiej Syreny. Pozuje jej młoda studentka etnografii, Krystyna Krahelska. Nitschowa zna ją ze spotkań u przyjaciół. Rzeźbiarkę zafascynowała szlachetna, „polska” uroda Krahelskiej. Praca nad pomnikiem trwa dwa lata, uroczystość jego odsłonięcia, z udziałem prezydenta Starzyńskiego, ma miejsce na Wybrzeżu Kościuszkowskim 15 sierpnia 1939 r. Dwa tygodnie później wybucha wojna. Krystyna Krahelska wiąże się z ruchem podziemnym i składa konspiracyjną przysięgę w ZWZ, przyjmuje pseudonim „Danuta”. Podejmuje się ryzykownych działań. Jako łączniczka i kurierka do specjalnych poruczeń przewozi amunicję, broń, tajne szyfry i prasę podziemną. Melduje o ruchach wojsk niemieckich, także poza terenem Generalnej Guberni....
Zaczął się sierpień, a wraz z nim tradycyjne pielgrzymki Polaków do sanktuariów Maryjnych, z Jasną Górą na czele. Istnieje obawa, że zderzą się one z pielgrzymami nowego chowu, którzy wylegli na ulice polskich miast w lipcu. W Warszawie w dalszym ciągu będziemy na ulicach oglądali zgrane oblicza: cała zjednoczona opozycja, KOD (redivivus), Bractwo Białej Róży. No i Balcerowicz, który musiał odejść, ale wrócił, Celiński w krótkich gatkach, Frasyniuk w drelichu, Michnik bez brata, Wałęsa obecny duchem. Czesław Kiszczak, gdyby żył, też by był. Oprócz nich byli i są tam jednak ludzie młodzi, pozornie niezrzeszeni. Jest coś, a raczej ktoś, kto ich wszystkich łączy: Antonio Gramsci. Ten zmarły 80 lat temu włoski filozof i marksista stworzył projekt szerzenia komunizmu bez obalania ustroju...
Wzruszyłam się na widok Włodzimierza Cimoszewicza kroczącego pośród przywódców kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Brakowało mi jego postaci na scenie widowiska „Pucz 2”. Przypuszczam jednak, że było tam wielu pomniejszych tajnych współpracowników o różnych pseudonimach oraz ich oficerów prowadzących, co przypomniało mi dawny utwór czeskiego barda Praskiej Wiosny, Karela Kryla – „Piosenkę o Synonimach”. Tłumaczyłam ten tekst i pozwolę sobie przypomnieć jego fragmenty. Mam bowiem poczucie, że nabrała ona nowego znaczenia właśnie teraz, kiedy na ulice znów wyległ „społeczeństwa kwiat”. Wyobraźmy sobie, że oto patrzy na nich taki dawny oficer: Gdy na nich patrzę, jestem wniebowzięty, / I barwy znów ma dla mnie życie, / Wąs zapuściłem, i choć węch już nie ten, / Chcę z wami być, bo jestem wszak...
Sowiecka agentura wychowana jest na tradycji „szkoły balet-tanca”. To tytuł rosyjskiej piosenki z czasów rewolucji październikowej. Refren w języku oryginału brzmi tak: Eto szkoła, szkoła balet-tanca Samuela Kranca, wam gawariat, Dwa szaga na liewo, dwa szaga na prawo, szag wpieriod i dwa nazad. Niewątpliwie refren inspirowany jest tytułem wydanej w 1904 r. przez Lenina broszury pt. „Jeden krok do przodu, dwa kroki w tył”. Przykładając do tej teorii taktykę, którą od czasów katastrofy smoleńskiej stosuje działająca w Polsce sowiecka agentura, widać wyraźnie, że „krok w przód” planowała ona zrobić tuż po tej tragedii. Próbowano wtedy wrócić do tradycji braterskiej przyjaźni polsko-rosyjskiej, która miała miejsce w niezapomnianych czasach Związku Sowieckiego. Agent Turowski wyrażał...
O tym, że Lech Wałęsa od lat przebywa w krainie utopii, wiemy już od dawna. Obalił komunę sam, puszczał aferzystów w skarpetkach, nigdy nie zdradził kolegów. Co się jednak okazuje? Otóż całą Solidarność, ten odważny i zwycięski zryw robotników przeciw systemowi, najlepiej opisywać przy pomocy pojęć takich jak utopia czy utopianizm. W Gdańsku, na początku lipca, z inicjatywy Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego i Europejskiego Centrum Solidarności, odbyła się 18. Międzynarodowa Konferencja „Utopian Studies Society/Europe”. Przytoczę tylko fragmenty zapowiedzi: „Solidarność, będąca istotnym pojęciem współczesnej myśli społeczno-politycznej, stanowi niezbywalny element każdego projektu utopijnego… Ponowoczesne pojęcia utopijnej solidarności nie postulują radykalnej...
Wszystkich intryguje, co zechce powiedzieć Polakom przybywający dziś do nas nieco z gruba ciosany miliarder, z fryzurą odległą od jakiejkolwiek mody i łatwym do sparodiowania sposobem mówienia. Co powie jeden z najpotężniejszych przywódców świata? 73 lata temu, również w lipcu, w czasie trwającej wojny pojawił się w Waszyngtonie młody Polak, Jan Karski. Zapewne też zadawał sobie pytanie, co powie ówczesny amerykański prezydent, demokrata F.D. Roosevelt, kiedy usłyszy jego raport z okupowanej Polski. Karski przywiązywał ogromną wagę do tego spotkania. Żeby być bardziej wiarygodny, dostał się do getta warszawskiego i widział tam sceny rozstrzeliwań Żydów na ulicy, ludzi umierających z głodu. W przejściowym obozie niemieckim w Izbicy patrzył, jak przy pomocy kolb, krzyków „Raus, raus!”,...
Bardzo zabawna zakładka jest na stronie „Polityki”, nazywa się „Co po PiS” i można tam wyczytać rozważania różnych tęgich umysłów nad problemem, czy ze zmian wprowadzanych przez PiS uda się wycofać, kiedy modły zostaną wysłuchane. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka w artykule pt. „Zgubne przyzwyczajenie do Prawa i Sprawiedliwości” z rezygnacją stwierdzają, że „ten rząd się Polakom wyraźnie podoba bardziej niż wiele poprzednich”. Mimo to Jacek Rakowiecki podejmuje heroiczne wyzwanie: „Jak odbudować Polskę po PiS?”. Wie, że sprawa nie będzie łatwa, bo „zwycięzcom potrzeba co najmniej takiej większości, która będzie mogła odrzucać wszystkie weta prezydenta. Bez tego nowy rząd i parlament nie dałyby rady rozliczyć ewidentnych przestępstw konstytucyjnych popełnianych przez obecny rząd i...
Gdyby ten felieton ukazał się na portalu internetowym, liczba komentarzy pod nim wyniosłaby zero. Bo nie ma dyskusji czytelników pod tekstami mówiącymi o kulturze, gorzej: o sztuce. Jeszcze gorzej: o malarstwie. Na większości portali dział „Kultura” występuje zresztą na szarym końcu, między np. działem „Lifestyle” a „Kryminałem”. Jeśli już tam wejdziemy, przeczytamy głównie o ostatnich premierach filmowych lub skandalach w teatrze, rzadziej o książkach, niemal nigdy o wystawach. Demon polityki wciąga wszystkich, nawet piszących o sztuce; pisze się o sztuce lewicowej bądź prawicowej, o twórcach „naszych” i „nie naszych”, o tych skandalizujących lub nastawionych patriotycznie. O malarstwie po prostu, malarstwie jako takim, mówi się coraz mniej, chociaż malarze istnieją dalej. Co prawda...
W roku 1836 Adam Mickiewicz zaczął pisać dramat, który miał mieć tytuł „Jacques Jasiński ou Les deux Polognes” (Jakub Jasiński, czyli Dwie Polski). Bohater dramatu, Jakub Jasiński, organizator i przywódca wileńskiej insurekcji w roku 1794, miał być przez Mickiewicza przeciwstawiony braciom Kossakowskim: biskupowi Józefowi i samozwańczemu hetmanowi Szymonowi. W pierwszej scenie występuje stary szlachcic Stanisław, który w swoim dworze na prowincji obserwował upadek Polski: Com miał przed oczyma, To mi nie powiadało, że się Polska zmienia, / Że się zmieniła, czyli, że już Polski nie ma. / Jest to tak, jakby podczas nocnego uśpienia / Skradziono nam Polskę; a dzień po to się budzi, / Żeby oko patrzało na diabelskie sztuki, / Żeby widziało fraki, ogony, peruki, / Wojsko we frakach, w...
Miałam w rodzinie aktora. Moim prapradziadkiem był członek znanego aktorskiego rodu Krzesińskich, Stanisław Krzesiński. Zjeździł z trupą teatralną całą Polskę pod zaborami i opisał te perypetie w pamiętnikach zatytułowanych „Koleje życia”. 1828 Lublin: „Kochani koledzy (...), w braku na życie, powynosili wszystko, co miałem w kufereczku, i buty, i inne drobiazgi. Nie było tam wprawdzie wiele, ale zostawili mnie tylko w tym, w czym chodziłem, obiecując, że jak zaczną zarobkować, to mi wszystko powrócą. Wchodząc w ich przykre położenie, ułagodziłem się, bom poznał, że głód jest strasznym wrogiem człowieka…”. 1855 Radom: „Przykre przechodziłem chwile, ale się zimę przepędziło, a zima to wiadomo, że każdemu biednemu jest srogą macochą. Na Święta Bożego Narodzenia lub Wielkanoc przysyłał...
Minionej Nocy Muzeów można było zwiedzić taras widokowy na 30, piętrze, a także obejrzeć podziemia w tym niezwykłym prezencie, jaki dostaliśmy 65 lat temu od Związku Sowieckiego. W szalonej wyobraźni architekta Lwa Rudniewa nowojorskie wieżowce w stylu art deco splotły się ze stalinowską wersją pałaców wytępionej burżuazji i polskimi renesansowymi attykami. Darczyńców nie zrażało, że w wybranym pod budowę miejscu w centrum Warszawy znajdowało się ponad 150 kamienic zachowanych po wojnie w niezłym stanie. Wyburzono je, mieszkańców wyprowadzono do trzech tysięcy lokali zastępczych, a teren odgruzowano. Kiedy pisarz Janusz Krasiński, aresztowany pod zarzutem szpiegostwa (chciał po powrocie z obozu zrobić zdjęcie ruin swojego domu), wyszedł w 56. roku z więzienia, udał się na pierwszą...
W 1991 r., kiedy „Gazeta Wyborcza” była w apogeum swojej świetności i każdy Polak zaczynał dzień od jej lektury, Irena Lasota pisze pierwszy artykuł poświęcony temu dziennikowi. Przez miesiąc codziennie go czyta i oblicza, ile razy pojawia na jego łamach nazwisko redaktora naczelnego. Z obliczeń wychodzi, że dziennie było to 4,7. Jej drugi artykuł o Michniku dotyczy jego wsparcia dla Jaruzelskiego. Cios Ireny Lasoty nie dość, że był pierwszy, to jeszcze całkowicie nieoczekiwany, bo wymierzony z samego serca, ze środka hermetycznej grupy nazywanej komandosami. Był Marzec ’68, słynny wiec na dziedzińcu UW. Lasota wchodzi na ławkę i odczytuje rezolucję m.in. przeciwko zdjęciu „Dziadów”. Rok później zostaje skazana na półtora roku więzienia za przynależność do nielegalnej organizacji. W...
Ciekawe, co powiedziałby pisarz Andrzej Bobkowski, gdyby zobaczył prezydenta, jakiego w akcie rozpaczy wybrali sobie Francuzi. Tuż po wojnie, nie mogąc znieść atmosfery Francji, w której znalazł się jako emigrant, Bobkowski pisał: „Francja nie ma już przekonań fundamentalnych; tych, którymi wykarmiła całą Europę przez tyle wieków. Nie ma ich na ulicy, brak ich w tłumie, w teatrach i w książkach, brak w oczach Francuzów i w rozmowach z nimi”. Europa była dla niego czymś wygodnym i tchórzliwym pars pro toto, czymś, co zastąpiło pojęcie Europy, zaś jej prawdziwa istota i treść „rozpuściły się w tym tak dokładnie, iż najbystrzejsi Europejczycy nie zdają sobie z tego sprawy”. Czesław Miłosz w „Rodzinnej Europie” opisywał, jak 109 dywizji francuskich i angielskich miało naprzeciw siebie we...
W redakcji literackiej radiowej Trójki, w której zaczynałam karierę dziennikarską, pracowałam z redaktorem U. Wbił mi się w pamięć głównie dlatego, że dzielił nas Katyń. On uważał, iż polskich oficerów w Katyniu zamordowali Niemcy, ja miałam inne zdanie. Żądał ode mnie dowodów, a moje argumenty wykpiwał. Bo istotnie, co mogłam położyć przed nim na biurku? Dokumenty sporządzone przez przedstawicieli Czerwonego Krzyża, którzy pojechali do Katynia po odkryciu masowych grobów? Czy może raport Owena O’Malleya, brytyjskiego ambasadora przy rządzie polskim? Sporządzony w 1943 r., nie pozostawiał wątpliwości co do odpowiedzialności ZSRS za mord katyński. Churchill miał wiedzę co do sprawcy zbrodni, ale mimo apeli znajdujących się na Zachodzie Polaków dokumenty zostały utajnione. Nie mogłam...
Droga redakcjo Polityki, zwraca się do Ciebie z prośbą twoja wierna inteligencja, którą od lat otaczasz opieką, tworząc dla niej jakże potrzebny Niezbędnik Inteligenta. Kierujemy się jego wskazaniami, kupując książki z Biblioteki Wykształciucha i wyposażając nasz umysł w wiele innych atrybutów inteligenta. Ale nie czas czytać książki, kiedy płoną lasy. Musimy je odłożyć, gdyż nadchodzi wojna. „To wojna z polską inteligencją. Z tą inteligencją, która dziś idzie w marszach KOD-u”. Tak mówią profesorowie, a to wszak nasze autorytety. „To jeszcze nie jest walka na śmierć i życie, ona się dopiero zacznie. To będzie krwawa vendetta, w której ludzie PiS-u zostaną wycięci do samej kości” – mówi profesor. Ale z kolei inny profesor straszy nas, że kiedy przyjdzie to „coś” (nie chce powiedzieć,...
Pewna znajoma, absolwentka liceum im. Klementa Gottwalda (obecnie Staszica), opowiadała mi kiedyś o problemach, które miała, gdy dostała się na polonistykę UW. Nie wiedziała, co to jest „krzew gorejący” ani o co chodzi z „ciasną bramą”. Obce jej były wszelkie literackie odniesienia do Biblii i jej symbolika. Nie wyniosła tej wiedzy z domu, do kościoła nie chodziła, a LO im. Klementa Gottwalda było jedynym wówczas liceum w Warszawie, gdzie nie uczono religii. Utworzono je w 1951 r. i nazwano tak na cześć komunistycznego działacza czeskiego. W „Gottwaldzie” uczyły się w większości dzieci stalinowskich aparatczyków, prokuratorów wojskowych i środowiska komunistycznego establishmentu. Biblii w ich domach nie czytano, zawarty w niej przekaz uważano za ciemnotę. Echa tamtego miejsca i czasu...
Polska nie ma szczęścia do pomników. Wystarczy wspomnieć realistyczne, w większości rażące brzydotą upamiętnienia Jana Pawła II, którymi nasz kraj jest usiany jak długi i szeroki. Jest tak, jakby rzeźbiarze, operujący dziś całkiem innymi środkami rzeźbiarskiego przekazu, nie potrafili już znaleźć metafory w przedstawieniu figuratywnym i oddali to pole współczesnym przekazom ze świata fotografii czy filmu. Zapanowała też mania dewastacji pomników. W Polsce od 10 kwietnia zrobiono wiele w sprawie pamięci o tych, którzy zginęli w Smoleńsku. Z tym że jedni utrwalali tę pamięć, budując im, w ślad za Horacym [exegi monumentum] „pomniki trwalsze od spiżu”. Inni zaś próbowali tę pamięć zagłuszyć, zniszczyć i zdewastować. Ta zaraza nadciągnęła ze Wschodu i zdaje się nasilać wraz ze stopniem...
Jest rok 1563, Flandria. Pieter Bruegel maluje obraz pod tytułem „Droga Krzyżowa”. Obraz jest niewielki, ale na tej przestrzeni artysta umieszcza ponad pięćset postaci, czterdzieści koni, wiele innych stworzeń. Szczegółów jest tak wiele, że nasuwa się chęć zastosowania popularnego ćwiczenia na spostrzegawczość: znajdź na tym obrazie pal z kołem i czarnym krukiem albo – końską czaszkę. To łatwe. Czaszka konia leży na pagórku przeciwległym do dominującej w kompozycji ogromnej skały z młynem na jej szczycie. Dużo trudniej odszukać motyw procesji na Kalwarię i postać Chrystusa upadającego pod ciężarem krzyża. Chrystus jest gdzieś w tle, ledwie można Go rozpoznać wśród tłumu. A Wszystkowidzący Młynarz obserwuje to z młyna na skale... W 1996 r. Michael Gibson, amerykański krytyk...
Pierwszego kwietnia, jak co roku, Akademia Węży wręczy nagrodę Wielkiego Węża za najgorsze widowisko ostatniej dekady. Obecnie grupa Jury Akademii Węży, których nazwisk nie wymienimy, a która zajmuje się oceną wspomnianych widowisk, ogłasza swoje nominacje do nagrody imienia Wielkiego Węża w następujących kategoriach: Najgorszy aktor drugoplanowy: Marcin P. w roli słupa [„Amber Gold”]; Zbigniew Chlebowski za rolę grabarza [„Afera Hazardowa”]; Najgorsza aktorka drugoplanowa: Tatiana Anodina za występ obcojęzyczny [„Smoleńsk], Elżbieta Bieńkowska za komediową rolę „Ale jaja, ale jaja” [słuchowisko „Sowa i przyjaciele”]; Najgorszy aktor pierwszoplanowy: Donald Tusk za rolę w serialu „Nasz człowiek w Warszawie”; Najgorsza aktorka pierwszoplanowa: Ewa Kopacz w roli przodowniczki pracy...
Dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Andrzej Gwiazda był wzorem patrioty. Dlatego trudno się dziwić, że został uhonorowany z dwóch inicjatyw dwiema nagrodami imienia tego właśnie Prezydenta. Jedna z nich powstała w 2011 r. pod honorowym patronatem Jadwigi Kaczyńskiej, matki obu braci. To Ona, obok innych wybitnych postaci, zaprosiła Andrzeja Gwiazdę do grona kapituły i Jej podpis, złożony w maju 2011 r., widnieje na dyplomie wręczonym pierwszemu laureatowi, Wojciechowi Kilarowi. Ta kapituła, której mam zaszczyt być sekretarzem, działa w ramach Kongresu „Polska Wielki Projekt” i nominuje do swojej nagrody laureatów z grona wybitnych twórców polskich. Po otrzymaniu tej nagrody Wojciech Kilar powiedział, że to, co uważa za najważniejsze, zawiera się w triadzie „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Ten...
W przemówieniu po odebraniu nagrody „Człowiek Wolności” tygodnika „wSieci” Jarosław Kaczyński powiedział, że Polacy są szczególnie predestynowani, żeby w swoim państwie „doprowadzić do wielkiego wybuchu wolności w sferze kultury, ekonomii, we wszystkich ważnych sferach społecznych”. To znamienna kolejność. Postawienie kultury na pierwszym miejscu jest zaskakujące, nowe i budzące nadzieję. To jak znane amerykańskie hasło it’s the economy, stupid – tyle że w odmianie: kultura, głupcze. Jak miałby wyglądać taki wybuch w sferze kultury? Kiedyś w Polsce zdarzyło się coś podobnego i miało miejsce w latach 20. ubiegłego wieku. Na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 r. Polacy otrzymali 35 nagród Grand Prix, 70 złotych medali, 56 medali srebrnych i innych wyróżnień. W...
Czytelnikom należą się przeprosiny: tym razem nie będzie to felieton o kulturze. Uwagę naszą przykuł bowiem ciekawy eksperyment w dziedzinie medycznej. Oto w przytułku dla umysłowo chorych Charenton*, z siedzibą na ulicy Zamoyskiego, na warszawskiej Pradze, w ramach działań psychoterapeutycznych odbyło się przedstawienie przygotowane przez pensjonariusza tego zakładu, niejakiego Oliwera F. Treść – tak to nazwijmy z braku lepszego określenia – spektaklu pana F. to historia męczeństwa i śmierci wybitnego polskiego dramaturga Stanisława Wyspiańskiego. Dyrektor przytułku wyznaje wiarę w skuteczność metody tzw. arteterapii. Zezwolił więc pacjentowi Oliwerowi F. na ten eksperyment, który może być pomocny w leczeniu osób, które mają trudności z wyrażeniem swoich myśli. To bowiem jest...

Pages