Marcin Wolski

Marcin Wolski
Autor uwypukla dwa podstawowe nurty: tradycję templariuszy, których części jakoby udało się zbiec do Szkocji, gdzie po syntezie z miejscową masonerią miała stworzyć podstawę tzw. rytu szkockiego, i Zakon Syjonu – różokrzyżowców będących podporą brytyjskiego purytanizmu. Trzy wielkie rewolucje – brytyjska, amerykańska i francuska – są zdaniem autora wynikiem działania owych niewidzialnych bractw, przy czym za twórcę masonerii zostaje uznany Francis Bacon, choć jej właściwie zręby powstaną dopiero sto lat później. Poważną rolę odgrywają też Żydzi – według Haggera, kaźń Karola I to odwet za wypędzenie narodu wybranego z Wielkiej Brytanii, a pieniądze Rotszylda odegrają też niemałą rolę w rewolucji francuskiej, egzekucja Ludwika XVI jest natomiast odwetem po stuleciach za stracenie wielkiego...
Marcin Wolski
Nie wiadomo, gdzie i kiedy zmarł. Jan Nowak-Jeziorański, który jako dyrektor Radia Wolna Europa musiał mieć z nim kontakt, stwierdził w 1993 r., że Światło umarł parę lat wcześniej. Co robił przez ponad ćwierć wieku, czy rzeczywiście prowadził koszerną jatkę, czy założył nową rodzinę? Ze starą nie kontaktował się nawet wówczas, gdy w komplecie znalazła się w Izraelu. A może – jak głosiły plotki – został zlikwidowany przez tych, których zdradził? A w ogóle kim był? Syjonistą nawróconym na komunizm? Przewerbowanym agentem? Figurą w skomplikowanej grze Sowietów? Jeden z czytelników artykułów Paczkowskiego napisał dosadnie: „Dla mnie Światło miał tylko jedną twarz – wredną twarz sowieckiej kanalii, która od dawna gnije już na śmietniku historii”. Jednak to stwierdzenie, choć prawdziwe, nie...
Marcin Wolski
Idea była ambitna, ale bardzo na wyrost. Pod koniec XV wieku Moskwa, zapyziały gródek na skraju Słowiańszczyzny, wysługujący się Mongołom i uzależniony od jarłyku, dopiero co uzyskiwała suwerenność. W 1478 r. Iwan III ogłosił się carem, a dwa lata później odmówił płacenia daniny Tatarom. W „zbieraniu ziem ruskich” miał poważnego konkurenta w postaci Litwy (Witold omal nie zdobył Moskwy), a Wielki Nowogród stanowił ciekawą demokratyczną alternatywę dla ruskiego samodzierżawia. Kremlowi jednak dopisywało szczęście – na przełomie XV i XVI stulecia mrozy zdziesiątkowały Wielką Ordę, a zdobycie przez Iwana Groźnego tatarskiego Kazania otworzyło przed jego państwem bezkres aż do Pacyfiku. Podobną szansę w skali kontynentu otrzymali jedynie Amerykanie. Od Iwana Groźnego imperium staje się...
Marcin Wolski
Z kolei felietony z okresu przełomu 1990–1991 oddają nie tylko znakomicie klimat tamtego czasu, ale też dokumentują sporo rozczarowań autora, najpierw wobec „pierwszego niekomunistycznego premiera” Tadeusza Mazowieckiego, później do obdarzonego wielkim kredytem zaufania Lecha Wałęsy. Wkrótce potem obrywa się Janowi Olszewskiemu za dążność do dekomunizacji. Kisiel jest wówczas przede wszystkim wolnorynkowcem, marzy mu się prywatyzacja i reprywatyzacja, szerokie otwarcie dla kapitału zagranicznego, a znienawidzony przez naród Leszek Balcerowicz wydaje się zbyt mało konsekwentny. Popiera Kongres Liberalno-Demokratyczny, ale jednak coś mu się w tej formacji nie podoba... Czytając wspomniany tom, stale miałem przed oczyma pytanie: gdzie dzisiaj byłby Kisiel? Co by publikował? Komu...
Marcin Wolski
Wbrew teoretykom prawa przestępcy bardzo starannie kalkulują, czego dowodem może być nawet znany wierszyk: „Rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata”. I zawsze (choć nie zawsze w pełni skutecznie) działała na wyobraźnię możliwość utraty życia, a zwłaszcza cień szubienicy. Także jasnowłosy Wiking doskonale przeliczył sobie ewentualne koszty swojej rzezi. „20 lat, a może…” – dźwięczało mu w uszach, kiedy repetował karabin. Autorzy zamachów w Madrycie już wyszli, a Bin Laden, gdyby zamiast kryć się po rozmaitych Tora-Bora, wyjechał do Skandynawii, byłby już na zwolnieniu warunkowym. Ale o karze śmierci nie wolno nawet dyskutować! Kiedyś przeceniano jej odstraszającą moc. W 1620 r., po zamachu na Zygmunta III, sprawca, niejaki Piekarski, został poddany straszliwemu rytuałowi: „Wpierw...
Marcin Wolski
Z Grishamem w ogóle dzieją się dziwne rzeczy – z jednej strony usiłuje sięgać na wyższą półkę, tworząc gnioty w rodzaju „Malowanego domu”, które zadęte na Caldwella, Caldwellem jednak nie są. Z drugiej, pisze chyba dla pieniędzy fabuły w rodzaju „Teodora Boone”, cienkie jak herbata trzeciego parzenia. Dawny Grisham z „Klienta”, „Raportu Pelikana” czy „Firmy” był przede wszystkim sprawnym konstruktorem fabuł, które podszywał doskonałą znajomością prawa i prawników. Nie próbował moralizować na siłę. W „Zeznaniu” idzie dalej, przekracza granicę prawdopodobieństwa – skazanym jest sympatyczny, młody Murzynek wrobiony w zbrodnię przez gliniarzy, prawników i polityków. Można mieć wiele krytycyzmu wobec Ameryki, ale jakoś nie chce mi się wierzyć w wykonanie kary śmierci na młodym facecie,...
Marcin Wolski
Ich opis jest porywającą opowieścią rozgrywającą się na wielu płaszczyznach w kręgu władzy, wśród elit artystycznych, wpierw gorliwie wspierających reżim, a potem go kontestujących, ale również w rzeczywistości kolejkowej, wśród kibiców sportowych. Opowieści nierzadko towarzyszy ówczesny żart czy satyryczny kuplet, jedyna i skuteczna broń zniewolonego społeczeństwa. Mamieni dziś jakże często reklamami „szyneczki jak za Gierka” otrzymujemy rzeczywisty obraz tego pozornie „najweselszego baraku w obozie”, pozostającego wszak pokraczną krzyżówką więzienia z domem wariatów. Nie przypadkiem tom zaczyna rozdział poświęcony ucieczkom z socjalistycznego raju, od Stanisława Mikołajczyka po Ryszarda Kuklińskiego, a problem wolności czy dobra superrzadkiego, jakim był paszport „na wszystkie kraje...
Marcin Wolski
Wiele wskazuje na to, że mozolnie dopasowywali posiadane materiały do tezy, którą Rosjanie sformułowali już parę minut po katastrofie (złośliwiec wyznający „spiskowe teorie dziejów” powiedziałby, że nawet przed). Nie było to zadanie łatwe. Można rzec, żegluga między Scyllą i Charybdą to wypoczynkowy rafting w porównaniu z ewolucjami, jakie przyszło wywijać komisji. Jeśli przyjąć raport MAK-u za balon próbny, po reakcjach społecznych wiedziano już, że zwalenie całej winy wyłącznie na pilotów, ich pijanego dowódcę i ogarniętego samobójczą obsesją Najwyższego Zwierzchnika, nie przejdzie – w dodatku rykoszetem uderzy w organizatorów lotu, a także w osoby odpowiedzialne za wyszkolenie. Dlatego wycofano się z teorii nacisków, dopuszczono odrobinę winy Rosjan, ale nie tyle, żeby się za bardzo...
Marcin Wolski
Zainteresowania autorki i tematy są rozległe – od kulisów upadku cara, przez niezwykłe dokonania polskiej Maty Hari i Jamesa Bonda w jednym, czyli Krystyny Skarbek, po przerażające doniesienia ze współczesnego chińskiego „archipelagu Gułag”; nieodmiennie jednak przewija się w niej czerwona, rzadziej brunatna nić XX-wiecznego totalitaryzmu. Okazuje się, że pewne zdarzenia, zakrawając na żart z cyklu o Radiu Erywań, są faktami, jak choćby rola służb i hipnotyzerów podczas prestiżowych pojedynków szachowych. Zachowania genialnego Bobby’ego Fischera podczas słynnych rozgrywek w Reykjaviku z Borysem Spasskim nie wypływały z szaleństwa Amerykanina, on czuł, co się dzieje... I potrafił skutecznie przeciwdziałać. Od Lenina po Putina wywiad był najsilniejszą bronią Moskwy. Długoletnia...
Marcin Wolski
Dla Polaka emocjonalny związek z Czarnogórą jest oczywisty – za czasów Ludwika Węgierskiego, w południowej Europie zwanego Wielkim, żyliśmy w jednym państwie, później, kiedy o losie Bałkanów przesądziła bezsensowna śmierć Władysława Warneńczyka poległego w 1444 r., maleńka Czarnogóra stanowiła najbardziej wysunięty punkt chrześcijańskiego oporu przeciw islamskiemu imperium. Jeszcze w dzieciństwie, podczas przeglądania historycznych atlasów, zafascynowały mnie malutkie kolorowe wysepki (Raguza, czyli Dubrownik, Rodos i właśnie Czarnogóra) na tle jednolitego tureckiego morza. Pewnych punktów (np. twierdzy dominującej nad Kotorem) Turczyn nie zdobył nigdy. Najnowsza historia obeszła się z Czarnogórą dość łagodnie. Więcej zniszczeń przyniosło dramatyczne trzęsienie ziemi, w którym ucierpiała...
Marcin Wolski
O okresie tym wiela można by mówić, przy czem najciekawszy period przypadł, gdy regenturę i kanclerstwo wielkie wzięli bracia Jan i Bonawentura Niemojewscy, a minister porządku publicznego Maurycy Mochnacki wielką lustracyję zdrajców i jurgieltników zapowiedział. Atoli rządy te okazały się jeno epizodem. Kanclerz w wyborach na sejmikach przepadł, a jego brat Bonawentura zginął w wielkiej katastrofie pociągu przyjaźni, któren z mostu drogi żelaznej warszawsko-petersburskiej stoczył się w nurty Berezyny. Regent Niemojewski do Petersburga się był udawał, co nie w smak było nowemu kanclerzowi, margrabiemu Wielopolskiemu, ani carowi Władimirowi I – próbującemu imperium z zapaści podnieść. Władimir stanął zresztą na czele komisyji, wedle raportu której przyczyną katastrofy nie była bomba...
Marcin Wolski
Nie chciałbym być złym prorokiem, ale przeczuwam, że strzały, które padły na norweskiej wysepce, stanowią zapowiedź konfliktów, jakie dopiero są przed Europą. Gołym okiem widać, że wielokulturowość jest fikcją, a przez nieszczelne granice wlewa się na Stary kontynent fala ludzi młodych, szybko się mnożących, o odmiennych niż kultura Zachodu obyczajach i silnej tożsamości religijnej. Unia spętana własnymi frazesami o prawach człowieka pozostaje bezwolna, zdezorientowana, kombinuje na temat zamykania wewnętrznych granic. Pomysł, żeby odsyłać każdego nielegalnego emigranta tam, skąd przybył, a z pewnością nie ofiarowywać mu bezwarunkowego socjalu, to wciąż temat tabu. Obawiam się, że akty desperacji, podobne zbrodni młodego jasnowłosego Wikinga, którego pomnik byłby ozdobą każdego...
Marcin Wolski
Kiedy dostaliśmy do ręki paszport, a nasza waluta zaczęła być wymienialna, zakazany owoc stracił swój pociągający smak. W dodatku zbiegło się to z rozwojem masowej turystyki na świecie. Teraz praktycznie wszędzie można polecieć, zmalało też ryzyko, pod warunkiem że omija się kraje ogarnięte wojnami i rewolucjami. Zamiast w księgarni, lepiej wydać swoje pieniądze w biurze podróży. W dodatku telewizyjne kanały tematyczne typu „travel” czy „animal planet” sprawiły, że egzotyka jest na wyciągnięcie ręki. Zachłyśnięcie się możliwością zaliczania kolejnych miejsc z globusa z czasem przestało wystarczać, a ludzie, przynajmniej niektórzy, chcieli dowiedzieć się więcej o miejscach, w których byli, tym bardziej że z dostępnych przewodników mogli przeczytać głównie o zabytkach i klubach dla...
Marcin Wolski
Reszta to przyczyny zewnętrzne niezależne, wielowiekowe zaniedbanie, światowy kryzys i globalne ocieplenie. Nie bez znaczenia jest również opakowanie: niezależnie od samego produktu, reklamy telewizyjne wychowały tak społeczeństwo, aby reagowało na cechy zewnętrzne, np. uśmiech premiera, jego kurtkę, wystudiowane gesty. Ponadto psychologowie twierdzą, że istnieje coś takiego jak instynktowne odrzucanie oczywistej prawdy w obawie przed tym, co przynosi. Widać, że na ten syndrom jak na razie zapadła większość społeczeństwa. Kiedyś zapewne nastąpi masowe przebudzenie – oby nie po wyborach! Tak czy owak, nic nie może wiecznie trwać i trudno sobie wyobrazić, że za parę czy paręnaście lat głodny, zadłużony po uszy obywatel w niedogrzanej chałupie, do którego nie sposób dojechać,...
Marcin Wolski
Co interesujące, podobne morderstwa zdarzają się również w Kalifornii i jedno w Czechach. Czy jest przypadkiem, że właśnie wówczas bawił tam Unterweger? W dodatku (jako dziennikarz) bardzo interesował się pracą policji, a także penetrował środowisko prostytutek. Zacieśnia się krąg podejrzeń. Nie ma twardych dowodów, ale równocześnie nikt nie pasuje tak doskonale do wizerunku mordercy jak znany pisarz. Jego alibi są wątpliwe, za każdym razem znajduje się w pobliżu miejsca zbrodni, powtarza się modus operandi. Unterweger wie o akcji, ma jednak po swojej stronie prasę. Cóż trudnego przedstawić śledztwo jako policyjny spisek przeciw znanemu twórcy. Zagrożony aresztowaniem ucieka do Ameryki, ale i tam prowadzone jest dochodzenie. W dodatku, w odróżnieniu od starej Europy, w USA wykonywana...
Marcin Wolski
Dołączył do Arthura Rimbauda, do którego śpiewał „Rimbaud, aniele stróżu mój” i Henri de Toulouse-Lautreca, „co nogi miał za krótkie”. Żył intensywnie, pozostawił po sobie nie tylko – jak twierdzi legenda – legion fanów i nieutulonych w żalu wielbicielek, ale i mnóstwo wierszy i tekstów, których pierwszy tom pt. „Co to jest miłość” właśnie się ukazał. Ich lektura potwierdza, że mieliśmy szczęście żyć w złotym wieku polskiej piosenki, którą tworzyli Jeremi Przybora, Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski i Jonasz Kofta – autorzy, których mógłby (gdyby o nich wiedział) zazdrościć nam świat. Przecież przy ich utworach teksty największych światowych gwiazd brzmią często zgoła grafomańsko. Sądzę, że historia literatury doceni ich przede wszystkim jako poetów, żywych, prawdziwych, reagujących na...
Marcin Wolski
Na prawdziwe dymisje był czas w ciągu 24 godzin po katastrofie, podobnie jak na decyzję, kto będzie prowadził śledztwo. Można się było poradzić Angeli albo pani Steinbach i dowiedzieć, że w sprawie tragedii pod Smoleńskiem nr 1 ówczesne władze niemieckie, mimo posiadania wszystkich dowodów w ręku, wolały powołać komisję międzynarodową ze Szwajcarem na czele, z udziałem polskich autorytetów z Generalnej Guberni. Ale jak już powiedziałem, nie moja sprawa – biorę urlop! Dwa tygodnie to niewiele czasu i teoretycznie wszystko się może zdarzyć – sondaże falują i niewykluczone, że pewnego dnia „zupa się wyleje”, ale pewnie jeszcze nie pod moją nieobecność. Polityka polska przypomina telenowele, dużo się dzieje, ale akcja nie posuwa się ani o centymetr. Chyba że kogoś jeszcze może interesować...
Marcin Wolski
Jerzy Kosiński (Lewinkopf), wbrew własnym opowieściom, wyjechał z Polski legalnie w 1957 r. Swoją legendę „męskiej Anny Frank, której udało się przeżyć”, zbudował na postawie autobiograficznego „Malowanego ptaka”, w którym opisał losy żydowskiego dziecka prześladowanego przez nieludzkich Polaków w dobie Holocaustu. W istocie właśnie dzięki Polakom cała jego rodzina bezpiecznie przeżyła okupację w Dąbrowie Rzeczyckiej. Co do samego „Malowanego ptaka” jest oczywiste, że Kosiński nie napisał go niczym „drugi Conrad” po angielsku. Nie do końca jest też pewne, czy w ogóle go napisał. Podobnie jego następne dzieła są w dużej mierze dziełem studentów ghostwriterów. Autor nie gardzi plagiatami – według publicystów „Village Voice” słynne „Wystarczy być” to przeróbka „Kariery Nikodema Dyzmy”. CIA...
Marcin Wolski
Naukowo nazywa się to badaniem „wytrzymałości materiału”. Ostatecznego celu tych zabiegów nie znam, ale dotychczasowe próby są imponujące, a wytrzymałość krajowego materiału niezwykła – iryd, platyna, w dodatku non iron, bez konserwantów... Ale kiedy pewnego dnia to wreszcie pęknie, nie będzie czego zbierać. Tylko owa wizja, skądinąd nieomal pewna, wcale mnie nie peszy. Premier pokonujący Bug wpław pod Terespolem i prezydent rozmawiający z portretami w Belwederze na dzień przed impeachementem – to news tylko na chwilę. Jeśli nawet pewnego dnia dotychczasowi władcy znikną, pozostaną przecież rozgrzebane drogi, stadiony, podpisane kontrakty, inflacja, stagnacja i rodacy, z których jedni będą wołać „a nie mówiliśmy”, a drudzy, „niczego takiego nie słyszeliśmy”. 
Marcin Wolski
Opowiedział fabułę, porównał z „Psami” i „Różyczką”, dał dobry tytuł „Oni mogą wszystko”, delikatnie zganił, że opowieść zrealizowana jest po amerykańsku (to akurat uważam za komplement, bo obecnie żadna inna szkoła w filmie popularnym się nie liczy). I wszystko. Tymczasem wydarzenie, jakim jest ten film, daleko wykracza ponad możliwości zwykłej recenzji. Coś się w Polsce stało takiego, że dwóch starych wyjadaczy, w tym prezes Stowarzyszenia Filmowców, odważa się sięgnąć po temat tabu i opowiedzieć go sensacyjnie i przekonująco. W dodatku ktoś to zatwierdził, ktoś dał pieniądze, ktoś wpuścił na ekrany. Doprowadzić do wściekłości Adama Michnika i zdobyć poklask u Tomka Sakiewicza to naprawdę spora zasługa. To, że w PRL byli esbecy, że dochodziło do morderstw dokonywanych przez „...
Marcin Wolski
Barbara Stanisławczyk jest osobą odważną. „W miłosnych grach Marka Hłaski” postanowiła zmierzyć się z mitem. Inna sprawa, że jako rasowa reportażystka nigdy nie należała do osób bojaźliwych. W „Dziewczynkach” spenetrowała środowisko renomowanych prostytutek, w „Pajęczynie” już na początku lat 90. wzięła na spytki byłych esbeków. Mówili wtedy dużo i chętnie, zanim rządzące „autorytety moralne” przekonały ich, że niczego nie muszą. To wtedy po raz pierwszy trafiła na trop TW „Ewy”, żony Pawła Jasienicy rozpracowującej męża, ale nikt jej nie uwierzył. W „Miłosnych grach” idzie śladami „kobiet Hłaski”. Najpierw trafia do matki, potem do kochanek i kandydatek na żony (nieraz tak sławnych jak Agnieszka Osiecka), niektóre zgłaszają się same już po przeczytaniu pierwszego wydania książki. „...
Marcin Wolski
Laboratorium niewielkie, nie wymaga ogrzewania i lepiej niech coś, co z czasem może zagrozić Hiszpanii czy nie daj Boże Polsce, prześledzić w niedużej skali. Pokazać wszystkim, jakie są efekty życia na kredyt, ulegania postawom roszczeniowym. Ryzyka nie ma. Rewolucja komunistyczna nie wybuchnie, islam nie wtargnie, a Akropolu z wściekłości lud nie zniszczy, bo to i tak ruina. Pan Bóg podarował Grecji wszystko, co potrzeba – cudowny klimat, piękne położenie, ciepłe morze, wspaniałe plaże... Ile się musi natrudzić taki Duńczyk czy Fin, aby zarobić parę euro? W Grecji wystarczy otwierać drzwi i nosić walizki za gościem hotelowym. Być może w wypadku ogłoszenia upadłości nie obyłoby się bez dramatów, trzeba by sprzedać jakąś wyspę Niemcom czy Anglikom (byle nie Rosjanom – np. Santoryn...
Marcin Wolski
– Mnie też bliskie są ideały chrześcijańskie! – poparł Rosjanina Mataki. Było to z jego strony dość odważną deklaracją. Na temat stosunku prezydenta Stanów Zjednoczonych do wiary krążyły najróżniejsze spekulacje. W zależności od potrzeb marketingowych bywał raz bardziej chrześcijaninem, raz muzułmaninem lub animistą, a krytycy uparcie wytykali mu młodzieńcze grzeszki: praktykowanie voo-doo i flirt z satanizmem. – A co do rzekomych bredni na temat zjawisk nadprzyrodzonych... Muszę zmartwić szanownego kolegę. Jeszcze za czasów moich poprzedników w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego utworzono komórkę zajmującą się wspomnianą problematyką. Wnioski są niezwykle ciekawe. Mianowicie osiemdziesięciu dziewięciu procent cudów uznanych przez Kościół rzymskokatolicki nie można zakwestionować, również...
Joanna Lichocka
– Mnie też bliskie są ideały chrześcijańskie! – poparł Rosjanina Mataki. Było to z jego strony dość odważną deklaracją. Na temat stosunku prezydenta Stanów Zjednoczonych do wiary krążyły najróżniejsze spekulacje. W zależności od potrzeb marketingowych bywał raz bardziej chrześcijaninem, raz muzułmaninem lub animistą, a krytycy uparcie wytykali mu młodzieńcze grzeszki: praktykowanie voo-doo i flirt z satanizmem. – A co do rzekomych bredni na temat zjawisk nadprzyrodzonych... Muszę zmartwić szanownego kolegę. Jeszcze za czasów moich poprzedników w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego utworzono komórkę zajmującą się wspomnianą problematyką. Wnioski są niezwykle ciekawe. Mianowicie osiemdziesięciu dziewięciu procent cudów uznanych przez Kościół rzymskokatolicki nie można zakwestionować, również...
Marcin Wolski
Dawno, dawno temu obiecywano wyłaniać kandydatów na pasażerów w drodze prawyborów – obecnie naczelna racja to kooptacja. Po Kluziku i Arłuku idzie czas na zaproszenie Giertycha, niewykluczone, że przygotowuje się Lepper... Gdyby skrót PJN nie był pechowy, można by rzec: szykuje się nam Pociąg Jedności Narodu. Oczywiście jest kłopot z nadmiarem chętnych na miejscówki, po wyborach może się przecież okazać, że nie wszystkie dotychczasowe wagony odjadą. To niepokojące zagadnienie tak fascynuje kandydatów na pasażerów, zwłaszcza tych, którzy marzą o pierwszej klasie, że nie zadają sobie innych pytań. Np. czy to prawda, że pociąg, jak wiele innych w naszym kraju, będzie teraz jechał dwa razy wolniej, że do tej pory nie wiadomo, czy pojedzie w prawo, czy w lewo? I że choć zamiast nierealnego...
Marcin Wolski
Reszta była już wynikiem gry sił, własnej dynamiki i determinacji konkretnych ludzi. Nie bez znaczenia byli właściwi szefowie na właściwe czasy – Kieres na rozruch, Kurtyka na rozwój. Kompromisowy prezes w rodzaju Leona Kieresa umożliwił start, ktoś bardziej rewolucyjny sprawiłby zgładzenie dziecka na etapie raczkowania. A tak Instytut mógł wykorzystać krótki okres koniunktury, aby okrzepnąć. Doszło też do faktów dokonanych, po których powrót do przeszłości (z wizją spalenia lub zabetonowania archiwów) stał się nierealny. Po klęsce Macierewicza i upadku rządu Jana Olszewskiego sprawa wydawała się przegrana. Jednak sam fakt, że stanęła na porządku dziennym, a społeczeństwo dowiedziało się o istnieniu agentury, sprawił, że nie udało się zamieść jej pod dywan. Dzięki AWS, paradoksalnie...
Marcin Wolski
Pochodził ze znakomitej litewskiej rodziny wymienianej przez Mickiewicza, która doczekała się własnej ulicy na Mokotowie. Jego dziadek Ferdynand zorganizował na Litwie oddział, który walczył z carskim najeźdźcą. Kolejny z Narbuttów, Antoni, ojciec pisarza, zasłynął przed I wojną światową jako redaktor naczelny „Tygodnika Wileńskiego”. On sam jako pisarz zadebiutował późno w 1965 r. Wcześniej, od 1957 r. parał się publicystyką na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Szybko jednak rozstał się z redakcją. Nie pasował tam. Najlepiej czuł się w „drugim obiegu”, gdy publikował w „Zapisie”, „Spotkaniach” czy „Opinii”, a następnie już legalnie w „Ładzie” i w „Tygodniku Solidarność”. Całą jego twórczość udało się zebrać w 20 tomach wierszy, felietonów, powieści. Ostatniego zbioru „Żniwo lat...
Marcin Wolski
Jest historia agenturalnej współpracy znanego operatora Jerzego Lipmana zarejestrowanego jako TW „Jeż”, choć film (leżakujący na półkach telewizji) pokazuje ją dużo ostrzej. I jest Andrzej Wajda. Niezłomny, zyskujący pozytywne noty nawet u donosicieli. Ci w większości pozostają nierozszyfrowani, poza Zygmuntem Kałużyńskim, którego wizerunek jest wyjątkowo paskudny, a dzieło plugawe. Inni TW – tacy jak zarejestrowani pod pseudonimem: „Daniel” Daniel Passent, „Irena” – operator Andrzej Kostenko czy donosząca zapamiętale na swoją koleżankę Czyżewską Krystyna Stypułkowska – nie mają własnych rozdziałów. Autor z dużą wyrozumiałością traktuje rozmaite „grzechy młodości” artystów, jakimi było czytanie przez Łapickiego stalinowskich kronik filmowych, wśród których nie brakowało relacji z...
Marcin Wolski
Oczywiście, kiedyś będzie lepiej – powstaną i stadiony, i drogi, i szybkie koleje. Tyle że już po Euro. Z punktu widzenia aktualnej władzy będzie to musztarda po obiedzie, bo wszystko wskazuje, że mistrzostwa przyjdzie rozgrywać na Orlikach. Kto chce mieć obraz bałaganu, niekompetencji, pogardy dla obywateli w jednej pigułce, niech przyjeżdża do Warszawy. Po zmarnowaniu pięciu lat próbuje się zrobić wszystko naraz – nic z tego nie wychodzi, poza tym że nieprzejezdne są wszystkie mosty (z kolejowym włącznie, bo remont torów). Myśląc o równości szans, przecięto nie tylko komunikację wschód–zachód, ale również północ–południe, pozostawiono jedynie wąskie objazdy dla autobusów. Na wszelki wypadek, żeby ludzie nie mieli żadnego ratunku, przerwano też środkowy odcinek metra. Słowem swoboda...
Marcin Wolski
Niezwykły był ten wybór po krótkim pontyfikacie Jana Pawła I, tak jakby sama Opatrzność pragnęła skorygować ludzki błąd, niezwykłe było też cudowne ocalenie z perfekcyjnie przecież zaplanowanego zamachu. Fascynujące owoce wydała siejba nie tylko w Polsce, podróżował przecież po całym świecie, wszędzie pozostawiając po sobie niezatarte ślady. Wstrząsającym przykładem posługi aż do ostatniego tchnienia był okres świadomego umierania. I jakże znamienne było zamknięcie przez wiatr Świętej Księgi na jego trumnie. Choć przecież zamknął się tylko jeden doczesny rozdział jego egzystencji. A ile jeszcze nie wiemy – co naprawdę zdarzyło się podczas tajemniczego spotkania młodego księdza z Polski z kontrowersyjnym wówczas Ojcem Pio (którego potem ów ksiądz wyniósł na ołtarze), czego dowiedział...
Marcin Wolski
Jak to się stało? Nie uzyskał przecież swojego miejsca przez urodzenie (co jest udziałem wielu synów swoich sławnych ojców, przeważnie zresztą niedorastającym tatusiom do łydek), nie lobbowała za nim żadna z wpływowych mniejszości (etnicznych bądź seksualnych), a wręcz przeciwnie. Stosunek Salonu wyznacza umieszczenie go na czarnej liście Michnika, ale przecież i w kręgu Kaczorów nigdy nie był beniaminkiem. W oczach piłsudczyków jawi się zdecydowanie antysanacyjnie, ale dla endeków jest stanowczo za mało endecki. Więc kto za nim stoi? Zagadka. W dodatku w swojej „spowiedzi” dość pilnie chroni prywatności, napomykając jedynie o epizodach, które wcześniej z wypiekami na twarzy usiłowali rozszyfrowywać i weryfikować czytelnicy „Walca stulecia” i „Ciała obcego”. Z podobnym problemem mamy też...
Marcin Wolski
Oczywiście, na podstawie dotychczasowej historii ludzkości można się pocieszać, że zwycięstwo jakiegoś nośnika nie jest nigdy całkowite – pismo nie zabiło do końca opowieści mówionej, film nie uśmiercił teatru, telewizja nie pogrzebała filmu, internet nie zastąpi telewizji (chyba). Pozostaną enklawy, nisze, rezerwaty. Za to być może niedaleka jest przewidywana przez Wellsa epoka podziału świata na elitarną piśmienną mniejszość i resztę – umysłowy proletariat zatopiony w świecie wirtualnym. Wbrew pozorom jestem optymistą. Jeśli kiedyś do takiego podziału dojdzie, nasze będzie na wierzchu. Wróciłem właśnie ze spotkania ludzi myślących, czytających – ludzi, którzy spotkali się w klubach „Gazety Polskiej”. Dużo ich było, przedstawicieli różnych regionów, zawodów i pokoleń, ludzi...
Marcin Wolski
Parę lat temu Jan Rokita bał się białego świtu, w którym do jego mieszkania może zapukać ktoś inny nie mleczarz. Dziś może być spokojny! Do niego nikt nie zapuka, ale co do jego żony nie byłbym taki pewny. Inna sprawa. Jedno jest pewne – podobne zabawy są całkowicie nieskuteczne, a nawet przeciwskuteczne. Widać gołym okiem, że trwa na własne życzenie coraz szybsze piłowanie gałęzi, na której się siedzi – bo z kim przyjdzie się jeszcze skonfliktować po ludziach wierzących, kibicach, blogerach...? Pomysł, że można zapanować nad wszystkim i zabezpieczyć się na każdą okazję, przypomina opowieść o rabinowej spod Ołomuńca, która miała nocniki na każdą okazję – biały, czerwony, niebieski, żółty... A jak wkrocza do Czech Armia Czerwona, sfajdała się na schodach. Bohaterowie najnowszych...
Marcin Wolski
Szekspir, wystąp W dobie zaostrzającej się walki politycznej i zarysowujących się możliwości odprężenia międzynarodowego każda inicjatywa jest szczególnie cenna. Może z wyjątkiem prywatnej. Od wieków niejaki William Shakespeare był silną bronią imperialistów brytyjskich w walce z nowymi prądami duchowymi przebiegającymi Europę. Ten burżuazyjno-rojalistyczny twórca, który swoją karierę rozpoczął od stanowiska błazna królowej Elżbiety, wsławionej wojnami zaborczymi i uciskaniem ubogich warstw ludności, oddał swój niewątpliwy talent na usługi ciemnego wstecznictwa politycznego. Bo też przyjrzyjmy się tematyce formalnie nie najgorszych sztuk rzeczonego Shakespeare’a. Gloryfikuje w nich królewskie samodzierżawie ze wszystkimi krwawymi zbrodniami, występkami i nieprawościami, jakie mu...
Marcin Wolski
Bohaterka Anastazja przypomina postać z komiksu, komsomołka do szpiku kości oddana idei komunizmu i Stalinowi osobiście, mimo iż ten wysłał do piachu jej ojca, skądinąd żarliwego bolszewika. Niepokonana w walce wręcz, skoczek spadochronowy, pływaczka w przeręblach, a jednocześnie błyskotliwy analityk i doskonały śledczy. W dodatku piękna, odważna i do nieprzytomności ambitna. Sowiecki nadczłowiek. Nadludzi na kartach powieści Suworowa jest zresztą więcej. Obok Nastii można do nich zaliczyć Chowanowa, człowieka Stalina do tajnych poruczeń, tajemniczego czarodzieja Rudolfa Mazura czy nieustraszonego czekistę, a wcześniej zabójcę czekistów – tytułowego Żmijojada. I oczywiście nadczłowieka numer jeden – towarzysza Józefa Wissarionowicza Stalina, krojonego na olimpijską miarę, tyleż...
Marcin Wolski
Tu rodzi się pytanie: po co to wszystko? Kiedyś sam, czynny satyryk, mniemałem, że pokazywanie błędów i ułomności powoduje otrzeźwienie i poprawę obśmiewanych. Ale w tej kampanii nie chodzi przecież o poprawę, lecz o zdołowanie, zasianie zwątpienia, podzielenie ludzi, przeformatowanie tych, których się uda, i wykluczenie pozostałych. Ludźmi o zaniżonej samoocenie o wiele łatwiej rządzić, są lepszym materiałem do manipulacji bądź do prowokacji. A w dalszej przyszłości do wykorzenienia i wynarodowienia. Jakoś tak się działo w przeszłości, że nawet utrata państwowości nie oznaczała likwidacji narodu silnego dumą i wartościami. Podbój Grecji paradoksalnie posłużył zwycięstwu ich kultury nad rzymskim prostactwem. Żydów przez parę tysiące lat przed wynarodowieniem chroniło poczucie bycia „...
Marcin Wolski
Historia rodziny Broków i Sokołów, poprowadzona sprawnie, momentami sensacyjnie, pokazuje najważniejsze momenty naszej historii (a właściwie nie tylko naszej). Pamiętnik Jakuba Broka, bolszewickiego czekisty, przynosi chyba najpełniejszy, a na pewno jeden z najbardziej drastycznych opisów rosyjskiej wojny domowej, porównywalny jedynie z obrazkami Goi z cyklu „Okropności wojny”. Zaczyna się w 1905 r. od pogromu w białorusko-żydowskiej wiosce, a kończy w naszych czasach recydywy III Rzeczypospolitej. Po drodze będzie i rewolucja bolszewicka, i II wojna wraz z Holocaustem, i stalinizm w Polsce, Październik 1956, Marzec 1968, „Solidarność” i stan wojenny... Głównym bohaterem jest Adam Brok, syn Benedykta (Barucha), dziennikarza tygodnika „Republika”, niezwykle podobnego, wręcz tożsamego z...
Marcin Wolski
Tytułowy „hak” występował już wcześniej w kilku filmach, w których „ten zły” porywał „temu dobremu” żonę albo dziecko i w zamian za uwolnienie nakazywał dokonanie zbrodniczego czynu, np. zabicia popularnego polityka. Przy okazji sprawca miał być zgładzony, a zbrodniarz i jego mocodawcy nieodnalezieni. Perfidna intryga w filmach nigdy się nie udawała, przeważnie dzięki sile charakteru „tego dobrego”, któremu pomaga jeszcze kilku ludzi dobrej woli. Odkrywczość powieści Deavera polega na tym, że wykorzystywanie ludzi za pomocą „haka” jest dla płatnego zabójcy Harry Lovinga uniwersalną metodą rozwiązywania problemów. Metodą nie wprost, przypominającą raczej zabawy z dominem lub mechanizm, w którym świeczka przepala sznurek, sznurek zwalnia piłeczkę, piłeczka spadając przechyla wagę, z szalki...
Marcin Wolski
„Zamiast biegać z relikwiami, należy się wczytywać w papieskie nauczanie” – radził niejeden wynajęty mędrek, który pewnie sam nie był w życiu w kościele, sugerując, że święci i relikwie to zabobon, wstecznictwo, a dla nowoczesnego człowieka po prostu wstyd. „A to, że katolicka wiara zawiera »świętych obcowanie«, dowodzi tylko przestarzałości jej zasad” – twierdził. Jego sprawa. Bo przecież nawet dla człowieka niewierzącego nieobojętny powinien być szacunek dla bliskich zmarłych, kultywowanie pamięci czy przechowywanie pamiątek po kimś szalenie drogim. Nie z powodu magii, ale potrzeby bliskości. W ilu rodzinach przechowuje się pukle włosów ukochanych, pierwsze mleczne ząbki dzieciaków, zasuszoną pępowinę. Czy więc to takie dziwne, że otacza się szacunkiem relikwię po kimś, kto był...
Marcin Wolski
Notuje w nich pro memoria co głupsze wypowiedzi Partii i Rządu, piętnuje sługusów i dyspozycyjnych żurnalistów. Nie oszczędza Urbana, Witolda Fillera, Marka Grońskiego czy szczególnie odrażającej kreatury Jerzego Małczyńskiego z „Tu Jedynka”. Z notatek kreślonych na marginesach rocznic i wizyt, pierwszych majów i kolejnych zbrodni wyziera gniew i zafrasowanie. Przyszłością, polityką, młodzieżą, Polską. Jest tam „Solidarność” i festiwal piosenki wojskowej, berliński mur i Czarnobyl. Snują się pomysły nigdy nienapisanych sztuk, fragmenty niewygłoszonych monologów. Chciałoby się zakrzyknąć: „Biada krajom, co własne marnują talenty”. Inna sprawa, czy wolna Polska potrafiłaby zagospodarować Jerzego Dobrowolskiego, czy dałaby mu teatr, pół godziny w telewizji lub chociaż kwadrans w radiu?...
Marcin Wolski
Czy jest faszyzmem korzystanie z zapisanych w konstytucji praw do zrzeszania się, manifestacji i wypowiadania się publicznie? Czy jest faszyzmem protestowanie przeciw wykluczaniu z mediów zdań niezgodnych z aktualną linią Partii i Rządu, wyrzucanie niepokornych dziennikarzy na skalę nieznaną od czasu stanu wojennego? Czy jest faszyzmem domaganie się rzetelnego wyjaśnienia największej tragedii w dziejach polskich, w której zginęła elita narodu ze wszystkich opcji politycznych? Czy jest faszyzmem podawanie w wątpliwość intencji i działań sprawujących władzę, których nie chroni przecież ani immunitet nieomylności, a tym bardziej bezkrytyczności i bezkarności? Czy jest nim upominanie się o rację stanu i dobro Polski, politykę zagraniczną odpowiadającą narodowej dumie i żywotnym...
Marcin Wolski
Urbankowski surowo, ale rzetelnie ukazuje na szerokim tle gwałt, jaki dokonał się na literaturze polskiej, ale również z pomocą tej literatury. Ramy pracy mieszczą dwie wielkie odsłony stalinizmu na ziemiach polskich, tę z 1939 r. we Lwowie i Wilnie, którą można nazwać „próbą generalną”, i tę, która zaczęła się latem 1944 r. i trwała teoretyczne do 1956 r., symbolicznie do 1989 r., choć w wielu aspektach jej skutki w postaci opiniotwórczej elity obecne są do dziś. Oczywiście reżim łagodniał, później rozkładał się, komuniści stawali się rewizjonistami, a rewolucyjni internacjonaliści przemienili się w Europejczyków, czemu sprzyjały również zamiany pokoleniowe, choć jak wiadomo zajęta pozycja bywa dziedziczna. I w tym sensie żaden proces przeciwko Rymkiewiczowi nie zmieni faktu, że...

Pages