„Second Lady”, strzały HGW i ryk śmiechu

Uwielbiam Amerykę, zwłaszcza geopolitycznie. Lubię Waszyngton z jego mniej zwariowanym życiem niż pędzący na złamanie karku Nowy Jork. Fajnie jest bywać w USA – znacznie mniej fajnie spędzać czas w kolejce po wizę na lotnisku.

Choćby tym waszyngtońskim imienia Dullesa. Jak wyraźna większość Polaków, żywię ciepłe uczucia wobec Amerykanów. Ma to swoje znane historyczne uwarunkowania. Ale przy całej sympatii dla Jankesów, czasem się im dziwię. Ot, na przykład fajny i realnie pomocny Trumpowi wiceprezydent Mike Pence w czasie oficjalnej wizyty mówi o towarzyszącej mu żonie per „The second lady”... Rozumiem amerykański protokół dyplomatyczny, ale nie wyobrażam sobie
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: