Piechotą na Święty Krzyż

Mięśnie ud bolą tak, że każdy kolejny krok wydaje się niemożliwością. Wiatr szalejący na otwartej przestrzeni zacina z boku, kąsa twarze. Księżyc jest tylko rozmazaną, białą plamką za nocnymi chmurami, prawie nie daje światła. Widzę więc tyle, ile mieści się w niewielkim kręgu jasności, rzucanym przez latarkę-czołówkę zaczepioną na mojej czapce: nierówny grunt, buty kogoś, kto idzie obok mnie. Procesja zatrzymuje się pod przydrożnym krzyżem. Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi. Klękamy, nie wiem jakim cudem zginając obolałe kolana

Decyzję o tym, by wziąć udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, podjęłam pod wpływem impulsu, właściwie nie do końca wiedząc,
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: