Marcin Hałaś

Trylogia to powieść kresowa. Kresy to sól Trylogii. Sól nadaje smak, ale może też zapiec pod niejedną powieką. W jakimś sensie do dzisiaj pozostało tak jak zaprojektował to Sienkiewicz: Kresy nadają polskości smak, ale równocześnie pozostają zadrą. Nienawidzą Sienkiewicza propagatorzy „nowoczesnego patriotyzmu”, ale też nie budzi on sympatii współczesnych braci-Ukraińców Zbaraż, Bar, Kamieniec Podolski – trzy kluczowe miasta Trylogii. Ale co potrafi powiedzieć na ich temat większość Polaków poza tym, że Zbaraż oblegali Kozacy, Kamieniec Turcy, a „Bar wzięty”? To ostatnie zdanie, kończące pierwszy tom „Ogniem i mieczem”, przeszło zresztą do języka potocznego i stosowane jest najczęściej do lakonicznego opisania rozpoczęcia biesiady przy barze z alkoholem. Problem takiej niewiedzy...
Przede wszystkim język winiety Minęło od tamtych czasów wiele lat. Okazuje się jednak, że zabieg podobny do tego z czasów PRL stosują w niepodległej Polsce kustosze i badacze z publicznych placówek kultury. Z jedną tylko zmianą – przejęci nie przyjaźnią polsko-radziecką, lecz gadką o partnerstwie polsko-ukraińskim, więc na przekór faktom i podstawom naukowego warsztatu gotowi są twierdzić, że Lwów od zawsze znajdował się na terenie Ukrainy. To na Ukrainie składał śluby Jan Kazimierz, na Ukrainie pisała dramaty Gabriela Zapolska, w końcu na Ukrainie zapewne polskie dzieci oddawały życie za Lwów. Tych kilka refleksji naszło mnie w czasie przeglądania w internecie zbiorów krakowskiego Muzeum Historii Fotografii. W tej dostępnej on-line kolekcji sporo miejsca zajmują zdjęcia wykonane we...
Codzienna wędrówka po chleb i woreczek mleka, a potem jeszcze raz z wiaderkiem śmieci do blaszanego kubła. Raz na tydzień po ziemniaki i mięso. W lecie, kiedy słońce dotyka ziemi, pan Bogdan w sklepie na osiedlu kupuje kilka gum do żucia i kolorowe naklejki, żeby rozdać je dzieciom, które przekomarzając się i kłócąc pokazują mu język.
Zapewne taka deklaracja po stronie palikotyzmu mniej powinna dziwić osoby, które widziały spektakl Teatru Ósmego Dnia zatytułowany „Paranoicy i pszczelarze” (premiera w grudniu 2009 r.). Rozszyfrujmy na początku metaforykę tytułu: paranoicy to Polacy – mówiąc słowami Marii Janion, do której nawiązują twórcy spektaklu – „z pozostałościami odziedziczonej po mesjanizmie megalomanii narodowej”. To ci, którzy odwołują się do tradycji konserwatywnej, patriotycznej, chrześcijańskiej. A pszczelarze – to ci, którzy po prostu pracują, często ciężko i za małe pieniądze, a przy okazji „zrazili się” do tego strasznego Kościoła katolickiego. Ale cóż z tego – są sympatyczni, ich los nas porusza. Spektakl pod względem teatralnym, inscenizacyjnym został zrobiony bardzo sprawnie – członkowie Teatru...
W takiej sytuacji miło czasami natknąć się na interesujący debiut poety, który nie należy do środowiska lansowanego na oficjalnej „liście frekwencyjnej” i „przeznaczonego do wyniesienia” (to określenia ukute przez Karola Maliszewskiego). Do takich debiutów należy zaliczyć tomik „Kamienne anioły” autorstwa młodej (rocznik 1984) poetki z Piaseczna, Katarzyny Sioćko. Autorka łączy universum z opowieścią osadzoną w realiach jej „małej ojczyzny”. Poezja to spokojna, jakby wykuta w kamieniu, epitafijna. Z jednej strony opowiada o własnym mieście – zwyczajnym, przeciętnym, o którym przewrotnie można napisać: „to miasto nie ma historii / (...) tu nie było żadnych epidemii / walk powstańczych ani kogoś / komu można postawić pomnik / otworzyć muzeum”. To oczywiście chłodna kokieteria, bo...