Potrzeba aluzji

Od pewnego czasu coraz częściej dochodzę do wniosku, że wypada przeprosić się z aluzją. Mówienie pełnym głosem staje się coraz bardziej kosztowne. Sfora prawników tylko czeka, aby capnąć kogoś za „zbrodnię obrazy majestatu” (żarty na stronie antykomor) czy złośliwą krytykę lidera „największej demokratycznej gazety na świecie”.

Może już nie wystarczyć formuła „Bronisław K.” czy „Adam M.”. Odpowiedni prawnik udowodni, co trzeba, a krytykant zapłaci.

Czy jest to moment, żeby sięgnąć po aluzje – zamiast o prezydencie pisać o królu z Zasiedmiogórogrodzia, a duchowych spadkobierców KPP przedstawiać jako krasnoludków w RÓŻOWYCH czapeczkach? Tworzyć bajki z królestwa
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: