Debata między łykami piwa

Gdy w ubiegły piątek pojechałem na weekend do rodzinnego Krakowa, usłyszałem, jak z zakładu blacharskiego obok mojej ulicy jeden fachura krzyczał do drugiego coś o szefie MON Antonim Macierewiczu, powtarzając to, co usłyszał w jednej ze stacji telewizyjnych. Nadawał na tak wysokim tonie, jakby jego rozmówca, zapewne klient lub kolega z pracy, co najmniej zabił mu rodzinę, a sprawa toczyła się przed nieznającym szczegółów sądem. Słyszałem jego tyradę po drugiej stronie ulicy i jestem pewien, że nie tylko ja. To niestety coraz częstsze obrazki.

Krzyczymy do siebie przy rodzinnych spotkaniach, przerzucamy zaciągniętymi z Internetu fragmentami cudzych wypowiedzi,
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: