Bez nerwów po „stolicy mody”. Miasto, które nie umie być cicho

Długo nie pośpimy. Przed siódmą obudzą nas głośne nawoływania i gwizdy. To Włosi, którzy przed wyjściem do pracy obowiązkowo udają się na poranne cappuccino. Po drodze kupują „Il Giornale”, najsłynniejszy mediolański dziennik.

– Si, si! Momento! – chłopak rzuca obojętnie na moje zapytanie o wolne miejsca.
– Ale ja naprawdę nie mam czasu – usiłuję oderwać włoskiego recepcjonistę od słuchawki telefonicznej, na której, jak mniemam, zawieszona jest w tej chwili jego przeurocza sympatia.
– Si, si! Momento! – po raz kolejny odpowiada mi to samo. A ja mam wrażenie, że odsłuchuję zdezelowaną płytę gramofonową.
– Posłuchaj, kolego… Za oknem już zmrok.
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: