Poza czasem w Ziemi Świętej

Historia miesza się z teraźniejszością, Bliski Wschód z Europą, ból ze spokojem.

Beton, rdzewiejące kraty, odpadająca farba, dyskretna woń dworcowych sanitariatów – w zasadzie nic zachwycającego. Miejsce kultu religijnego, pełne sprzedawców dewocjonaliów – sacrum toczy bezsilny bój z profanum. Podobne wrażenie sprawia tysiąc miast w Europie. Niemniej jednak Izrael zauroczył mnie. Palmami, skwarem, historią, namiastką egzotyki? Może, ale chyba najbardziej magnetyzmem. Nie nazwę tego urokiem, magią czy klimatem, bo takie słowa brzmią absurdalnie w ustach starszego mężczyzny... Po przylocie dojeżdżam do hotelu, w pokoju wychodzę na balkon: dwieście metrów dalej
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: