Siódmy cud świata i dziesięć świń. Gdzie trycykl to podstawa transportu

Bolały mnie wszystkie kości. Siedziałem skulony w ciasnym fotelu w nocnym autobusie, jadącym ze stolicy Filipin Manili do położonej wysoko w Kordylierach wsi Banaue, słynącej z ryżowych tarasów.

Z tego męczącego letargu wyrwało mnie klepnięcie w ramię. – Mister, mister, finisz – piszczał chłopak pełniący rolę konduktora. – Wysiadamy – powiedziałem do żony. Wreszcie rozprostowaliśmy kości. Na niewielkim placu wokół autobusu przepychali się przewodnicy reklamujący swoje usługi, hotelowi naganiacze i kierowcy oferujący podwózkę. Już miałem szukać kogoś, kto dowiezie nas do pensjonatu, w którym zamówiliśmy pokój, kiedy zobaczyłem niewielkiego człowieka w
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: