Z klubu go-go do zakonu. W poszukiwaniu prawdziwej miłości

Ostry makijaż, wyzywające ciuchy. Długie, śniade nogi owijają się wokół rury. Kręgosłup dziewczyny wygina się do tyłu pod niemożliwym wręcz kątem. Anna tańczy, bywalcy klubu krzyczą. W tym samym czasie jej matka modli się o nawrócenie córki. W końcu Bóg ją wysłuchuje.

Dziś śladu nie ma po kuszącym image’u. Na twarzy Anny nie zobaczy się szminki, pudru czy tuszu do rzęs. Jej codzienny strój to niebieski habit; skromna sukienka za kolana, bluzka, welon.
Przyjechała do Szczecina na kilka dni, na Boski Festiwal organizowany dla młodzieży przez księży salezjanów. Uczyła wielbić Boga tańcem. Jednak nie takim, jakim parała się przez znaczną część życia.
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: