We władzy Hezbollahu cz.1

Zawsze gdy przylatuję do Bejrutu, udziela mi się nastrój optymistycznego podniecenia, jakie tu panuje. Stolica Libanu to labirynt dzielnic, wpływów, egzotycznych ugrupowań i interesów.

Miasto – pomimo swojej wojennej przeszłości – kipi młodością i wirem interesów, które robi tu każdy z każdym. Sunnici, syryjscy szpiedzy Asada, Palestyńczycy, agenci Państwa Islamskiego, maronici, druzowie, szyicki Hezbollah, Rosjanie, Amerykanie, Turcy, Saudyjczycy i Hindusi – spleceni są tu gąszczem powiązań i interesów. Obok obozów dla uchodźców przejeżdżają auta bogatych nababów. Kiedyś szukałem w Bejrucie śladów Ilicha Ramíreza Sáncheza, bardziej znanego jako „Carlos” albo „
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: