Misiewicz. To brzmi dumnie

Politycy opozycji nie są w stanie narzucić żadnego merytorycznego tematu debaty publicznej. Od czasu do czasu uda im się jednak ukuć hasełko, które natychmiast gdy osiągnie sukces, zostanie spalone przez samych twórców. Tak było z wymyślonym terminem „Misiewicze”. W założeniu pojęcie miało określać osoby z partyjnego nadania, które nie są odpowiedni na piastowane stanowisko. „Misiewiczami” mieli być prezesi Orlenu, członkowie zarządu JSW, PZU i PGNiG.

Ich rządy miały doprowadzić do katastrofy poszczególne spółki. Jak narracja z Misiewiczami ma się do rzeczywistości? Otóż, jak pisze portal Money.pl, w pierwszym półroczu tego roku największe państwowe spółki
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: