Maryna Miklaszewska

„Jeszcze wahają się rzeczy, czy Darmojad wybierze się do Monstrum, lubo Bałamut wszelkich używa do tego sposobów, ażeby w kilka dni po jego wyjeździe z Chaos to nastąpiło. Nawet ułatwia kwestyje Darmojada względem pieniędzy (…) wszystko dowodzi, że najsilniej chcą Darmojada wprząc w szkołę wariatów”. Darmojad to król Stanisław August, Bałamut – ambasador rosyjski Sievers, Monstrum oznacza Grodno, w którym odbywał się sejm w 1793 r., Chaos to Warszawa, zaś szkoła wariatów to Konfederacja Targowicka. To kryptonimy z zaszyfrowanego listu Jana Dembowskiego do współautora Konstytucji 3 Maja Ignacego Potockiego, pisanego w pełnych napięcia dniach, kiedy wahała się sprawa II rozbioru Polski. Wiadomą jest rzeczą, że w czasie trwania obrad sejmu grodzieńskiego część polskich oligarchów...
W 1937 r. rzeźbiarka Ludwika Nitschowa rozpoczyna pracę nad pomnikiem Warszawskiej Syreny. Pozuje jej młoda studentka etnografii, Krystyna Krahelska. Nitschowa zna ją ze spotkań u przyjaciół. Rzeźbiarkę zafascynowała szlachetna, „polska” uroda Krahelskiej. Praca nad pomnikiem trwa dwa lata, uroczystość jego odsłonięcia, z udziałem prezydenta Starzyńskiego, ma miejsce na Wybrzeżu Kościuszkowskim 15 sierpnia 1939 r. Dwa tygodnie później wybucha wojna. Krystyna Krahelska wiąże się z ruchem podziemnym i składa konspiracyjną przysięgę w ZWZ, przyjmuje pseudonim „Danuta”. Podejmuje się ryzykownych działań. Jako łączniczka i kurierka do specjalnych poruczeń przewozi amunicję, broń, tajne szyfry i prasę podziemną. Melduje o ruchach wojsk niemieckich, także poza terenem Generalnej Guberni....
Zaczął się sierpień, a wraz z nim tradycyjne pielgrzymki Polaków do sanktuariów Maryjnych, z Jasną Górą na czele. Istnieje obawa, że zderzą się one z pielgrzymami nowego chowu, którzy wylegli na ulice polskich miast w lipcu. W Warszawie w dalszym ciągu będziemy na ulicach oglądali zgrane oblicza: cała zjednoczona opozycja, KOD (redivivus), Bractwo Białej Róży. No i Balcerowicz, który musiał odejść, ale wrócił, Celiński w krótkich gatkach, Frasyniuk w drelichu, Michnik bez brata, Wałęsa obecny duchem. Czesław Kiszczak, gdyby żył, też by był. Oprócz nich byli i są tam jednak ludzie młodzi, pozornie niezrzeszeni. Jest coś, a raczej ktoś, kto ich wszystkich łączy: Antonio Gramsci. Ten zmarły 80 lat temu włoski filozof i marksista stworzył projekt szerzenia komunizmu bez obalania ustroju...
Wzruszyłam się na widok Włodzimierza Cimoszewicza kroczącego pośród przywódców kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Brakowało mi jego postaci na scenie widowiska „Pucz 2”. Przypuszczam jednak, że było tam wielu pomniejszych tajnych współpracowników o różnych pseudonimach oraz ich oficerów prowadzących, co przypomniało mi dawny utwór czeskiego barda Praskiej Wiosny, Karela Kryla – „Piosenkę o Synonimach”. Tłumaczyłam ten tekst i pozwolę sobie przypomnieć jego fragmenty. Mam bowiem poczucie, że nabrała ona nowego znaczenia właśnie teraz, kiedy na ulice znów wyległ „społeczeństwa kwiat”. Wyobraźmy sobie, że oto patrzy na nich taki dawny oficer: Gdy na nich patrzę, jestem wniebowzięty, / I barwy znów ma dla mnie życie, / Wąs zapuściłem, i choć węch już nie ten, / Chcę z wami być, bo jestem wszak...
Sowiecka agentura wychowana jest na tradycji „szkoły balet-tanca”. To tytuł rosyjskiej piosenki z czasów rewolucji październikowej. Refren w języku oryginału brzmi tak: Eto szkoła, szkoła balet-tanca Samuela Kranca, wam gawariat, Dwa szaga na liewo, dwa szaga na prawo, szag wpieriod i dwa nazad. Niewątpliwie refren inspirowany jest tytułem wydanej w 1904 r. przez Lenina broszury pt. „Jeden krok do przodu, dwa kroki w tył”. Przykładając do tej teorii taktykę, którą od czasów katastrofy smoleńskiej stosuje działająca w Polsce sowiecka agentura, widać wyraźnie, że „krok w przód” planowała ona zrobić tuż po tej tragedii. Próbowano wtedy wrócić do tradycji braterskiej przyjaźni polsko-rosyjskiej, która miała miejsce w niezapomnianych czasach Związku Sowieckiego. Agent Turowski wyrażał...
O tym, że Lech Wałęsa od lat przebywa w krainie utopii, wiemy już od dawna. Obalił komunę sam, puszczał aferzystów w skarpetkach, nigdy nie zdradził kolegów. Co się jednak okazuje? Otóż całą Solidarność, ten odważny i zwycięski zryw robotników przeciw systemowi, najlepiej opisywać przy pomocy pojęć takich jak utopia czy utopianizm. W Gdańsku, na początku lipca, z inicjatywy Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego i Europejskiego Centrum Solidarności, odbyła się 18. Międzynarodowa Konferencja „Utopian Studies Society/Europe”. Przytoczę tylko fragmenty zapowiedzi: „Solidarność, będąca istotnym pojęciem współczesnej myśli społeczno-politycznej, stanowi niezbywalny element każdego projektu utopijnego… Ponowoczesne pojęcia utopijnej solidarności nie postulują radykalnej...
Wszystkich intryguje, co zechce powiedzieć Polakom przybywający dziś do nas nieco z gruba ciosany miliarder, z fryzurą odległą od jakiejkolwiek mody i łatwym do sparodiowania sposobem mówienia. Co powie jeden z najpotężniejszych przywódców świata? 73 lata temu, również w lipcu, w czasie trwającej wojny pojawił się w Waszyngtonie młody Polak, Jan Karski. Zapewne też zadawał sobie pytanie, co powie ówczesny amerykański prezydent, demokrata F.D. Roosevelt, kiedy usłyszy jego raport z okupowanej Polski. Karski przywiązywał ogromną wagę do tego spotkania. Żeby być bardziej wiarygodny, dostał się do getta warszawskiego i widział tam sceny rozstrzeliwań Żydów na ulicy, ludzi umierających z głodu. W przejściowym obozie niemieckim w Izbicy patrzył, jak przy pomocy kolb, krzyków „Raus, raus!”,...
Bardzo zabawna zakładka jest na stronie „Polityki”, nazywa się „Co po PiS” i można tam wyczytać rozważania różnych tęgich umysłów nad problemem, czy ze zmian wprowadzanych przez PiS uda się wycofać, kiedy modły zostaną wysłuchane. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka w artykule pt. „Zgubne przyzwyczajenie do Prawa i Sprawiedliwości” z rezygnacją stwierdzają, że „ten rząd się Polakom wyraźnie podoba bardziej niż wiele poprzednich”. Mimo to Jacek Rakowiecki podejmuje heroiczne wyzwanie: „Jak odbudować Polskę po PiS?”. Wie, że sprawa nie będzie łatwa, bo „zwycięzcom potrzeba co najmniej takiej większości, która będzie mogła odrzucać wszystkie weta prezydenta. Bez tego nowy rząd i parlament nie dałyby rady rozliczyć ewidentnych przestępstw konstytucyjnych popełnianych przez obecny rząd i...
Gdyby ten felieton ukazał się na portalu internetowym, liczba komentarzy pod nim wyniosłaby zero. Bo nie ma dyskusji czytelników pod tekstami mówiącymi o kulturze, gorzej: o sztuce. Jeszcze gorzej: o malarstwie. Na większości portali dział „Kultura” występuje zresztą na szarym końcu, między np. działem „Lifestyle” a „Kryminałem”. Jeśli już tam wejdziemy, przeczytamy głównie o ostatnich premierach filmowych lub skandalach w teatrze, rzadziej o książkach, niemal nigdy o wystawach. Demon polityki wciąga wszystkich, nawet piszących o sztuce; pisze się o sztuce lewicowej bądź prawicowej, o twórcach „naszych” i „nie naszych”, o tych skandalizujących lub nastawionych patriotycznie. O malarstwie po prostu, malarstwie jako takim, mówi się coraz mniej, chociaż malarze istnieją dalej. Co prawda...
W roku 1836 Adam Mickiewicz zaczął pisać dramat, który miał mieć tytuł „Jacques Jasiński ou Les deux Polognes” (Jakub Jasiński, czyli Dwie Polski). Bohater dramatu, Jakub Jasiński, organizator i przywódca wileńskiej insurekcji w roku 1794, miał być przez Mickiewicza przeciwstawiony braciom Kossakowskim: biskupowi Józefowi i samozwańczemu hetmanowi Szymonowi. W pierwszej scenie występuje stary szlachcic Stanisław, który w swoim dworze na prowincji obserwował upadek Polski: Com miał przed oczyma, To mi nie powiadało, że się Polska zmienia, / Że się zmieniła, czyli, że już Polski nie ma. / Jest to tak, jakby podczas nocnego uśpienia / Skradziono nam Polskę; a dzień po to się budzi, / Żeby oko patrzało na diabelskie sztuki, / Żeby widziało fraki, ogony, peruki, / Wojsko we frakach, w...
Miałam w rodzinie aktora. Moim prapradziadkiem był członek znanego aktorskiego rodu Krzesińskich, Stanisław Krzesiński. Zjeździł z trupą teatralną całą Polskę pod zaborami i opisał te perypetie w pamiętnikach zatytułowanych „Koleje życia”. 1828 Lublin: „Kochani koledzy (...), w braku na życie, powynosili wszystko, co miałem w kufereczku, i buty, i inne drobiazgi. Nie było tam wprawdzie wiele, ale zostawili mnie tylko w tym, w czym chodziłem, obiecując, że jak zaczną zarobkować, to mi wszystko powrócą. Wchodząc w ich przykre położenie, ułagodziłem się, bom poznał, że głód jest strasznym wrogiem człowieka…”. 1855 Radom: „Przykre przechodziłem chwile, ale się zimę przepędziło, a zima to wiadomo, że każdemu biednemu jest srogą macochą. Na Święta Bożego Narodzenia lub Wielkanoc przysyłał...
Minionej Nocy Muzeów można było zwiedzić taras widokowy na 30, piętrze, a także obejrzeć podziemia w tym niezwykłym prezencie, jaki dostaliśmy 65 lat temu od Związku Sowieckiego. W szalonej wyobraźni architekta Lwa Rudniewa nowojorskie wieżowce w stylu art deco splotły się ze stalinowską wersją pałaców wytępionej burżuazji i polskimi renesansowymi attykami. Darczyńców nie zrażało, że w wybranym pod budowę miejscu w centrum Warszawy znajdowało się ponad 150 kamienic zachowanych po wojnie w niezłym stanie. Wyburzono je, mieszkańców wyprowadzono do trzech tysięcy lokali zastępczych, a teren odgruzowano. Kiedy pisarz Janusz Krasiński, aresztowany pod zarzutem szpiegostwa (chciał po powrocie z obozu zrobić zdjęcie ruin swojego domu), wyszedł w 56. roku z więzienia, udał się na pierwszą...
W 1991 r., kiedy „Gazeta Wyborcza” była w apogeum swojej świetności i każdy Polak zaczynał dzień od jej lektury, Irena Lasota pisze pierwszy artykuł poświęcony temu dziennikowi. Przez miesiąc codziennie go czyta i oblicza, ile razy pojawia na jego łamach nazwisko redaktora naczelnego. Z obliczeń wychodzi, że dziennie było to 4,7. Jej drugi artykuł o Michniku dotyczy jego wsparcia dla Jaruzelskiego. Cios Ireny Lasoty nie dość, że był pierwszy, to jeszcze całkowicie nieoczekiwany, bo wymierzony z samego serca, ze środka hermetycznej grupy nazywanej komandosami. Był Marzec ’68, słynny wiec na dziedzińcu UW. Lasota wchodzi na ławkę i odczytuje rezolucję m.in. przeciwko zdjęciu „Dziadów”. Rok później zostaje skazana na półtora roku więzienia za przynależność do nielegalnej organizacji. W...
Ciekawe, co powiedziałby pisarz Andrzej Bobkowski, gdyby zobaczył prezydenta, jakiego w akcie rozpaczy wybrali sobie Francuzi. Tuż po wojnie, nie mogąc znieść atmosfery Francji, w której znalazł się jako emigrant, Bobkowski pisał: „Francja nie ma już przekonań fundamentalnych; tych, którymi wykarmiła całą Europę przez tyle wieków. Nie ma ich na ulicy, brak ich w tłumie, w teatrach i w książkach, brak w oczach Francuzów i w rozmowach z nimi”. Europa była dla niego czymś wygodnym i tchórzliwym pars pro toto, czymś, co zastąpiło pojęcie Europy, zaś jej prawdziwa istota i treść „rozpuściły się w tym tak dokładnie, iż najbystrzejsi Europejczycy nie zdają sobie z tego sprawy”. Czesław Miłosz w „Rodzinnej Europie” opisywał, jak 109 dywizji francuskich i angielskich miało naprzeciw siebie we...
W redakcji literackiej radiowej Trójki, w której zaczynałam karierę dziennikarską, pracowałam z redaktorem U. Wbił mi się w pamięć głównie dlatego, że dzielił nas Katyń. On uważał, iż polskich oficerów w Katyniu zamordowali Niemcy, ja miałam inne zdanie. Żądał ode mnie dowodów, a moje argumenty wykpiwał. Bo istotnie, co mogłam położyć przed nim na biurku? Dokumenty sporządzone przez przedstawicieli Czerwonego Krzyża, którzy pojechali do Katynia po odkryciu masowych grobów? Czy może raport Owena O’Malleya, brytyjskiego ambasadora przy rządzie polskim? Sporządzony w 1943 r., nie pozostawiał wątpliwości co do odpowiedzialności ZSRS za mord katyński. Churchill miał wiedzę co do sprawcy zbrodni, ale mimo apeli znajdujących się na Zachodzie Polaków dokumenty zostały utajnione. Nie mogłam...
Droga redakcjo Polityki, zwraca się do Ciebie z prośbą twoja wierna inteligencja, którą od lat otaczasz opieką, tworząc dla niej jakże potrzebny Niezbędnik Inteligenta. Kierujemy się jego wskazaniami, kupując książki z Biblioteki Wykształciucha i wyposażając nasz umysł w wiele innych atrybutów inteligenta. Ale nie czas czytać książki, kiedy płoną lasy. Musimy je odłożyć, gdyż nadchodzi wojna. „To wojna z polską inteligencją. Z tą inteligencją, która dziś idzie w marszach KOD-u”. Tak mówią profesorowie, a to wszak nasze autorytety. „To jeszcze nie jest walka na śmierć i życie, ona się dopiero zacznie. To będzie krwawa vendetta, w której ludzie PiS-u zostaną wycięci do samej kości” – mówi profesor. Ale z kolei inny profesor straszy nas, że kiedy przyjdzie to „coś” (nie chce powiedzieć,...
Pewna znajoma, absolwentka liceum im. Klementa Gottwalda (obecnie Staszica), opowiadała mi kiedyś o problemach, które miała, gdy dostała się na polonistykę UW. Nie wiedziała, co to jest „krzew gorejący” ani o co chodzi z „ciasną bramą”. Obce jej były wszelkie literackie odniesienia do Biblii i jej symbolika. Nie wyniosła tej wiedzy z domu, do kościoła nie chodziła, a LO im. Klementa Gottwalda było jedynym wówczas liceum w Warszawie, gdzie nie uczono religii. Utworzono je w 1951 r. i nazwano tak na cześć komunistycznego działacza czeskiego. W „Gottwaldzie” uczyły się w większości dzieci stalinowskich aparatczyków, prokuratorów wojskowych i środowiska komunistycznego establishmentu. Biblii w ich domach nie czytano, zawarty w niej przekaz uważano za ciemnotę. Echa tamtego miejsca i czasu...
Polska nie ma szczęścia do pomników. Wystarczy wspomnieć realistyczne, w większości rażące brzydotą upamiętnienia Jana Pawła II, którymi nasz kraj jest usiany jak długi i szeroki. Jest tak, jakby rzeźbiarze, operujący dziś całkiem innymi środkami rzeźbiarskiego przekazu, nie potrafili już znaleźć metafory w przedstawieniu figuratywnym i oddali to pole współczesnym przekazom ze świata fotografii czy filmu. Zapanowała też mania dewastacji pomników. W Polsce od 10 kwietnia zrobiono wiele w sprawie pamięci o tych, którzy zginęli w Smoleńsku. Z tym że jedni utrwalali tę pamięć, budując im, w ślad za Horacym [exegi monumentum] „pomniki trwalsze od spiżu”. Inni zaś próbowali tę pamięć zagłuszyć, zniszczyć i zdewastować. Ta zaraza nadciągnęła ze Wschodu i zdaje się nasilać wraz ze stopniem...
Jest rok 1563, Flandria. Pieter Bruegel maluje obraz pod tytułem „Droga Krzyżowa”. Obraz jest niewielki, ale na tej przestrzeni artysta umieszcza ponad pięćset postaci, czterdzieści koni, wiele innych stworzeń. Szczegółów jest tak wiele, że nasuwa się chęć zastosowania popularnego ćwiczenia na spostrzegawczość: znajdź na tym obrazie pal z kołem i czarnym krukiem albo – końską czaszkę. To łatwe. Czaszka konia leży na pagórku przeciwległym do dominującej w kompozycji ogromnej skały z młynem na jej szczycie. Dużo trudniej odszukać motyw procesji na Kalwarię i postać Chrystusa upadającego pod ciężarem krzyża. Chrystus jest gdzieś w tle, ledwie można Go rozpoznać wśród tłumu. A Wszystkowidzący Młynarz obserwuje to z młyna na skale... W 1996 r. Michael Gibson, amerykański krytyk...
Pierwszego kwietnia, jak co roku, Akademia Węży wręczy nagrodę Wielkiego Węża za najgorsze widowisko ostatniej dekady. Obecnie grupa Jury Akademii Węży, których nazwisk nie wymienimy, a która zajmuje się oceną wspomnianych widowisk, ogłasza swoje nominacje do nagrody imienia Wielkiego Węża w następujących kategoriach: Najgorszy aktor drugoplanowy: Marcin P. w roli słupa [„Amber Gold”]; Zbigniew Chlebowski za rolę grabarza [„Afera Hazardowa”]; Najgorsza aktorka drugoplanowa: Tatiana Anodina za występ obcojęzyczny [„Smoleńsk], Elżbieta Bieńkowska za komediową rolę „Ale jaja, ale jaja” [słuchowisko „Sowa i przyjaciele”]; Najgorszy aktor pierwszoplanowy: Donald Tusk za rolę w serialu „Nasz człowiek w Warszawie”; Najgorsza aktorka pierwszoplanowa: Ewa Kopacz w roli przodowniczki pracy...

Pages