Marcin Wolski

Marcin Wolski
Jerzy Kosiński (Lewinkopf), wbrew własnym opowieściom, wyjechał z Polski legalnie w 1957 r. Swoją legendę „męskiej Anny Frank, której udało się przeżyć”, zbudował na postawie autobiograficznego „Malowanego ptaka”, w którym opisał losy żydowskiego dziecka prześladowanego przez nieludzkich Polaków w dobie Holocaustu. W istocie właśnie dzięki Polakom cała jego rodzina bezpiecznie przeżyła okupację w Dąbrowie Rzeczyckiej. Co do samego „Malowanego ptaka” jest oczywiste, że Kosiński nie napisał go niczym „drugi Conrad” po angielsku. Nie do końca jest też pewne, czy w ogóle go napisał. Podobnie jego następne dzieła są w dużej mierze dziełem studentów ghostwriterów. Autor nie gardzi plagiatami – według publicystów „Village Voice” słynne „Wystarczy być” to przeróbka „Kariery Nikodema Dyzmy”. CIA...
Marcin Wolski
Naukowo nazywa się to badaniem „wytrzymałości materiału”. Ostatecznego celu tych zabiegów nie znam, ale dotychczasowe próby są imponujące, a wytrzymałość krajowego materiału niezwykła – iryd, platyna, w dodatku non iron, bez konserwantów... Ale kiedy pewnego dnia to wreszcie pęknie, nie będzie czego zbierać. Tylko owa wizja, skądinąd nieomal pewna, wcale mnie nie peszy. Premier pokonujący Bug wpław pod Terespolem i prezydent rozmawiający z portretami w Belwederze na dzień przed impeachementem – to news tylko na chwilę. Jeśli nawet pewnego dnia dotychczasowi władcy znikną, pozostaną przecież rozgrzebane drogi, stadiony, podpisane kontrakty, inflacja, stagnacja i rodacy, z których jedni będą wołać „a nie mówiliśmy”, a drudzy, „niczego takiego nie słyszeliśmy”. 
Marcin Wolski
Opowiedział fabułę, porównał z „Psami” i „Różyczką”, dał dobry tytuł „Oni mogą wszystko”, delikatnie zganił, że opowieść zrealizowana jest po amerykańsku (to akurat uważam za komplement, bo obecnie żadna inna szkoła w filmie popularnym się nie liczy). I wszystko. Tymczasem wydarzenie, jakim jest ten film, daleko wykracza ponad możliwości zwykłej recenzji. Coś się w Polsce stało takiego, że dwóch starych wyjadaczy, w tym prezes Stowarzyszenia Filmowców, odważa się sięgnąć po temat tabu i opowiedzieć go sensacyjnie i przekonująco. W dodatku ktoś to zatwierdził, ktoś dał pieniądze, ktoś wpuścił na ekrany. Doprowadzić do wściekłości Adama Michnika i zdobyć poklask u Tomka Sakiewicza to naprawdę spora zasługa. To, że w PRL byli esbecy, że dochodziło do morderstw dokonywanych przez „...
Marcin Wolski
Barbara Stanisławczyk jest osobą odważną. „W miłosnych grach Marka Hłaski” postanowiła zmierzyć się z mitem. Inna sprawa, że jako rasowa reportażystka nigdy nie należała do osób bojaźliwych. W „Dziewczynkach” spenetrowała środowisko renomowanych prostytutek, w „Pajęczynie” już na początku lat 90. wzięła na spytki byłych esbeków. Mówili wtedy dużo i chętnie, zanim rządzące „autorytety moralne” przekonały ich, że niczego nie muszą. To wtedy po raz pierwszy trafiła na trop TW „Ewy”, żony Pawła Jasienicy rozpracowującej męża, ale nikt jej nie uwierzył. W „Miłosnych grach” idzie śladami „kobiet Hłaski”. Najpierw trafia do matki, potem do kochanek i kandydatek na żony (nieraz tak sławnych jak Agnieszka Osiecka), niektóre zgłaszają się same już po przeczytaniu pierwszego wydania książki. „...
Marcin Wolski
Laboratorium niewielkie, nie wymaga ogrzewania i lepiej niech coś, co z czasem może zagrozić Hiszpanii czy nie daj Boże Polsce, prześledzić w niedużej skali. Pokazać wszystkim, jakie są efekty życia na kredyt, ulegania postawom roszczeniowym. Ryzyka nie ma. Rewolucja komunistyczna nie wybuchnie, islam nie wtargnie, a Akropolu z wściekłości lud nie zniszczy, bo to i tak ruina. Pan Bóg podarował Grecji wszystko, co potrzeba – cudowny klimat, piękne położenie, ciepłe morze, wspaniałe plaże... Ile się musi natrudzić taki Duńczyk czy Fin, aby zarobić parę euro? W Grecji wystarczy otwierać drzwi i nosić walizki za gościem hotelowym. Być może w wypadku ogłoszenia upadłości nie obyłoby się bez dramatów, trzeba by sprzedać jakąś wyspę Niemcom czy Anglikom (byle nie Rosjanom – np. Santoryn...
Marcin Wolski
– Mnie też bliskie są ideały chrześcijańskie! – poparł Rosjanina Mataki. Było to z jego strony dość odważną deklaracją. Na temat stosunku prezydenta Stanów Zjednoczonych do wiary krążyły najróżniejsze spekulacje. W zależności od potrzeb marketingowych bywał raz bardziej chrześcijaninem, raz muzułmaninem lub animistą, a krytycy uparcie wytykali mu młodzieńcze grzeszki: praktykowanie voo-doo i flirt z satanizmem. – A co do rzekomych bredni na temat zjawisk nadprzyrodzonych... Muszę zmartwić szanownego kolegę. Jeszcze za czasów moich poprzedników w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego utworzono komórkę zajmującą się wspomnianą problematyką. Wnioski są niezwykle ciekawe. Mianowicie osiemdziesięciu dziewięciu procent cudów uznanych przez Kościół rzymskokatolicki nie można zakwestionować, również...
Joanna Lichocka
– Mnie też bliskie są ideały chrześcijańskie! – poparł Rosjanina Mataki. Było to z jego strony dość odważną deklaracją. Na temat stosunku prezydenta Stanów Zjednoczonych do wiary krążyły najróżniejsze spekulacje. W zależności od potrzeb marketingowych bywał raz bardziej chrześcijaninem, raz muzułmaninem lub animistą, a krytycy uparcie wytykali mu młodzieńcze grzeszki: praktykowanie voo-doo i flirt z satanizmem. – A co do rzekomych bredni na temat zjawisk nadprzyrodzonych... Muszę zmartwić szanownego kolegę. Jeszcze za czasów moich poprzedników w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego utworzono komórkę zajmującą się wspomnianą problematyką. Wnioski są niezwykle ciekawe. Mianowicie osiemdziesięciu dziewięciu procent cudów uznanych przez Kościół rzymskokatolicki nie można zakwestionować, również...
Marcin Wolski
Dawno, dawno temu obiecywano wyłaniać kandydatów na pasażerów w drodze prawyborów – obecnie naczelna racja to kooptacja. Po Kluziku i Arłuku idzie czas na zaproszenie Giertycha, niewykluczone, że przygotowuje się Lepper... Gdyby skrót PJN nie był pechowy, można by rzec: szykuje się nam Pociąg Jedności Narodu. Oczywiście jest kłopot z nadmiarem chętnych na miejscówki, po wyborach może się przecież okazać, że nie wszystkie dotychczasowe wagony odjadą. To niepokojące zagadnienie tak fascynuje kandydatów na pasażerów, zwłaszcza tych, którzy marzą o pierwszej klasie, że nie zadają sobie innych pytań. Np. czy to prawda, że pociąg, jak wiele innych w naszym kraju, będzie teraz jechał dwa razy wolniej, że do tej pory nie wiadomo, czy pojedzie w prawo, czy w lewo? I że choć zamiast nierealnego...
Marcin Wolski
Reszta była już wynikiem gry sił, własnej dynamiki i determinacji konkretnych ludzi. Nie bez znaczenia byli właściwi szefowie na właściwe czasy – Kieres na rozruch, Kurtyka na rozwój. Kompromisowy prezes w rodzaju Leona Kieresa umożliwił start, ktoś bardziej rewolucyjny sprawiłby zgładzenie dziecka na etapie raczkowania. A tak Instytut mógł wykorzystać krótki okres koniunktury, aby okrzepnąć. Doszło też do faktów dokonanych, po których powrót do przeszłości (z wizją spalenia lub zabetonowania archiwów) stał się nierealny. Po klęsce Macierewicza i upadku rządu Jana Olszewskiego sprawa wydawała się przegrana. Jednak sam fakt, że stanęła na porządku dziennym, a społeczeństwo dowiedziało się o istnieniu agentury, sprawił, że nie udało się zamieść jej pod dywan. Dzięki AWS, paradoksalnie...
Marcin Wolski
Pochodził ze znakomitej litewskiej rodziny wymienianej przez Mickiewicza, która doczekała się własnej ulicy na Mokotowie. Jego dziadek Ferdynand zorganizował na Litwie oddział, który walczył z carskim najeźdźcą. Kolejny z Narbuttów, Antoni, ojciec pisarza, zasłynął przed I wojną światową jako redaktor naczelny „Tygodnika Wileńskiego”. On sam jako pisarz zadebiutował późno w 1965 r. Wcześniej, od 1957 r. parał się publicystyką na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Szybko jednak rozstał się z redakcją. Nie pasował tam. Najlepiej czuł się w „drugim obiegu”, gdy publikował w „Zapisie”, „Spotkaniach” czy „Opinii”, a następnie już legalnie w „Ładzie” i w „Tygodniku Solidarność”. Całą jego twórczość udało się zebrać w 20 tomach wierszy, felietonów, powieści. Ostatniego zbioru „Żniwo lat...
Marcin Wolski
Jest historia agenturalnej współpracy znanego operatora Jerzego Lipmana zarejestrowanego jako TW „Jeż”, choć film (leżakujący na półkach telewizji) pokazuje ją dużo ostrzej. I jest Andrzej Wajda. Niezłomny, zyskujący pozytywne noty nawet u donosicieli. Ci w większości pozostają nierozszyfrowani, poza Zygmuntem Kałużyńskim, którego wizerunek jest wyjątkowo paskudny, a dzieło plugawe. Inni TW – tacy jak zarejestrowani pod pseudonimem: „Daniel” Daniel Passent, „Irena” – operator Andrzej Kostenko czy donosząca zapamiętale na swoją koleżankę Czyżewską Krystyna Stypułkowska – nie mają własnych rozdziałów. Autor z dużą wyrozumiałością traktuje rozmaite „grzechy młodości” artystów, jakimi było czytanie przez Łapickiego stalinowskich kronik filmowych, wśród których nie brakowało relacji z...
Marcin Wolski
Oczywiście, kiedyś będzie lepiej – powstaną i stadiony, i drogi, i szybkie koleje. Tyle że już po Euro. Z punktu widzenia aktualnej władzy będzie to musztarda po obiedzie, bo wszystko wskazuje, że mistrzostwa przyjdzie rozgrywać na Orlikach. Kto chce mieć obraz bałaganu, niekompetencji, pogardy dla obywateli w jednej pigułce, niech przyjeżdża do Warszawy. Po zmarnowaniu pięciu lat próbuje się zrobić wszystko naraz – nic z tego nie wychodzi, poza tym że nieprzejezdne są wszystkie mosty (z kolejowym włącznie, bo remont torów). Myśląc o równości szans, przecięto nie tylko komunikację wschód–zachód, ale również północ–południe, pozostawiono jedynie wąskie objazdy dla autobusów. Na wszelki wypadek, żeby ludzie nie mieli żadnego ratunku, przerwano też środkowy odcinek metra. Słowem swoboda...
Marcin Wolski
Niezwykły był ten wybór po krótkim pontyfikacie Jana Pawła I, tak jakby sama Opatrzność pragnęła skorygować ludzki błąd, niezwykłe było też cudowne ocalenie z perfekcyjnie przecież zaplanowanego zamachu. Fascynujące owoce wydała siejba nie tylko w Polsce, podróżował przecież po całym świecie, wszędzie pozostawiając po sobie niezatarte ślady. Wstrząsającym przykładem posługi aż do ostatniego tchnienia był okres świadomego umierania. I jakże znamienne było zamknięcie przez wiatr Świętej Księgi na jego trumnie. Choć przecież zamknął się tylko jeden doczesny rozdział jego egzystencji. A ile jeszcze nie wiemy – co naprawdę zdarzyło się podczas tajemniczego spotkania młodego księdza z Polski z kontrowersyjnym wówczas Ojcem Pio (którego potem ów ksiądz wyniósł na ołtarze), czego dowiedział...
Marcin Wolski
Jak to się stało? Nie uzyskał przecież swojego miejsca przez urodzenie (co jest udziałem wielu synów swoich sławnych ojców, przeważnie zresztą niedorastającym tatusiom do łydek), nie lobbowała za nim żadna z wpływowych mniejszości (etnicznych bądź seksualnych), a wręcz przeciwnie. Stosunek Salonu wyznacza umieszczenie go na czarnej liście Michnika, ale przecież i w kręgu Kaczorów nigdy nie był beniaminkiem. W oczach piłsudczyków jawi się zdecydowanie antysanacyjnie, ale dla endeków jest stanowczo za mało endecki. Więc kto za nim stoi? Zagadka. W dodatku w swojej „spowiedzi” dość pilnie chroni prywatności, napomykając jedynie o epizodach, które wcześniej z wypiekami na twarzy usiłowali rozszyfrowywać i weryfikować czytelnicy „Walca stulecia” i „Ciała obcego”. Z podobnym problemem mamy też...
Marcin Wolski
Oczywiście, na podstawie dotychczasowej historii ludzkości można się pocieszać, że zwycięstwo jakiegoś nośnika nie jest nigdy całkowite – pismo nie zabiło do końca opowieści mówionej, film nie uśmiercił teatru, telewizja nie pogrzebała filmu, internet nie zastąpi telewizji (chyba). Pozostaną enklawy, nisze, rezerwaty. Za to być może niedaleka jest przewidywana przez Wellsa epoka podziału świata na elitarną piśmienną mniejszość i resztę – umysłowy proletariat zatopiony w świecie wirtualnym. Wbrew pozorom jestem optymistą. Jeśli kiedyś do takiego podziału dojdzie, nasze będzie na wierzchu. Wróciłem właśnie ze spotkania ludzi myślących, czytających – ludzi, którzy spotkali się w klubach „Gazety Polskiej”. Dużo ich było, przedstawicieli różnych regionów, zawodów i pokoleń, ludzi...
Marcin Wolski
Parę lat temu Jan Rokita bał się białego świtu, w którym do jego mieszkania może zapukać ktoś inny nie mleczarz. Dziś może być spokojny! Do niego nikt nie zapuka, ale co do jego żony nie byłbym taki pewny. Inna sprawa. Jedno jest pewne – podobne zabawy są całkowicie nieskuteczne, a nawet przeciwskuteczne. Widać gołym okiem, że trwa na własne życzenie coraz szybsze piłowanie gałęzi, na której się siedzi – bo z kim przyjdzie się jeszcze skonfliktować po ludziach wierzących, kibicach, blogerach...? Pomysł, że można zapanować nad wszystkim i zabezpieczyć się na każdą okazję, przypomina opowieść o rabinowej spod Ołomuńca, która miała nocniki na każdą okazję – biały, czerwony, niebieski, żółty... A jak wkrocza do Czech Armia Czerwona, sfajdała się na schodach. Bohaterowie najnowszych...
Marcin Wolski
Szekspir, wystąp W dobie zaostrzającej się walki politycznej i zarysowujących się możliwości odprężenia międzynarodowego każda inicjatywa jest szczególnie cenna. Może z wyjątkiem prywatnej. Od wieków niejaki William Shakespeare był silną bronią imperialistów brytyjskich w walce z nowymi prądami duchowymi przebiegającymi Europę. Ten burżuazyjno-rojalistyczny twórca, który swoją karierę rozpoczął od stanowiska błazna królowej Elżbiety, wsławionej wojnami zaborczymi i uciskaniem ubogich warstw ludności, oddał swój niewątpliwy talent na usługi ciemnego wstecznictwa politycznego. Bo też przyjrzyjmy się tematyce formalnie nie najgorszych sztuk rzeczonego Shakespeare’a. Gloryfikuje w nich królewskie samodzierżawie ze wszystkimi krwawymi zbrodniami, występkami i nieprawościami, jakie mu...
Marcin Wolski
Bohaterka Anastazja przypomina postać z komiksu, komsomołka do szpiku kości oddana idei komunizmu i Stalinowi osobiście, mimo iż ten wysłał do piachu jej ojca, skądinąd żarliwego bolszewika. Niepokonana w walce wręcz, skoczek spadochronowy, pływaczka w przeręblach, a jednocześnie błyskotliwy analityk i doskonały śledczy. W dodatku piękna, odważna i do nieprzytomności ambitna. Sowiecki nadczłowiek. Nadludzi na kartach powieści Suworowa jest zresztą więcej. Obok Nastii można do nich zaliczyć Chowanowa, człowieka Stalina do tajnych poruczeń, tajemniczego czarodzieja Rudolfa Mazura czy nieustraszonego czekistę, a wcześniej zabójcę czekistów – tytułowego Żmijojada. I oczywiście nadczłowieka numer jeden – towarzysza Józefa Wissarionowicza Stalina, krojonego na olimpijską miarę, tyleż...
Marcin Wolski
Tu rodzi się pytanie: po co to wszystko? Kiedyś sam, czynny satyryk, mniemałem, że pokazywanie błędów i ułomności powoduje otrzeźwienie i poprawę obśmiewanych. Ale w tej kampanii nie chodzi przecież o poprawę, lecz o zdołowanie, zasianie zwątpienia, podzielenie ludzi, przeformatowanie tych, których się uda, i wykluczenie pozostałych. Ludźmi o zaniżonej samoocenie o wiele łatwiej rządzić, są lepszym materiałem do manipulacji bądź do prowokacji. A w dalszej przyszłości do wykorzenienia i wynarodowienia. Jakoś tak się działo w przeszłości, że nawet utrata państwowości nie oznaczała likwidacji narodu silnego dumą i wartościami. Podbój Grecji paradoksalnie posłużył zwycięstwu ich kultury nad rzymskim prostactwem. Żydów przez parę tysiące lat przed wynarodowieniem chroniło poczucie bycia „...
Marcin Wolski
Historia rodziny Broków i Sokołów, poprowadzona sprawnie, momentami sensacyjnie, pokazuje najważniejsze momenty naszej historii (a właściwie nie tylko naszej). Pamiętnik Jakuba Broka, bolszewickiego czekisty, przynosi chyba najpełniejszy, a na pewno jeden z najbardziej drastycznych opisów rosyjskiej wojny domowej, porównywalny jedynie z obrazkami Goi z cyklu „Okropności wojny”. Zaczyna się w 1905 r. od pogromu w białorusko-żydowskiej wiosce, a kończy w naszych czasach recydywy III Rzeczypospolitej. Po drodze będzie i rewolucja bolszewicka, i II wojna wraz z Holocaustem, i stalinizm w Polsce, Październik 1956, Marzec 1968, „Solidarność” i stan wojenny... Głównym bohaterem jest Adam Brok, syn Benedykta (Barucha), dziennikarza tygodnika „Republika”, niezwykle podobnego, wręcz tożsamego z...
Marcin Wolski
Tytułowy „hak” występował już wcześniej w kilku filmach, w których „ten zły” porywał „temu dobremu” żonę albo dziecko i w zamian za uwolnienie nakazywał dokonanie zbrodniczego czynu, np. zabicia popularnego polityka. Przy okazji sprawca miał być zgładzony, a zbrodniarz i jego mocodawcy nieodnalezieni. Perfidna intryga w filmach nigdy się nie udawała, przeważnie dzięki sile charakteru „tego dobrego”, któremu pomaga jeszcze kilku ludzi dobrej woli. Odkrywczość powieści Deavera polega na tym, że wykorzystywanie ludzi za pomocą „haka” jest dla płatnego zabójcy Harry Lovinga uniwersalną metodą rozwiązywania problemów. Metodą nie wprost, przypominającą raczej zabawy z dominem lub mechanizm, w którym świeczka przepala sznurek, sznurek zwalnia piłeczkę, piłeczka spadając przechyla wagę, z szalki...
Marcin Wolski
„Zamiast biegać z relikwiami, należy się wczytywać w papieskie nauczanie” – radził niejeden wynajęty mędrek, który pewnie sam nie był w życiu w kościele, sugerując, że święci i relikwie to zabobon, wstecznictwo, a dla nowoczesnego człowieka po prostu wstyd. „A to, że katolicka wiara zawiera »świętych obcowanie«, dowodzi tylko przestarzałości jej zasad” – twierdził. Jego sprawa. Bo przecież nawet dla człowieka niewierzącego nieobojętny powinien być szacunek dla bliskich zmarłych, kultywowanie pamięci czy przechowywanie pamiątek po kimś szalenie drogim. Nie z powodu magii, ale potrzeby bliskości. W ilu rodzinach przechowuje się pukle włosów ukochanych, pierwsze mleczne ząbki dzieciaków, zasuszoną pępowinę. Czy więc to takie dziwne, że otacza się szacunkiem relikwię po kimś, kto był...
Marcin Wolski
Notuje w nich pro memoria co głupsze wypowiedzi Partii i Rządu, piętnuje sługusów i dyspozycyjnych żurnalistów. Nie oszczędza Urbana, Witolda Fillera, Marka Grońskiego czy szczególnie odrażającej kreatury Jerzego Małczyńskiego z „Tu Jedynka”. Z notatek kreślonych na marginesach rocznic i wizyt, pierwszych majów i kolejnych zbrodni wyziera gniew i zafrasowanie. Przyszłością, polityką, młodzieżą, Polską. Jest tam „Solidarność” i festiwal piosenki wojskowej, berliński mur i Czarnobyl. Snują się pomysły nigdy nienapisanych sztuk, fragmenty niewygłoszonych monologów. Chciałoby się zakrzyknąć: „Biada krajom, co własne marnują talenty”. Inna sprawa, czy wolna Polska potrafiłaby zagospodarować Jerzego Dobrowolskiego, czy dałaby mu teatr, pół godziny w telewizji lub chociaż kwadrans w radiu?...
Marcin Wolski
Czy jest faszyzmem korzystanie z zapisanych w konstytucji praw do zrzeszania się, manifestacji i wypowiadania się publicznie? Czy jest faszyzmem protestowanie przeciw wykluczaniu z mediów zdań niezgodnych z aktualną linią Partii i Rządu, wyrzucanie niepokornych dziennikarzy na skalę nieznaną od czasu stanu wojennego? Czy jest faszyzmem domaganie się rzetelnego wyjaśnienia największej tragedii w dziejach polskich, w której zginęła elita narodu ze wszystkich opcji politycznych? Czy jest faszyzmem podawanie w wątpliwość intencji i działań sprawujących władzę, których nie chroni przecież ani immunitet nieomylności, a tym bardziej bezkrytyczności i bezkarności? Czy jest nim upominanie się o rację stanu i dobro Polski, politykę zagraniczną odpowiadającą narodowej dumie i żywotnym...
Marcin Wolski
Urbankowski surowo, ale rzetelnie ukazuje na szerokim tle gwałt, jaki dokonał się na literaturze polskiej, ale również z pomocą tej literatury. Ramy pracy mieszczą dwie wielkie odsłony stalinizmu na ziemiach polskich, tę z 1939 r. we Lwowie i Wilnie, którą można nazwać „próbą generalną”, i tę, która zaczęła się latem 1944 r. i trwała teoretyczne do 1956 r., symbolicznie do 1989 r., choć w wielu aspektach jej skutki w postaci opiniotwórczej elity obecne są do dziś. Oczywiście reżim łagodniał, później rozkładał się, komuniści stawali się rewizjonistami, a rewolucyjni internacjonaliści przemienili się w Europejczyków, czemu sprzyjały również zamiany pokoleniowe, choć jak wiadomo zajęta pozycja bywa dziedziczna. I w tym sensie żaden proces przeciwko Rymkiewiczowi nie zmieni faktu, że...
Marcin Wolski
Można powiedzieć, jak kiedyś Antoni Słonimski, „Jestem Polakiem, bo tak mi się podoba!” i można wołać „Tu jest Polska”, jeśli żywi się takie przekonanie, jeśli podzielają je inni obok nas i jeśli oznacza to bezinteresowne poświęcenie i ryzyko. To tak jak podniesienie na polu bitwy sztandaru mimo braku dystynkcji chorążego, jak przejęcie przez majtka sterów statku, którego dowództwo poległo. W historii naszego narodu prawie zawsze mniejszość musiała w chwilach dziejowych działać w imię większości. Tak było w powstaniach – najszlachetniejsi walczyli i ginęli, większość dekowała się, niektórzy kolaborowali. Czy Leonidas w Termopilach, mimo że było z nim tylko 300 Spartan, miał prawo zawołać: „Tu jest Sparta”, czy można było odmówić hasła „Tu jest Polska” strajkującym robotnikom Stoczni...
Marcin Wolski
Ludziom małej wiary mogłoby się wydawać dziwne mieszanie liczb do zagadnienia prawdy, zwłaszcza że w Wielkim Tygodniu przychodzi mi na myśl pewien skazaniec, który, statystycznie rzecz biorąc, nie mógł mieć racji – przeciw niemu była wszak cała potęga Imperium Rzymskiego, wsparta stanowiskiem kapłanów i szerokich rzesz własnego społeczeństwa, a przecież ją miał. Ale w końcu nie znam się na teologii. I dlatego głębiej biorę sobie do serca sformułowanie, że wina leży po dwóch stronach. Salomonowość tej opinii po prostu poraża. Wiadomo przecież, że bijący nie biłby, gdyby nie było bitego, służby miejskie nie wyrzucałyby do śmieci zniczy i portretów, gdyby nikt ich nie stawiał, nasi Wypróbowani Przyjaciele nie odkręcaliby tablicy, gdyby wcześniej nie przykręciła ich jakaś samowolna ręka,...
Marcin Wolski
„Racja stanu” to zbiór artykułów dedykowanych Janowi Olszewskiemu na jego osiemdziesięciolecie. Powstały one jako pokłosie sesji odbytej 4 czerwca 2009 r. pod hasłem 20 lat transformacji narodowej. Data naturalnie nie była przypadkowa. Upamiętniała „półwolne” wybory 1989 r., które pozwoliły zniewolonemu narodowi dać wyraz swoich preferencji poprzez odrzucenie tzw. Listy Krajowej i bezprzykładne zwycięstwo w wyborach do Senatu. Przypominała również, co podkreślił Jan Olszewski, „nocną zmianę” obalenia jego rządu w 1992 r. przez koalicję zmontowaną przez Wałęsę pod wpływem antylustracyjnego lobby. Szczególnie mocne podkreślenie wagi suwerenności znajdziemy w artykule Jarosława Kaczyńskiego – warunkami jej zapewnienia jest silne państwo narodowe, zdolne do ochrony swego bezpieczeństwa...
Marcin Wolski
Po katastrofie smoleńskiej nie doszło do niczego podobnego – prawda utknęła gdzieś między wielkomocarstwową polityką imperium i doraźnymi, małymi interesami rządzących. Hipotezy o wyłącznej winie pilotów, sformułowane tuż po katastrofie, mają wszelkie szanse zostać uznane za obowiązujące. Nie znaczy to, że społeczeństwo polskie pozostawione samo sobie nie podjęło trudu odtwarzania tych puzzli na własna rękę. W dziesiątkach publikacji prasowych, w internecie, dzięki niezależnym produkcjom filmowym tworzy się rekonstrukcja, której powołane do tego instytucje z jakiegoś powodu dokonać nie mogą. Bo trudno uwierzyć, że nie chcą. Filmy Anity Gargas, Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, Mariusza Pilisa i Artura Dmochowskiego, Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej żmudnie analizują...
Marcin Wolski
Gdyby opowiadać cudzoziemcowi o naszym wymiarze sprawiedliwości, zdumiałby się bardzo. W Ameryce próba kneblowania ust dziennikarzom uznana byłaby za gwałt na pierwszej poprawce! A wykorzystywanie sali sądowej jako namiastki rzeczowej polemiki jest po prostu śmieszne. Tymczasem u nas sądy nie muszą liczyć się z konsekwencjami własnych werdyktów, coraz częstsze zasądzanie płatnych ogłoszeń w prywatnych mediach ma wszelkie znamiona linczu czy stalinowskiej konfiskaty mienia. Sądu nie interesuje, skąd skazany, w co najmniej problematycznej sprawie, ma wziąć owe setki tysięcy złotych, już nie na charytatywny cel, lecz na dofinansowanie zasobnych mediów. Osobiście uważam, że sprostowanie czy przeprosiny powinny ukazać się w tym samym miejscu, w którym dokonano zniewagi – bezpłatnie....
Marcin Wolski
A jeśli takie przedsięwzięcia podejmowane są od wewnątrz? „Biada ludom, co własne niweczą tradycje”. Podobna inicjatywa w starożytności kosztowała Chiny kilka stuleci regresu i zapewne na długo pozbawiła ten najludniejszy naród szans na objęcie światowej hegemonii. Przynajmniej do połowy XXI wieku. Pamięć bywa, i owszem, niewygodna, potrafi wypominać władcom nieprawe pochodzenie, jest wyrzutem sumienia dla ludów, które swoje powodzenie opierały na podboju i grabieży, ale zarazem dopóki trwa wspomnienie przeszłej wielkości i małości, błędów i dokonań, póty istnieje szansa, że przyszłość będzie rozumna. A przynajmniej, że części błędów uda się uniknąć. Jednak współczesny, wysoko rozwinięty świat ucieka od pamięci – zapomnienie minionych konfliktów, różnic, sporów wydaje się najlepszą...
Marcin Wolski
Co to za przyjemność? To tak, jakby na meczu naganiać się, nafaulować i nie przekroczyć linii środkowej boiska. O wiele lepiej jest stanąć niedaleko bramki i czekać, aż wyłożą mu piłkę na nogę. Emocji bynajmniej nie brakuje, przecież i w takiej sytuacji czasami nie trafia. Przerabiałem to w dzieciństwie, pamiętam, wygrałem raz wyścig rowerowy z rówieśnikami. Tylko ja jechałem na normalnym rowerze, a oni na trzykołowcach. Prawdziwa rozkosz – śniadanie z mistrzami od innych konkurencji. Nawet ja mogę wygrać z Zimmermanem, na fortepianie... w karty! Sytuacja, w której na eksperta od polityki wybiera się Małysza, jest niezwykle wygodna. Chyba że nasz as chciałby podyskutować wyłącznie w czasie lotu nad Wielką Krokwią.  Panowie Kukiz czy Hołdys mogą znakomicie dyskutować z premierem o...
Marcin Wolski
Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej. Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą. Na kolana, łajdaki, sypać popiół na głowę! Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą! 11 kwietnia 2010 r.
Marcin Wolski
„Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej” Sławomira Kopra wbrew tytułowi nie jest naukowym kompendium na temat rzeczywistości towarzyskiej Międzywojnia. Owszem, pierwsza część poświęcona ówczesnym obyczajom stanowi niezły wstęp, zakreśla ramy i naświetla podstawowe odmienności tamtego świata – owe rauty, bankiety, five o'clocki, kodeks honorowy i świat pojedynków, pasje okultystyczne, kabarety, wreszcie życie rodzinne. Stanowi to jedynie przygrywkę dla siedmiu życiorysów Polaków, którzy w tamtej dobie odegrali rolę szczególną – Wieniawa i „Dziadek Piłsudski”, wirtuoz Paderewski i marszałek Rydz Śmigły, prezydenci Wojciechowski i Mościcki, czy najwierniejszy z wiernych – Walery Sławek. Większość z nich doczekała się solennych monografii, jednak praca Kopra łączy w atrakcyjny sposób...
Marcin Wolski
Paweł nie żyje już dwa lata. Urodzony w 1948 r., zmarł 23 marca 2009 r. Zdecydowanie przedwcześnie! Brakuje mi jego rozmów, rad, jakich udzielał, i wsparcia mych przedsięwzięć z zakresu historii alternatywnych (których był zwolennikiem i prekursorem). Mogłem zadzwonić do niego w środku nocy z jakąś kwestią historii XX wieku i nie tylko, a on nie musiał nigdzie szukać, błyskawicznie udzielał odpowiedzi. Należał do ginącej rasy erudytów, którzy doskonałą pamięć łączą z gigantyczną pracowitością oraz ze śmiałością stawiania i dowodzenia własnych koncepcji. Czasem tak ryzykownych jak koncepcja sojuszu z Niemcami przed wybuchem II wojny światowej, którą pozwoliłem sobie rozwinąć w dedykowanej Pawłowi powieści „Wallenrod”. Był odważny. I płacił za to wysoką cenę. Kto wie, czy w razie...
Marcin Wolski
„Hamlet w stanie spoczynku” jest opowieścią o Skolimowie. Gabriel Michalik, pochodzący z rodziny aktorskiej, emocjonalnie związany jest z tym miejscem. Autor podjął trud opracowania ponadstuletniej historii przedsięwzięcia, które po trzech dekadach przymiarek urzeczywistniło się w latach dwudziestych dzięki ofiarności rodziny Premierów i Mikulskich oraz niezmordowanemu animatorowi Antoniemu Bednarczykowi. Autor snuje gawędy o pensjonariuszach, opiekunach, sprzętach, nie tając wzruszenia. Opowiada więc o lasce Ewy Kuniny, szefowej Komisji Skolimowskiej w latach pięćdziesiątych, która odegrała u Bieruta swoisty happening, skłaniając go do dofinansowania rozbudowy Domu, i o fortepianie ofiarowanym przez Stefana Martykę, niesławnej pamięci spikera „Fali 49”. We wspomnieniach przewija się...
Marcin Wolski
A drugie miejsce – opróżnione na skutek zrzeczenia się mandatu przez niesławnej pamięci Janusza P.? Mam co najmniej paru kandydatów. W pierwszym rzędzie Stefan Niesiołowski za całokształt, Władysław Bartoszewski za dokonania ostatnich trzech lat, ze szczególnym uwzględnieniem zwrotu, że za okupacji należało bardziej bać się Polaków niż Niemców. Mimo gradu odznaczeń, od Orła Białego do Czerwonej Gwiazdy, czy jak się tam teraz nazywają Putinowskie odznaczenia, nie sposób pominąć na podium Andrzeja Wajdy. Choćby za sformułowania o pochówku na Wawelu należy mu się nieśmiertelność w pamięci rodaków. Tłok będzie też wśród kandydatów do trzeciego miejsca. Prezes Kaczyński wprawdzie kilka miesięcy milczał, ale choć milczenie jest złotem, szybko zaczął odrabiać straty. Oczywiście trudno mu...
Marcin Wolski
Jedną z największych zagadek naszych czasów jest powód, dla którego najgorszy rząd w historii III RP, wyłoniony przez najbardziej bezideową partię naszej sceny, mimo licznych raf, na jakie natrafił, pozostaje niezatapialny, a poparcie w sondażach, mimo że ostatnio nieco spada, utrzymuje się na zaskakująco wysokim poziomie. Gdyby powodował to wyłącznie strach przed PiS-em, elektorat w obliczu kolejnych kompromitacji winien by szukać sobie jakichś nowych ulubieńców – przepływać w stronę SLD (przepływa, ale w niewielkim stopniu), PSL czy PJN. Nic takiego jednak się nie dzieje. A wszelkie afery, zaniechania i powody (takie jak odpowiedzialność za katastrofę smoleńską i śledztwo w tej sprawie) mogące w normalnym kraju unicestwić tuzin gabinetów, spływają po rządzie jak woda po kaczce....
Marcin Wolski
W końcu, właśnie dzięki działaniom rozmaitych pięknoduchów z gałązką oliwną w dziobku, USA zostały zaskoczone i upokorzone przez bojowców z Al-Kaidy. Być może książka trafiła na rynek na fali obamizmu – kolejnego naiwniactwa, opierającego się na przekonaniu, że można odgrywać rolę supermocarstwa, zachowując duszę hippisa. Rezygnując z siły, a niekiedy ze skrupułów. Sam laureat Pokojowej Nagrody Nobla odchodzi dziś od swych iluzji. Więźniowie w Guantanamo zostają, a polityka rozwiązywania konfliktów za pomocą lotniskowców może lada dzień okazać się niezastąpiona. Coś takiego chyba przewidywał i Forsyth. Autor najnowszej „Kobry” sięga po nierozwiązywalny, wydawać by się mogło, problem, a mianowicie walkę Ameryki z zalewającymi ją narkotykami. Początek jest idealistyczny i...
Marcin Wolski
Wspomniana nominacja ma same plusy – po pierwsze, wielki bratni naród przyjąłby to z satysfakcja. I ulgą! Po drugie, Ruch Olimpijski zyskałby fachowca, który zna się na rzeczy. Sam trenował na macie (niektórzy twierdzą, że nawet na Macie Hari), szczerze kocha sportowców i sportsmenki. Jedna mistrzyni olimpijska w gimnastyce, a przy okazji deputowana do Dumy – Anna Kabajewa zaszła nawet z tego uwielbienia w ciążę, w dodatku za pomocą niepokalanego poczęcia. Przy okazji można by poszerzyć liczbę dyscyplin olimpijskich o wiele nowych, ciekawych sportów obronnych, popularnych w ojczyźnie ewentualnego prezesa, jak strzelanie do wyrzutków, wysadzanie bloków (startowych), trucie na odległość, rzut głowicą, wyścig we mgle na dochodzenie czy manipulowanie kurkiem (gazowym). Pozwoliłoby to...
Marcin Wolski
Tymczasem jak tak dalej pójdzie, to do wykpiwania zostaną wyłącznie księża. (A nawet będzie to zalecane). Dawniej unikanie pewnych sformułowań wypływało z kultury osobistej i nie wymagało norm prawnych. Dziś, kiedy chamstwo (zwłaszcza w polityce) staje się normą, sięga się po cenzurę. Na razie niesłuszne żarty tropi się na ochotnika, ale łatwo wyobrazić sobie PPP – policję poprawności politycznej (już dziś przecież ściga się homofobię), ba, jakiś ogólnoeuropejski Interżartpol. Śmieszne, że aż strach! Inna sprawa, że gafa gafie nierówna. To, za co trzeba wypić węgrzyna, którego się samemu nawarzyło, w wypadku wpadek pana prezydenta uchodzi bez większych kłopotów. Niezależnie czy dotyczy Dunek–kaszalotów, czy wierności Pierwszej Damy (u Obamy). Używają sobie jedynie internauci, którzy...
Marcin Wolski
A tu trwa pościg. Śmierć swym chłodem zagląda w oczy, dławi płuca... Münchhausen jednak ma metodę – kolesiów z sań po trochu zrzuca. Byle doczekać do wyborów, potem znów nasza będzie wiosna, dawno pozbyto się tenorów, lecz ciągle śpiewka trwa radosna... I baron ma narrację ładną, że reszty będzie bronił mocno... Chyba że sami z sań wypadną, żeby z wirażu wyjść na prostą! Lecz z tyłu już spiskuje klika, że skoro i tak wyjścia nie ma, zamiast dać z sanek się wypychać, wypchnąć samego Münchhausena. Przejmie się cugle, umknie miedzą i pościg trwać nie będzie dłużej, boss spadnie, ale go nie zjedzą, bo to są owce w wilczej skórze. Dla niego też różnica żadna, umie z niewielkim wszak wysiłkiem wyrwać za własne kudły z bagna, więc niech z wilkami pogra. W piłkę.
Marcin Wolski
Wyjątkowość „TP” opierała się na zasadzie „wśród ślepych jednooki królem”. W zmonopolizowanej rzeczywistości medialnej PRL pismo bezpartyjne, oddające komunistycznej władzy tylko część rytualnych ukłonów, było heroicznym ewenementem. Sam je prenumerowałem, choć głównie dla felietonów Kisiela i Piotra Wierzbickiego oraz „obrazu tygodnia” – jedynych zbliżonych do prawdy wiadomości na wschód od Łaby. Inna sprawa, że jak słusznie zauważa Graczyk, można mówić właściwie o trzech tygodnikach połączonych osobą Jerzego Turowicza: – periodyku katolików realistów, szukających modus vivendi z komunistyczną władzą, którego egzystencja została przerwana w 1953 r. zawieszeniem, a następnie oddaniem w ręce PAX-u; – organie grupy politycznej ZNAK-u, która po 1956 r. godzi się na rolę koncesjonowanej...
Marcin Wolski
Dość szybko również telewizje zachłysnęły się moralnym ekshibicjonizmem, a przeciwników „bigbrotherów” po prostu wdeptano w linoleum w studio. Coraz liczniejsze programy mentalnych kucht promowały eksponowanie tego, co dotychczas ludzki wstyd i opinia sąsiedzka kazały skrywać na dnie duszy. Zapomniano, że hipokryzja to hołd, jaki występek przez wieki składał cnocie. Wreszcie rozpuścili języki politycy. Pal sześć, kiedy kloaka lała się z gęby gminnym watażkom, niestety wkrótce dosadny styl wykwitł na ustach osobników z doktoratami... Tolerowano go, kiedy „cham był nasz”, a jego metody miały służyć pognębieniu wroga. Ciekawe, że każdy z wymienionych przejawów postępującego schamienia we właściwym czasie był do powstrzymania. Dlaczego więc się rozplenił? Komu zabrakło odwagi, żeby...

Pages