„Zobaczyłem, że z rękawa cieknie mi krew”. Zomowcy z plutonu specjalnego strzelali, żeby zabić

Na plac przed kotłownią kopalni „Wujek” spadł grad petard i gazów, w ciągu kilku chwil zrobiło się ciemno od dymu. Górnicy próbowali odrzucać petardy i pojemniki z gazem. Następnie do akcji wprowadzono armatki wodne. Silne strumienie wody uderzyły w strajkujących. Do ataku ruszyli zomowcy…

„Było ciemno, do tego piekły nas oczy, człowiek nie widział strumieni wody. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to rzucać kamieniami” – wspominał Franciszek Pomichowski. Gdy wiatr rozwiał z placu chmurę dymu, Stanisław Płatek dostrzegł leżącego na ziemi górnika. Od razu pomyślał, że trzeba go odciągnąć za róg kotłowni. Gdy górnik podbiegł do nieprzytomnego kolegi, poczuł szarpnięcie
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: