Szaleństwo maksymalizmu

Uznaję się za maniaka, może nawet kogoś z lekkim odchyleniem psychicznym, potrafię godzinami pracować nad czymś, co mnie frapuje, irytuje, pasjonuje. Zdarzało się nie raz i nie dwa wyjść po 24.00 przed chałupę i odkręcać po omacku kawałek zepsutego samochodu. Brałem potem taką część „na warsztat” i do rana przy niej grzebałem.

Efekty napraw bywały różne, ale na końcu zawsze samochód odpalał i jechał dalej. Mając w głowie te wszystkie odchylenia, jestem w stanie zrozumieć maksymalistów, którym spokoju nie daje jakiś defekt, ale w remontowanym samochodzie zawsze coś nie działa lub się psuje. Musi się z tym faktem pogodzić każdy maksymalista, w przeciwnym razie
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: