Safari III RP

Afrykańskie safari niejedno ma imię. Jest swoista „afrocepelia”: biali turyści w jeepach podjeżdżają do znudzonych żyraf, płochych antylop lub obojętnych na wszystko słoni, podniecają się ich widokiem i robią zdjęcia. Ale to safari w wersji soft. Jest też, skądinąd niedozwolone, safari dla „prawdziwych mężczyzn”. Bardzo bogaci (i bardzo okrutni) ludzie latają sobie helikopterami na niskich wysokościach i strzelają z nich do zwierzyny, robiąc prawdziwą jatkę, zmniejszając znacznie pogłowie lwów czy lampartów
 
Władcy III RP wpadli na pomysł, żeby zrobić safari u nas, między Odrą (i Nysą Łużycką) a Bugiem. To nie żart. Główna Inspekcja Transportu Drogowego, czyli psychopaci od
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: