Antoni

Należał do najskromniejszych ludzi, jakich znałem. Przez parę lat chodziliśmy co poniedziałek do klubu Ronina, a ja nie miałem pojęcia, że uprzejmy, starszy pan nazywa się Antoni Krauze i jest twórcą legendarnych filmów. Dowiedziałem się o tym, kiedy pewnego dnia podszedł do mnie z propozycją wspólnego napisania scenariusza do filmu o tragedii w Smoleńsku, którego stworzenie traktował jako obowiązek.

Ów niepozorny człowiek dysponował tytaniczną determinacją i nadzwyczajną odwagą. Porwał się na temat, który, jak twierdził, będzie jego „pożegnaniem z filmem”, praktycznie bez szans. Nie było pieniędzy, sponsorów, miał przeciw sobie urzędy i elity. Kpiono z
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: